jest upewniony: przepomniawszy owego mędrzcowego/ Kto prędko wierzy, lekki jest sercem. Podobnismy zaiste w tym swym postępku owemu/ który się za cienią swoją uganiając/ wierzu temu nie wątpliwie/ że to istotny jest człowiek/ a nie mara. Ale nie dziw żeśmy jemu uwierzyli/ z nałogu to nam przyszło/ który urasta in alteram naturam: bośmy to już przed nim inszym uczynili/ dawszy wiarę zmyślonemu Krzysztofowi Filaletowi/ a po nim Teofilowi Ortologowi: ktoby oni byli/ ani znawszy/ ani pytawszy. Zaczym poszło to już nam ze zwyczaju w nałóg/ że/ by niewiedzieć kto on był/ i by niewiedzieć no
iest vpewniony: przepomniawszy owego mędrzcowego/ Kto prędko wierzy, lekki iest sercem. Podobnismy záiste w tym swym postępku owemu/ ktory sie zá ćienią swoią vgániáiąc/ wierzu temu nie wątpliwie/ że to istotny iest człowiek/ á nie márá. Ale nie dźiw żesmy iemu vwierzyli/ z nałogu to nam przyszło/ ktory vrasta in alteram naturam: bosmy to iuż przed nim inszym vczynili/ dawszy wiárę zmyślonemu Krzysztophowi Philáletowi/ á po nim Theophilowi Ortologowi: ktoby oni byli/ ani znawszy/ áni pytawszy. Zácżym poszło to iuż nam ze zwyczáiu w nałog/ że/ by niewiedźieć kto on był/ y by niewiedźieć no
Skrót tekstu: SmotApol
Strona: 81
Tytuł:
Apologia peregrinacjej do Krajów Wschodnich
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Dermań
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1628
Data wydania (nie wcześniej niż):
1628
Data wydania (nie później niż):
1628
by do tego człowiek mógł przyjść/ żeby żyć w pokoju? Tę dał radę: Spokojnie pry/ żaden nie może prowadzić żywota swego/ jeno ten który się strzeże zaciągów/ i nie wikle się w rozmaite sprawy. Bo gdy się nazbiera wiele spraw/ musi nie dosypiać one dźwigając/ i wielkiego starania przykładać. Zaczym urastają wielkie molestie i fatygi. Piękna to mieć myśl wolną. Której być nie może ten który zabrnie w rozmaite zaciągi. Wolnej godzinki nie ma/ nie dospi/ musi się włóczyć to tam/ to sam/ nawali na się długów: wygląda Kredytorów z pozwy: na kontentacie/ na lichwę muśli co raz wydać/ co
by do tego cżłowiek mogł przyiść/ żeby żyć w pokoiu? Tę dał rádę: Spokoynie pry/ żaden nie może prowádźić żywotá swego/ ieno ten ktory się strzeże záćiągow/ y nie wikle się w rozmáite spráwy. Bo gdy się názbiera wiele spraw/ muśi nie dosypiáć one dźwigáiąc/ y wielkiego stáránia przykłádáć. Zácżym vrastáią wielkie molestie y fátygi. Piękna to mieć myśl wolną. Ktorey być nie może ten ktory zábrnie w rozmáite záćiągi. Wolney godźinki nie ma/ nie dospi/ muśi się włocżyć to tám/ to sám/ náwáli ná śię długow: wygląda Creditorow z pozwy: ná contentácie/ ná lichwę muśli co raz wydáć/ co
Skrót tekstu: BudnyBPow
Strona: 85
Tytuł:
Krotkich a wezłowatych powieści [...] księgi IIII
Autor:
Bieniasz Budny
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
filozofia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
się starała, abym przystoinemi i pobożnemi sposobami bez najmnieiszego ukrzywdzenia bliznego, zbiorów i majętności namilszym synom moim przysposobiła. Jakoż za wolą Bożą jawnę są i potściwe nabycie własnego starania mego, z którego aby się wyżej mianowani namilsze synowie mój przy błogosławieństwie pańskim cieszyli, Życząc i przestrzegając, żeby żadne dyferencjie miedzy namy nie urastali, ale miłość braterska wie wszytkim zachowana była, i każdy się z dóbr sobie należących, po ziwocie jednak moim spokojnie ciesząc, na nich dostawał. Takowy tedy wyraznej woli mojej miedzi pomienionemi Janem i Włodzimirzem Jarmolińskimi dział wieczny postanowiam, wolą moje deklarując, aby po ziwocie moim Jan Jarmoliński syn mój starszy na majętnościach moich własnych
sie starała, abym przystoinemi y poboznemi sposobami bez naymnieiszego ukrzywdzenia bliznego, zbiorow y maiętnosci namilszym synom moim przysposobiła. Jakoz za wolą Bozą jawnę są ÿ potsciwe nabÿcie własnego starania mego, s ktorego aby sie wyszey mianowani namilsze sÿnowie moÿ przy błogosławienstwie panskim cieszyli, zycząc ÿ przestrzegaiąc, zeby zadne differencÿie miedzy namy nie urastali, ale miłosc braterska wie wszytkim zachowana była, y kozdy sie z dobr sobie nalezących, po ziwocie iednak moim spokoinie ciesząc, na nich dostawał. Takowÿ tedÿ wÿrazney woli moieÿ miedzi pomienionemi Janem ÿ Włodzimirzem Jarmolinskimi dział wiecznÿ postanowiam, wolą moie deklaruiąc, aby po ziwocie moim Jan Jarmolinsky syn moÿ starszy na maiętnosciach moich własnÿch
Skrót tekstu: KsŻyt
Strona: 283 v
Tytuł:
Księga grodzka żytomierska
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Żytomierz
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
księgi sądowe
Tematyka:
sprawy sądowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1635 a 1644
Data wydania (nie wcześniej niż):
1635
Data wydania (nie później niż):
1644
tysięcy ludu, które tam było, ledwie zostało ośm tysięcy. Niemniejszą przyczynę dał tej wiktoryj i Aleksander Lisowski, który z sześcią tysięcy wpadszy w Moskiewskie kraje, jako błyskawica, cały kraj pustoszył, tak dalece, że się aż tam był zapędził, gdzie ludzie jaskółczym sposobem na zimę obumierają, którym stojącym sopel u nosa urasta, a tych siła widzieli gromad, tamtędy aż lodowatego Morza dosiągszy brzegów, znowu ku Astrakanij Persyj, i inszym nazad z kierowali krajom, za sobą wszędzie na kilkadziesiąt mil wszerz samę tylko ziemię i wodę zostawując, co najbardziej przymusiło Bojarów Moskiewskich, naprzód u Turków ratunku, a u Polaków miłosierdzia żebrać, To wrzeczy
tysięcy ludu, które tam było, ledwie zostało ośm tysięcy. Niemnieyszą przyczynę dał tey wiktoryi y Alexander Lisowski, który z szescią tysięcy wpadszy w Moskiewskie kráie, iako błyskawica, cały kray pustoszył, tak dalece, że się aż tam był zapędził, gdzie ludzie iaskołczym sposobęm ná zimę obumieraią, którym stoiącym sopel u nosa urasta, á tych siłá widzieli gromad, tamtędy aż lodowatego Morza dosiągszy brżegow, znowu ku Astrakanij Persyi, y inszym nazad z kierowali kraiom, za sobą wszędzie na kilkadziesiąt mil wszerz samę tylko zięmię y wodę zostawuiąc, co naybardziey przymuśiło Boiarow Moskiewskich, naprzod u Turkow ratunku, á u Polakow miłosierdzia żebrać, To wrzeczy
Skrót tekstu: KołTron
Strona: 157
Tytuł:
Tron ojczysty
Autor:
Augustyn Kołudzki
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1707
Data wydania (nie wcześniej niż):
1707
Data wydania (nie później niż):
1707
białym Ryńskim. O Myszach. Rozdział 8.
TO też jest choroba barzo ciężka i nagła/ często/ zwłaszcza gdy nader wielkie przypadną/ konia umarzają: bo skoro dusić poczną pod gardłem/ zarazem koń upada na ziemię/ i zadycha się gdy mu prędko nie zabiegą. Za czasu tedy zabiegać potrzeba/ aby nie urastały: a jeśli napadną/ tedy żadną prędszą i bezpieczniejszą rzeczą onych ratować nie może/ jako kłociem szydłem/ abo nawet i przerzeżaniem żelazkiem abo nożykiem subtelnym te miejsca pod szyją/ gdzie się te gruczołki zgromadzają/ które zową myszami/ i wybrać one/ i skórkę która w koło nich się rodzi: a po przerzeżaniu abo
białym Ryńskim. O Myszách. Rozdział 8.
TO też iest chorobá bárzo ćięszka y nagła/ często/ zwłaszczá gdy náder wielkie przypádną/ koniá vmarzáią: bo skoro duśić poczną pod gárdłem/ zárázem koń vpada ná źiemię/ y zádycha się gdy mu prędko nie zábiegą. Zá czásu tedy zábiegáć potrzebá/ áby nie vrastáły: á iesli nápádną/ tedy żadną prędszą y bespiecznieyszą rzeczą onych rátowáć nie może/ iáko kłoćiem szydłem/ ábo náwet y przerzeżániem żelazkiem ábo nożykiem subtelnym te mieyscá pod szyią/ gdźie się te gruczołki zgromadzáią/ ktore zową myszámi/ y wybráć one/ y skorkę ktora w koło nich się rodźi: á po przerzeżániu ábo
Skrót tekstu: DorHip_II
Strona: Miv
Tytuł:
Hippica to iest o koniach księgi_II
Autor:
Krzysztof Dorohostajski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
się zaprzedali niewolą, servi ambitionum et tyrannidis stali się mancipia właśnie, nie szlachta. Rokoszanin: Oj, miły panie, takich ci to dziś politykami zową i za wielki to rozum przyczytają, kto godnością swą uroście i człowiekiem, jako mówią, zacnym będzie. Ziemianin: Kto godnością, cnotą i prawdą, bodaj zdrów urastał; ale ci, którzy w ten czas obrastają, kiedy dobrzy, prawdziwi ojczycowie, o Rzpltą zastawiając się, uraniają pióra, prywatnicy to raczej, a nie dobrzy politycy nazwani być mogą. Doznała ich teraz Rzplta z wielką szkodą, z wielkiem swojem zasmuceniem, ci bowiem króla wsadzili na hardego (który koniecznie Rzpltej usprawiedliwić
się zaprzedali niewolą, servi ambitionum et tyrannidis stali się mancipia właśnie, nie szlachta. Rokoszanin: Oj, miły panie, takich ci to dziś politykami zową i za wielki to rozum przyczytają, kto godnością swą uroście i człowiekiem, jako mówią, zacnym będzie. Ziemianin: Kto godnością, cnotą i prawdą, bodaj zdrów urastał; ale ci, którzy w ten czas obrastają, kiedy dobrzy, prawdziwi ojczycowie, o Rzpltą zastawiając się, uraniają pióra, prywatnicy to raczej, a nie dobrzy politycy nazwani być mogą. Doznała ich teraz Rzplta z wielką szkodą, z wielkiem swojem zasmuceniem, ci bowiem króla wsadzili na hardego (który koniecznie Rzpltej usprawiedliwić
Skrót tekstu: RozRokCz_II
Strona: 117
Tytuł:
Rozmowa o rokoszu
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi, pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
/ który w niczym woli pańskiej nie narusza. Na każdy dzień do stada powinien dojezdżać i ono obejźrzeć gdy w polu będzie chodziło/ także i zimie do obór abo stajen zawartych: a cokolwiek postrzeże świerzopom abo źrzebiętom szkodliwego/ aby temu bez żadnego przedłużenia zabiegał/ pogorszenia nie czekając: bo z małej iskierki często wielki płomień urasta. Księgi O uwałaszaniu. Rozdział 22.
JAko jest wielka różność w urodach końskich/ tak niemniejsza i w cnotach/ które matka natura barziej w jednego niżli w drugiego wlewając/ nie wszytkie do dzieła przedniego godne czyniąc/ drugie do wozów/ do porywczych posiłek/ do podłych prac i robot naznacza/ różnym potrzebom ludzkim w
/ ktory w niczym woli páńskiey nie nárusza. Ná káżdy dźień do stádá powinien doiezdżáć y ono obeyźrzeć gdy w polu będźie chodźiło/ tákże y źimie do obór ábo stáien záwártych: á cokolwiek postrzeże świerzopom ábo źrzebiętom szkodliwego/ áby temu bez żadnego przedłużenia zábiegał/ pogorszenia nie czekáiąc: bo z máłey iskierki często wielki płomień vrasta. Kśięgi O vwáłászániu. Rozdział 22.
IAko iest wielka rożność w vrodách końskich/ ták niemnieysza y w cnotách/ ktore mátká náturá bárźiey w iednego niżli w drugiego wlewáiąc/ nie wszytkie do dźiełá przedniego godne czyniąc/ drugie do wozow/ do porywczych pośiłek/ do podłych prac y robot náznácza/ rożnym potrzebom ludzkim w
Skrót tekstu: DorHip_I
Strona: Ev
Tytuł:
Hippica to iest o koniach księgi_I
Autor:
Krzysztof Dorohostajski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
nie tylko z sobą, ale i z Kościołem Z Rzymskim przyść mógł. TEdy miedzy inszemi sposobami, o których inszy pisali, ten mi się zdał być najprzedniejszy, gdyby Naród nasz z Pany Rzymiany m Kalendarza się nieroźnił, który chociaż nie jest Artykuł wiary; jednak za różnością jego, różne co dzień, a nowe urastają trudności. A jako się z wiela, nie tylko Miejskiego, a i szlacheckiego stanu ludzi tak Duchownych jako i świetskich zrozumiało, że u przątywając te przeszkody, z dusze swojej życzą i pragną z jednoczenia w Kalendarzu, oczym dowodniej w samym skripcie o tej Materii dołożyłosię. Który to skript mój, aby zapoważną Protekcią
nie tylko z sobą, ále y z Kośćiołem S Rzymskim przyść mogł. TEdy miedzy inszemi sposobámi, o ktorych inszy pisáli, ten mi się zdał być nayprzednieyszy, gdyby Narod nasz z Pány Rzymiany m Kalendarza się nieroźnił, ktory choćiasz nie iest Artikuł wiary; iednak za roznośćią iego, rozne co dźień, á nowe vrastaią trudnośći. A iako się z wiela, nie tylko Mieyskiego, á y szlacheckiego stanu ludźi ták Duchownych iako y świetskich zrozumiało, że v przątywáiąc te przeszkody, z dusze swoiey życzą y prágną z iednoczenia w Kalendárzu, oczym dowodniey w samym skripćie o tey Materiey dołożyłośię. Ktory to skript moy, áby zapoważną Protekćią
Skrót tekstu: SakKal
Strona: Av
Tytuł:
Kalendarz stary
Autor:
Kalikst Sakowicz
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1640
Data wydania (nie później niż):
1640
czasie z nich bywają ptacy: a jadają ich bez braku/ i poście/ i w mięśnie dni. Lecz Boetius rozumie/ jakby początek miewały z morza/ i z drzew zgniłych: i powiada: iż gdy wrzucą drew do tamtych wód morskich/ po pewnym czasie/ wychodzi znich niejakie robactwo/ któremu potym powoli urasta głowa/ nogi/ skrzydła: a nakoniec i pierze: i tak odlatują precz. Obywatele tych wyspów Ebudskich/ barzo są dzicy: mówią językiem Hibernickim: skąd może się uczynić rozsądek/ iż początek mieli z Irlandiej: są pod królem Szkotskim. Księgi czwarte. WYSPY ORCADY.
LEżą na wschód od Szkocjej/ a
czáśie z nich bywáią ptacy: á iadáią ich bez bráku/ y pośćie/ y w mięśnie dni. Lecz Boetius rozumie/ iákby początek miewáły z morzá/ y z drzew zgniłych: y powiáda: iż gdy wrzucą drew do támtych wod morskich/ po pewnym czáśie/ wychodźi znich nieiákie robáctwo/ ktoremu potym powoli vrasta głowá/ nogi/ skrzydłá: á nákoniec y pierze: y ták odlátuią precz. Obywátele tych wyspow Ebudskich/ bárzo są dźicy: mowią ięzykiem Hibernickim: skąd może się vczynić rozsądek/ iż początek mieli z Irlándiey: są pod krolem Szkotskim. Kśięgi czwarte. WYSPY ORCADY.
LEżą ná wschod od Szkotiey/ á
Skrót tekstu: BotŁęczRel_II
Strona: 85
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. II
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609