Część swoję kradzież musiał opłacać sowito. Wlazł potem do komory i siedzącej kwoce, Że więcej nie było, wziął kokosze owoce. Kazał go pan obiesić; że wisi za jajca, Nie masz się śmiać i dziwić czemu, winowajca. 364. FRANCUSKA POLITYKA
Przejąwszy po francusku szlachcic jeden modę Garścią jadał z półmiska; gdy uszargał brodę, Pytam, czemu nie nożem, który leżał przed nim. „Pierwszym palce stworzeniem, nóż — rzecze — pośrednim.” „Toteż prócz palców niczym nie ucierasz zadku, Bo te naprzód stworzone, papier na ostatku.” 365. SPOWIEDŹ
Spowiedał się parobek przed księdzem tej winy, Że w brogu gospodarskiej dojechał
Część swoję kradzież musiał opłacać sowito. Wlazł potem do komory i siedzącej kwoce, Że więcej nie było, wziął kokosze owoce. Kazał go pan obiesić; że wisi za jajca, Nie masz się śmiać i dziwić czemu, winowajca. 364. FRANCUSKA POLITYKA
Przejąwszy po francusku szlachcic jeden modę Garścią jadał z półmiska; gdy uszargał brodę, Pytam, czemu nie nożem, który leżał przed nim. „Pierwszym palce stworzeniem, nóż — rzecze — pośrednim.” „Toteż prócz palców niczym nie ucierasz zadku, Bo te naprzód stworzone, papier na ostatku.” 365. SPOWIEDŹ
Spowiedał się parobek przed księdzem tej winy, Że w brogu gospodarskiej dojechał
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 345
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Rękami i nogami, żaglami i wiosły, Żeby nas tam, gdzie błyśnie fortuna, doniosły, Robimy: jeśli lądem, przycinamy koni, Choć dosyć rączo bieżą, przycinamy do niej. Nie wadzi gruda drodze i szarga żegludze: Jeśli swoje ustały, zaprzągamy cudze. Sumnienie, jako hajduk, nie wziąwszy i grosza, Uszargawszy się, skacze na łogosz z łogosza; Woźnicami apetyt sławy i pieniędzy, Byle stanąć, gdzie się kto zapuścił, czym prędzej. Prawda, że się w pół drogi koła często łomią, Często konie podbite niejednemu chromią, Często zima zapadnie z śniegiem, z wiatrem, z mrozem, Że dalej ani łodzią, ani
Rękami i nogami, żaglami i wiosły, Żeby nas tam, gdzie błyśnie fortuna, doniosły, Robimy: jeśli lądem, przycinamy koni, Choć dosyć rączo bieżą, przycinamy do niej. Nie wadzi gruda drodze i szarga żegludze: Jeśli swoje ustały, zaprzągamy cudze. Sumnienie, jako hajduk, nie wziąwszy i grosza, Uszargawszy się, skacze na łogosz z łogosza; Woźnicami apetyt sławy i pieniędzy, Byle stanąć, gdzie się kto zapuścił, czym prędzej. Prawda, że się w pół drogi koła często łomią, Często konie podbite niejednemu chromią, Często zima zapadnie z śniegiem, z wiatrem, z mrozem, Że dalej ani łodzią, ani
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 18
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
chleba Nie zakazał potem jadać, Będziem próżne głodno śniadać. Wykupiem wszytkie gryczaki, Za przykazane przysmaki. Dzieci nasze osłabieją, Grecką tuczone nadzieją. I sam hoctor Marcin Luter, Jadał w piątki kęs Lausbuter, A gryczaków nie wspominał, Gdy efanielią wszczynał. Pierwsze gryczane kazanie Powątliło dżdżu wylanie, Dając znać, że się uszarga, Co tak dzielnie greką marga. Bo go dziecka farskiej szkoły, Do greckiej wprowadzą smoły, Albo co wezmą z kamienia, Dadzą jemu dla uczczenia Album grecum znamienite, Mające cnoty zakryte. Przestanie na grekę ważyć, Gdy będzie mógł tego zażyć. Ba, i Nalewajcy sami Będą nas zwać złodziejami,
Że greczyznę odejmujem
chleba Nie zakazał potem jadać, Będziem prożne głodno śniadać. Wykupiem wszytkie gryczaki, Za przykazane przysmaki. Dzieci nasze osłabieją, Grecką tuczone nadzieją. I sam hoctor Marcin Luter, Jadał w piątki kęs Lausbuter, A gryczaków nie wspominał, Gdy efanjeliją wszczynał. Pierwsze gryczane kazanie Powątliło dżdżu wylanie, Dając znać, że się uszarga, Co tak dzielnie greką marga. Bo go dziecka farskiej szkoły, Do greckiej wprowadzą smoły, Albo co wezmą z kamienia, Dadzą jemu dla uczczenia Album graecum znamienite, Mające cnoty zakryte. Przestanie na grekę ważyć, Gdy będzie mógł tego zażyć. Ba, i Nalewajcy sami Będą nas zwać złodziejami,
Że greczyznę odejmujem
Skrót tekstu: WitPierKontr
Strona: 327
Tytuł:
Witanie na pierwszy wjazd
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Bazylianów
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1642
Data wydania (nie wcześniej niż):
1642
Data wydania (nie później niż):
1642
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
chłopi jako chmięsty; Kurzą się pola w dymie, grzmią lasy w odgłosie. Słysz go durny Osman i proch czuje w nosie, A pogaństwo, usławszy ziemię onę ścierwy, Ucieka, kto najdalej, kto może najpierwej. Gryzie się Osman strasznie, włosy na łbie targa, Że się dziś pierwszy giaur w jego krwi uszarga, Że jako lew dzierżąc się drogi przedsięwziętej, Idzie, choć oszczekany drobnymi szczenięty, Zęby tylko pokaże, albo machnie chwostem, Aż mizerne skowery kładą się pomostem. Bo Kozacy zebrawszy korzyści sowite, Idą w drogę przez one tułowy pobite. Już im serca przybyło, już im nic nie wadzi On dzień cały, aże
chłopi jako chmięsty; Kurzą się pola w dymie, grzmią lasy w odgłosie. Słysz go durny Osman i proch czuje w nosie, A pogaństwo, usławszy ziemię onę ścierwy, Ucieka, kto najdalej, kto może najpierwej. Gryzie się Osman strasznie, włosy na łbie targa, Że się dziś pierwszy giaur w jego krwi uszarga, Że jako lew dzierżąc się drogi przedsięwziętéj, Idzie, choć oszczekany drobnymi szczenięty, Zęby tylko pokaże, albo machnie chwostem, Aż mizerne skowery kładą się pomostem. Bo Kozacy zebrawszy korzyści sowite, Idą w drogę przez one tułowy pobite. Już im serca przybyło, już im nic nie wadzi On dzień cały, aże
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 105
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
wilków i niedźwiedzi, W garło śmierci i swojej wlazła samojedzi. Oddzierano od piersi niemowiątka ssące I bez wszelkiej litości, na co matki drżące Z okrutnym serca bólem poglądać musiały, W drobne kęsy o twarde roztrącono skały. Pełno krwie, pełno wszędy konających stęku. Godna robota wierę chrześcijańskich ręku! Na koniec się w posoce uszargawszy po pas, Zostawują trupy psom i krukom na opas, Zrabują, co tylko jest, i pełni korzyści Wracają, jakby Turka znieśli, chłopi czyści! Rzecz tak haniebną skoro Lubomirski słyszy, Wszytkim milczeć rozkaże i chce to mieć w ciszy; Niechaj Chodkiewicz sprawy tak szkaradej nie wie, Gdyż by na miejscu umarł bez
wilków i niedźwiedzi, W garło śmierci i swojej wlazła samojedzi. Oddzierano od piersi niemowiątka ssące I bez wszelkiej litości, na co matki drżące Z okrutnym serca bolem poglądać musiały, W drobne kęsy o twarde roztrącono skały. Pełno krwie, pełno wszędy konających stęku. Godna robota wierę chrześcijańskich ręku! Na koniec się w posoce uszargawszy po pas, Zostawują trupy psom i krukom na opas, Zrabują, co tylko jest, i pełni korzyści Wracają, jakby Turka znieśli, chłopi czyści! Rzecz tak haniebną skoro Lubomirski słyszy, Wszytkim milczeć rozkaże i chce to mieć w ciszy; Niechaj Chodkiewicz sprawy tak szkaradej nie wie, Gdyż by na miejscu umarł bez
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 180
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
Jam żartował, ty zaraz, kurwo, do paskudy!” A w tym go patołęczą przeparzy przez udy. Pan w nogi, sługa za nim chyżo się obraca, Raz po boku, drugi raz po plecach go maca. Kiedy tak aż do samej wjedzie na nim sieni, Ten się nieborak po pas uszarga, upieni, Że sapiąc z gołą pałką, pozrucawszy z siebie Owe chusty, jakoby w zginionej potrzebie, Wpadnie do żony, która od śmiechu się puka, Że błazna wierzącego tak kształtnie oszuka. Toż choć dyszy, chociaż mu jeszcze w gardle słono: „Prawiem ci trafił na prask, moja miła żono
Jam żartował, ty zaraz, kurwo, do paskudy!” A w tym go patołęczą przeparzy przez udy. Pan w nogi, sługa za nim chyżo się obraca, Raz po boku, drugi raz po plecach go maca. Kiedy tak aż do samej wjedzie na nim sieni, Ten się nieborak po pas uszarga, upieni, Że sapiąc z gołą pałką, pozrucawszy z siebie Owe chusty, jakoby w zginionej potrzebie, Wpadnie do żony, która od śmiechu się puka, Że błazna wierzącego tak kształtnie oszuka. Toż choć dyszy, chociaż mu jeszcze w gardle słono: „Prawiem ci trafił na prask, moja miła żono
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 293
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
nie mogę się im objąć. Niewiem też/ jako ich mam pozbyć/ albo zagubić. Tu nie daleko mieszka niewiasta/ co je może zagubić/ ma maść jakąś osobliwą/ co od niej zginą. Moja piękna/ nastręcz mi ją kupięć więc piękny Jarmark. Co za letnik chcesz oblec? Jadamaszkowy zielony. Uszargasz go szpetnie/ bo jest błoto na dworze. Umiem ja obyczajnie chodzić/ do tego się podkaszę/ kędyż moja podkaska? Więcej tobie idzie o młodzieńce/ niźli o Kościół albo o kazanie. A dosyciem tak cudny (cudna) Mnieś dosyć cudna/ ale jeśli się oblubięńcowi twemu spodobasz, o tym ja niewiem
nie mogę śię im objąć. Niewiem też/ iáko ich mam pozbyć/ álbo zágubić. Tu nie dáleko mieszka niewiástá/ co ie może zágubić/ ma máść iákąś osobliwą/ co od niey zginą. Moiá piękna/ nástręcż mi ią kupięć więc piękny Iármárk. Co zá letnik chcesz oblec? Iádámászkowy źielony. Vszárgasz go szpetnie/ bo iest błoto ná dworze. Vmiem ja obycżáynie chodźić/ do tego śię podkászę/ kędyż moiá podkáská? Więcey tobie idźie o młodźieńce/ niźli o Kośćioł álbo o kazánie. A dosyćiem ták cudny (cudná) Mnieś dosyć cudna/ ále iesli śię oblubięńcowi twemu spodobasz, o tym ia niewiem
Skrót tekstu: VolcDial
Strona: 24v
Tytuł:
Viertzig dialogi
Autor:
Nicolaus Volckmar
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
rozmówki do nauki języka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612