. P. Przyjemski Sekretarz Ambassady/ także pięknie siedział na koniu. Jechał potym z nim X. Konkali Rezydent Króla Polskiego na tym Dworze/ na koniu Polskim ubranym w aksamit czarny po Rzymsku: prowadził go Kapitan zbrojnych ludzi Królewski. Potym P. Ciekliński Kasztelan Czechowski/ w złotogłowie/ czapka sobola/ na koniu Tureckim szumno ubranym. Za nim dwoje Książąt Polskiej/ mianowicie Książę Radziwił/ i P. Zamojski Syn Wielkiego Kanclerza/ bogato i przystojnie po Francusku ubrani. Nakoniec jechali Posłowie/ przed którymi M. Berlize Introductor od Królest: I. MM. naznaczony; I. M. X. Biskup Warmin: w fiołkowym kabinie/
. P. Przyiemski Sekretarz Ambassady/ także pięknie śiedźiał na koniu. Iechał potym z nim X. Konkali Resident Krola Polskiego na tym Dworze/ na koniu Polskim vbranym w axamit czarny po Rzymsku: prowadźił go Kapitan zbroynych ludźi Krolewski. Potym P. Cieklinski Kasztelan Czechowski/ w złotogłowie/ czapka sobola/ na koniu Tureckim szumno vbranym. Za nim dwoie Xiążąt Polskiey/ mianowićie Xiążę Radźiwił/ y P. Zamoyski Syn Wielkieg^o^ Kanclerza/ bogato y przystoynie po Francusku vbrani. Nakoniec iechali Posłowie/ przed ktorymi M. Berlize Introductor od Krolest: I. MM. naznaczony; I. M. X. Biskup Wármin: w fiołkowym kábinie/
Text ID: WjazdPar
Page: bv
Title:
Wjazd wspaniały posłów polskich do Paryża
Author:
Anonim
Translator:
Anonim
Printing house:
Walerian Piątkowski
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
press releases and leaflets
Genre:
accounts of events
Humorous:
no
Release date:
1645
Release date (no earlier than):
1645
Release date (no later than):
1645
tak przyjemnego, i ku czci nowemu W pole jenerałowi nie wyjechał swemu. Brzmią bruki od rumoru i koni, i wozów, Niektóre do Marsowych wchodzą wiec obozówPrzykurzone popiołem, ale jakie ściele Na swoje złotorucha z Adonim wesele, Szerzy się wyłożone kotcze kobiercami,A konie pod orłemi ogromne forgami W szorach kłuszą złoconych, szumno przepryskując I ziemie od ochoty ledwie dostępując. Cóż? gdzie kawaleria, jakie tu ozdoby? A wprzód same od złota różnego osoby. Jakie wełny Syria, złotogłowy jakie Arach nam tu posyła, taką twarz i takie Niosą wszyscy ubiory kosztowne i stroje,Skąd słońce odrażone tyle jeszcze troje Splendoru im przyczynia. Znają się tu
tak przyjemnego, i ku czci nowemu W pole jenerałowi nie wyjechał swemu. Brzmią bruki od rumoru i koni, i wozów, Niektóre do Marsowych wchodzą wiec obozówPrzykurzone popiołem, ale jakie ściele Na swoje złotorucha z Adonim wesele, Szerzy się wyłożone kotcze kobiercami,A konie pod orłemi ogromne forgami W szorach kłuszą złoconych, szumno przepryskując I ziemie od ochoty ledwie dostępując. Cóż? gdzie kawalerya, jakie tu ozdoby? A wprzód same od złota różnego osoby. Jakie wełny Syrya, złotogłowy jakie Arach nam tu posyła, taką twarz i takie Niosą wszyscy ubiory kosztowne i stroje,Zkąd słońce odrażone tyle jeszcze troje Splendoru im przyczynia. Znają się tu
Text ID: TwarSRytTur
Page: 124
Title:
Zbiór różnych rytmów
Author:
Samuel Twardowski
Place of publication:
nieznane
Region:
Greater Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
songs
Subject:
history
Humorous:
no
Release date:
między 1631 a 1661
Release date (no earlier than):
1631
Release date (no later than):
1661
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Kazimierz Józef Turowski
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Drukarnia "Czasu"
Release date of the modern edition:
1861
nas raczył udarować obficie. Darował nas Pan gospodarz Barzo hojnie I przystojnie, Choć omacnie, Przecię bacznie Lastem sieczki, Cetnar breczki, Dymu komin, Żółtych słonin, Kiełbaśnice I jątrznice. Wszyscy pezem Pod tym chyżem Boga proście, Niechmu roście. Namierz, pani Konie w stajni, Na oborze I w komorze, Wszystko szumno, Wielkie gumno, Stogi, brogi, Jako rogi, Stoją wszędzie, Dobrze będzie. Amen. 36. Zapustny.
Już mięsopusta nie ujdzie dziś noga, A na młodzieńce padnie wielka trwoga: Bo im w kobieli przydzie lagier nosić, Trudno się mają od tego wyprosić. Szlachetny Jerzy, o tym panny radzą,
nas raczył udarować obficie. Darował nas Pan gospodarz Barzo hojnie I przystojnie, Choć omacnie, Przecię bacznie Lastem sieczki, Cetnar breczki, Dymu komin, Żółtych słonin, Kiełbaśnice I jątrznice. Wszyscy pezem Pod tym chyzem Boga proście, Niechmu roście. Namierz, pani Konie w stajni, Na oborze I w komorze, Wszystko szumno, Wielkie gumno, Stogi, brogi, Jako rogi, Stoją wszędzie, Dobrze będzie. Amen. 36. Zapustny.
Już mięsopusta nie ujdzie dziś noga, A na młodzieńce padnie wielka trwoga: Bo im w kobieli przydzie lagier nosić, Trudno się mają od tego wyprosić. Szlachetny Jerzy, o tym panny radzą,
Text ID: WychWieś
Page: 28
Title:
Kiermasz wieśniacki
Author:
Jan z Wychylówki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
dialogues, epigrams, songs
Subject:
lifeway and customs
Humorous:
no
Release date:
1618
Release date (no earlier than):
1618
Release date (no later than):
1618
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Teodor Wierzbowski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
K. Kowalewski
Release date of the modern edition:
1902
służalej kilka tysięcy z spisami przy działach stanęło; po obudwu stronach wybrańców (albo raczej wygnańców na śmierć) na posiłku z muszkietami podostatku; na prawem skrzydle rajtarowie służali, a na lewem szlachta. Gdy tedy onych fochów śląskich postrzegła straż Elearska, wnet dawszy znać wojsko do gromady pospieszało. Czekali Szlązacy w sprawie, bardzo szumno wołając na ochotnika, (wyrozumieć wieleby ich i co za lud) podpadającego. Porozumiawszy się tedy pułkownik z hetmanem Elearskim, to jest książęciem Radziwiłem, postawił trzy chorągwie na czoło, to jest czerwoną Sulmirskiego i Moisławskiego, drugie trzy na prawem skrzydle, to jest w lewo nieprzyjacielowi, jako czarną Sławęckiego i Skorulskiego, a
służalej kilka tysięcy z spisami przy działach stanęło; po obudwu stronach wybrańców (albo raczej wygnańców na śmierć) na posiłku z muszkietami podostatku; na prawem skrzydle rajtarowie słuźali, a na lewem szlachta. Gdy tedy onych fochów szląskich postrzegła straż Elearska, wnet dawszy znać wojsko do gromady pospieszało. Czekali Szlązacy w sprawie, bardzo szumno wołając na ochotnika, (wyrozumieć wieleby ich i co za lud) podpadającego. Porozumiawszy się tedy pułkownik z hetmanem Elearskim, to jest książęciem Radziwiłem, postawił trzy chorągwie na czoło, to jest czerwoną Sulmirskiego i Moisławskiego, drugie trzy na prawem skrzydle, to jest w lewo nieprzyjacielowi, jako czarną Sławęckiego i Skorulskiego, a
Text ID: DembPrzew
Page: 120
Title:
Przewagi elearów polskich
Author:
Wojciech Dembołęcki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
factual literature
Subject:
history, army
Humorous:
no
Release date:
1623
Release date (no earlier than):
1623
Release date (no later than):
1623
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Kazimierz Józef Turowski
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Release date of the modern edition:
1859
, Alakantu nalewają, Z rywułami wino różne, Pełen stół, miejsce nie próżne. To skończywszy, ja wyszedłem, Przed ratusz patrząc, poszedłem. Panny w Głównych Miastach obojga Narodów.
„A cóż więcej? prawże, chłopku, Mój ukochany parobku!" Hej! Strojnoż tam panny chodzą, Szumno w dom z domu wychodzą; Od złota, pereł, kamieni Zaledwie wzroku nie mieni. Oko piękne, brew czarniuchna, A płci białej, rumieniuchna; Matka za nią, dziewczę sprawne Książki niesie, w złoto wprawne. Chłopek.
Małoby ta co robiła, Ledwieby chłopka nie biła; Ni do rolej,
, Alakantu nalewają, Z rywułami wino różne, Pełen stół, miejsce nie próżne. To skończywszy, ja wyszedłem, Przed ratusz patrząc, poszedłem. Panny w Głównych Miastach obojga Narodów.
„A cóż więcej? prawże, chłopku, Mój ukochany parobku!" Hej! Strojnoż tam panny chodzą, Szumno w dom z domu wychodzą; Od złota, pereł, kamieni Zaledwie wzroku nie mieni. Oko piękne, brew czarniuchna, A płci białej, rumieniuchna; Matka za nią, dziewczę sprawne Książki niesie, w złoto wprawne. Chłopek.
Małoby ta co robiła, Ledwieby chłopka nie biła; Ni do rolej,
Text ID: JarzGośc
Page: 16
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
wszędzie goło. Tam krynice zgóry bieżą, Trzy sadzawki niżej leżą. Sadeczek tuż między niemi, Wisła w kompanijej z niemi. Dwór J.M.P. Osmólskiego, Giżyński nazwany
Godzien pochwały, nadole Ten dwór leży, jak w padole; Tam sadzawki, sady, gumno,
Role i w budynki szumno. Jest poddanych kilkanaście, Szczególnie pewnie dwanaście. Tuż przy Wiśle osiadłości, Wzdłuż i wszerz ma ten dwór włości. Folwarki miejskie i szlacheckie dwory.
Miejskie folwarki nagórze, Szpitalny swe role orze. Tak się rozciągnęły w dłużą, Przy samej wsi wolnie płużą. Wpośród mieszkają Kamieńscy, Od Ujazdowa Skurczyńscy, Na dobre
wszędzie goło. Tam krynice zgóry bieżą, Trzy sadzawki niżej leżą. Sadeczek tuż między niemi, Wisła w kompanijej z niemi. Dwór J.M.P. Osmólskiego, Giżyński nazwany
Godzien pochwały, nadole Ten dwór leży, jak w padole; Tam sadzawki, sady, gumno,
Role i w budynki szumno. Jest poddanych kilkanaście, Szczególnie pewnie dwanaście. Tuż przy Wiśle osiadłości, Wzdłuż i wszerz ma ten dwór włości. Folwarki miejskie i szlacheckie dwory.
Miejskie folwarki nagórze, Szpitalny swe role orze. Tak się rozciągnęły w dłużą, Przy samej wsi wolnie płużą. Wpośród mieszkają Kamieńscy, Od Ujazdowa Skurczyńscy, Na dobre
Text ID: JarzGośc
Page: 77
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
I obaczę, patrząc sprosta, Aż tam mieszka pan starosta. Dwór J.M. Grzybowskiego, Starosty Warszawskiego.
Za miastem w polu osobne Miejsce, do tego sposobne: Dwór, piękny w budynek wszelki, Ma sadeczek, choć nie wielki. Jest porządny w sklep i w gumno, Wszytko grzeczy, pięknie, szumno. Ten minąwszy, budowany Za nim zwłoska murowany Widzę tam, na Reformackiej Ulicy, niekiedy Brackiej. Pałac Jaśnie Wielmożnego Jego M.P. Ossolińskiego, Kanclerza Wielkiego Koron.
Pałac kanclerza wielkiego, Z Tęczyna Ossolińskiego, Od wymysłów jest budynek, W kunszty subtelny murynek; Ten ozdobił Warszawę stąd, Proporcyją swoją zewsząd
I obaczę, patrząc sprosta, Aż tam mieszka pan starosta. Dwór J.M. Grzybowskiego, Starosty Warszawskiego.
Za miastem w polu osobne Miejsce, do tego sposobne: Dwór, piękny w budynek wszelki, Ma sadeczek, choć nie wielki. Jest porządny w sklep i w gumno, Wszytko grzeczy, pięknie, szumno. Ten minąwszy, budowany Za nim zwłoska murowany Widzę tam, na Reformackiej Ulicy, niekiedy Brackiej. Pałac Jaśnie Wielmożnego Jego M.P. Ossolińskiego, Kanclerza Wielkiego Koron.
Pałac kanclerza wielkiego, Z Tęczyna Ossolińskiego, Od wymysłów jest budynek, W kunszty subtelny murynek; Ten ozdobił Warszawę stąd, Proporcyją swoją zewsząd
Text ID: JarzGośc
Page: 83
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
Jak w szerokość, tak i w dłużą, Wyjazdy mu oba służą; Jeden jest z Długiej ulice, Drugi od wału, z przecznice. Przy tym budowanie nowe, Drzewo piękne w nim sosnowe, Gdzie stołowa izba własna W przestronności, rzecz to jasna; Pokoje prawie książęce, Obicia w nich są panięce. Słudzy szumno od bławatów, Soboli, rysiów, szkarłatów. Sam Pan scudzoziemska chodzi, Przystojnie mu: tak się godzi. Pomknę się trochę naprzodek, Jakom przyszedł w sam pojśrzodek, Widzę stajnie, a za niemi Studnią, gmach wielki przed niemi, Budowanie starożytne W nim, dla czeladzi pożytne. Na tym herb książęcy
Jak w szerokość, tak i w dłużą, Wyjazdy mu oba służą; Jeden jest z Długiej ulice, Drugi od wału, z przecznice. Przy tym budowanie nowe, Drzewo piękne w nim sosnowe, Gdzie stołowa izba własna W przestronności, rzecz to jasna; Pokoje prawie książęce, Obicia w nich są panięce. Słudzy szumno od bławatów, Soboli, rysiów, szkarłatów. Sam Pan scudzoziemska chodzi, Przystojnie mu: tak się godzi. Pomknę się trochę naprzodek, Jakom przyszedł w sam pojśrzodek, Widzę stajnie, a za niemi Studnią, gmach wielki przed niemi, Budowanie starożytne W nim, dla czeladzi pożytne. Na tym herb książęcy
Text ID: JarzGośc
Page: 111
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
wąski podworek, Przedtym to szpiklerzem zwano, Wszelkie zboża w nim chowano; Teraz jest w szlacheckich rękach. Był jednego czasu w mękach, Nabawił nas wszystkich strachu, Gdy gorzał; pomnisz, mój brachu? Konwent Ojców Piarum Scholarum, fundowany od K.J.M.
Królestwo nie zaniechało. Kawalerów wprzód jechało Dosyć szumno, konnych wiele, Każdy siedział na swym śmiele, A za niemi kanclerz wielki, Z boków pieszy człowiek wszelki. Dalej aż marszałek jedzie, Za nim królestwo rząd wiedzie. Kazanowski, cna osoba, Wspaniała, Pańska ozdoba; W ten mu dzień oddano laskę, Aby znał królewską łaskę. Tamże w rogu, od
wązki podworek, Przedtym to szpiklerzem zwano, Wszelkie zboża w nim chowano; Teraz jest w szlacheckich rękach. Był jednego czasu w mękach, Nabawił nas wszystkich strachu, Gdy gorzał; pomnisz, mój brachu? Konwent Ojców Piarum Scholarum, fundowany od K.J.M.
Królestwo nie zaniechało. Kawalerów wprzód jechało Dosyć szumno, konnych wiele, Każdy siedział na swym śmiele, A za niemi kanclerz wielki, Z boków pieszy człowiek wszelki. Dalej aż marszałek jedzie, Za nim królestwo rząd wiedzie. Kazanowski, cna osoba, Wspaniała, Pańska ozdoba; W ten mu dzień oddano laskę, Aby znał królewską łaskę. Tamże w rogu, od
Text ID: JarzGośc
Page: 112
Title:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Author:
Adam Jarzębski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
geographical descriptions, descriptions of journeys
Subject:
architecture, geography
Humorous:
no
Release date:
1643
Release date (no earlier than):
1643
Release date (no later than):
1643
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Release date of the modern edition:
1909
PIEŚŃ ALBO TREN XL OD JESIENI
Żyzna jesień! To, co się na wiosnę zieleni, Co przez lato dojźreje, zbieramy w jesieni. Trzeszczą piętra pod żytem, Są i pszenice przy tem.
Są owsy, są jęczmiony, grochy i tatarki, Za ziarko dał Bóg dziesięć, bodaj z nim frymarki! Że nawieziono szumno, Ledwie nie puknie gumno.
Leżą drzewa w połogu i nie darmo sochy Stawiał pod nie gospodarz, opatrował lochy, Słusznie się cieszył sadem — Lecą owoce gradem.
Jedne na strychy, drugie wynoszą na lasy; Kto się umie z tym obejść, może i do prasy. Te chowa, drugie suszy: I jabłecznik
PIEŚŃ ALBO TREN XL OD JESIENI
Żyzna jesień! To, co się na wiosnę zieleni, Co przez lato dojźreje, zbieramy w jesieni. Trzeszczą piętra pod żytem, Są i pszenice przy tem.
Są owsy, są jęczmiony, grochy i tatarki, Za ziarko dał Bóg dziesięć, bodaj z nim frymarki! Że nawieziono szumno, Ledwie nie puknie gumno.
Leżą drzewa w połogu i nie darmo sochy Stawiał pod nie gospodarz, opatrował lochy, Słusznie się cieszył sadem — Lecą owoce gradem.
Jedne na strychy, drugie wynoszą na lasy; Kto się umie z tym obejść, może i do prasy. Te chowa, drugie suszy: I jabłecznik
Text ID: PotNabKuk_I
Page: 526
Title:
Pieśni nabożne ...
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
songs
Humorous:
no
Release date:
1677
Release date (no earlier than):
1677
Release date (no later than):
1677
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987