Pazyfe mężem swym Minosem, Woli buhaja, ani Semiramis Ninem Kontentuje, stu chłopów spróbowawszy z synem; Psy, jako w Rzymie druga Mesalina, pasie, Aż dryganta w ostatku przymusiła na się. Długo Dedal rozumem, długo robi głową, Żeby ta być kobyłą mogła, tamta krową. Przypatrz się, jako grzeszą mężczyźni szkaradzie, Zazdroszcząc na oborze bykom, koniom w stadzie: Wymyślają potrawy, proszki, mocne soki; Mało im na białej płci, paskudzą otroki, Przeciw naturze rozum przywodząc, aż groza, Jako ani psa, ani obaczysz kiernoza, Bo ten świnią, tamten się kontentuje suką. Jako diabeł wymyśli, tak się ludzie tłuką
Pazyfae mężem swym Minosem, Woli buhaja, ani Semiramis Ninem Kontentuje, stu chłopów spróbowawszy z synem; Psy, jako w Rzymie druga Mesalina, pasie, Aż dryganta w ostatku przymusiła na się. Długo Dedal rozumem, długo robi głową, Żeby ta być kobyłą mogła, tamta krową. Przypatrz się, jako grzeszą mężczyźni szkaradzie, Zazdroszcząc na oborze bykom, koniom w stadzie: Wymyślają potrawy, proszki, mocne soki; Mało im na białej płci, paskudzą otroki, Przeciw naturze rozum przywodząc, aż groza, Jako ani psa, ani obaczysz kiernoza, Bo ten świnią, tamten się kontentuje suką. Jako diabeł wymyśli, tak się ludzie tłuką
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 77
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
tych zajezda, owym konie wzdziera, I za cugle porywa. Hej! oto go widzą Czemu go odbiegają? Czemu się nie wstydzą Przed Niebem tej sromoty? Ze ich w-tym zapedzie Nakoniec tak utrzyma. Zaczym też przybedzie Kanclerz z-swymi posiełki, i które po zadzie Półki stały naśtąpią. Toż o się szkaradzie Kopijami zawadzą. lako gdy o Tatry Wpół duchów swych i sieły odrażone wiatry W-las gesty te zawińą; i tu duże brzosty Tam buki, tam lesiony, ogromnymi mosty Uścielą się pp ziemi, tłumiąc inszy drobny Chrost pod sobą. Taki tam rumor był podobny, I straszliwa ruina. Nie o jako małą Z
tych zaiezda, owym konie wzdźiera, I zá cugle porywa. Hey! oto go widzą Czemu go odbiegaią? Czemu sie nie wstydzą Przed Niebem tey sromoty? Ze ich w-tym zapedźie Nákoniec tak utrzyma. Záczym też przybedźie Kánclerz z-swymi posiełki, i ktore po zádźie Połki stały naśtąpią. Toż o sie szkárádźie Kopiiámi záwádzą. láko gdy o Tátry Wpoł duchow swych i sieły odráżone wiatry W-las gesty te záwińą; i tu duże brzosty Tám buki, tam lesiony, ogromnymi mosty Uśćielą sie pp źiemi, tłumiąc inszy drobny Chrost pod sobą. Táki tam rumor był podobny, I straszliwa ruina. Nie o iáko małą Z
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 85
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
/ A poprawej przewrotna SWAWOLA stanęła Ja zaś środek spokojny na mieszkanie wzięła. NIEWOLSTWO opłakane nic skarbu naszego/ Nie może mieć zdaleka ja stronie od niego. Twarz z hańbioną ponosi/ ospalstwo miłuje/ Lamentujac obenie rado sięfrasuje. W lekkości zawsze mieszka wstyd je kmiecy rządzi/ Cnot nie znając w swym życiu dość szkaradzie błądzi. Rozkazania Tyranów we wszytkim pilnuje/ By miało wyść zniewoli już nie obiecuje. Ale choć nieznośnego Bogacz co podaje/ Przeciw Bogu i prawu chociaż on powstaje. Gotowo do wszytkiego dla możności jego. Ochędostwem się hydzi szuka co sprosnego. Uwazną śmiałość gardzy sama jest nie swoją/. Serce nosi lękliwe wszyscy zniej
/ A popráwey przewrotna SWAWOLA stánęłá Ia záś środek spokoyny ná mieszkánie wźięłá. NIEWOLSTWO opłákáne nic skárbu nászego/ Nie może mieć zdáleká ia stronie od niego. Twarz z háńbioną ponośi/ ospálstwo miłuie/ Lámentuiac obenie rádo sięfrásuie. W lekkośći záwsze mieszka wstyd ie kmiecy rządźi/ Cnot nie znáiąc w swym życiu dość szkáradźie błądźi. Roskazánia Tyranow we wszytkim pilnuie/ By miáło wyść zniewoli iuż nie obiecuie. Ale choć nieznośnego Bogacz co podáie/ Przeciw Bogu y práwu choćiaż on powstáie. Gotowo do wszytkiego dla moznośći iego. Ochędostwem się hydźi szuka co sprosnego. Vwazną śmiáłość gárdzy sámá iest nie swoią/. Serce nośi lękliwe wszyscy zniey
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: C
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
nie jest dziw żaden, miłościwy królu, iż ksiądz Dymitr tu przed W. K. M. do prawa nie stanął, abowiem a jakoby on mógł podnieść bezpiecznie oczy swe na majestat W. K. M., który tak lekko poważył? jakoby mógł u tego prawa stanąć, przeciwko któremu tak zuchwale i szkaradzie wy- stąpił? To u mnie dziw będzie, jeśli się kto w tym orszaku uczciwych ludzi najdzie, któryby go bronić chciał. Co jeśli za złością ludzką przyjdzie, tedy takowy człowiek nie to pokaże ludziom po sobie, iż Dymitra miłuje, ale to pokaże, iż jest nieprzyjacielem cnocie, uczciwości, wolności, prawu
nie jest dziw żaden, miłościwy królu, iż ksiądz Dymitr tu przed W. K. M. do prawa nie stanął, abowiem a jakoby on mógł podnieść bezpiecznie oczy swe na majestat W. K. M., który tak lekko poważył? jakoby mógł u tego prawa stanąć, przeciwko któremu tak zuchwale i szkaradzie wy- stąpił? To u mnie dziw będzie, jeśli się kto w tym orszaku uczciwych ludzi najdzie, któryby go bronić chciał. Co jeśli za złością ludzką przyjdzie, tedy takowy człowiek nie to pokaże ludziom po sobie, iż Dymitra miłuje, ale to pokaże, iż jest nieprzyjacielem cnocie, uczciwości, wolności, prawu
Skrót tekstu: GórnDzieje
Strona: 179
Tytuł:
Dzieje w Koronie Polskiej
Autor:
Łukasz Górnicki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1637
Data wydania (nie wcześniej niż):
1637
Data wydania (nie później niż):
1637
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła wszystkie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Piotr Chmielowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Salomon Lewental
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1886
, odmieńcież go w inszego człowieka, jeśli możecie i umiecie.
Druga, ten pan, będąc tak rozdrażniony, jako jest, co dobrego Polakom myślić może? Jeśli się narodem naszym brzydził zawsze, kiedy był u niego w wielkim szanowaniu, jako nie więcej teraz obrzydził go sobie, kiedy na lubelskim zjeździe był tak szkaradzie wspominany? Wierzcie mi: omnibus in hoc incumbet viribus, ut possit vindictam sumere de gente hac.
Trzecia, nie mówcie tak: król ludu mieć nie będzie.— Będzie et celeri cursu stanie. Jednoć to Polacy tak radzą, że wszytek o tym świat wie, inszy naród żaden, jedno barzo tajemno.
, odmieńcież go w inszego człowieka, jeśli możecie i umiecie.
Druga, ten pan, będąc tak rozdrażniony, jako jest, co dobrego Polakom myślić może? Jeśli się narodem naszym brzydził zawsze, kiedy był u niego w wielkim szanowaniu, jako nie więcej teraz obrzydził go sobie, kiedy na lubelskim zjeździe był tak szkaradzie wspominany? Wierzcie mi: omnibus in hoc incumbet viribus, ut possit vindictam sumere de gente hac.
Trzecia, nie mówcie tak: król ludu mieć nie będzie.— Będzie et celeri cursu stanie. Jednoć to Polacy tak radzą, że wszytek o tym świat wie, inszy naród żaden, jedno barzo tajemno.
Skrót tekstu: VotumCz_II
Strona: 460
Tytuł:
Votum
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
, i de la Coliniere będących do tych czas w więzieniu w St. Mało; lecz na inny czas jest odłożony. Znowu pogłoska się szerzy, że pospólstwo w Madrycie podniosło powtórny bunt z większą zajadłością. Chciało wszytkie Domy Królewskie podpalić, lecz gorliwą wymową pewnych Zakonników. którzy wstąpiwszy na dachy odradzali gminowi poburzonemu tak haniebnej szkarady, wstrzymane i do uwagi przywiedzione zamysłów zaniechało. D. 5. Maja. Ponieważ w Prowancyj barzo mało jest temi czasy monety miedzianej, co zatrudnia wielce domowy handel; Prokuratorowie pomienionej Prowincyj prosili Króla, ażeby kazał onę bić w mennicy swojej ofiarując na to kruszec potrzebny. Jakoż Król Imć wydał rozkazy do Mennicy Aqujyskiej
, i de la Coliniere będących do tych czas w więźieniu w St. Malo; lecz na inny czas iest odłożony. Znowu pogłoska śię szerzy, że pospólstwo w Madryćie podniosło powtórny bunt z większą zaiadłośćią. Chćiało wszytkie Domy Królewskie podpalić, lecz gorliwą wymową pewnych Zakonników. którzy wstąpiwszy na dachy odradzali gminowi poburzonemu tak haniebney szkarady, wstrzymane i do uwagi przywiedźione zamysłów zaniechało. D. 5. Maia. Ponieważ w Prowancyi barzo mało iest temi czasy monety miedźianey, co zatrudnia wielce domowy handel; Prokuratorowie pomienioney Prowincyi prośili Króla, ażeby kazał onę bić w mennicy swojey ofiaruiąc na to kruszec potrzebny. Iakoż Król Imć wydał rozkazy do Mennicy Aquiyskiey
Skrót tekstu: GazWil_1766_24
Strona: 5
Tytuł:
Gazety Wileńskie
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1766
Data wydania (nie wcześniej niż):
1766
Data wydania (nie później niż):
1766
i zapalczywości.
XXXV.
Kiedy tak chwilę Zerbin rozmyślał wątpliwy, Jeśli miał za uczynek on tak niecnotliwy Odoryka wolnością i zdrowiem darować, Czy go na dalsze męki żywego zachować, Przybieżał poryżając koń, któremu z głowy Dopiero mu zdjął uzdę Mandrykard surowy, Niosąc babę na sobie, która przez swe zdrady Królewicza na koniec wydała szkarady.
XXXVI.
On koń, widząc z daleka w polu drugie konie, Wielkiem się pędem udał prosto ku tej stronie, Mając babę na grzbiecie, co srodze wrzeszczała I bez skutku żadnego ratunku nie miała. Skoro ją Zerbin ujźrzał, bogom czynił dzięki, Że mu bez wielkiej pracy podali do ręki Onych dwu winowajców którzy
i zapalczywości.
XXXV.
Kiedy tak chwilę Zerbin rozmyślał wątpliwy, Jeśli miał za uczynek on tak niecnotliwy Odoryka wolnością i zdrowiem darować, Czy go na dalsze męki żywego zachować, Przybieżał poryżając koń, któremu z głowy Dopiero mu zdjął uzdę Mandrykard surowy, Niosąc babę na sobie, która przez swe zdrady Królewica na koniec wydała szkarady.
XXXVI.
On koń, widząc z daleka w polu drugie konie, Wielkiem się pędem udał prosto ku tej stronie, Mając babę na grzbiecie, co srodze wrzeszczała I bez skutku żadnego ratunku nie miała. Skoro ją Zerbin ujźrzał, bogom czynił dzięki, Że mu bez wielkiej pracy podali do ręki Onych dwu winowajców którzy
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 239
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
zrozumiał że była od szatana opętana/ którego gdy wyganiano. Szatan nieobiecował się z niej wyniść/ ażeby ją zabił/ co wypełnił w rękach onegoż Egzorcisty. Nazajutrz na męża jej idącego przez ulicę/ kamień z góry niespodziewanie z rynny pewnej upadający upadł/ i tak go w twarz za sprawą jako się baczyło szatańską szkaradzie obraził/ że zaledwie znać było/ żeby miał być człowiekiem. W Biskupstwie Argentyńskim dwie siostrze w jednym domu mieszkały/ starszej imię było Margorzęta/ młodszej Barbara. Starsza już w leciech była/ i w nabożeństwie dobrze doświadczona/ a obiedwie w czysttości żyły/ dla czego szatańskiego przenasladowania/ jawnie i potajemnie/ przez wiele lat
zrozumiał że byłá od szátáná opętána/ ktorego gdy wyganiano. Szátan nieobiecował sie z niey wyniść/ áżeby ią zábił/ co wypełnił w rękách onegoż Exorcisty. Názáiutrz ná mężá iey idącego przez vlicę/ kámień z gory niespodźiewánie z rynny pewney vpadáiący vpadł/ y ták go w twarz zá spráwą iáko sie bacżyło szátáńską szkárádźie obráźił/ że záledwie znáć było/ żeby miał bydź człowiekiem. W Biskupstwie Argentyńskim dwie śiestrze w iednym domu mieszkáły/ stárszey imię było Márgorzętá/ młodszey Bárbárá. Stársza iuż w lećiech bjłá/ y w nabożeństwie dobrze doświádczona/ á obiedwie w czysttośći żyły/ dla cżego szátáńskiego przenásládowáńia/ iáwnie y potáiemnie/ przez wiele lat
Skrót tekstu: SpInZąbMłot
Strona: 301
Tytuł:
Młot na czarownice
Autor:
Jacob Sprenger, Heinrich Institor
Tłumacz:
Stanisław Ząbkowic
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
magia, obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
urodzenia swego narżeka. Wiersz Dziesiąty.
Tęskno żyć dusze mojej w nędznym ciele, Więc z nią w gorżkości rozmowę się śmiele, I rzeknę BOGU; Powiedź mi mój Panie, Czemu na zgubne sądzisz mnie karanie? A zaż to twojej dobroci przystoi, Żebyś mnie stłumił w surowości swoi Rąk właśnych dzieło, zelżywszy szkaradzie, Albo niezbożnych potakiwać radzie? Zaliż twe oczy, wzrok jest pospolity, Albo jak człowiek patrzy, widzisz i ty, Czyliż dni twoje jak człowiecze, takie? Albo twe lata z ludzkimi jednakie? Żebyś miał szukać przeciwko mnie złości, I mych umyślnie badać nieprawości? Na dowód. żem ci
urodzenia swego narżeka. Wiersz Dźieśiąty.
Tęskno żyć dusze moiey w nędznym ćiele, Więc z nią w gorżkośći rozmowę się śmiele, I rzeknę BOGV; Powiedź mi moy Pánie, Czemu ná zgubne sądźisz mie karánie? A záż to twoiey dobroći przystoi, Zebyś mie stłumił w surowośći swoi Rąk właśnych dźieło, zelżywszy szkaradźie, Albo niezbożnych potakiwać radźie? Zaliż twe oczy, wzrok iest pospolity, Albo iák człowiek pátrzy, widźisz i ty, Czyliż dńi twoie iák człowiecze, tákie? Albo twe láta z ludzkimi iednákie? Zebyś miał szukać przećiwko mnie złośći, I mych umyślnie badáć niepráwośći? Ná dowod. żem ći
Skrót tekstu: ChrośJob
Strona: 39
Tytuł:
Job cierpiący
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Drukarnia Ojców Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1705
Data wydania (nie wcześniej niż):
1705
Data wydania (nie później niż):
1705
wojsku w pole ciągnąć każe. Więc jeszcze rosa nie schła, jeszcze się mgły szare Nad Dniestrem piętrzą, jeszcze i słońce nie jare, Kiedy sto dział burzących cale niespodzianie Kozakom Zaporowskim tuż nad głową stanie. Sypie się z gór pogaństwo straszliwymi wały; Rzekłbyś, że się ruszyły okoliczne skały; Krzyczą, wrzeszczą szkaradzie, że w onym bałuchu I my, i oni zgoła postradali słuchu. Dadzą potem z dział ognia, a pod takim kurzem Chcą się podkraść pod szańce kozackie podgórzem. A ci widząc potęgę nie po swoich plecu, Gotowego czekają; każdy w ziemnym piecu Obstawiwszy się strzelbą, przez nieznaczne dziurki Patrzy, rychło-li mu się
wojsku w pole ciągnąć każe. Więc jeszcze rosa nie schła, jeszcze się mgły szare Nad Dniestrem piętrzą, jeszcze i słońce nie jare, Kiedy sto dział burzących cale niespodzianie Kozakom Zaporowskim tuż nad głową stanie. Sypie się z gór pogaństwo straszliwymi wały; Rzekłbyś, że się ruszyły okoliczne skały; Krzyczą, wrzeszczą szkaradzie, że w onym bałuchu I my, i oni zgoła postradali słuchu. Dadzą potem z dział ognia, a pod takim kurzem Chcą się podkraść pod szańce kozackie podgórzem. A ci widząc potęgę nie po swoich plecu, Gotowego czekają; każdy w ziemnym piecu Obstawiwszy się strzelbą, przez nieznaczne dziurki Patrzy, rychło-li mu się
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 163
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924