że stary, przeto bliski metu,
Szlachcic jeden nie chciałby omieszkać bankietu. Więc rozumiejąc, że tam, wedle świeckiej mody, Z regiestru siędą za stół urzędnicy wprzódy, Wiełkiem kosztem, z nie mniejszą dzieci swoich szkodą, Przepłacając przywilej, został wojewodą. Biorąc potem z owego odartusa miarę, Każe sobie szumnych szat szyć do trumny parę. W których żeby dłuższy czas nie nalęgnął moli, Uprzedzi śmierć, do jego stosując się woli. Nie wiemże, gdzie tam siedzi; tu widzę, że wisi Senator na chorągwi w ferezyjej rysiej. 168 (N). TREFUNEK W KOŚCIELE
Śpiewał ksiądz przed ołtarzem w dzień Świątek Zielonych, Że
że stary, przeto bliski metu,
Szlachcic jeden nie chciałby omieszkać bankietu. Więc rozumiejąc, że tam, wedle świeckiej mody, Z regiestru siędą za stół urzędnicy wprzódy, Wiełkiem kosztem, z nie mniejszą dzieci swoich szkodą, Przepłacając przywilej, został wojewodą. Biorąc potem z owego odartusa miarę, Każe sobie szumnych szat szyć do trumny parę. W których żeby dłuższy czas nie nalęgnął moli, Uprzedzi śmierć, do jego stosując się woli. Nie wiemże, gdzie tam siedzi; tu widzę, że wisi Senator na chorągwi w ferezyjej rysiej. 168 (N). TREFUNEK W KOŚCIELE
Śpiewał ksiądz przed ołtarzem w dzień Świątek Zielonych, Że
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 79
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
DAMY
Jeszczem nie widział krawca tak pysznego, Żebym miał suknie posyłać do niego; I teraz nie ślę płaszcza na poprawę, Niech sobie inszą wynajdzie zabawę. A jeśli zechce gwałtem mi w tym służyć, Niechże na koniec i w tym się da użyć, Żeby przyszedszy do mnie, niemieckiego Chciał się nauczyć szyć stroju lekkiego. Tam mu pokażę od pluder zawiasy I po kabacie różne wywijasy, I wstęgi, których nie trzeba się tykać, Chyba kto by chciał bez pluder umykać Z izby co prędzej; nauczę i tego, Jak ma zażywać rzemiesła własnego, Jak swoję suknią z cudzą suknią zszywać, Jak wścibiać igłę i jak jej
DAMY
Jeszczem nie widział krawca tak pysznego, Żebym miał suknie posyłać do niego; I teraz nie ślę płaszcza na poprawę, Niech sobie inszą wynajdzie zabawę. A jeśli zechce gwałtem mi w tym służyć, Niechże na koniec i w tym się da użyć, Żeby przyszedszy do mnie, niemieckiego Chciał się nauczyć szyć stroju lekkiego. Tam mu pokażę od pluder zawiasy I po kabacie różne wywijasy, I wstęgi, których nie trzeba się tykać, Chyba kto by chciał bez pluder umykać Z izby co prędzej; nauczę i tego, Jak ma zażywać rzemiesła własnego, Jak swoję suknią z cudzą suknią zszywać, Jak wścibiać igłę i jak jej
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 28
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
zawieruchą, Tym milszy twój wzrok, ubłagany skruchą. Słońce odżywia i jego promienie Kruszce zlepiają i drogie kamienie; Tyś jest me życie, skutek twej gładkości Są drogie żądze, kosztowne chciwości. Słońce tak rącze, że odprawia snadnie Swój bieg od wschodu, aż kiedy zapadnie; A z twych tak lotne strzały oczu szyją, Że niż się złożysz, zranią i zabiją. Słońce jest ciepłe i ogniem promieni Osusza rosy, śniegi w rzeki mieni; A tyś jest ogień, ty cały świat palisz, Ty mnie zapalasz, a gdy się użalisz, Osuszasz gorzkie płaczu mego wody I w twardszych piersiach topisz zimne lody. Widzisz, jako
zawieruchą, Tym milszy twój wzrok, ubłagany skruchą. Słońce odżywia i jego promienie Kruszce zlepiają i drogie kamienie; Tyś jest me życie, skutek twej gładkości Są drogie żądze, kosztowne chciwości. Słońce tak rącze, że odprawia snadnie Swój bieg od wschodu, aż kiedy zapadnie; A z twych tak lotne strzały oczu szyją, Że niż się złożysz, zranią i zabiją. Słońce jest ciepłe i ogniem promieni Osusza rosy, śniegi w rzeki mieni; A tyś jest ogień, ty cały świat palisz, Ty mnie zapalasz, a gdy się użalisz, Osuszasz gorzkie płaczu mego wody I w twardszych piersiach topisz zimne lody. Widzisz, jako
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 243
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
tym Pana Zaboklickiego, przez którego to miałem czynić, i zażywać Chojeckiego do buntowania, który list tu inseruję. Dziesiąty. NIebyłem bo mię Król Jego Mość dysgustował. Regimenty Rajtarskie zwinął. Pieszy zmniejszył. Chorągwie w Pułkach moich cale Zwinął. W rząd Hetmański Pana Czarnieckiego wtrącił mnie postponowawszy. Bo mi nieprzyjaciele szyli boty, aby mię zgładzić, abo wdrodze, abów bitwie, abo w tumulcie. I dopiero, samisz Chorągwie pozwijawszy, Regimenty pokrzywdziwszy, i do buntu okazję dawszy. Punkt Manifestu Zmyślają na mię, że przez Pana Zaboklickiego, i przez Apostatę Chojeckiego ten bunt w Wojskum uczynił. Jaśnie Wielmożny Mości P. Marszałku
tym Páná Záboklickiego, przez ktorego to miałem czynić, y záżywáć Choieckiego do buntowánia, ktory list tu inseruię. Dźieśiąty. NIebyłem bo mię Krol Iego Mość disgustował. Regimenty Ráytarskie zwinął. Pieszy zmnieyszył. Chorągwie w Pułkách moich cále Zwinął. W rząd Hetmánski Páná Czárnieckiego wtrąćił mnie postponowawszy. Bo mi nieprzyiaćiele szyli boty, áby mię zgłádźić, ábo wdrodze, ábow bitwie, ábo w tumulćie. Y dopiero, sámisz Chorągwie pozwijawszy, Regimenty pokrzywdźiwszy, y do buntu okázyę dawszy. Punct Mánifestu Zmyśláią ná mię, że przez Páná Záboklickie^o^, y przez Apostatę Choieckiego ten bunt w Woyskum vczynił. Iáśnie Wielmożny Mośći P. Márszałku
Skrót tekstu: LubJMan
Strona: 103
Tytuł:
Jawnej niewinności manifest
Autor:
Jerzy Sebastian Lubomirski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
wbijali na krzyże: Panienkom wprzód kwiaty Splugawiwszy rożane (o nad wszytkie Katy!) Toż ich w-puł rozcinali. Z skor wyzuwszy Księżą Zabijali dopiero, i które zwyciężą Wszytkie Diomedowe Tyraństwa i zbrodnie, Żadnego nie mineli. Sam jako niegodnie Książę utraktowany? gdy nie pomniąc czyje, Jegoż mu Chłop siekierą uciął na pniu szyje. Za co w-Wojsku Setnikiem od wszytkich obrany. Księżna gdzieś zamieszana miedzy Hatamany, Aż się Pułkownikowi nierychło dostała I prócz jedna z-tej Rzezi sama pozostała. WOJNY DOMOWEJ PIERWSZEJ[...] ego ekścidium. I okrucieństwo chłopskie Książę Czetwertyński ścięty Część PIERWSZA
Toż dopiero z-przykładu i Kleski tej cudzy Po wszytkiej Ukrainie zabali się drudzy
wbiiáli ná krzyże: Panienkom wprzod kwiaty Splugáwiwszy rożáne (o nad wszytkie Katy!) Toż ich w-puł rozćináli. Z skor wyzuwszy Xieżą Zábiiali dopiero, i ktore zwyćieżą Wszytkie Dyomedowe Tyráństwá i zbrodnie, Żadnego nie mineli. Sam iáko niegodnie Xiąże utraktowany? gdy nie pomniąc czyie, Iegoż mu Chłop siekierą ućiął na pniu szyie. Za co w-Woysku Setnikiem od wszytkich obrany. Xieżna gdźieś zamieszana miedzy Hatamany, Aż sie Pułkownikowi nierychło dostała I procz iedná z-tey Rzeźi sama pozostałá. WOYNY DOMOWEY PIERWSZEY[...] ego excidium. I okrucieństwo chłopskie Xsiąże Czetwertyński śćięty CZESC PIERWSZA
Toż dopiero z-przykłádu i Kleski tey cudzy Po wszytkiey Ukrainie zabali sie drudzy
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 14
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
. W Kraju Biarmia leżącym w Finmarchii, od dnia 8. Septembra, aż do dnia 25 Marca, ciemne tam Nocy, z tą jednak dystynkcją; od pierwszych dni Sierpnia, aż do 4 Maja, jest niby mrok, albo czas zachodzącego Słońca, teste Olau, tak dalece że może pisać, liczyć pieniądze, szyć, etc przy tym mroku. Pod tym Klima są Lápones, Banienses, Isdalesii, etc jako tenże Olaus tamecznych Północych Krajów świadczy Obywatel i Historyk. Około zaś Zrzodła albo początku wypadającego Nilu rzeki, jeszcze za Polum Antarcticum, od Marca, aż do pół Sierpnia jest Zima; toż samo jest o CHRONOLOGII
w Murzyńskim
. W Kraiu Biarmia leżącym w Finmarchii, od dniá 8. Septembra, aż do dnia 25 Marca, ciemne tam Nocy, z tą iednak dystynkcyą; od pierwszych dni Sierpnia, aż do 4 Maia, iest niby mrok, albo czas zachodzącego Słońca, teste Olau, tak dalece że może pisac, liczyć pieniądze, szyć, etc przy tym mroku. Pod tym Klima są Lápones, Banienses, Isdalesii, etc iako tenże Olaus tamecznych Pułnocnych Kraiow swiadczy Obywatel y Historyk. Około zaś Zrzodła albo początku wypadaiącego Nilu rzeki, ieszcze za Polum Antarcticum, od Marca, aż do puł Sierpnia iest Zima; toż samo iest o CHRONOLOGII
w Murzyńskim
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 191
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
STATICA
DALSZA ŚCIENCYJ MATEMATYCZNEJ Część jest STATICA, tojest Nauka dająca Lekcje o Naturze ciężkich i letkich - rzeczy i ich lokacyj i ruszaniu. Ta sama Scientia na kilka Species dzieli się Ja tylko biorę część zwaną MECHANICAM, która jest Scientia Speculativo Practica, a ta się bawi około Machin różnych, budowania: któremi największe ciężary tu szyć, podnosić może,Takich,MACHIN MECHANICZNA Ściencia ma pięć princypalnych i najfundamentalniejszych, któremi największe wzrusza ciężary. Pierwsza MACHINA Vectis, tojest windowy drąg, na jednym końcu zakowany, po Niemiecku ein debel, po Włosku la Leva, po Francusku Levier Ta jest najpierwsza MACHINA, z której inne składają się.
Druga MACHINA u
STATICA
DALSZA SCIENCYI MATEMATYCZNEY Część iest STATICA, toiest Nauka daiąca Lekcye o Naturze cięszkich y letkich - rzeczy y ich lokacyi y ruszaniu. Tá sama Scientia na kilka Species dzieli się Ia tylko biorę część zwaną MECHANICAM, ktora iest Scientia Speculativo Practica, a ta się bawi około Machin rożnych, budowania: ktoremi naywiększe ciężary tu szyć, podnosić może,Takich,MACHIN MECHANICZNA Sciencia ma pięć princypalnych y nayfundamentalnieyszych, ktoremi naywiększe wzruszá ciężary. Pierwsza MACHINA Vectis, toiest windowy drąg, na iednym końcu zakowany, po Niemiecku ein debel, po Włosku la Leva, po Francusku Levier Ta iest naypierwsza MACHINA, z ktorey inne składaią się.
Druga MACHINA u
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 225
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
się, czyste zostają. Z tąd Symbolista szacie asbeztowej przypisał: Purgor non uror; Kircher zaś twierdzi, że to nie Kamień idzie na przędzę, ale jakiś na nim mech i obrosłość, która wybornie daje się prząść: i przydaje, że się takowe kamienie w Królestwie Tatarskim Taniu znajdują Królom Szaty, z takowego płótna szyto, i w te, gdy ich Ciało na stos pogrzebowy iść miało, uwijano, aby szatą ową okryte w popioły mocą ognia obrócone, nie rozsypało się po między węgle, ale in toto do grobów było rezerwowane, teste Jonstono. Lampy z tej robione materyj, perpetuô góreją, według Solina, Pliniusza, Izydora.
się, czyste zostaią. Z tąd Symbolista szacie asbestowey przypisał: Purgor non uror; Kircher żaś twierdzi, że to nie Kamień idzie na przędzę, ale iakiś na nim mech y obrosłość, ktora wybornie daie się prząść: y przydaie, że się takowe kamienie w Krolestwie Tatarskim Taniu znayduią Krolom Szaty, z takowego płotna szyto, y w te, gdy ich Ciało na stos pogrzebowy iść miało, uwiiano, aby szatą ową okryte w popioły mocą ognia obrocone, nie rozsypało się po między węgle, ale in toto do grobow było rezerwowane, teste Ionstono. Lampy z tey robione materyi, perpetuô goreią, według Solina, Pliniusza, Izydora.
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 650
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
uródżyła Syna, który jest Prorok i Sługa Boży, którego gdy Żydzi nad Prawo ukrzyżować chcieli, cień jego ukrzyżowali, a on nie umarł, do Nieba jest wniesiony, jako Bogu najmilejszy. Wchodzącego pytał BÓG, jeśli się czynił Synem Bożym? Odpowiedział: Bądź łaskaw Panie, Ja się Twoją Służbą nie brzydzę Ludzie fał szywie to na mnie włożyli, i pobłądzili: jako o tym jego bajaniu Damascenus i Baronius świadczą. W tej swojej Baśni Mahomet po pastuchowsku błądzi. Wskrzesił wyklęty error Manichejczyków, że cień za Chrystusa ukrzyżowali Żydzi, że Sługą Syna Bożego nazywa, a Syn równy Ojcu w Istocie będąc DEUS de DEO, i prawdziwym Synem Jego
urodżiła Syna, ktory iest Prorok y Sługa Boży, ktorego gdy Zydzi nad Prawo ukrzyżować chcieli, cień iego ukrzyżowali, a on nie umarł, do Nieba iest wniesiony, iako Bogu naymileyszy. Wchodzącego pytał BOG, ieśli się czynił Synem Bożym? Odpowiedział: Bądz łaskaw Panie, Ia się Twoią Służbą nie brzydzę Ludzie fał szywie to na mnie włożyli, y pobłądzili: iako o tym iego baianiu Damascenus y Baronius swiadczą. W tey swoiey Baśni Machomet po pastuchowsku błądzi. Wskrzesił wyklęty error Manicheyczykow, że cień za Chrystusa ukrzyżowali Zydzi, że Sługą Syna Bożego nazywa, a Syn rowny Oycu w Istocie będąc DEUS de DEO, y prawdziwym Synem Iego
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 1099
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
trybunał się zakończył ziemski, potem skarbowy, który ja ledwie kilka godzin mając do przygotowania się, żegnałem imieniem koła. Nie wiem, gdzie mi się raptularz tej mowy mojej zawieruszył.
Po zakończonej mojej funkcji już nie jechałem do Rasny, ale prosto do Stokliszek z Wacławem, bratem moim. Pojechałem stamtąd do Szył do Kossakowskiego, podstarościego naówczas grodzkiego, potem sędziego ziemskiego kowieńskiego, na święta wielkanocne, gdzie syna jego trzymałem do chrztu. Imię mu da-
no na chrzcie świętym Szymon Marcin. Powróciwszy z Szył do Stokliszek, pojechałem z tymże bratem moim na początek trybunału do Wilna.
Był naówczas deputatem z Grodna Massalski,
trybunał się zakończył ziemski, potem skarbowy, który ja ledwie kilka godzin mając do przygotowania się, żegnałem imieniem koła. Nie wiem, gdzie mi się raptularz tej mowy mojej zawieruszył.
Po zakończonej mojej funkcji już nie jechałem do Rasny, ale prosto do Stokliszek z Wacławem, bratem moim. Pojechałem stamtąd do Szył do Kossakowskiego, podstarościego naówczas grodzkiego, potem sędziego ziemskiego kowieńskiego, na święta wielkanocne, gdzie syna jego trzymałem do chrztu. Imię mu da-
no na chrzcie świętym Szymon Marcin. Powróciwszy z Szył do Stokliszek, pojechałem z tymże bratem moim na początek trybunału do Wilna.
Był naówczas deputatem z Grodna Massalski,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 178
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986