, piekły, lub zasuszały, oczy z ziarek koralu, z kamieni akomodowawszy, w cienką koszulkę ubierały, potym w bogate szaty, na krzesło stawiały, i na lektykę. W sam Fest przed wschodem jutrzenki w bieli schodziły się, z Marz sobie wieńce porobiwszy, na szyje drogie noszenia, a na ramionach w piękne ustroiwszy się piórka. Tę lektykę z Bałwankiem niosły na ramionach, na miejsce, gdzie młodzianie ich czekali w podobnym stroju: którzy z adoracją do Bałwanka zbliżywszy się, na swoje brali ramiona, pospólstwo też popiołem się posypując, na kolana przypadało. Szła ta cała Procesja dziwną prędkością na górę Chapultepa o milkę od Meksyku; tam
, piekły, lub zasuszały, oczy z ziarek koralu, z kamieni akkommodowawszy, w cienką koszulkę ubierały, potym w bogate szaty, na krzesło stawiały, y na lektykę. W sam Fest przed wschodem iutrzenki w bieli schodziły się, z Marz sobie wieńce porobiwszy, na szyie drogie noszenia, a na ramionach w piękne ustroiwszy się piorka. Tę lektykę z Bałwánkiem niosły na ramionach, na mieysce, gdzie młodzianie ich czekali w podobnym stroiu: ktorzy z adoracyą do Bałwanka zbliżywszy się, ná swoie brali ramiona, pospolstwo też popiołem się posypuiąc, na kolana przypadało. Szła ta cała Processya dziwną prędkością na gorę Chapultepa o milkę od Mexiku; tam
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 585
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
tym samym nie zdał kłaniać i wenerować Kościół. W Wigilią Z. JERZEGO, którego przypada 23. Aprilis, Kościół pryncypalny pieczętują Pieczęcią Pryncypalnego Rządcy swego, w same Święto zrana odpieczętowawszy, w Przedsionku Kościoła znajdują woła, mając go, za przysłanego od Z. JERZEeo (Popi go sekretnie wprowadzają:) Więc go ustroiwszy w aparat, do rogów świc nalepiwszy koło Kościoła Processionaliter obwodzą, potym zabijają, mięsem się jak Relikwiami podzieliwszy. Białogłowy tu bardzo urodziwe w szarawarach i botach chodzące, z orężem, polowaniem się bawią, serca Kawalerskiego; wszytka przy nich trudność interesów gospodarskich, bo Mężowie kuflem się bawią, przecież i takim Mężom szczere przychylne
tym samym nie zdáł kłaniać y wenerowáć Kościoł. W Wigilią S. IERZEGO, ktorego przypáda 23. Aprilis, Kościoł pryncypálny pieczętuią Pieczęcią Pryncypalnego Rządcy swego, w same Swięto zrána odpieczętowáwszy, w Przedsionku Kościoła znáyduią woła, maiąc go, zá przysłanego od S. IERZEeo (Popi go sekretnie wprowádzaią:) Więc go ustroiwszy w apparát, do rogow świc nálepiwszy koło Kościoła Processionaliter obwodzą, potym zabiiaią, mięsem się iak Relikwiami podźieliwszy. Białogłowy tu bardzo urodźiwe w szaráwarách y botach chodzące, z orężem, polowániem się báwią, serca Kawálerskiego; wszytka przy nich trudność interesow gospodarskich, bo Mężowie kuflem się báwią, przecież y tákim Mężom szczere przychylne
Skrót tekstu: ChmielAteny_II
Strona: 512
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 2
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1746
Data wydania (nie wcześniej niż):
1746
Data wydania (nie później niż):
1746
co się trochę odsuną to znowu chcieli Szwedzi koniecznie teł wziąć Olędrom ale żadnym sposobem nie mogli bo się Olędrowie przy porcie trzymali Tak tedy strzelali do siebie az był wieczor potym się rozeszli uciszywszy ja tez wsiadłem na barkę wyjechałem na bulwark nocą tedy wzięli z bulwarku okręt kupiecki a skoro świt zaprowadzili go po wiatru i ustroiwszy go jako należy do zeglugi wyhysowawszy żagle Znapalili go puścili miedzy okręty olęaderskie od którego zaraz jeden się okręt zapalił bo to jest rzecz tak chwytliwa jako siarka sami tez zaraz nacierają za ogniem poczęli okrutnie bić z Armaty Tam było właśnie tragiczne spectaculum kiedy to czy by się ogniowi czy nieprzyjacielowi bronic. Tu się od owego zapalonego umykac
co się trochę odsuną to znowu chcieli Szwedzi koniecznie teł wziąc Olędrom ale zadnym sposobem nie mogli bo się Olędrowie przy porcie trzymali Tak tedy strzelali do siebie az był wieczor potym się rozeszli uciszywszy ia tez wsiadłęm na barkę wyiechałęm na bulwark nocą tedy wzięli z bulwarku okręt kupiecki a skoro swit zaprowadzili go po wiatru y ustroiwszy go iako nalezy do zeglugi wyhysowawszy zagle Znapalili go puscili miedzy okręty olęaderskie od ktorego zaraz ieden się okręt zapalił bo to iest rzecz tak chwytliwa iako siarka sami tez zaraz nacieraią za ogniem poczęli okrutnie bic z Armaty Tam było własnie tragiczne spectaculum kiedy to czy by się ogniowi czy nieprzyiacielowi bronic. Tu się od owego zapalonego umykac
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 69
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
Na głowę i na serce, aż pod nim umorzy. 522. NIE BĘDZIE RÓŻEJ BEZ CIERNIA
Ślicznie kwitnie, lecz krótko, pachnie róża pięknie Z rana, w południe mdleje, ku wieczoru mięknie. Widząc diamentową na grzecznej dziewojej: Prawdziwy abrys, rzekę, nosi krasy swojej. Panną z rana zda się coś, ustroiwszy cudnie; Pójdzie za mąż, w kilka lat minęło południe, Traci krasę; aż wieczór, kiedy róże więdną, Śmierdzi, starzawszy z panny babą szpetną, zrzędną. Niejeden wprzód, nim urwie, zakole na roży, Jeśli na komplementy substancyją łoży; Uważnie przeto, żeby nie obrazić dłoni, Gdyż długo musi boleć
Na głowę i na serce, aż pod nim umorzy. 522. NIE BĘDZIE RÓŻEJ BEZ CIERNIA
Ślicznie kwitnie, lecz krótko, pachnie róża pięknie Z rana, w południe mdleje, ku wieczoru mięknie. Widząc dyjamentową na grzecznej dziewojej: Prawdziwy abrys, rzekę, nosi krasy swojej. Panną z rana zda się coś, ustroiwszy cudnie; Pójdzie za mąż, w kilka lat minęło południe, Traci krasę; aż wieczór, kiedy róże więdną, Śmierdzi, starzawszy z panny babą szpetną, zrzędną. Niejeden wprzód, nim urwie, zakole na roży, Jeśli na komplementy substancyją łoży; Uważnie przeto, żeby nie obrazić dłoni, Gdyż długo musi boleć
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 319
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
śmierci, com uczynił bez wszelakich ceremonij, mianowaną Kumę ująwszy za kark chudawokościsty, swemi własnemi rękoma obdarłem z wyschłej skory w którąmem się ustroił pięknie chędogo. T. Ozdobna transformatia, piekne Metamorfoseon, kosztowne przebranie się w szaty, nie lada zaprawdę maszkara. B. Ledwiem co kosę w ręce wzią, ustroiwszy się w łupiez chudawy, aliści wzajem śmierć ustrojona w zupan i ferezją rysią z kołnierzem, przechadza się po rynku wszystkiego świata w marmurkowym słyku, przypasawaszy Tyrański pałasz do boku, którą wszyscy być rozumieli Bohatyrem strasznym wywędzonym trzecioletnią Francą. T. Miała wielkie szczęście na ten czas Kuma nielitościwa, że się nie zdarzyło potykać z
śmierći, com vczynił bez wszelákich ceremoniy, miánowáną Kumę viąwszy zá kárk chudáwokośćisty, swemi własnemi rękomá obdárłem z wyschłey skory w ktorąmem się vstroił pięknie chędogo. T. Ozdobna tránsformátia, piekne Metámorfoseon, kosztowne przebránie się w száty, nie ládá záprawdę mászkárá. B. Ledwiem co kosę w ręce wźią, vstroiwszy się w łupiez chudáwy, áliśći wzáiem śmierć vstroiona w zupan y ferezyą ryśią z kołnierzem, przechadza się po rynku wszystkiego świátá w mármurkowym słyku, przypasawaszy Tyrański páłász do boku, ktorą wszyscy być rozumieli Bohátyrem strasznym wywędzonym trzećioletnią Fráncą. T. Miáłá wielkie szczęśćie ná ten czás Kumá nielutośćiwa, że się nie zdárzyło potykáć z
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 61
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
co się proszę stało? B. Dawszy barwę, i po dardzie każdemu, boku mego kazałem pilnować, którzy mnie triufującego ochotnie prowadzili, jako należy Bohatyrskiej osobie. B. Bale, bom pisał wprzód do Monarchy górnej Etiopiej żeby mi przysłał, najroślejszego Słonia, jakoż zaraz przysłał, na którymem się przejezdzał, ustroiwszy się z Indyjska w pióra papuzie aż do samych kolan. T. I tak a nie inaczej, stałeś się własnym Monarchą albo papużym, albo Idnyiskim, a potym jakim sposobem abdankowałeś Wmść tych Goliatowatych, czy Pacholat, czy Dworzan, czy Dragonów? B. Różnym MOnarchom rozdałem świata tego, za Kapitanów
co się proszę stáło? B. Dawszy bárwę, y po dardźie káżdemu, boku mego kazałem pilnowáć, ktorzy mie tryufuiącego ochotnie prowádźili, iáko należy Bohátyrskiey osobie. B. Bále, bom pisał wprzod do Monárchy gorney AEthiopiey żeby mi przysłał, nayrośleyszego Słoniá, iákoż záraz przysłał, ná ktorymem się przeiezdzał, vstroiwszy się z Indyiská w piorá pápuźie áż do sámych kolan. T. Y ták á nie ináczey, stałeś się własnym Monárchą álbo pápużym, álbo Idnyiskim, á potym iákim sposobem abdánkowałeś Wmśc tych Goliatowátych, czy Pácholat, czy Dworzan, czy Drágonow? B. Rożnym MOnárchom rozdałem świátá tego, za Kápitanow
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 143
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
prosty człowiek wlazszy na dzwonnicę Meczetu/ z wołać Pospólstwo do Modlitwy/ i prowadzić zgromadzonych ludzi jako Pasterz/ wleźć na Kazalnicę/ i wykładać Alkoran, a jutro znowu wszelkie rzemiesło robić/ albo powiność odprawować. Księga Wtóra,
Ceremonie których zażywają przy obrzezaniu/ są różne/ podług odmienności kraju i miejsca: zwyczajnie jednak/ ustroiwszy dziecię w nocy/ w sadzą na konia/ prowadzą go żacy co się pospołu z nim uczą/ wołając głośno niektóre słowa z Alkoranu. Po skończonym Akcie/ największe staranie jest około uleczenia rany/ a bankiet też sprawują dla towarzyszów co z nim byli/ i innych gości zapraszają. Kiedy już kto w doskonalszym wieku Wiarę
prosty człowiek wlazszy ná dzwonnicę Meczetu/ z wołáć Pospolstwo do Modlitwy/ y prowádźić zgromadzonych ludźi iáko Pásterz/ wleść ná Kazálnicę/ y wykłádáć Alkoran, á iutro znowu wszelkie rzemiesło robić/ álbo powiność odpráwowáć. Xiegá Wtora,
Ceremonie ktorych záżywáią przy obrzezániu/ są rożne/ podług odmiennośći kráiu y mieyscá: zwyczaynie iednák/ vstroiwszy dźiećię w nocy/ w sádzą ná koniá/ prowádzą go żacy co się pospołu z nim vczą/ wołáiąc głośno niektore słowá z Alkoranu. Po skończonym Akcie/ naywiększe stáránie iest około vleczenia rány/ á bánkiet też spráwuią dla towárzyszow co z nim byli/ y innych gośći záprászáią. Kiedy iuż kto w doskonalszym wieku Wiárę
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 190
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
od dzikiej świnie na śmierć obrażon. Minta Nimfa w miętkę Adonis w kwiat sasonkowy. Księga Jedenasta. P. OWIDIVSZA NASONA METAMORFOSEON. TO JEST, PRZEOBRAŻENIA Księga Jedenasta.
TAkim pieniem gdy lasy/ zwierz przytym zuchwały/ Tracki prorok pozwabiał/ i pochopne skały: Oto Swachy Cykońskie/ pierś rozpustną w skory Zwierzęce ustroiwszy/ Orfeusza z góry Dojźrzały/ z lutnią wdzięczne znoszącego głosy: Z tychże jedna po sobie rozpuściwszy włosy/ Ta liściem przeplatana/ znak dała bez rany: Drugiej oręże kamień; ten górą w ysłany/ Jeszczeż nawietrze zmiękczon pieniem/ i stronami; I jakby w czym przewinił/ padszy przed nogami/ Podał
od dźikiey świnie ná śmierć obráżon. Mintá Nymfa w miętkę Adonis w kwiát sasonkowy. Kśięgá Iedenastá. P. OWIDIVSZA NASONA METAMORPHOSEON. TO IEST, PRZEOBRAŻENIA Kśiegá Iedenasta.
TAkim pieniẽ gdy lásy/ źwierz przytym zuchwáły/ Trácki prorok pozwabiał/ y pochopne skáły: Oto Swáchy Cykonskie/ pierś rospustną w skory Zwierzęce vstroiwszy/ Orpheuszá z gory Doyźrzáły/ z lutnią wdźięczne znoszącego głosy: Z tychże iedná po sobie rospuśćiwszy włosy/ Tá liśćiem przeplátána/ znák dáłá bez rány: Drugiey oręże kámień; ten gorą w ysłány/ Ieszczeż náwietrze zmiękczon pieniem/ y stronámi; Y iákby w czym przewinił/ padszy przed nogámi/ Podał
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 267
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
fantazją usłał/ poddaństwem swoim wieczną sobie hańbę/ jako gościniec niejaki utorował: Takci a nie inaczej z Dionizjuszem Pannońskim wodzem nadzieja udziałała/ kiedy mu na trofaeach trupiastych i kościstych/ swego zwycięstwa rozprzestrzenić zezwoliła proporce. A długoż mu do tego triumfu kohaerentką była? Długoż u progu jego świeciła? Zaiste prędką przemianę ustroiwszy/ pod swoje niestatku haemisphaerium zachodząc/ wszytkie pociechy wyniszczyła/ i na wylot wykorzeniła. A wdarszy się w serce/ i tam zasłonę puściwszy/ jednę jakoby Ecclipsim wciągnęła/ gdy z mężnego Triumfatora bojaźliwego Sardanapala przemieniła. Wpodziwienie jednak żadnemu to iść nie ma/ Miłościwi PP. na codziennej bowiem eksperiencji zaprawiona/ raz dygnitarstwy
phántázyą vsłał/ poddáństwem swoim wieczną sobie háńbę/ iáko gośćiniec nieiáki vtorował: Takći á nie ináczey z Dyonizyuszem Pánnońskim wodzem nádźieiá vdźiáłáłá/ kiedy mu ná trophaeách trupiástych y kośćistych/ swego zwyćięstwá rosprzestrzenić zezwoliłá proporce. A długoż mu do tego tryumphu kohaerentką byłá? Długoż v progu iego świećiłá? Záiste prędką przemiánę vstroiwszy/ pod swoie niestátku haemisphaerium záchodząc/ wszytkie poćiechy wyniszczyłá/ y ná wylot wykorzeniłá. A wdárszy się w serce/ y tám zasłonę puśćiwszy/ iednę iákoby Ecclipsim wćiągnęłá/ gdy z mężnego Tryumphatorá boiáźliwego Sárdánápala przemieniłá. Wpodźiwienie iednák żadnemu to iść nie ma/ Miłośćiwi PP. ná codźienney bowiem experientiey zápráwiona/ raz dygnitárstwy
Skrót tekstu: WojszOr
Strona: 118
Tytuł:
Oratora politycznego [...] część pierwsza pogrzebowa
Autor:
Kazimierz Wojsznarowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe
Tematyka:
retoryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1644
Data wydania (nie wcześniej niż):
1644
Data wydania (nie później niż):
1644
szczęśliwy, Myśli frasunków zbywszy i kłopotu, Co mnie na jaki raz niewiem zelżywy, Za obróceniem wiodą kołowrotu. Tyś wszytko przebrnął, a ja nieszczęśliwy Większego pono doczekam obrotu, I jeżeli się powinie mi noga Trzykroć nademną hańba wissi roga. CXCIII. Rzekł i przystojnie jako należało, W pogrzebową go odzież ustroiwszy; Martwe do Tasu w grób odesłał ciało, O śmierci jego wieści uciszywszy. Bo kiedyby trup Wojsko widzieć miało Któż wie? jeśliby się nierozrzewniwszy? O swych zawodach przyszłych nie zwątpiło; I w pół imprezy rąk nie opuściło. CXCIV. Zaczym je chociaż pod noc zbiera w szyki, I z nimi
sżczęsliwy, Mysli frasunkow zbywszy y kłopotu, Co mnie na iaki raz niewiem zelżywy, Za obroceniem wiodą kołowrotu. Tyś wszytko przebrnął, á ia nieszczęsliwy Większego pono doczekam obrotu, I ieżeli się powinie mi noga Trzykroć nademną hańba wissi roga. CXCIII. Rzekł y przystoynie iako należało, W pogrzebową go odzież ustroiwszy; Martwe do Thasu w grob odesłał ciało, O smierci iego wiesci uciszywszy. Bo kiedyby trup Woysko widzieć miało Ktosz wie? iesliby się nierozrzewniwszy? O swych zawodach przyszłych nie zwątpiło; I w puł imprezy rąk nie opusciło. CXCIV. Zaczym ie chociasz pod noc zbiera w szyki, I z nimi
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 264
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693