oficierami Z nieporownanym męstwem szli przed swymi Pułki pieszymi,
Które za nimi nie pozostawają, Przą się, gdzie gęste śmierci rozdawają, Skoczy w też tropy, z odwagą żywota, Luźna hołota.
Tak Bóg poszczęścił, że za czas dość mały Piechoty nasze w szańce się włamały I berdyszami tych, co nie uciekli, Okrutnie siekli.
Pierzchnęli drudzy: lecz kawaleria Tak tam stanęła, że niewiedzieć czyja Była wygrana, choć już naszy byli Wałów dobyli.
Bo wśród majdanu z całym komunikiem Wszyscy paszo wie, mocnym stojąc szykiem, Janczarów swoich, kędy się mieszali, Sekundowali
Tak natarczywie i tak wściekle prawie, Widząc, że giną, a chcąc
officierami Z nieporownanym męstwem szli przed swymi Pułki pieszymi,
Ktore za nimi nie pozostawają, Przą się, gdzie gęste śmierci rozdawają, Skoczy w też tropy, z odwagą żywota, Luźna hołota.
Tak Bog poszczęścił, że za czas dość mały Piechoty nasze w szańce się włamały I berdyszami tych, co nie uciekli, Okrutnie siekli.
Pierzchnęli drudzy: lecz kawalerya Tak tam stanęła, że niewiedzieć czyja Była wygrana, choć już naszy byli Wałow dobyli.
Bo wśrod majdanu z całym komunikiem Wszyscy paszo wie, mocnym stojąc szykiem, Janczarow swoich, kędy się mieszali, Sekundowali
Tak natarczywie i tak wściekle prawie, Widząc, że giną, a chcąc
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 488
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
, I nie inaczej wszyscy biegli na pogany, Jeno, jako zgłodzeni wilcy na barany.
LII.
Wtem wszyscy rączem koniom rzeźwiej popuścili, A skoro się do siebie wzajem przybliżyli I on tak mały rozdział i pole zginęło, Które strony dzieliło i nagle zniknęło, Począł się taniec, mało podomno widziany, Bo sami tylko siekli Szotowie pogany, Sami tylko poganie byli tak strwożeni, Jakoby byli na śmierć tam byli zwiedzieni.
LIII.
Każdy się Szot zdał, jako ogniem zapalony, Każdy poganin zimnem mrozem przerażony, Mniemając - taki ból z ran, taką mieli mękę - Że każdy z naszych miał mieć Rynaldowę rękę. Wtem począł następować król Sobryn
, I nie inaczej wszyscy biegli na pogany, Jeno, jako zgłodzeni wilcy na barany.
LII.
Wtem wszyscy rączem koniom rzeźwiej popuścili, A skoro się do siebie wzajem przybliżyli I on tak mały rozdział i pole zginęło, Które strony dzieliło i nagle zniknęło, Począł się taniec, mało podomno widziany, Bo sami tylko siekli Szotowie pogany, Sami tylko poganie byli tak strwożeni, Jakoby byli na śmierć tam byli zwiedzieni.
LIII.
Każdy się Szot zdał, jako ogniem zapalony, Każdy poganin zimnem mrozem przerażony, Mniemając - taki ból z ran, taką mieli mękę - Że każdy z naszych miał mieć Rynaldowę rękę. Wtem począł następować król Sobryn
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 370
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
zdrowia, żon, dzieci, majętności ważeli dla ojczyzny, swobód, wolności szlacheckich, dostojeństwa pańskiego. A rokoszanom się król na ich artykuły nie podpisał, które się z prawem pospolitem zgadzają i z przysięgą królewską, a dostojnikom się podpisał, bo go do tego przymusieli. Kto króla despektów, tumultów nakarmił, że się siekli, bili, jak bestie, wołając i krzycząc, marszałkowe wozy siekąc? — Dostojnicy. Na co królewskie oczy patrzały. Kto przeciwko jasnemu prawu privata auctoritate pod bokiem pańskim marszałka koronnego z urzędu złożył, a inszego sobie na insze miejsca obrał? — Dostojnicy. Kto żołnierze przymuszał, bijąc pięściami za szyję, podpisować się
zdrowia, żon, dzieci, majętności ważeli dla ojczyzny, swobód, wolności szlacheckich, dostojeństwa pańskiego. A rokoszanom się król na ich artykuły nie podpisał, które się z prawem pospolitem zgadzają i z przysięgą królewską, a dostojnikom się podpisał, bo go do tego przymusieli. Kto króla despektów, tumultów nakarmił, że się siekli, bili, jak bestye, wołając i krzycząc, marszałkowe wozy siekąc? — Dostojnicy. Na co królewskie oczy patrzały. Kto przeciwko jasnemu prawu privata auctoritate pod bokiem pańskim marszałka koronnego z urzędu złożył, a inszego sobie na insze miesca obrał? — Dostojnicy. Kto żołnierze przymuszał, bijąc pięściami za szyję, podpisować się
Skrót tekstu: PokNiewinCz_III
Strona: 383
Tytuł:
Pokazanie niewinności rokoszan, miedzy ludzi podanej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1606 a 1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
nacierając (Lubo brał znaczną chłostę kilka razy) Nakoniec wszystkich sił wojska ruszając, Na lewe skrzydło przypaść się odważy Źle pilnowane, gdzie już nasza była Rzecz ku upadku bardzo się skłoniła;
Lecz gdy poganin już miał za wygranę, Od Wiśniowieckiej zrażon był piechoty; Tymczasem naszych męstwo wspamiętane Serca wzbudziło do zwyczajnej cnoty, Siekli motłochy one wsparowane, Jeden drugiemu dodając ochoty: Musiał Abazy z pola wojsko zwodzić, A całą nocą z sromotą uchodzić.
Kto insze bitwy fortunnie stoczone Pod Ochmatowem potem z Tatarami? Kto w dzikich polach zamki osadzone I z obronnemi powie fortecami? Skąd wszystkie szlaki najeźdźcom zamknione, A ojczyzna się przezeń granicami Cieszyła
nacierając (Lubo brał znaczną chłostę kilka razy) Nakoniec wszystkich sił wojska ruszając, Na lewe skrzydło przypaść się odważy Źle pilnowane, gdzie już nasza była Rzecz ku upadku bardzo się skłoniła;
Lecz gdy poganin już miał za wygranę, Od Wiśniowieckiej zrażon był piechoty; Tymczasem naszych męstwo wspamiętane Serca wzbudziło do zwyczajnej cnoty, Siekli motłochy one wsparowane, Jeden drugiemu dodając ochoty: Musiał Abazy z pola wojsko zwodzić, A całą nocą z sromotą uchodzić.
Kto insze bitwy fortunnie stoczone Pod Ochmatowem potém z Tatarami? Kto w dzikich polach zamki osadzone I z obronnemi powie fortecami? Zkąd wszystkie szlaki najeźdźcom zamknione, A ojczyzna się przezeń granicami Cieszyła
Skrót tekstu: OdymWŻałKoniec
Strona: 333
Tytuł:
Żałośna postać Korony Polskiej
Autor:
Walenty Odymalski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1659
Data wydania (nie wcześniej niż):
1659
Data wydania (nie później niż):
1659
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pamiętniki o Koniecpolskich. Przyczynek do dziejów polskich XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Stanisław Przyłęcki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Leon Rzewuski
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1842
. Potockiego. Pana Sieniawskiego/ i Pana Rudyminowa mężnie się z nieprzyjacielem starli/ szczęśliwie im za laską Bożą powiodlo/ gdyż wszytkie drzew-
ka skruszyli/ i rzadki pacholik coby swego na kopiją nie wżyął położyli na placu do 500. Pogaństwa rannych sowito/ bo i jeden nasz koniem kilka ich obalająć na ziemię walając się siekli Turków/ zaczym zaraz odwrót uczyniwszy tył w las zagórę podawali/ w tym razie i pogromie pogaństwa/ ci z Chorągwi naszych zginęli. Hetmański Chorąży ścięty/ i Chorągiew wzięta/ Pan Bałaban/ P. Dalmat młodszy/ P. Koleński P. Wojnarowski. Pan Potocki sam szkodliwie posieczony trzeciego dnia umarł. P.
. Potockiego. Páná Sieniáwskiego/ y Páná Rudyminowá mężnie się z nieprzyiaćielem stárli/ sczęśliwie im zá láską Bożą powiodlo/ gdyż wszytkie drzew-
ká skruszyli/ y rzadki pácholik coby swego ná kopiią ńie wżiął położyli ná plácu do 500. Pogánstwá ránnych sowito/ bo y ieden nász koniem kilka ich obaláiąć ná źiemię waláiąc się śiekli Turkow/ záczym záraz odwrot vczyniwszy tył w lás zágorę podawáli/ w tym ráźie y pogromie poganstwá/ ći z Chorągwi nászych zginęli. Hetmánski Chorąży śćięty/ y Chorągiew wźięta/ Pan Báłában/ P. Dálmát młodszy/ P. Koleński P. Woynárowski. Pán Potocki sam szkodliwie pośieczony trzećiego dniá vmárł. P.
Skrót tekstu: ZbigAdw
Strona: B3v
Tytuł:
Adwersaria, albo terminata sprawy wojennej
Autor:
Prokop Zbigniewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
gromadno; i nie mając względu ani na stan kapłański dwu Jezuitów/ obudwu kapłanów i Profesorów/ między studentami dla obrony ich od swawolników onych idąjch/ armata manu na nie uderzyli/ i tumult cum violatione pacis publicae uczynili; tak że drzwi domów i warztatów/ do których byli tak Jezuici jako i studenci ich ustąpili/ siekli/ a szlachcica jednego dyscypuła Jezuickiego wramię cięli: innym kijmi/ drugim kamięńmi dostało się. Patrzał na tę Tragedyą sam Prowincjał Jezuicki X. Gerzy Tyszkiewić piae memoriae/ zniektórymi starszych Jezuitów przed Kolegium swym stojąc; dziwując się że X. Rektor Akademicki/ od niego o tym expresse obwieszczony; i rekwirowany gorąco/
gromádno; y nie máiąc względu áni ná stan kápłáński dwu Iezuitow/ obudwu kápłánow y Professorow/ między studentámi dla obrony ich od swawolnikow onych idąych/ armatâ manu ná nie vderzyli/ y tumult cum violatione pacis publicae vczynili; ták że drzwi domow y wárztatow/ do ktorych byli ták Iezuići iáko y studenći ich vstąpili/ śiekli/ á śláchćicá iednego discypułá Iezuickiego wrámię ćięli: innym kiymi/ drugim kámięńmi dostáło się. Pátrzał ná tę Trágedyą sam Prouincyał Iezuicki X. Gerzy Tyszkiewić piae memoriae/ zniektorymi stárszych Iezuitow przed Collegium swym stoiąc; dźiwuiąc się że X. Rektor Akádemicki/ od niego o tym expresse obwieszcżony; y requirowány gorąco/
Skrót tekstu: SzemGrat
Strona: 151
Tytuł:
Gratis plebański
Autor:
Fryderyk Szembek
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1627
Data wydania (nie wcześniej niż):
1627
Data wydania (nie później niż):
1627
stał tego prawie czasu/ Pan Wojewoda Smoleński u lasu.
Ku tym dwie rocie Usarskich wypadnie/ Pana Hetmana Litewskiego/ snadnie Do ucieczki ich/ jako niespodziane Przymuszą: goniąc w niwecz rossipanie.
Tamże Chorągwie Rajtarskie dwie były/ Które do Dniepru aż Moskwę goniły: ci oślep prawie wpadali z koniami: A nasi w wodzie siekli ich szablami.
Snadź by był wszystkich Dniepr otrzymał w sobie/ Alboli w juszym drudzy legli grobie. Gdyby przeszkodą nie była Damowa Strzelba ognista/ ciężka naszym owa.
w Której lub długo dosyć mężnie trwali/ Rażąc tych którzy sromotnie pierzchali: Wszakze w południe z pola się wrócili: I spracowane siły umocnili.
A
stał tego práwie cżásu/ Pan Woiewoda Smolenski u lásu.
Ku tym dwie roćie Vsarskich wypádnie/ Páná Hetmána Lithewskiego/ snádnie Do ućieczki ich/ iáko niespodźiáne Przymuszą: goniąc w niwecż rosśypánie.
Támże Chorągwie Ráytarskie dwie były/ Ktore do Dniepru áż Moskwę goniły: ći oslep práwie wpadáli z koniámi: A nási w wodźie siekli ich szablámi.
Snádź by był wszystkich Dniepr otrzymał w sobie/ Alboli w iuszym drudzy legli grobie. Gdyby przeszkodą nie była Dámowa Strzelba ognista/ ćieszka nászym owa.
w Ktorey lub długo dosyć mężnie trwáli/ Ráżąc tych ktorzy sromotnie pierzcháli: Wszákze w południe z pola się wroćili: Y sprácowáne siły vmocnili.
A
Skrót tekstu: ChełHWieść
Strona: C3v
Tytuł:
Wieść z Moskwy
Autor:
Henryk Chełchowski
Drukarnia:
Franciszek Schnellboltz
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
poematy epickie, relacje
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1634
Data wydania (nie wcześniej niż):
1634
Data wydania (nie później niż):
1634
słodko błyskały/ raz z niebieskiej głowy Na wierzch się dobywając/ raz mruząc obłoki Do wpuł nieprzywierane. Z piersi duch głęboki. Ognie żywe wysiewał; Skąd wszytkie do koła Gotowym się płomieniem zajmowały zioła/ Drzewa same pałały/ z sobą się szaerzając Jednostajnym pożarem: i po nich latając Bażanci/ Feniksowie/ powietrze ogniste Skrzydły siekli złotym. Nawet aż bagniste I błota wysychały/ i ziemia w swym łonie Czuła ogień piastując ciężkie jego skronie/ Dodawała jego snu wdzięcznym swym szemraniem Rzeka sama/ i z boku chłodnym powiewaniem Lagodnych Fawoniów/ poruszając drobne Ptaszęta do śpiewania/ i inne osobne Lało niebo przysmaki/ czym więcej zmarzone Dziecko się rozerwało/ jakoby
słodko błyskáły/ raz z niebieskiey głowy Ná wierzch sie dobywáiąc/ raz mruząc obłoki Do wpuł nieprzywieráne. Z piersi duch głęboki. Ognie żywe wysiewał; Zkąd wszytkie do kołá Gotowym się płomieniem záymowały ziołá/ Drzewá sáme pałáły/ z sobą się szaerzáiąc Iednostáynym pożárem: y po nich latáiąc Báżanci/ Fenixowie/ powietrze ogniste Skrzydły siekli złotym. Nawet aż bagniste Y błotá wysycháły/ y ziemiá w swym łonie Czułá ogien piastuiąc cięszkie iego skronie/ Dodawáła iego snu wdzięcznym swym szemrániem Rzeka sama/ y z boku chłodnym powiewániem Lágodnych Fawoniow/ poruszáiąc drobne Ptaszętá do spiewánia/ y inne osobne Lało niebo przysmáki/ czym więcey zmárzone Dziecko się rozerwało/ iákoby
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 94
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
łota. Kozacy jednak zrazu odpór dają, Sieką od wałów i z działek strzelają. Lecz na ostatek, gdy już Chmielnickiego Z sobą nie mają hetmana swojego, Który był uszedł kinąwszy buławę, Trudno przez głowy mieli trzymać sprawę; Wszyscy się zaraz w rozsypkę udali, A nasi wpadszy — łby im ucinali, Bili i siekli, i w błota wpychali, I po jęczących Kozakach deptali, Tak iż Styr prawie ze krwie płynął drugi I purpurowe wrzały ciekąc strugi. Żaden w okopach nie został tak zdrowy, Aby na placu nie miał pozbyć głowy. I sam nieborak władyka od swego Ubioru ledwo uciekł kapłańskiego, Porzucił wszystkie w szańcach aparaty, Dzwonki
łota. Kozacy jednak zrazu odpór dają, Sieką od wałów i z działek strzelają. Lecz na ostatek, gdy już Chmielnickiego Z sobą nie mają hetmana swojego, Który był uszedł kinąwszy buławę, Trudno przez głowy mieli trzymać sprawę; Wszyscy się zaraz w rozsypkę udali, A nasi wpadszy — łby im ucinali, Bili i siekli, i w błota wpychali, I po jęczących Kozakach deptali, Tak iż Styr prawie ze krwie płynął drugi I purpurowe wrzały ciekąc strugi. Żaden w okopach nie został tak zdrowy, Aby na placu nie miał pozbyć głowy. I sam nieborak władyka od swego Ubioru ledwo uciekł kapłańskiego, Porzucił wszystkie w szańcach aparaty, Dzwonki
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 129
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
zabicia imp. Tworowskiego, sędziego orszańskiego, ad instantiam pozostałej żony jego, którą w protekcyjej swojej ma im. ks. biskup. Tenże czynił relacyją królowi im. o obrazie posieczonym na Bramie Trockiej im. ks. wileńskiego i że ten obraz własny był imp. wojewody połockiego i że imci ludzie on przybijali i siekli rapirami; na, których ks. Puzyna karmelita nadjachał, widząc to z drabin pospychał i onych po grzbiecie rapierem swoim, z którym zawsze przy koniu jeździ, pobił. Tenże powiedział, że imp. marszałek nadw. W.Ks.L. jachać miał do Rzymu w sprawie imp. wojewody wileńskiego z im
zabicia jmp. Tworowskiego, sędziego orszańskiego, ad instantiam pozostałej żony jego, którą w protekcyjej swojej ma jm. ks. biskup. Tenże czynił relacyją królowi jm. o obrazie posieczonym na Bramie Trockiej jm. ks. wileńskiego i że ten obraz własny był jmp. wojewody połockiego i że jmci ludzie on przybijali i siekli rapirami; na, których ks. Puzyna karmelita nadjachał, widząc to z drabin pospychał i onych po grzbiecie rapierem swoim, z którym zawsze przy koniu jeździ, pobił. Tenże powiedział, że jmp. marszałek nadw. W.Ks.L. jachać miał do Rzymu w sprawie jmp. wojewody wileńskiego z jm
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 148
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958