1508 te jarzmo zrzucili Helwetowie. Gvillelmus Tellus vulgo Tell swój Kanton Schwizt, albo Szwajsz zbuntował. Za nim i drugie poszły kantony, jakoto Kanton Ury, z racyj, że Gubernator Gyślerus Alberta Austriaka czapkę na lasce kazał adorować. Czego że nie uczynił, namieniony Gwilelm Fell, kazał Gyślerus jabłko na głowie Syna własnego ustrzelić, co szczęśliwie choć uczynił, jednak inkarcerowany, przeciesz uszedłszy, swój Kanton Schwic zbuntował i skonfederował z Ury i Underwaldem Kantonami; w krótce z innemi się zniósłszy, Austriaków wypędzili Wojska, ich 20 tysięcy znieśli, Alberta Książęcia trupem położywszy. Wkrótce 13 Kantonów się zebrało, i 13. Respublicas ufundowali od siebie independentes,
1508 te iarzmo zrzucili Helwetowie. Gvillelmus Tellus vulgo Tell swoy Kanton Schwizt, albo Szwaysz zbuntowáł. Za nim y drugie poszły kantony, iakoto Kanton Ury, z racyi, że Gubernator Gyslerus Alberta Austryaka czapkę na lásce kazał adorowáć. Czego że nie uczynił, namieniony Gwilelm Fell, kázał Gyslerus iabłko na głowie Syná własnego ustrzelić, co szczęśliwie choć uczynił, iednak inkarcerowany, przeciesż uszedłszy, swoy Kanton Schwitz zbuntował y skonfederował z Ury y Underwaldem Kantonami; w krotce z innemi się zniosłszy, Austryakow wypędzili Woyska, ich 20 tysięcy znieśli, Alberta Xiążęcia trupem położywszy. Wkrotce 13 Kantonow się zebrało, y 13. Respublicas ufundowali od siebie independentes,
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 249
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
czyli o ćwierć mili, znowu wojsko obozem stało cały dzień, aby się wojsko do kupy zjachało. Potemeśmy się ruszyli ku Szyczynu, gdzie było praesidium tureckie; tam tę fortecę kazał Król atakować, która się trzymała z pół dnia, gdzie podkomorzemu krakowskiemu, Lanckorońskiemu, natenczas w służbie cudzoziemskiej zostającemu, z działa nogę ustrzelono. Potym się praesidium akordowało, których nasi konwojowali o kilka mil ku Budom. Stamtąd szło już wojsko ku granicom polskim, gdzie pod Sabinowem, miasteczkiem jeszcze węgierskim, spotkaliśmy się z wojskiem litewskim, ciągnącym ku Widnowi, spod którego już wracaliśmy się. Jednakże z Litwy mieliśmy ten awantaż, że nas
czyli o ćwierć mili, znowu wojsko obozem stało cały dzień, aby się wojsko do kupy zjachało. Potemeśmy się ruszyli ku Szyczynu, gdzie było praesidium tureckie; tam tę fortecę kazał Król atakować, która się trzymała z pół dnia, gdzie podkomorzemu krakowskiemu, Lanckorońskiemu, natenczas w służbie cudzoziemskiej zostającemu, z działa nogę ustrzelono. Potym sie praesidium akkordowało, których nasi konwojowali o kilka mil ku Budom. Stamtąd szło już wojsko ku granicom polskim, gdzie pod Sabinowem, miasteczkiem jeszcze węgierskim, spotkaliśmy się z wojskiem litewskim, ciągnącym ku Widnowi, spod którego już wracaliśmy się. Jednakże z Litwy mieliśmy ten awantaż, że nas
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 86
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
potentissime nastrzelano naszych i oficjerów. kilku znacznych postrzelono. Ale jak obaczyli Turcy ze to jak głodne muchy do oprawnego a Tłustego cisną się wołu, że nic nie uwazając na owo ich gęste strzelanie oślep. (: jako mówią :) idą do szturmu poddali się prosząc o Miłosierdzie i dano im veniam. w tym szturmie ustrzelono nogę Lewą odważnie stawającemu kawalerowi Franciszkowi z Brzezia Lanckorońskiemu staroście stobnickiemu który przypadek tak skonfundował króla i Hetmanów ze woleli by byli tej Fortece nie mieć nieznać i zdaleka ją ominąć niżeli tak godnego i Ojczyźnie potrzebnego pozbyć kawalera. Bardzo się tedy zawiodła zazdrosna Fortuna Chcąc Ojczyznę naszę i tak potrzebnego spoliareSyna. Łaska i Protekcja
potentissime nastrzelano naszych y officyerow. kilku znacznych postrzelono. Ale iak obaczyli Turcy ze to iak głodne muchy do oprawnego a Tłustego cisną się wołu, że nic nie uwazaiąc na owo ich gęste strzelanie oslep. (: iako mowią :) idą do szturmu poddali się prosząc o Miłosierdzie y dano im veniam. w tym szturmie ustrzelono nogę Lewą odwaznie stawaiącemu kawalerowi Franciszkowi z Brzezia Lanckoronskiemu staroscie stobnickiemu ktory przypadek tak skonfundował krola y Hetmanow ze woleli by byli tey Fortece nie mieć nieznać y zdaleka ią ominąć nizeli tak godnego y Oyczyznie potrzebnego pozbyc kawalera. Bardzo się tedy zawiodła zazdrosna Fortuna Chcąc Oyczyznę naszę y tak potrzebnego spoliareSyna. Łaska y Protekcyia
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 269
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
picia przyjdzie podagra; stanie za opojki, Na każdy miesiąc płacąc po aptekach słojki. Aż skoro siedząc w domu za ostatnią zapnie, Mogłszy dłużej w obozach żyć, zębami kłapnie. 509. DROŻSZA ZAPRAWA NIŻ POTRAWA
Jednego we wsi mojej szlachcic mając kmiotka, Jedzie do trybunału na termin, aż potka Chłopa, który zająca ustrzeliwszy w lesie Do bliskiego miasteczka dla przedaży niesie. Da zań szóstak, lecz pierwej, nim lubelskiej kuchnie Dojedzie, zając mu się w kolasce zacuchnie. Kucharki, przyjechawszy, prosi, do gospody, Żeby go wedle miejskiej zgotowała mody. Nie żałuje goździków, pieprzu i faryny, Czego do każdej, a cóż śmierdzącej
picia przyjdzie podagra; stanie za opojki, Na każdy miesiąc płacąc po aptekach słojki. Aż skoro siedząc w domu za ostatnią zapnie, Mógszy dłużej w obozach żyć, zębami kłapnie. 509. DROŻSZA ZAPRAWA NIŻ POTRAWA
Jednego we wsi mojej szlachcic mając kmiotka, Jedzie do trybunału na termin, aż potka Chłopa, który zająca ustrzeliwszy w lesie Do bliskiego miasteczka dla przedaży niesie. Da zań szóstak, lecz pierwej, nim lubelskiej kuchnie Dojedzie, zając mu się w kolasce zacuchnie. Kucharki, przyjechawszy, prosi, do gospody, Żeby go wedle miejskiej zgotowała mody. Nie żałuje goździków, pieprzu i faryny, Czego do każdej, a cóż śmierdzącej
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 311
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
/ dziada lub Jowisza miała? Czy podobno nie jednej znać się chluba dała. Tej pewnie dała się znać/ że się wynosiła Z urodą nad Dianę/ a jej twarz ganiła. O co ta niepodobnie na nią sięzgniewała/ I tylko skutkiem ci się schwale powiedziała: Kwapliwie łuk napięła/ i strzałę z cięciwy Puściwszy/ ustrzeliła język skokotliwy. Upadł język; słów/ głosu zarazem nie stało/ I chcącą przerzec ze krwią zdrowie odbieżało. Jak nędznym był (o cnoto) w ten czas? jakom znosił Stosy sercem ojcowskim? jakem brata prosił By z serca zbył zakału? wciornastko przyjmmuje/ Jak skała morskie szturmy; cory popłakuje.
/ dźiádá lub Iowiszá miáłá? Czy podobno nie iedney znáć się chlubá dáłá. Tey pewnie dáłá się znáć/ że się wynośiłá Z vrodą nád Diánę/ á iey twarz gániłá. O co tá niepodobnie ná nię sięzgniewáłá/ Y tylko skutkiem ći się schwale powiedźiáłá: Kwápliwie łuk nápięłá/ y strzałę z ćięćiwy Puściwszy/ vstrzeliłá ięzyk skokotliwy. Vpadł ięzyk; słow/ głosu zárázem nie stáło/ Y chcącą przerzec ze krwią zdrowie odbieżáło. Iak nędznym był (o cnoto) w ten czáś? iákom znośił Stosy sercem oycowskim? iákem brátá prośił By z sercá zbył zákáłu? wćiornastko prziym̃uie/ Iák skałá morskie szturmy; cory popłákuie.
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 277
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
pokazawszy się po śmierci, umarł w Ostrogu 1713. Del
¤DELATI Jan Delati Kapitan w wojsku Litewskim, w ekspedycjach Moskiewskich i Kozackich doznanej odwagi i męstwa, nobilitowany na sejmie 1662. Konst. fol. 22. któremu przydają, że był Minierem, i że gdy minę do Zamku Wileńskiego zapalał, z działa mu rękę ustrzelono.
¤DELPACY herbu Gozdawa. Franciszek Delpacy na sejmie 1658. otrzymał indygenat, a ponim Wawrzeniec brat jego rodzony stryjeczny, dla męstwa swego do tejże prerogatywy przypuszczony przez Konstytucją 1662. fol: 40. był Kapitanem na ten czas pieszym, w Czehrynie na praesidium, Ojczyźnie tej dobrze zasłużony: z dawna to była
pokazáwszy się po śmierci, umárł w Ostrogu 1713. Del
¤DELATI Jan Delati Kápitan w woysku Litewskim, w expedycyách Moskiewskich y Kozáckich doznaney odwagi y męstwá, nobilitowány ná seymie 1662. Const. fol. 22. ktoremu przydáią, że był Minierem, y że gdy minę do Zamku Wileńskiego zapalał, z dźiałá mu rękę ustrzelono.
¤DELPACY herbu Gozdawa. Fránciszek Delpacy ná seymie 1658. otrzymał indygenat, á ponim Wáwrzeniec brát iego rodzony stryieczny, dla męstwá swego do teyże prerogátywy przypuszczony przez Konstytucyą 1662. fol: 40. był Kápitánem ná ten czás pieszym, w Czehrynie ná praesidium, Oyczyźnie tey dobrze zasłużony: z dawna to byłá
Skrót tekstu: NiesKor_II
Strona: 36
Tytuł:
Korona polska, t. II
Autor:
Kasper Niesiecki
Drukarnia:
Collegium lwowskiego Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
herbarze
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1738
Data wydania (nie wcześniej niż):
1738
Data wydania (nie później niż):
1738
próżno zoil kłów nie łamie: Nie wstążki, nie zwierciadła w Ulisowym kramie, Za łuk bierze Achilles w zawoju dziewiczem; Z tymi fraszkami przed twym stawić się obliczem Pewnie bym się nie ważył: nie szkiełka, nie wstęgi, Łuk ci niosę górnego Achillesa tęgi, Który strzały okrutnej pokruszywszy jędze, I śmierć samę ustrzelił, kiedy w tej siermiędze Ludzkiej umarł natury, a potem w dzień trzeci Otrząsnął się chwalebnie z śmiertelności śmieci. Pod zasłoną białej płci skryte serce twoje — Nie Achillesa (chociaż bez niego wziąć Troje Nie mogli, przepłynąwszy Grecy morskie wiry): Ziemskie przechodzi, górne równa bohatyry, Co nie Troję, lecz niebo gwałtownym
próżno zoil kłów nie łamie: Nie wstążki, nie zwierciadła w Ulisowym kramie, Za łuk bierze Achilles w zawoju dziewiczem; Z tymi fraszkami przed twym stawić się obliczem Pewnie bym się nie ważył: nie szkiełka, nie wstęgi, Łuk ci niosę górnego Achillesa tęgi, Który strzały okrutnej pokruszywszy jędze, I śmierć samę ustrzelił, kiedy w tej siermiędze Ludzkiej umarł natury, a potem w dzień trzeci Otrząsnął się chwalebnie z śmiertelności śmieci. Pod zasłoną białej płci skryte serce twoje — Nie Achillesa (chociaż bez niego wziąć Troje Nie mogli, przepłynąwszy Grecy morskie wiry): Ziemskie przechodzi, górne równa bohatyry, Co nie Troję, lecz niebo gwałtownym
Skrót tekstu: PotZmartKuk_I
Strona: 601
Tytuł:
Dialog o zmartwychwstaniu pańskim.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
królewskiego, wolno mu było strzelać z własnego, od swego strzelca nabitego. Za każdym wystrzeleniem laufer, ubrany w togę kitajkową czerwoną, wybiegał zza tarczy, z dołu dla siebie za nią wykopanego, oglądał w tarczy postrzał, zabił go kołkiem i na tabliczce białej okrągłej pokazał czarno odmalowany numer taki, jaki kto w tarczy ustrzelił. Jeżeli zaś kto wcale tarczy chybił, obiegł ją trzy razy dokoła.
Poeta królewski za każdym strzeleniem na pochwałę strzelającego albo na żart z niego powiedział parę wierszy niemieckich. Błazen zaś ciągle podczas tego strzelania różne figle stroił albo z drugim nadwornym, którego pana błaznem w czuby i zapasy dla rozrywki królewskiej chodził. Gdy się
królewskiego, wolno mu było strzelać z własnego, od swego strzelca nabitego. Za każdym wystrzeleniem laufer, ubrany w togę kitajkową czerwoną, wybiegał zza tarczy, z dołu dla siebie za nią wykopanego, oglądał w tarczy postrzał, zabił go kołkiem i na tabliczce białej okrągłej pokazał czarno odmalowany numer taki, jaki kto w tarczy ustrzelił. Jeżeli zaś kto wcale tarczy chybił, obiegł ją trzy razy dokoła.
Poeta królewski za każdym strzeleniem na pochwałę strzelającego albo na żart z niego powiedział parę wierszy niemieckich. Błazen zaś ciągle podczas tego strzelania różne figle stroił albo z drugim nadwornym, którego pana błaznem w czuby i zapasy dla rozrywki królewskiej chodził. Gdy się
Skrót tekstu: KitPam
Strona: 117
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jędrzej Kitowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Tekst uwspółcześniony:
tak