prawa Wspowniała: lecz z i tego niechciałam przepomnieć/ Abym cię w zbytnich strojach nie miała upomnieć/ Nie bywało u Przodków waszych takich strojów. Takich łbów wygolonych tak wymyślnych krojów. Szaty u nich bywały nie zbytne karwatki/ Kamizele/ Sajany/ nie długie kabatki. Trzymali się ochopniów/ żupic kopieniaków/ Telejów/ i kaftanów/ i szarych giermaków. Ale czasy dzisiejsze zbytek zagęściły/ I was wielu strojami prawie zniewieściły. Już dzić nie znać Polaka/ Włoszy Fracuzowie/ Wszędzie w Dworach Książęcych/ zgniąć Polskiej mowie Zginąć i zwykłym strojom bo dziś Stradyoty/ Rubany także kapy z złotymi forboty. Saltebrety/ kolety/ i insze
práwá Wspowniáłá: lecz z y tego niechćiáłám przepomnieć/ Abym ćię w zbytnich stroiách nie miáłá vpomnieć/ Nie bywáło v Przodkow wászych tákich stroiow. Tákich łbow wygolonych ták wymyślnych kroiow. Száty v nich bywáły nie zbytne kárwatki/ Kámizele/ Sáiany/ nie długie kábatki. Trzymáli się ochopniow/ żupic kopieniakow/ Teleiow/ y káftanow/ y szárych giermakow. Ale czásy dźieśieysze zbytek zágęściły/ Y was wielu stroiámi práwie zniewieśćiły. Iuż dźić nie znáć Polaká/ Włoszy Frácuzowie/ Wszędzie w Dworách Xiążęcych/ zgniąć Polskiey mowie Zginąć y zwykłym stroiom bo dźiś Strádyoty/ Rubany tákże kápy z złotymi forboty. Sáltebrety/ kolety/ y insze
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: F
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
Czego dotąd swymi Ze oczyma nie widzisz/ wielka to nowina/ Zaczym w takim obrocie będąc co godzina/ W siłach już ustawamy/ i błache te proce Strzelać ich nie nadążą. A co nam wysoce Ważyć sobie potrzeba/ i bez wątpliwości Dobrotliwych przeczytać Bogów opatrzności/ Gdyby się nie przebiegał jeden tu Młodzieniec W białym lekkim Teleju/ Wawrzynowy wieniec Mając świej na głowie/ a z biodr opuszczony Luk i kołczżan z strzałami/ Dawnoby obrony Nasze te nie zdołały. Wiedzieć nie możemy Kto i skąd jest: To jednak przyznać mu musiemy Ze nas często od srogich napaści tych broni/ Niepochybnie strzelając. Luboli w pogoni/ Lubo w czoło Niedzwiedzia/
Czego dotąd swymi Ze oczymá nie widzisz/ wielka to nowiná/ Záczym w tákim obrocie będąc co godziná/ W siłách iuż vstawamy/ y błache te proce Strzeláć ich nie nádążą. A co nąm wysoce Ważyć sobie potrzebá/ y bez wątpliwości Dobrotliwych przeczytáć Bogow opátrzności/ Gdyby się nie przebiegał ieden tu Młodzieniec W białym lekkim Teleiu/ Wáwrzynowy wieniec Máiąc świey ná głowie/ á z biodr opuszczony Luk y kołczżan z strzáłámi/ Dawnoby obrony Násze te nie zdołáły. Wiedzieć nie możemy Kto y zkąd iest: To iednák przyznáć mu musiemy Ze nas często od srogich napáści tych broni/ Niepochybnie strzeláiąc. Luboli w pogoni/ Lubo w czoło Niedzwiedziá/
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 60
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
tylko wstręt dawa, Że kędy iść, nie wiedzą: bo hetman do szyku Poszedł w pole; dopiero dociekszy po krzyku, Kędy hardy Karakasz i strzela, i ścina, Tam się wali serdecznie wojskowa drużyna. Już tam w pięknym podczaszy szedł rycerstwa gronie, Gdzie Karakasz piechotę Mościńskiego żonie, Którego kiedy w złotym obaczy teleju, Pozna wodza; jakoby to miał w przywileju. Gdy mniejszych biją mniejszy, w równia każdy mierzy; Sam Achilles w Hektora bezpiecznie uderzy. „Dosyć, dosyć odwagi, dosyć sławy!” rzecze, Wraz go ostrym przez piersi koncerzem przewlecze, A ten mdleje i bułat puści z ręku goły. Toż co
tylko wstręt dawa, Że kędy iść, nie wiedzą: bo hetman do szyku Poszedł w pole; dopiero dociekszy po krzyku, Kędy hardy Karakasz i strzela, i ścina, Tam się wali serdecznie wojskowa drużyna. Już tam w pięknym podczaszy szedł rycerstwa gronie, Gdzie Karakasz piechotę Mościńskiego żonie, Którego kiedy w złotym obaczy teleju, Pozna wodza; jakoby to miał w przywileju. Gdy mniejszych biją mniejszy, w równia każdy mierzy; Sam Achilles w Hektora bezpiecznie uderzy. „Dosyć, dosyć odwagi, dosyć sławy!” rzecze, Wraz go ostrym przez piersi koncerzem przewlecze, A ten mdleje i bułat puści z ręku goły. Toż co
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 226
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
oderznionych, widział dla pierścienia I kosztownych kamieni albo drogich szmalców, Niezmierną rzecz odciętych od swych ręku palców. Cóż jedwabnych kaftanów albo koszul szytych Albo cienkich bawełnic z zawojów rozwitych; Srebrnych i złotych asper, które żołnierz świeży Karakaszów w jedwabne nawszywał odzieży. Taki zwyczaj u Turków z dawności, że dzięgi, Jeśli nie ma teleju, wszywają w siermięgi: Znak łakomstwa i z wielką rozstania się nędzą, Że tak barzo kochają, że tak złota szczędzą. Toż skoro w morzu Tytan lampę zgasi jasną, Skoro wszytkie zwierzęta, wszytkie ptastwa zasną, Czarna noc i ciemna mgła cały świat zasklepi, A słodki się sen cicho w zmysły ludzkie wrzepi,
oderznionych, widział dla pierścienia I kosztownych kamieni albo drogich szmalców, Niezmierną rzecz odciętych od swych ręku palców. Cóż jedwabnych kaftanów albo koszul szytych Albo cienkich bawełnic z zawojów rozwitych; Srebrnych i złotych asper, które żołnierz świeży Karakaszów w jedwabne nawszywał odzieży. Taki zwyczaj u Turków z dawności, że dzięgi, Jeśli nie ma teleju, wszywają w siermięgi: Znak łakomstwa i z wielką rozstania się nędzą, Że tak barzo kochają, że tak złota szczędzą. Toż skoro w morzu Tytan lampę zgasi jasną, Skoro wszytkie zwierzęta, wszytkie ptastwa zasną, Czarna noc i ciemna mgła cały świat zasklepi, A słodki się sen cicho w zmysły ludzkie wrzepi,
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 229
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
żaden z tych, co wzięli pół świata, A jeszcze nic nie sprawił; kiegoż się tu kata Bawić? Zima za pasem; cóż tedy ci rzeką, Co ciepły kraj, ojczyznę mieszkają daleką, Mrozu nigdy nie znają, śniegu ani we śnie Nie widzieli, lecz wiecznej przywyknęli wieśnie, W samych tylko płóciennych telejach bez futra, Pewnie wszyscy, jak muchy, posną nam do jutra; Albo znowu kobyle wywnętrzywszy brzuchy, Powiążą i tam w mroźne pomrą zawieruchy. CZĘŚĆ SIÓDMA
Więc gdy się im swych przyszło niedostatków zwierzyć, Prędko się starcy zgodzą, żeby mir uderzyć Z Polaki; nim jesienny spadnie plusk, nim zima Zajdzie, co
żaden z tych, co wzięli pół świata, A jeszcze nic nie sprawił; kiegoż się tu kata Bawić? Zima za pasem; cóż tedy ci rzeką, Co ciepły kraj, ojczyznę mieszkają daleką, Mrozu nigdy nie znają, śniegu ani we śnie Nie widzieli, lecz wiecznej przywyknęli wieśnie, W samych tylko płóciennych telejach bez futra, Pewnie wszyscy, jak muchy, posną nam do jutra; Albo znowu kobyle wywnętrzywszy brzuchy, Powiążą i tam w mroźne pomrą zawieruchy. CZĘŚĆ SIÓDMA
Więc gdy się im swych przyszło niedostatków zwierzyć, Prędko się starcy zgodzą, żeby mir uderzyć Z Polaki; nim jesienny spadnie plusk, nim zima Zajdzie, co
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 246
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
i doma, I na wiatr poszła jego impreza łakoma. Dopieroż wezyr widząc, że im idzie dalej W las, tym też i drew więcej, ani próżnowali Kozacy i conocne odprawują czaty: Dziś mu pozagważdżali wielką część armaty. Stratagema aszych WOJNA CHOCIMSKA
Co dzień to wiatr chłodniejszy i przejęte sztychy Na ich rzadkie teleje i wiotche cwelichy. Więc ufając powadze swego majestatu, Chciałby też sam z posłami spróbować traktatu. Przetoż ich zaprosiwszy, takiej użył mowy: „Ilem mógł z relacyjej postrzec Radułowej, Dosyć wam kondycyje znośne, dosyć małe Podawał; ale wasze serce zatwardziałe Ani żadnym dobyte słusznych racyj młotem! Będziecie się ich
i doma, I na wiatr poszła jego impreza łakoma. Dopieroż wezyr widząc, że im idzie daléj W las, tym też i drew więcej, ani próżnowali Kozacy i conocne odprawują czaty: Dziś mu pozagważdżali wielką część armaty. Stratagema aszych WOJNA CHOCIMSKA
Co dzień to wiatr chłodniejszy i przejęte sztychy Na ich rzadkie teleje i wiotche cwelichy. Więc ufając powadze swego majestatu, Chciałby też sam z posłami spróbować traktatu. Przetoż ich zaprosiwszy, takiej użył mowy: „Ilem mógł z relacyjej postrzec Radułowej, Dosyć wam kondycyje znośne, dosyć małe Podawał; ale wasze serce zatwardziałe Ani żadnym dobyte słusznych racyj młotem! Będziecie się ich
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 314
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
beł sposobniejszy na niem ku przyszłemu Pojedynkowi; dzieli bohatyr wspaniały Miedzy swe zdobycz drogą i łup okazały. Serce wielkie nie chce być samo ucześnikiem Tych fortun, do których ma Boga przewodnikiem.
XXIX.
Wróciwszy się, do nowej potrzeby mieć chcieli Nowe szaty, w którychby na koniech siedzieli. Wysoką Orland wieżą na teleju swojem Dał haftować, co ją Bóg zniósł piorunem trojem, Oliwier psa w pancerzu, na którem gotowa Obróż jest, a na tej zaś szyte w ten kształt słowa: „Męstwu przy roztropności każdy ustępować Musi, chyba żeby chciał sromotnie szwankować”. .
XXX.
Brandymarte dla ojca swojego miłości, Co szerokich, umarwszy
beł sposobniejszy na niem ku przyszłemu Pojedynkowi; dzieli bohatyr wspaniały Miedzy swe zdobycz drogą i łup okazały. Serce wielkie nie chce być samo ucześnikiem Tych fortun, do których ma Boga przewodnikiem.
XXIX.
Wróciwszy się, do nowej potrzeby mieć chcieli Nowe szaty, w którychby na koniech siedzieli. Wysoką Orland wieżą na teleju swojem Dał haftować, co ją Bóg zniósł piorunem trojem, Oliwier psa w pancerzu, na którem gotowa Obróż jest, a na tej zaś szyte w ten kształt słowa: „Męstwu przy roztropności każdy ustępować Musi, chyba żeby chciał sromotnie szwankować”. .
XXX.
Brandymarte dla ojca swojego miłości, Co szerokich, umarwszy
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 234
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
zbroja nie broniła, Zwłaszcza w ręku grabinych, w ręku doświadczonych, Co dużością równały moc Gigantów onych. Rznie tarcz broń nieuchronna, przepada kręcone Kolca i łuski z stali szczerej zjednoczone; Rznie tarcz do samych gruntów, potem jasnej zbroje Blach kruszy i przecina ramiona oboje. .
LXXI
Nie dał żadnej pomocy obojczyk sowity I telej atłasowy, jedwabiem przeszyty; Otwiera się szeroka rana, a onego Krew uchodzi i zlewa ziemię w koło niego. Oddaje wzajem Sobryn, wściekłością zażarty, I chce mieć u mężnego grabie bok otwarty. Próżno, bo i z przejrzenia i daru boskiego Żadna broń nie jęła się twardej skóry jego.
LXX
Powtarza srogie cięcia Orland
zbroja nie broniła, Zwłaszcza w ręku grabinych, w ręku doświadczonych, Co dużością równały moc Gigantów onych. Rznie tarcz broń nieuchronna, przepada kręcone Kolca i łuski z stali szczerej zjednoczone; Rznie tarcz do samych gruntów, potem jasnej zbroje Blach kruszy i przecina ramiona oboje. .
LXXI
Nie dał żadnej pomocy obojczyk sowity I telej atłasowy, jedwabiem przeszyty; Otwiera się szeroka rana, a onego Krew uchodzi i zlewa ziemię w koło niego. Oddaje wzajem Sobryn, wściekłością zażarty, I chce mieć u mężnego grabie bok otwarty. Próżno, bo i z przejrzenia i daru boskiego Żadna broń nie jęła się twardej skóry jego.
LXX
Powtarza srogie cięcia Orland
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 246
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905