do śmierci. A odchodząc od niego/ Testament w ręce mu włożyli/ którym jakoby tę Unią/ i wszytkie na niej uchwalone Artykuły przyjął/ potwierdził/ i ostatnią wolą swoją/ odchodząc z tego świata/ zapieczętował. Nie mniej też i Cesarz Palaeolog/ acz był udarowany wielkimi podarkami/ i zniewolony jeszcze więtszymi obietnicami/ trwożył się na myśli/ i niemógł wolnego i bezpiecznego sumnienia mieć. A z niepociesznych nowin/ które do niego przychodziły/ o gwałtownych wtarczkach w Państwa Gręckie Turków/ poznał swój występek/ którym Boga obraził/ przedawszy za złoto sumnienie swoje. Tamże w Syllibriej wpadszy wrospacz/ nagle zdechł. Apologia Sap. c. 1
do śmierći. A odchodząc od niego/ Testáment w ręce mu włożyli/ ktorym iákoby tę Vnią/ y wszytkie ná niey vchwalone Artykuły przyiął/ potwierdźił/ y ostátnią wolą swoią/ odchodząc z tego świátá/ zápiecżętował. Nie mniey też y Cesarz Pálaeolog/ ácz był vdárowány wielkimi podárkámi/ y zniewolony ieszcze więtszymi obietnicámi/ trwożył sie ná myśli/ y niemogł wolnego y bespiecżnego sumnienia mieć. A z niepoćiesznych nowin/ ktore do niego przychodziły/ o gwałtownych wtarczkách w Páństwá Gręckie Turkow/ poznał swoy występek/ ktorym Bogá obráźił/ przedawszy zá złoto sumnienie swoie. Támże w Syllibriey wpadszy wrospácż/ nagle zdechł. Apologia Sap. c. 1
Skrót tekstu: SmotApol
Strona: 79
Tytuł:
Apologia peregrinacjej do Krajów Wschodnich
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Dermań
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1628
Data wydania (nie wcześniej niż):
1628
Data wydania (nie później niż):
1628
rok ty Trudnisz doktory i pijesz dekokty; Powiedz, co salsa i jakiego smaku, Gdzie też święcono to drzewo gwajaku I po czym poznać przedni korzeń chiny, Czym sasafrasu pachną ostrużyny I skąd to miejsce prostej lakrycyjej Przy cynamonie i drzewach z Indyjej, Żebym tak twoją upewniony próbą, Mędrszy z przestrogi, już nie trwożył sobą I nie zabłądził w tym indyjskim gaju, Bo mi pić doktor kazał chinę w maju. RAKI
Cnota cię rządzi nie pragniesz pieniędzy; Złota dosyć masz nie boisz się nędzy; Czystości służysz nie swojej chciwości; W skrytości mieszkasz nie przywabiasz gości; Szyciem zarabiasz nie wygra wasz w karty; Piciem się brzydzisz nie bawisz
rok ty Trudnisz doktory i pijesz dekokty; Powiedz, co salsa i jakiego smaku, Gdzie też święcono to drzewo gwajaku I po czym poznać przedni korzeń chiny, Czym sasafrasu pachną ostrużyny I skąd to miejsce prostej lakrycyjej Przy cynamonie i drzewach z Indyjej, Żebym tak twoją upewniony próbą, Mędrszy z przestrogi, już nie trwożył sobą I nie zabłądził w tym indyjskim gaju, Bo mi pić doktor kazał chinę w maju. RAKI
Cnota cię rządzi nie pragniesz pieniędzy; Złota dosyć masz nie boisz się nędzy; Czystości służysz nie swojej chciwości; W skrytości mieszkasz nie przywabiasz gości; Szyciem zarabiasz nie wygra wasz w karty; Piciem się brzydzisz nie bawisz
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 56
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
od wieka; Na tysiąc słów Twych jednego nie powie, Jak się o wiecznej śmierci milczkiem dowie. Cóż Ci ma człowiek odpowiedzieć śmiele, Kiedyś nieprawość znalazł i w aniele? Raczej na łaski Twoje, Panie, wspomni, Które tak dawno świat, jak stoi, pomni. Wszak nie na wieki gniew Twój będzie trwożył Ani się będziesz wieczną groźbą srożył; Wszak nie chcesz śmierci grzesznych, owszem, wrota Otwierasz chcącym szczerze do żywota. Jako daleko na dół ziemia spadła Od górnej sfery i jak się odsiadła Strona zachodnia od tej, kędy wschodzi Słońce — tak litość Twoja nas rozwodzi Z popełnionymi upornie złościami I tak granice sypie między nami
od wieka; Na tysiąc słów Twych jednego nie powie, Jak się o wiecznej śmierci milczkiem dowie. Cóż Ci ma człowiek odpowiedzieć śmiele, Kiedyś nieprawość znalazł i w aniele? Raczej na łaski Twoje, Panie, wspomni, Które tak dawno świat, jak stoi, pomni. Wszak nie na wieki gniew Twój będzie trwożył Ani się będziesz wieczną groźbą srożył; Wszak nie chcesz śmierci grzesznych, owszem, wrota Otwierasz chcącym szczerze do żywota. Jako daleko na dół ziemia spadła Od górnej sfery i jak się odsiadła Strona zachodnia od tej, kędy wschodzi Słońce — tak litość Twoja nas rozwodzi Z popełnionymi upornie złościami I tak granice sypie między nami
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 225
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
, w się zebrany, Nie ma żadnej na sercu i twarzy odmiany.
XXXVI.
I jako ten, co już beł na bój odważony Z sprosnem dziwem, natarł nań bez żadnej ochrony, Ażeby mógł i dziewkę obronić zarazem I potkać się z straszliwem dziwem jednem razem, Między orką, między nią stanąwszy, nie trwożył Nic sobą, a miecz w pochwach przed sobą położył. W ręku miał kotew z liną; z tak wielkiem srogiego Sercem dziwu tam czekał na miejscu morskiego.
XXXVII.
Skoro plugawa orka bliżej nastąpiła I Orlanda na bacie stojąc obaczyła, Tak szeroko plugawą paszczękę rozdarła, Żeby konia i z chłopem pospołu pożarła. Bez rozmysłu
, w się zebrany, Nie ma żadnej na sercu i twarzy odmiany.
XXXVI.
I jako ten, co już beł na bój odważony Z sprosnem dziwem, natarł nań bez żadnej ochrony, Ażeby mógł i dziewkę obronić zarazem I potkać się z straszliwem dziwem jednem razem, Między orką, między nią stanąwszy, nie trwożył Nic sobą, a miecz w pochwach przed sobą położył. W ręku miał kotew z liną; z tak wielkiem srogiego Sercem dziwu tam czekał na miejscu morskiego.
XXXVII.
Skoro plugawa orka bliżej nastąpiła I Orlanda na bacie stojąc obaczyła, Tak szeroko plugawą paszczekę rozdarła, Żeby konia i z chłopem pospołu pożarła. Bez rozmysłu
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 235
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
Oto życzliwych braci prowadzi cię grono: Onić to bracia, którzy afektem jednakiem Lat dwadzieścia pod twoim zostawali znakiem, Świadkowie odwag, kosztów, trudów i niewczasów Podczas dawnych i świeższych w Koronie hałasów. Tym, jako żaden niewczas, krew, śmierci i rany, Które w oczach twych kwoli ojczyźnie kochanej Ponosili, nie trwożył, gdy z królewskich ręku Odbierasz honor na znak swojej cnoty wdzięku, Miło im na rotmistrza patrzyć i na wodza. Jako kiedy daleka znuży kogo chodzą, Odwag, zdrowia i kosztów znaczne czyniąc cugi, Za zasługami chodzić powinny wysługi; Które, jeśli tak rychło metu nie dożeną, Pospolicie swą zwłokę nagradzają ceną.
Oto życzliwych braci prowadzi cię grono: Onić to bracia, którzy afektem jednakiem Lat dwadzieścia pod twoim zostawali znakiem, Świadkowie odwag, kosztów, trudów i niewczasów Podczas dawnych i świeższych w Koronie hałasów. Tym, jako żaden niewczas, krew, śmierci i rany, Które w oczach twych kwoli ojczyźnie kochanej Ponosili, nie trwożył, gdy z królewskich ręku Odbierasz honor na znak swojej cnoty wdzięku, Miło im na rotmistrza patrzyć i na wodza. Jako kiedy daleka znuży kogo chodzą, Odwag, zdrowia i kosztów znaczne czyniąc cugi, Za zasługami chodzić powinny wysługi; Które, jeśli tak rychło metu nie dożeną, Pospolicie swą zwłokę nagradzają ceną.
Skrót tekstu: PotSielKuk_I
Strona: 119
Tytuł:
Sielanka
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
insze wyniósł. Zaiste nie mniejszy i trzeci występek mu przypiszę, iż na się wszystko zagarnął. Tym tedy wszystkim Pan zabieżeć chcąc, dopuścił aby padł, i dla tego opuściwszy drugich, do niego rzecz obraca mówiąc: Symon, Symon, oto szatan pożądał pilnie, aby was odwiewał jako pszenicę, to jest kusił, trwożył, trapił: alem ja prosił za tobą, aby nie ustała wiara twoja. Przeczże ponieważ szatan wszystkich pożądał, nie rzekł Pan za wszystkimi prosiłem? Dawa się wiedzieć stąd, com mało wyższej rzekł, iż usilniej go tykając i pokazując, że jego upadek daleko gorszy, a niżli inszych miał być
insze wyniosł. Záiste nie mnieyszy y trzeći występek mu przypiszę, iż ná się wszystko zágárnął. Tym tedy wszystkim Pan zábieżeć chcąc, dopuśćił aby padł, ÿ dla tego opuśćiwszy drugich, do niego rzecż obraca mowiąc: Symon, Symon, oto szátan pożądał pilnie, áby was odwiewał iáko pszenicę, to iest kuśił, trwożył, trápił: álem ia prośił zá tobą, áby nie vstałá wiará twoiá. Przecżże ponieważ szátan wszystkich pożądał, nie rzekł Pan zá wszystkimi prośiłem? Dawa się wiedzieć ztąd, com máło wyższey rzekł, iż vśilniey go tykáiąc y pokázuiąc, że iego vpadek dáleko gorszy, á niżli inszych miał być
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 55v
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
i Węgrów; Krzyżaków 50 tysiący położył trupem, w niewolą wziął 40 tysięcy, Chorągwi wziął 50. Było ich wszystkich ze wsząd na Polskę ściągnionych 140 tysięcy. Sam Mistrz ze dwieścio Komendatorami poległ in paenam pychy swojej, że Królowi przed Batalią dwa Miecze przysłał, jeden jemu, drugi Witoldowi cum insultatione, aby się nie trwożył, lecz śmiele potykał. Wiktoria ta stanęła w Święto Divisionis Apostolorum. Od tego czasu Krzyżacy submissius się mieli, i co raz ich mutabat Fortuna Bellica: choć się kusili na Posaków, już nie celebrowali Festu Exaltationis suae Crucis. Dziwnie Poczęli byli egzorbitować koło Roku 1450 za Mistrza Ludwika Herlisiusa czyli Ehrlichshausen rozpustnie życiąc.
y Węgrow; Krzyżakow 50 tysiący położył trupem, w niewolą wziął 40 tysięcy, Chorągwi wziął 50. Było ich wszystkich ze wsząd na Polskę ściągnionych 140 tysięcy. Sam Mistrz ze dwieścio Kommendatorami poległ in paenam pychy swoiey, że Krolowi przed Batalią dwa Miecze przysłał, ieden iemu, drugi Witoldowi cum insultatione, aby się nie trwożył, lecz śmiele potykał. Wiktorya ta stáneła w Swięto Divisionis Apostolorum. Od tego czasu Krzyżácy submissius się mieli, y co raz ich mutabat Fortuna Bellica: choć się kusili na Posakow, iuż nie celebrowali Festu Exaltationis suae Crucis. Dziwnie poczeli byli exorbitować koło Roku 1450 za Mistrza Ludwika Herlisiusa czyli Ehrlichshausen rospustnie życiąc.
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 1051
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
to cesją królestwa, objaśniać tego wielą słów nie trzeba; jeszcze wszyscy w trwodze, jeszcze pełni bojaźni, a drudzy furii, bo jako miła swobodnemu narodowi wolność, tak dla niej chętna i największa przewaga. Dlategoż naspokojniejszego szlachcica w tej Koronie niemasz, któryby o tym nie dyskurował, któryby się nie trwożył i wiedzieć, jako wolny, nie chciał. Siła tedy należy na tym, abyś WM. tych wiadomości swoich fundament i wszytkie deklarować raczył okoliczności a odkrył libere, jako poważny senator (którego, tuszemy, że nic privatim nie przywiodło), te praktyki jaśniej i tych w senacie objaśnił; siła na tym Rzpltej
to cesyą królestwa, objaśniać tego wielą słów nie trzeba; jeszcze wszyscy w trwodze, jeszcze pełni bojaźni, a drudzy furyi, bo jako miła swobodnemu narodowi wolność, tak dla niej chętna i największa przewaga. Dlategoż naspokojniejszego szlachcica w tej Koronie niemasz, któryby o tym nie dyskurował, któryby się nie trwożył i wiedzieć, jako wolny, nie chciał. Siła tedy należy na tym, abyś WM. tych wiadomości swoich fundament i wszytkie deklarować raczył okoliczności a odkrył libere, jako poważny senator (którego, tuszemy, że nic privatim nie przywiodło), te praktyki jaśniej i tych w senacie objaśnił; siła na tym Rzpltej
Skrót tekstu: OpisDostCz_III
Strona: 169
Tytuł:
Opisanie prawdziwe i dostateczne rozwiedzienia rokoszu pod Janowcem
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
. O Faetoncie nie mogąc inaczy Tłumaczyć, tylko że go Król zapewnie Za prośbą nowej małżonki: naznaczy Sobie za zięcia, za męża Królewnie: Przy takim żalu, przy takiej bojaźni; Z Królewny tylko cieszył się przyjaźni. 75. Wiedział to dobrze, że się nieszczerością Faetontową: i pychą brzydziła A choć się szczęścia trwożył zawziętością, Miłość mu jednak nadzieję czyniła. Perswadując mu, że słuszniejszej sprawie: I złość Fortuny stawi się łaskawie. 76. Zaczym na twarzy śmiałość, gniew na czele; Ogromny nisąc, za Królewskim dworem I sam pośpieszą, a potym w Kościele Gdzie ujźrzy śluby: wnet słusznym rankorem Uwiodszy serce, i nie mając
. O Fáetonćie nie mogąc ináczy Tłumáczyć, tylko że go Krol zápewnie Zá prośbą nowey małżonki: náznáczy Sobie zá źięćia, zá mężá Krolewnie: Przy tákim żalu, przy tákiey boiáźni; Z Krolewney tylko ćieszył się przyiáźni. 75. Wiedźiał to dobrze, że się nieszczerośćią Fáetontową: y pychą brzydźiłá A choć się szczęśćia trwożył záwźiętośćią, Miłość mu iednák nádźieię czyniłá. Perswáduiąc mu, że słusznieyszey spráwie: Y złość Fortuny stáwi sie łáskáwie. 76. Záczym ná twarzy śmiáłość, gniew ná czele; Ogromny nisąc, zá Krolewskim dworem Y sam pośpieszą, á potym w Kośćiele Gdźie uyźrzy śluby: wnet słusznym ránkorem Vwiodszy serce, y nie máiąc
Skrót tekstu: ClaudUstHist
Strona: 81
Tytuł:
Troista historia
Autor:
Claudius Claudianus
Tłumacz:
Jędrzej Wincenty Ustrzycki
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
Warszawy odjechali, a kleryków rozproszono do dalszej decyzji ś. Kongregacji, jednakowo dachami w tymże roku pokryte jest Kolegium i kościół ś. Krzyża, lubo kaplica dla przepalonych murów nie mogła być pokrytą.
W jesieni częste deszcze, grzmoty i błyskawice panowały z wielkiem uprzykrzeniem, przezco i drogość nastąpiła, i lud się trwożył obawiając się powietrznej zarazy. Także i wiatr nawalny nastał, który wiele szkody uczynił, ile w dachach, budynkach, toż samo i od postronnych miast słychać było, lasy także połamał w wielu miejscach. pag. 134—137. 1741.
Dnia 16go stycznia Książę Janusz Antoni Korybut Wiszniowiecki tu we Lwowie u ś.
Warszawy odjechali, a kleryków rozproszono do dalszej decyzyi ś. Kongregacyi, jednakowo dachami w tymże roku pokryte jest Kollegium i kościół ś. Krzyża, lubo kaplica dla przepalonych murów nie mogła być pokrytą.
W jesieni częste deszcze, grzmoty i błyskawice panowały z wielkiem uprzykrzeniem, przezco i drogość nastąpiła, i lud się trwożył obawiając się powietrznej zarazy. Także i wiatr nawalny nastał, który wiele szkody uczynił, ile w dachach, budynkach, toż samo i od postronnych miast słychać było, lasy także połamał w wielu miejscach. pag. 134—137. 1741.
Dnia 16go stycznia Xiąże Janusz Antoni Korybut Wiszniowiecki tu we Lwowie u ś.
Skrót tekstu: KronZakBarącz
Strona: 201
Tytuł:
Kronika zakonnic ormiańskich reguły ś. Benedykta we Lwowie
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1703 a 1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1703
Data wydania (nie później niż):
1756
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pamiętnik dziejów polskich: z aktów urzędowych lwowskich i z rękopisów
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wojciech Maniecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1855