, Co się sam przeda, żołnierz, i zamek otworzy? Niczym człowiek na świecie, tylko obleżeńcem: Jeśli chcesz być niezwiędłym koronowan wieńcem, Czuj się, rozumie, z garści nie wypuszczaj świece, Dotrzymuj powierzonej do grobu fortece. Nie wchodź w żadne traktaty, bo się szkoda mylić, Najciężej jednemu z tych tyranów uchylić: Już nigdy albo z wielką zamkniesz wrota pracą. Z daleka na nich strzelać, niechaj nie kołacą, Niech przystępu nie mają. Jeślić wstawią nogę, I zamek opanują, wygnawszy załogę. 214 (P). BYŁLI CZŁOWIEK BEZ GRZECHU KIEDY? (KTO BEZ GRZECHU, CISNI NA MIĘ KAMIENIEM)
Pytasz
, Co się sam przeda, żołnierz, i zamek otworzy? Niczym człowiek na świecie, tylko obleżeńcem: Jeśli chcesz być niezwiędłym koronowan wieńcem, Czuj się, rozumie, z garści nie wypuszczaj świece, Dotrzymuj powierzonej do grobu fortece. Nie wchodź w żadne traktaty, bo się szkoda mylić, Najciężej jednemu z tych tyranów uchylić: Już nigdy albo z wielką zamkniesz wrota pracą. Z daleka na nich strzelać, niechaj nie kołacą, Niech przystępu nie mają. Jeślić wstawią nogę, I zamek opanują, wygnawszy załogę. 214 (P). BYŁLI CZŁOWIEK BEZ GRZECHU KIEDY? (KTO BEZ GRZECHU, CISNI NA MIĘ KAMIENIEM)
Pytasz
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 99
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
płużą fraszki, więc nabożne Pieśni i czytam historyje rożne, Co w naszej Polsce, co się działo w Rzymie; Aż mój łbem kiwa i za stołem drzymie, Bo jeszcze było nie zdjęto obrusa. Patrz, co za figiel przypierzy pokusa. Długom, choć z wielkim, trzymał wiatr, niewczasem; Chcę kęs uchylić lochtu, aż ten basem Po całym prawie da się słyszeć gmachu. Że się rozgniewa, przyznam, byłem w strachu. Już słabusieńkim złożyć się chcę zdrowiem, Aleć nie trzeba tego, widzę; bowiem Śmiejąc się mój gość aż za boki bierze. O dyskrecja! nie iść ze mną szczerze! Już by
płużą fraszki, więc nabożne Pieśni i czytam historyje rożne, Co w naszej Polszczę, co się działo w Rzymie; Aż mój łbem kiwa i za stołem drzymie, Bo jeszcze było nie zdjęto obrusa. Patrz, co za figiel przypierzy pokusa. Długom, choć z wielkim, trzymał wiatr, niewczasem; Chcę kęs uchylić lochtu, aż ten basem Po całym prawie da się słyszeć gmachu. Że się rozgniewa, przyznam, byłem w strachu. Już słabusieńkim złożyć się chcę zdrowiem, Aleć nie trzeba tego, widzę; bowiem Śmiejąc się mój gość aż za boki bierze. O dyskrecyja! nie iść ze mną szczerze! Już by
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 295
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
stołu Pańskiego/ mówiąc: Villam emi, mam trudne zabawy/ chodząc koło urzędu godności mojej/ jako chłop we wsi koło rolej ustawnie/ i tak nie mam się kiedy dysponować do nabożeństwa. Owszem necesse habeo exire, muszę się i Katolikiem do czasu nie zwać/ żebych jeno Panu się akomodował: muszę i sumnienia uchylić/ żebym jeno to ułapił na co dybię/ bo mi sam dwór mówi: Omnia haec dabo tibi, si cadens adoraueris me. Będziesz pieczętarzem/ Marszalkiem/ Hetmanem/ Podskarbim/ Starostą/ i czym jeno zechcesz/ jeno mi też w tym usłuż/ żeby to nie tak siła kościołowi pozwalać: żebyś możnością
stołu Páńskiego/ mowiąc: Villam emi, mam trudne zabáwy/ chodząc koło vrzędu godnośći moiey/ iáko chłop we wśi koło roley vstáwnie/ y ták nie mam się kiedy dysponowáć do nabożeństwá. Owszem necesse habeo exire, muszę się y Kátholikiem do czásu nie zwáć/ żebych ieno Pánu się ákkomodował: muszę y sumnienia vchylić/ żebym ieno to vłápił ná co dybię/ bo mi sam dwor mowi: Omnia haec dabo tibi, si cadens adoraueris me. Będźiesz pieczętarzem/ Márszalkiem/ Hetmánem/ Podskárbim/ Stárostą/ y czym ieno zechcesz/ ieno mi też w tym vsłuż/ żeby to nie ták śiłá kośćiołowi pozwáláć: żebyś możnośćią
Skrót tekstu: StarKaz
Strona: 73
Tytuł:
Arka testamentu zamykająca w sobie kazania niedzielne cz. 2 kazania
Autor:
Szymon Starowolski
Drukarnia:
Krzysztof Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1649
Data wydania (nie wcześniej niż):
1649
Data wydania (nie później niż):
1649
czynili wolą jego, zniewoleniem swoim, aby pod nim nie był wolen nikt w swym i sam w sobie nie wolen; wziąć mu wolno wszytko, kiedy chce i komu chce, i rozkazować, co chce, a żaden się temu oponować nie może, i owszem, musi wiary, sumnienia, sławy i zdrowia swego uchylić, kiedy chce i kiedy każe. I toć to jest, co zowiemy niewolą, foeda servitus, przykrą, smrodliwą niewolą, kiedy kto w swoim niewolen; takiemu niewolnikowi obsequio maximo uti potrzeba przeciwko takowemu panu, gdyż już musi to czynić, co on chce, dać to, co każe, chceli być
czynili wolą jego, zniewoleniem swoim, aby pod nim nie był wolen nikt w swym i sam w sobie nie wolen; wziąć mu wolno wszytko, kiedy chce i komu chce, i rozkazować, co chce, a żaden się temu oponować nie może, i owszem, musi wiary, sumnienia, sławy i zdrowia swego uchylić, kiedy chce i kiedy każe. I toć to jest, co zowiemy niewolą, foeda servitus, przykrą, smrodliwą niewolą, kiedy kto w swoim niewolen; takiemu niewolnikowi obsequio maximo uti potrzeba przeciwko takowemu panu, gdyż już musi to czynić, co on chce, dać to, co każe, chceli być
Skrót tekstu: LibResCz_II
Strona: 409
Tytuł:
Libera respublica — absolutum dominium — rokosz
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
około cnot/ prawda jest: ale też wolnością swoją/ może się skłonić na przeciwną stronę do niecnot. A tak nie idzie za tym/ iż wola ludzka obiera się około cnot/ aby cnoty miały być z przyrodzenia/ jako jest sama wola. Owszem że tej wolno/ abo na tę/ abo na owę stronę uchylić się/ nie jest z przyrodzenia/ które do obu przeciwnych rzeczy nie ma się; ale pewnym torem postępuje. Na 3. Prawda jest/ iż cnoty są wedle przyrodzenia/ względem materii/ nie istotnie/ ale samym początkiem i skłonnością. Na 4. Władze/ jedne czynią odprawowanie swe/ bez śrzodku żadnego: jako
około cnot/ prawda iest: ále też wolnośćią swoią/ może się skłonić ná przećiwną stronę do niecnot. A ták nie idźie zá tym/ iż wola ludzka obiera się około cnot/ áby cnoty miáły być z przyrodzenia/ iáko iest samá wola. Owszem że tey wolno/ ábo ná tę/ ábo ná owę stronę vchylić się/ nie iest z przyrodzenia/ ktore do obu przećiwnych rzeczy nie ma się; ále pewnym torem postępuie. Na 3. Prawda iest/ iż cnoty są wedle przyrodzenia/ względem máteryey/ nie istotnie/ ale sámym początkiem y skłonnośćią. Na 4. Władze/ iedne czynią odprawowánie swe/ bez śrzodku żadnego: iako
Skrót tekstu: PetrSEt
Strona: 123
Tytuł:
Etyki Arystotelesowej [...] pierwsza część
Autor:
Sebastian Petrycy
Drukarnia:
Maciej Jędrzejowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
filozofia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
rówien martwemu, opiwszy się, drzewu, Winem z prasy bożego na swe grzechy gniewu. Diabeł na warcie, żeby nikt nie budził, stoi; Grozi palcem z daleka, psów nawet popoi, Najpierwej im toż wino postawiwszy w wiedrze, Żeby spali, nie szczekał żaden na katedrze Abo niezrozumianym głosem. Chceli pyska Uchylić który, chleba po kawałku ciska. Niechżeby który krzyknął, jako ogar w borze: Heretyk! zamurować na śmierć go w klasztorze Abo ściąć, abo spalić! Tak smaczny sen światu Przerywać? niech paszczęki swej się sprawi katu! Gdzie drudzy syrenami przyśpiewują z lekka, Przygrawają, żeby spał tym smaczniej, on szczeka.
rówien martwemu, opiwszy się, drzewu, Winem z prasy bożego na swe grzechy gniewu. Diabeł na warcie, żeby nikt nie budził, stoi; Grozi palcem z daleka, psów nawet popoi, Najpierwej im toż wino postawiwszy w wiedrze, Żeby spali, nie szczekał żaden na katedrze Abo niezrozumianym głosem. Chceli pyska Uchylić który, chleba po kawałku ciska. Niechżeby który krzyknął, jako ogar w borze: Heretyk! zamurować na śmierć go w klasztorze Abo ściąć, abo spalić! Tak smaczny sen światu Przerywać? niech paszczeki swej się sprawi katu! Gdzie drudzy syrenami przyśpiewują z lekka, Przygrawają, żeby spał tym smaczniej, on szczeka.
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 271
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Choć nie ta przyczyna: Nie chciało mu się z miasta od dobrego wina. „Złóż jedno pychę z serca, idź sam do kowala.” „Ale mi autoritas — rzecze — nie pozwala.” Rozśmiawszy się pan na to: „Większa necessitas, Niech jej ustąpi, kędy trzeba, autoritas. Podobniej wam uchylić swojej na stajanie Niż mnie na milę, konie pochromiwszy, panie.” 544. Z RATUSZA NA RADĘ
„A skąd?” „Z ratusza.” „Toście uradzili, kładę, Co dobrego. Dokądże?” „Do domu na radę.” Nieszczęśliwa, pomyślę, Rzeczypospolita, Kędy każdy swego się
Choć nie ta przyczyna: Nie chciało mu się z miasta od dobrego wina. „Złóż jedno pychę z serca, idź sam do kowala.” „Ale mi autoritas — rzecze — nie pozwala.” Rozśmiawszy się pan na to: „Większa necessitas, Niech jej ustąpi, kędy trzeba, autoritas. Podobniej wam uchylić swojej na stajanie Niż mnie na milę, konie pochromiwszy, panie.” 544. Z RATUSZA NA RADĘ
„A skąd?” „Z ratusza.” „Toście uradzili, kładę, Co dobrego. Dokądże?” „Do domu na radę.” Nieszczęśliwa, pomyślę, Rzeczypospolita, Kędy każdy swego się
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 335
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
dotąd dawał odpór żydowskiej gawiedzi, Trzymał się Piłat jako kot na gołoledzi Przy niewinnej krwi Pańskiej; zaraz puści nity, Kiedy wspomni na urząd i swe depozyty. Wie, jako zawsze siła zazdrości przy dworze; Mógłby go prędko inszy podsieść w tym honorze. Łacne zwykle do plotek, trudne do sprawoty Uszy pańskie: uchylić i on woli cnoty, Woli w tej sprawie swoje surnnienie przeprosić, Uczyniwszy zawzięciu żydowskiemu dosyć. (330)
Tedy go palcem Żydom pokazawszy, powie: „Otóż jest wasz król!” — na co wściekli się Żydowie. Tak myśliwiec zająca, chcąc charty przychciwić, Wytyka. Krzykną wszyscy: „Nie trzeba go
dotąd dawał odpór żydowskiej gawiedzi, Trzymał się Piłat jako kot na gołoledzi Przy niewinnej krwi Pańskiej; zaraz puści nity, Kiedy wspomni na urząd i swe depozyty. Wie, jako zawsze siła zazdrości przy dworze; Mógłby go prędko inszy podsieść w tym honorze. Łacne zwykle do plotek, trudne do sprawoty Uszy pańskie: uchylić i on woli cnoty, Woli w tej sprawie swoje surnnienie przeprosić, Uczyniwszy zawzięciu żydowskiemu dosyć. (330)
Tedy go palcem Żydom pokazawszy, powie: „Otóż jest wasz król!” — na co wściekli się Żydowie. Tak myśliwiec zająca, chcąc charty przychciwić, Wytyka. Krzykną wszyscy: „Nie trzeba go
Skrót tekstu: PotZacKuk_I
Strona: 581
Tytuł:
Nowy zaciąg ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1680
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
i znajduje się ich teraz spełna Dwadzieścia Tysięcy. Mógłciby ich położyć więcej niż sto Tysięcy/ ktoby chciał rachować wszytkich/ co się tym imieniem zowią/ i Przywilejów Janczarskich zażywają/ nie biorąc żołdu/ gdyż się ich pospolicie pod tytułem jednego sześć albo siedm okrywa. Ci ludzie żeby się uwolnić od podatku jakiego/ albo uchylić od powinności pospolitej/ dają pewną summę pieniędzy/ albo upominek jaki co rok Oficjerom/ żeby się pod ich protekcią za Janczarów mogli udawać.
Noszą Janczarowie suknie trochę krótsze od inszych Turków. Na głowie nakrycie osobliwe na kształt rękawa w tył na plecy wiszącego/ którego początek opisałem w Rozdziele dziewiętnastym Księgi wtórej. Brody nie
y znayduie się ich teraz spełna Dwádźieśćia Tyśięcy. Mogłćiby ich położyć więcey niż sto Tyśięcy/ ktoby chćiał ráchowáć wszytkich/ co się tym imieniem zowią/ y Przywileiow Iánczárskich záżywáią/ nie biorąc żołdu/ gdyż się ich pospolićie pod tytułem iednego sześć álbo śiedm okrywá. Ci ludźie żeby się vwolnić od podátku iákiego/ álbo vchylić od powinnośći pospolitey/ dáią pewną summę pieniędzy/ álbo vpominek iáki co rok Officierom/ żeby się pod ich protekcią zá Iánczarow mogli vdáwáć.
Noszą Iánczarowie suknie trochę krotsze od inszych Turkow. Ná głowie nákryćie osobliwe ná kształt rękáwá w tył ná plecy wiszącego/ ktorego początek opisáłem w Rozdźiele dźiewiętnastym Xięgi wtorey. Brody nie
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 225
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
Ich wiadomi, stają się patronami z świadków. Idą wota, gdzie i Mars w tymże siedząc rzędzie: I owszem, bo do wojny rycerstwa przybędzie; Siła dzisia białychgłów do klasztoru wchodzi, Siła dzieci, bojąc się połogu, nie rodzi. Więcej by i do rady siadało głów sprawnych; Kwoli pospolitemu dobru starodawnych Uchylić praw nie wadzi. Już po większej części Poczną iść sentencyje na tę stronę gęściej. Aż się ozowie chromy Mulcyber na nogę: „Nie masz zgody, ja na to pozwolić nie mogę. Czego się chce tym paniom? Jakbyś też, wędzidło Zdjąwszy, oraz paskudne w szkodę puścił bydło! I tak, choć
Ich wiadomi, stają się patronami z świadków. Idą wota, gdzie i Mars w tymże siedząc rzędzie: I owszem, bo do wojny rycerstwa przybędzie; Siła dzisia białychgłów do klasztoru wchodzi, Siła dzieci, bojąc się połogu, nie rodzi. Więcej by i do rady siadało głów sprawnych; Kwoli pospolitemu dobru starodawnych Uchylić praw nie wadzi. Już po większej części Poczną iść sentencyje na tę stronę gęściej. Aż się ozowie chromy Mulcyber na nogę: „Nie masz zgody, ja na to pozwolić nie mogę. Czego się chce tym paniom? Jakbyś też, wędzidło Zdjąwszy, oraz paskudne w szkodę puścił bydło! I tak, choć
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 479
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987