w ręce, bo że widział jaka w nim ochota Do kuchni była, że w niej pozbył i żywota. Przeto został kuchmistrzem, a co swoje dziatki Karmił, to teraz karmi diabły i ich matki. Co najtłustsze kalwińskie i saskie duszyce, Gotują jego mości do czarnej juszyce. A która chuda, to ją słoniną szpikują, A do ostrego pieprzu pięknie przyprawują. Nalewajkowskie dusze suszą miasto grzanek, A Plutonowi kładą do piwa we dzbanek. Bo jako na tym świecie od kufla je zwano, Tak też je i po śmierci weń poobracano. Tych zaś, którzy w Witebsku zabili władykę, Przyniósł sam razem diabeł okrutną mantykę. Onych grzecznych
w ręce, bo że widział jaka w nim ochota Do kuchni była, że w niej pozbył i żywota. Przeto został kuchmistrzem, a co swoje dziatki Karmił, to teraz karmi diabły i ich matki. Co najtłustsze kalwińskie i saskie duszyce, Gotują jego mości do czarnej juszyce. A która chuda, to ją słoniną szpikują, A do ostrego pieprzu pięknie przyprawują. Nalewajkowskie dusze suszą miasto grzanek, A Plutonowi kładą do piwa we dzbanek. Bo jako na tym świecie od kufla je zwano, Tak też je i po śmierci weń poobracano. Tych zaś, którzy w Witebsku zabili władykę, Przyniósł sam razem diabeł okrutną mantykę. Onych grzecznych
Skrót tekstu: ChądzJRelKontr
Strona: 299
Tytuł:
Relacja
Autor:
Jan Chądzyński
Drukarnia:
Drukarnia Jezuicka
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
Pokoju skoro zaś zabijecie król JoMSC Francuski osiągnie Imperium. Będzie Cesarzem będzie da P Bóg i naszym królem Polskiem w ostatku jeżeli wy go Nie zabijecie ja go zabiję Porwie się do Łuku nałozywszy strzałę jak wytnie Pana Cesarza w bok az drugim Bokiem zelezie wyszło zabił. Drudzy Polacy do Łuków kiedy wezmą szyc w owę kupę na szpikowano Francuzów samego co siedział in Persona króla postrzelono. na ostatek na łeb i z Majestatu spadł Pod Teatrum z ynszemi Francuzami uciekł. To to tam fantazyja
Stał się tedy po Warszawie wielki rozruch Owi co strzelali pojechał każdy w swą i ja sam wyjechałem zaraz żebym napaści jakiej nie miał zem tez to tam stał
Pokoiu skoro zas zabiiecie krol IoMSC Francuski osiągnie Imperium. Będzie Cesarzęm będzie da P Bog y naszym krolem Polskiem w ostatku iezeli wy go Nie zabiiecie ia go zabiię Porwie się do Łuku nałozywszy strzałę iak wytnie Pana Cesarza w bok az drugim Bokiem zelezie wyszło zabił. Drudzy Polacy do Łukow kiedy wezmą szyc w owę kupę na szpikowano Francuzow samego co siedział in Persona krola postrzelono. na ostatek na łeb y z Maiestatu zpadł Pod Theatrum z ynszemi Francuzami uciekł. To to tam fantazyia
Stał się tedy po Warszawie wielki rozruch Owi co strzelali poiechał kazdy w swą y ia sąm wyiechałęm zaraz zebym napasci iakiey nie miał zem tez to tam stał
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 189v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
sklepistym nagotuj Pastecie, a Kupidyna daj pieczysto, naśpikowawszy sFrancuska, pięknie chędogo. Usłyszawszy straśliwą sentencją wackowaci Więznikowie, krzykną płaczliwym głosem, miej miłosierdzie waleczny Bochatyrze, daruj nas żywotem, daruj gardłem, niechciej patrzać na męki nasze; odmień dekret, wybaw od wrzącego barszczu, oddal sklepisty Paszt, nie kaz udzcu szpikować z Francuska, strzymaj się od wyschłego śpiku kościstej śmierci, nie łakniej udzców papinkowatych, jedynego synaczka Wenery, niechciej abyć nawięzło w zęby z opalonego miejsca mego Szatańskiego, A my spolnie wszyscy za okazany Akt dobrodziejstwa obowięzujemy się osobie twojej dosyć zawsze czynić, na skinienie oka każdemu rozkazaniu i woli, w każdy czas
sklepistym nágotuy Pástećie, á Kupidyná day pieczysto, náśpikowawszy zFráncuská, pieknie chędogo. Vsłyszawszy stráśliwą sententią wáckowáći Więznikowie, krzykną płáczliwym głosem, miey miłośierdźie waleczny Bochátyrze, dáruy nás żywotem, dáruy gárdłem, niechćiey pátrzać ná męki násze; odmień dekret, wybaw od wrzącego barszczu, oddal sklepisty Pászt, nie kaz vdzcu szpikowáć z Fráncuská, strzymay się od wyschłego śpiku kośćistey śmierći, nie łákniey vdzcow pápinkowátych, iedynego synaczká Wenery, niechćiey ábyć náwięzło w zęby z opalonego mieyscá mego Szátáńskie^o^, A my spolnie wszyscy zá okazány Akt dobrodźieystwá obowięzuiemy się osobie twoiey dosyć záwsze czynić, ná skinienie oká káżdemu roskazániu y woli, w káżdy czás
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 35
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
to powiadają, iż pomsta na miłość paść nigdy nie może, lubo krzywdę każdemu zawsze czynić zwykła. Przecięż mojej rady słuchaj, a strzeż się strzeż o niezbędna miła miłości. B. Skryłaby się też miłość na łono Jowiszowe, uchodząc mej zapalczywości, tedy i Jowiszowi z łuku wydartego Kupidonowi, tak bedę długo szpikował udca, iż deszcz krwawy, padając wszystke świat zatopi, noc i dzień na olej zbić. Parki powędzić, Czas i naturę w koło wpleść, Sfery na pal powbijać rozkażę. Na ośmą wprzód Sferęwpadszy, szukać niezaniecham, a nalazszy, wetkąm w wór skórzany, i zanurzę w głębokości wód Oceańskich ukazując światu,
to powiádáią, iż pomstá ná miłość paść nigdy nie może, lubo krzywdę káżdemu záwsze czynić zwykłá. Przećięż moiey rády słuchay, á strzez się strzez o niezbędna miła miłośći. B. Skryłáby się też miłość ná łono Iowiszowe, vchodząc mey zápálczywośći, tedy y Iowiszowi z łuku wydártego Cupidonowi, ták bedę długo szpikował vdcá, iż deszcz krwáwy, pádáiąc wszystke swiát zátopi, noc y dźień ná oley zbić. Parki powędźić, Czás y náturę w koło wpleśc, Sphaery ná pal powbiiáć roskażę. Ná osmą wprzod Sphaeręwpadszy, szukáć niezániecham, á nálazszy, wetkąm w wor skorzány, y zánurzę w głębokośći wod Oceanskich vkazuiąc świátu,
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 94
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695