Piersi bez mleka, ale równe mlecznym Nabiałom, równe i lilijom ślicznym; Alabastrowa czoło jest tablica, Na której szczęścia mego tajemnica; Ręka tak gładka i ulana w mierze, Że każde serce do więzienia bierze. Stąd-ci mię dzierżą w nieprzetrwanej męce: Oczy, włos, usta, piersi, czoło, ręce. NA SZUBKĘ
Rozumiesz, że-ć te, co wdziewasz, kożuchy Odpędzą wiatry i mrozowe duchy; Mylisz się: nie wiatr, nie zima cię chłodzi, Ale-ć to z serca mróz po ciele chodzi, Który, kiedy go miłość nie zniewoli, Cóż się od miękkich ma stopić soboli. DO PANNY
Na głuche skały
Piersi bez mleka, ale równe mlecznym Nabiałom, równe i lilijom ślicznym; Alabastrowa czoło jest tablica, Na której szczęścia mego tajemnica; Ręka tak gładka i ulana w mierze, Że każde serce do więzienia bierze. Stąd-ci mię dzierżą w nieprzetrwanej męce: Oczy, włos, usta, piersi, czoło, ręce. NA SZUBKĘ
Rozumiesz, że-ć te, co wdziewasz, kożuchy Odpędzą wiatry i mrozowe duchy; Mylisz się: nie wiatr, nie zima cię chłodzi, Ale-ć to z serca mróz po ciele chodzi, Który, kiedy go miłość nie zniewoli, Cóż się od miękkich ma stopić soboli. DO PANNY
Na głuche skały
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 65
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
Z rąbku purpurowego zorze rozwijała/ Ona także wstawając/ ze snu przecierała Ciężkie oczy/ potymże w krzesełku usiadła I do ubierania się/ zwyczajnie zwierciadła/ I muszczki/ i Kamfory/ i pachniące mydła/ I które dziś z Sabei wożą rumienidła/ Rozkazała gotować. A wnet białegłowy Stół tuwalnią okryją. Sama w teletowy Szubce lekkiej po izbie pochadzała sobie/ W swojej tej zaniedbanej szerząc się ozdobie/ I wdziękach przyrodzonych. Jakoż i tak była Podobansza daleko/ niżby ustroiła W Sydońskie się purpury. Toż że srebrnej rosy Woda się umywała/ rozpuściwszy włosy Spłynione po ramionach/ które przyrodzenie W tak prześliczne powiło forgi i pierścienie/ Jakoby je
Z rąbku purpurowego zorze rozwiiáłá/ Ona tákże wstáwáiąc/ ze snu przecieráłá Ciężkie oczy/ potymże w krzesełku vsiádłá Y do vbieránia się/ zwyczáynie zwierciádłá/ Y muszczki/ y Kámfory/ y pachniące mydłá/ Y ktore dzis z Sabei wożą rumienidłá/ Roskazáłá gotowáć. A wnet białegłowy Stoł tuwálnią okryią. Sámá w teletowy Szubce lekkiey po izbie pochadzáłá sobie/ W swoiey tey zániedbáney szerząc się ozdobie/ Y wdziękách przyrodzonych. Iákoż y ták byłá Podobánsza dáleko/ niżby vstroiłá W Sydonskie się purpury. Toż że srebrney rosy Woda się vmywáłá/ rospuściwszy włosy Spłynione po rámionách/ ktore przyrodzenie W ták prześliczne powiło forgi y pierścienie/ Iákoby ie
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 10
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
wszytka grzeczność w mowie: Jeżeli spytasz słowem, tysiącem odpowie; A co się jej zda czynić najbardziej dowcipnie, Za każdym cię zakole, za każdym uszczypnie.
Patrzaj, co diabeł broi! Im bardziej jest szpetna, Tym bardziej zła, kto by rzekł, tym bardziej zaletna, I rzadko która, żeby przystała jej szubka, Nie podsyca w starości gorzałeczką czubka; Chce nadstawić tej, która z ciała spadła, krasy Klejnotami, wstęgami, świetnymi hatłasy. Szczęśliwa, która młodo nie zroniwszy kwiatu. Doniesie do boskiego swój glanc majestatu: Nie szpeci płci niewinnej językiem zuchwałem, Ale pobożną duszą, nie zmarszczona ciałem, Na niebieskie z śmiertelnej przesadzona
wszytka grzeczność w mowie: Jeżeli spytasz słowem, tysiącem odpowie; A co się jej zda czynić najbardziej dowcipnie, Za każdym cię zakole, za każdym uszczypnie.
Patrzaj, co diabeł broi! Im bardziej jest szpetna, Tym bardziej zła, kto by rzekł, tym bardziej zaletna, I rzadko która, żeby przystała jej szubka, Nie podsyca w starości gorzałeczką czubka; Chce nadstawić tej, która z ciała spadła, krasy Klejnotami, wstęgami, świetnymi hatłasy. Szczęśliwa, która młodo nie zroniwszy kwiatu. Doniesie do boskiego swój glanc majestatu: Nie szpeci płci niewinnej językiem zuchwałem, Ale pobożną duszą, nie zmarszczona ciałem, Na niebieskie z śmiertelnej przesadzona
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 439
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
ołtarz dokoła zwyczajnie, Miasto popiej, do swojej wziął go nazad stajnie. Było z czym chłopu z skopem popisać się, ale Wam z bankietem, samże go zjadszy, nie masz cale. Chłopać słusznie pop zbeształ; ja dziękuję; przy tem Z naprawionym do domu wracam apetytem.” 359. RZĄDZI, Choć SZUBKI NIE MA
Bez szubki babie rządzić, ochmistrzyć bez brody, Nie obranemu nie masz burmistrzować mody; Ksiądz w kościele, gość w cudzym niech nie rządzi domu. Przecież się tacy dzisia najdują bez sromu, Którzy wzgardziwszy starszych, choćby nosić tekę Mogli, rzeczpospolitą wzięli w swą opiekę. 360. GŁOS POSPOLITY, GŁOS BOŻY
ołtarz dokoła zwyczajnie, Miasto popiej, do swojej wziął go nazad stajnie. Było z czym chłopu z skopem popisać się, ale Wam z bankietem, samże go zjadszy, nie masz cale. Chłopać słusznie pop zbeształ; ja dziękuję; przy tem Z naprawionym do domu wracam apetytem.” 359. RZĄDZI, CHOC SZUBKI NIE MA
Bez szubki babie rządzić, ochmistrzyć bez brody, Nie obranemu nie masz burmistrzować mody; Ksiądz w kościele, gość w cudzym niech nie rządzi domu. Przecież się tacy dzisia najdują bez sromu, Którzy wzgardziwszy starszych, choćby nosić tekę Mogli, rzeczpospolitą wzięli w swą opiekę. 360. GŁOS POSPOLITY, GŁOS BOŻY
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 214
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Miasto popiej, do swojej wziął go nazad stajnie. Było z czym chłopu z skopem popisać się, ale Wam z bankietem, samże go zjadszy, nie masz cale. Chłopać słusznie pop zbeształ; ja dziękuję; przy tem Z naprawionym do domu wracam apetytem.” 359. RZĄDZI, Choć SZUBKI NIE MA
Bez szubki babie rządzić, ochmistrzyć bez brody, Nie obranemu nie masz burmistrzować mody; Ksiądz w kościele, gość w cudzym niech nie rządzi domu. Przecież się tacy dzisia najdują bez sromu, Którzy wzgardziwszy starszych, choćby nosić tekę Mogli, rzeczpospolitą wzięli w swą opiekę. 360. GŁOS POSPOLITY, GŁOS BOŻY
Więc już kto raz
Miasto popiej, do swojej wziął go nazad stajnie. Było z czym chłopu z skopem popisać się, ale Wam z bankietem, samże go zjadszy, nie masz cale. Chłopać słusznie pop zbeształ; ja dziękuję; przy tem Z naprawionym do domu wracam apetytem.” 359. RZĄDZI, CHOC SZUBKI NIE MA
Bez szubki babie rządzić, ochmistrzyć bez brody, Nie obranemu nie masz burmistrzować mody; Ksiądz w kościele, gość w cudzym niech nie rządzi domu. Przecież się tacy dzisia najdują bez sromu, Którzy wzgardziwszy starszych, choćby nosić tekę Mogli, rzeczpospolitą wzięli w swą opiekę. 360. GŁOS POSPOLITY, GŁOS BOŻY
Więc już kto raz
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 214
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Jeruzalem/ G[...] zy, Sifadu, Nabolu, który się przed tym zwał Neapolis w Siriej/ Aglanu, Bakury, i Damaszku/ kędy zwykł przemieszkiwać. Jest trzech innych odleglejszych z Salianą, z których miejsc dochodzi go płaca od Urzędników Cesarskich/ którzy podatki wybierają. Zowią się Kadmar, Seida Beru, Kiurk, i Szubek. Tymarów tam niemasz/ ale obywatele są cale wolnemi Panami dóbr swoich/ jako i Kurtowie/ o którychem nie dawno powiedział. O zamkach tam będących niemasz co mówić/ bo są cale spustoszone.
Piąty Liwazu. Jest to Miasto w Armenii, wielkiej. Intraty ma Dziewięćkroć Sto Tysięcy aspr. Sandziaków ma pod
Ieruzalem/ G[...] zy, Sifadu, Nabolu, ktory się przed tym zwał Neápolis w Siriey/ Aglanu, Bakury, y Dámászku/ kędy zwykł przemieszkiwáć. Iest trzech innych odlegleyszych z Salianą, z ktorych mieysc dochodźi go płáca od Vrzędnikow Cesárskich/ ktorzy podátki wybieráią. Zowią się Kadmar, Seida Beru, Kiurk, y Szubek. Tymárow tám niemász/ ále obywátele są cále wolnemi Pánámi dobr swoich/ iáko y Kurtowie/ o ktorychem nie dáwno powiedźiał. O zamkách tám będących niemász co mowić/ bo są cále spustoszone.
Piąty Liwazu. Iest to Miásto w Armeniey, wielkiey. Intráty ma Dźiewięćkroć Sto Tyśięcy áspr. Sándźiakow ma pod
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 64
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
goła. Contra vim mortis, non est medicamen in hortis. Nie częste widanie/ gotowe nieznanie. Terent. Pol. Virgil. 100 PROVERBIORVM POLONICORVM CENTVRIA DECIMA.
NIe daleko drzewa jabłko pada. Non procul à proprio stipite poma cadunt. Nie każda ziemia daje jabłka. Non omnis fert omnia tellus. Nie każdemu w szubce przystoi. Non omnia omnibus apta. Nie bądź błaznem/ kiedy nie możesz być wielkim Panem. Aut Regem aut stultum nasci oportet. Nie urodzi sowa sokoła. Non imbellem progenerant aquilae columbam. Niemasz gorszej rzeczy/ jako kiedy sowa ziastrzębieje. Asperius nihil est, humili cum furgit in altum. Nie jednako Pan Bóg
goła. Contra vim mortis, non est medicamen in hortis. Nie cżęste widánie/ gotowe nieznánie. Terent. Pol. Virgil. 100 PROVERBIORVM POLONICORVM CENTVRIA DECIMA.
NIe dáleko drzewá iábłko páda. Non procul à proprio stipite poma cadunt. Nie káżda źiemiá dáie iábłká. Non omnis fert omnia tellus. Nie káżdemu w szubce przystoi. Non omnia omnibus apta. Nie bądź błaznem/ kiedy nie możesz być wielkim Pánem. Aut Regem aut stultum nasci oportet. Nie vrodźi sowá sokołá. Non imbellem progenerant aquilae columbam. Niemász gorszey rzecży/ iáko kiedy sowá ziástrzębieie. Asperius nihil est, humili cum furgit in altum. Nie iednáko Pan Bog
Skrót tekstu: RysProv
Strona: F2
Tytuł:
Proverbium polonicorum
Autor:
Salomon Rysiński
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
, jakoby jej na co wołać miała, ale nieboga staruszka, tak twaardo zaśnęła, że gdyby się był dom zawalił, ledwoby była poczyła. Kontenta Klaryna z dobrego początku, wnet od Matki swojej wstała, i z pudełkiem jej maść pod nosem zostawiwszy, mnie z łóżka wychodzić pomagała; w nocną mię tylko ogarnąwszy szubkę. Ja przyznam się tak od siebie odeszłam, że prawie niewiedziałam com czyniła, mieliśmy jednak dla wszelkiego przypadku światło w izbie. Więc mi Klaryna zwierciadła przynio- sła sła, abym sobie włosy ogarnęła, przypiąwszy mi Kołnierz na ramiona, mówiąc mi: Ze Żołnierze dobrzy gdy do boju idą w
, iákoby iey ná co wołáć miáła, ále nieboga staruszka, ták twáardo zaśnęła, że gdyby się był dom zawálił, ledwoby była poczyła. Kontentá Kláryná z dobrego początku, wnet od Mátki swoiey wstałá, y z pudełkiem iey máść pod nosem zostawiwszy, mnie z łoszka wychodźić pomagáłá; w nocną mię tylko ogárnąwszy szubkę. Ia przyznam się ták od śiebie odeszłam, że prawie niewiedźiáłam com czyniła, mieliśmy iednák dla wszelkiego przypadku świátło w izbie. Więć mi Kláryna zwierćiádła przynio- sła sła, ábym sobie włosy ogárnęła, przypiąwszy mi Kołnierz ná ramiona, mowiąc mi: Ze Zołnierze dobrzy gdy do boiu idą w
Skrót tekstu: UrfeRubJanAwan
Strona: 31
Tytuł:
Awantura albo Historia światowe rewolucje i niestatecznego alternatę szczęścia zamykająca
Autor:
Honoré d'Urfé
Tłumacz:
Jan Karol Rubinkowski
Drukarnia:
Jan Ludwik Nicolai
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1741
Data wydania (nie wcześniej niż):
1741
Data wydania (nie później niż):
1741
miejscu, znalazłszy gospodę, gdziem ja stała, do drzwi Izby mojej koatac począł. Ja żem bardzo czujno spała, wnet usłyszałam, i wzbudziwszy Klarynę, spatrzyc ktoby to był, kazałam. Ona jeszcze dobrze ze snu sobie nie przetarłszy oczy, z łóżka wysko- czyła, i naramiona tylko szubkę wziąwszy, do drzwi poszła. A rozumiejąc go Bellatysem, cieszę się z przyjścia twego Bellarysie (mowi) tak to rano wstajesz? A ja niecierpliwa, wnidz sam prędko Bellarysie (rzekę) podobno mi pocieszne przyniesiesz nowiny? Pewnie tak Pani moja (rzecze Arymant) szczęśliwe Ci przynoszę! ja usłyszawszy i poznawszy po głosie
mieyscu, znalasłszy gospodę, gdziem iá stáłá, do drzwi Izby moiey koatac począł. Ia żem bárdzo czuyno spała, wnet usłyszałam, y wzbudźiwszy Klarynę, spatrzyc ktoby to był, kázáłam. Ona ieszcze dobrze ze snu sobie nie przetarłszy oczy, z łożka wysko- czyła, y naramiona tylko szubkę wziąwszy, do drzwi poszła. A rozumieiąc go Bellatysem, ćieszę się z przyiśćia twego Bellaryśie (mowi) ták to rano wstaiesz? A ia niećierpliwa, wnidz sam prędko Bellaryśie (rzekę) podobno mi poćieszne przynieśiesz nowiny? Pewnie tak Páni moiá (rzecze Arymant) szczesliwe Ci przynoszę! ia usłyszawszy y poznawszy po głośie
Skrót tekstu: UrfeRubJanAwan
Strona: 183
Tytuł:
Awantura albo Historia światowe rewolucje i niestatecznego alternatę szczęścia zamykająca
Autor:
Honoré d'Urfé
Tłumacz:
Jan Karol Rubinkowski
Drukarnia:
Jan Ludwik Nicolai
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1741
Data wydania (nie wcześniej niż):
1741
Data wydania (nie później niż):
1741
, jeden biały z galonkiem złotym na przodku, drugi różowy, materialne, przechodzone dobrze. Para sukien gradytorowych, szarych, azuczka z kompanką złotą i spódnica w kwiaty złotem z jedwabiem wyszywane. Azuczka triumfantowa w bukiety, spódnica dymowa biała, druga niebieska, gradytorowa, stara, i czerwona gradytorowa, mocno prze-
chodzona. Szubka z futrem białem, na lisztwach popielice, i ta także przechodzona dobrze. Kapturek siwemi królikami oblisztwowany, gradytorowy, stary. Patynki fioletowe, jedwabiem wyszywane, fartuch kitajkowy, czarny, zły, kitajka różowa z becika, stara. Płótna włóczką wyszywanego na taboreciki kawałków 2. Bruslak zły, flanelą podszyty, fartuch biały,
, jeden biały z galonkiem złotym na przodku, drugi różowy, materialne, przechodzone dobrze. Para sukien gradytorowych, szarych, azuczka z kompanką złotą i spódnica w kwiaty złotem z jedwabiem wyszywane. Azuczka tryumfantowa w bukiety, spódnica dymowa biała, druga niebieska, gradytorowa, stara, i czerwona gradytorowa, mocno prze-
chodzona. Szubka z futrem białem, na lisztwach popielice, i ta także przechodzona dobrze. Kapturek siwemi królikami oblisztwowany, gradytorowy, stary. Patynki fioletowe, jedwabiem wyszywane, fartuch kitajkowy, czarny, zły, kitajka różowa z becika, stara. Płótna włóczką wyszywanego na taboreciki kawałków 2. Bruslak zły, flanelą podszyty, fartuch biały,
Skrót tekstu: InwKal_II
Strona: 84
Tytuł:
Inwentarze dóbr szlacheckich powiatu kaliskiego, t. 2
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
inwentarze
Tematyka:
gospodarstwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1751 a 1775
Data wydania (nie wcześniej niż):
1751
Data wydania (nie później niż):
1775
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Władysław Rusiński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1959