, wsiądzie.
LXX
Już się zeszli i trąby inszej nie czekają, Wrodzonem serca męstwem rozpalone mają. Twarzy z szyszaków widać obudwom wesołe, Blask wzrok z szabel uraża, które mają gołe. Skoczą żartko do siebie i oba ostremi Trafią w mocne puklerze broniami swojemi; Gęste i ciężkie razy precz się rozlegają, A płomienie sierdzistych jadów gniew wzbudzają.
LXXVII.
Rynald to stąd, to z owąd wielkie czyni koła, W bok uskakuje, głowy strzeże, chroni czoła; Wie, jako najduższy blach nie może hamować Najdoskonalszej szable, woli ustępować. Gradas, ledwie dościgły subtelnemu oku, Za niem leci i swego w skok pomyka kroku, Ciskając na
, wsiędzie.
LXX
Już się zeszli i trąby inszej nie czekają, Wrodzonem serca męstwem rozpalone mają. Twarzy z szyszaków widać obudwom wesołe, Blask wzrok z szabel uraża, które mają gołe. Skoczą żartko do siebie i oba ostremi Trafią w mocne puklerze broniami swojemi; Gęste i ciężkie razy precz się rozlegają, A płomienie sierdzistych jadów gniew wzbudzają.
LXXVII.
Rynald to stąd, to z owąd wielkie czyni koła, W bok uskakuje, głowy strzeże, chroni czoła; Wie, jako najduższy blach nie może hamować Najdoskonalszej szable, woli ustępować. Gradas, ledwie dościgły subtelnemu oku, Za niem leci i swego w skok pomyka kroku, Ciskając na
Text ID: ArKochOrlCz_III
Page: 48
Title:
Orland szalony, cz. 3
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905
, jako on ochoczy Wesoło się zakrzątnie, do swych koni skoczy; Najokrutniejsze lekce poważywszy trwogi, Na zły raz swój prostuje krok i śmiałe nogi. Tysiąc przygód wojennych rycerz odważony Zwyciężył, ogniem chęci szczerych zapalony, Sosnom równe olbrzymy zniósł z Lestrygonami, Co gwałtem żyzną brali ziemię pod Lidami.
XXXVIII.
Nigdy takich macocha sierdzista trudności Z wrodzonej Alcydowi nie czyniła złości; Od Eurysteusza on nie beł tak trapiony, Gdy w Lernie dziw zabijał, jadem napuszony; Lżejsze jego w Nemeej, w Erymancie były Prace, choć oczywistem zginieniem groziły: Przeszedł go w wielkich dziełach Alcest zawołany, Umyślnie na pewną śmierć ode mnie wysłany.
XXXIX.
Gdy mi
, jako on ochoczy Wesoło się zakrzątnie, do swych koni skoczy; Najokrutniejsze lekce poważywszy trwogi, Na zły raz swój prostuje krok i śmiałe nogi. Tysiąc przygód wojennych rycerz odważony Zwyciężył, ogniem chęci szczerych zapalony, Sosnom równe olbrzymy zniósł z Lestrygonami, Co gwałtem żyzną brali ziemię pod Lidami.
XXXVIII.
Nigdy takich macocha sierdzista trudności Z wrodzonej Alcydowi nie czyniła złości; Od Eurysteusza on nie beł tak trapiony, Gdy w Lernie dziw zabijał, jadem napuszony; Lżejsze jego w Nemeej, w Erymancie były Prace, choć oczywistem zginieniem groziły: Przeszedł go w wielkich dziełach Alcest zawołany, Umyślnie na pewną śmierć ode mnie wysłany.
XXXIX.
Gdy mi
Text ID: ArKochOrlCz_III
Page: 71
Title:
Orland szalony, cz. 3
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905
za nią Marfiza leci odważona: Śmierć niewinna ojcowska, śmierć niezapomniona Serce jej kruszy mężne; swego konia, który Z najlekcejszemi biegiem porównać mógł pióry, Bojcami ustawicznie wzbiera i morduje. Ale cóż, próżno robi, daremnie pracuje: Uniosło Agramanta szczęście wprzód, niż one Przypadły jedną pomsty chęcią zagonione.
LXIX.
Jako para sierdzistych tygrysic się wstydzi, Kiedy po bok tłustego zwierza idąc, widzi, Jeśli za pierwszym razem, puściwszy się z góry, Nie połapią go w ostre kły, krzywe pazury; Idą nazad, i gniewem i sromem ujęte, A oczy skry ciskają, z jadów słusznych wszczęte: Tak obie bohatyrki, iż nie przebieżały Drogi
za nią Marfiza leci odważona: Śmierć niewinna ojcowska, śmierć niezapomniona Serce jej kruszy mężne; swego konia, który Z najlekcejszemi biegiem porównać mógł pióry, Bojcami ustawicznie wzbiera i morduje. Ale cóż, próżno robi, daremnie pracuje: Uniosło Agramanta szczęście wprzód, niż one Przypadły jedną pomsty chęcią zagonione.
LXIX.
Jako para sierdzistych tygrysic się wstydzi, Kiedy po bok tłustego źwierza idąc, widzi, Jeśli za pierwszym razem, puściwszy się z góry, Nie połapią go w ostre kły, krzywe pazury; Idą nazad, i gniewem i sromem ujęte, A oczy skry ciskają, z jadów słusznych wszczęte: Tak obie bohatyrki, iż nie przebieżały Drogi
Text ID: ArKochOrlCz_III
Page: 200
Title:
Orland szalony, cz. 3
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905
już powstaje; A kiedy ciepła mój Febus dodaje, Człek się rozpina, gdy słońce w upale, Pielgrzym już z siebie płaszcz zdejmuje całe. Wygrało Słońce, prym przed wiatrem wzięło, Ze, co wiatr nie mógł, płaszcz z pielgrzyma zdjięło. To bajka; To zaś prawda oczywista, Ze nie dokaże moc nigdy sierdzista, I moc tyrańska, i siła złośliwa, Co w nas łagodność i dobroć życzliwa. Dmii, jak Boreasz, hałasu narobisz, Lecz nie dokażesz, dobrego nie zrobisz. Ale promieńmi kto łaskawie świeci, Ten posłuszeństwo w sercach ludzkich nieci. 11.Słońce i Boreasz. 11.Słońce i Boreasz 12.Podagra
iuż powstaie; A kiedy ćiepła moy Febus dodaie, Człek śię rozpina, gdy słońce w upale, Pielgrzym iuż z śiebie płaszcz zdeymuie całe. Wygrało Słońce, prym przed wiatrem wźięło, Ze, co wiatr nie mogl, płaszcz z pielgrzyma zdjięło. To bayka; To zaś prawda oczywista, Ze nie dokaże moc nigdy śierdźista, I moc tyrańska, i śiła złośliwa, Co w nas łagodność i dobroć życzliwa. Dmii, iak Boreasz, hałasu narobisz, Lecz nie dokażesz, dobrego nie zrobisz. Ale promieńmi kto łaskawie świeći, Ten posłuszeństwo w sercach ludzkich nieći. 11.Słońce i Boreasz. 11.Słońce i Boreasz 12.Podagra
Text ID: JabłEzop
Page: 32
Title:
Ezop nowy polski
Author:
Jan Stanisław Jabłonowski
Printing house:
Andrzej Ceydler
Place of publication:
Lipsk
Region:
other countries
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
fables
Humorous:
no
Release date:
1731
Release date (no earlier than):
1731
Release date (no later than):
1731