się niedawnych czasów poważeła/ Widzieć tajemnic żółtej Minerwy schowanych: D Moc złota z niego/ względem służb chce obiecanych: E W tym Bogini wojenna krańce ogromnego Wzroku swego/ przeciw niej zaraz obrócieła/ I tak ciężkie westchenienie zewnątrz poruszeła: Ze zarówno z piersiami/ i ta co leżała Na mężnych piersiach F Paiż/ z strzęśnienia zadrżała. Wspomniała bowiem sobie/ iże onabeła Tajemnicę niezbożną ręką swą odkreła. Gdy ujźrzała/ nad zmowę zsobą uczynioną/ G Lemniacką dziecinę/ be matki zrodzoną. H Ze i Bogu/ i siostrze/ odmierzyć się miała: I złotem się wzbić/ co go tak chciwie żądała. A Pandrosos, Aglauros, i
się niedawnych czásów poważełá/ Widźieć táiemnic żołtey Minerwy schowánych: D Moc złotá z niego/ względem służb chce obiecánych: E W tym Bogini woienna krańce ogromnego Wzroku swego/ przećiw niey záraz obroćiełá/ Y ták ćięszkie westchenienie zewnątrz poruszełá: Ze zárowno z pierśiámi/ y tá co leżáłá Ná mężnych pierśiách F Páiż/ z strzęśnienia zádrżáłá. Wspomniałá bowiem sobie/ iże onábełá Táiemnicę niezbożną ręką swą odkrełá. Gdy vyźrzáłá/ nád zmowę zsobą vczynioną/ G Lemniácką dźiećinę/ be mátki zrodzoną. H Ze y Bogu/ y śiestrze/ odmierźić się miáłá: Y złotem się wzbić/ co go ták chćiwie żądáłá. A Pandrosos, Aglauros, y
Skrót tekstu: OvOtwWPrzem
Strona: 94
Tytuł:
Księgi Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Walerian Otwinowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
sanie żydowskie do karczmy wajgowskiej, chcąc mię, choć nieżywego, przywieźć do tejże karczmy, do której blisko mili było.
Gdy przyjechał z saniami Baranowski i pęk łuczywy rozpalonej przywiózł, owe światło ocuciło mię, żem dopiero przejrzał, i powiedziano mi, co się ze mną stało. Zacząłem potem z zbytniego strzęśnienia się womitować, a potem wstałem, wsiadłem na sanie i zajechałem do karczmy wajgowskiej. Tam spałem dobrze, a nazajutrz, barzej z bojaźni niż z boleści, zajechałem do dworu wajgowskiego, gdzie był podstarości Łapa, na którego weselu byłem et ex improviso, z obligacji podczaszego kowieńskiego, za
sanie żydowskie do karczmy wajgowskiej, chcąc mię, choć nieżywego, przywieźć do tejże karczmy, do której blisko mili było.
Gdy przyjechał z saniami Baranowski i pęk łuczywy rozpalonej przywiózł, owe światło ocuciło mię, żem dopiero przejrzał, i powiedziano mi, co się ze mną stało. Zacząłem potem z zbytniego strzęśnienia się womitować, a potem wstałem, wsiadłem na sanie i zajechałem do karczmy wajgowskiej. Tam spałem dobrze, a nazajutrz, barzej z bojaźni niż z boleści, zajechałem do dworu wajgowskiego, gdzie był podstarości Łapa, na którego weselu byłem et ex improviso, z obligacji podczaszego kowieńskiego, za
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 112
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
nikomu nie jestem przyczyną, Jak i temu Włóczędze, co mnie czyni winą. A co większa, powiedam każdemu prawdziwie, Co owo piwo pije aż przez miary chciwie, Niech mnie na noc zażywa, a obaczy iście, lże mu łeb nazajutrz wytrybuję czyście. Więc do tego, jam dobry z drogi po strzęśnieniu, Krew po żyłach roztrząsnę wszytkę po kichnieniu. Ale ten nie dobrego, gdziekolwiek się stawi, To mnie ustawnie bierze, panowie łaskawi. Mało mnie ma za trojak na jednę godzinę, Jeszcze u drugich prosi, a mnie daje winę. I tak, choćbym rad chudak swemu pokojowi, To się trudno mam
nikomu nie jestem przyczyną, Jak i temu Włóczędze, co mnie czyni winą. A co większa, powiedam każdemu prawdziwie, Co owo piwo pije aż przez miary chciwie, Niech mnie na noc zażywa, a obaczy iście, lże mu łeb nazajutrz wytrybuję czyście. Więc do tego, jam dobry z drogi po strzęśnieniu, Krew po żyłach roztrząsnę wszytkę po kichnieniu. Ale ten nie dobrego, gdziekolwiek się stawi, To mnie ustawnie bierze, panowie łaskawi. Mało mnie ma za trojak na jednę godzinę, Jeszcze u drugich prosi, a mnie daje winę. I tak, choćbym rad chudak swemu pokojowi, To się trudno mam
Skrót tekstu: MocProcBad
Strona: 49
Tytuł:
Proces między Włóczęgą Actorem a Tabakiem Pozwanym
Autor:
Tymoteusz Moczygębski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950