, Kiedy w takiej koronie Wiecznemu Panu ozdobiło skronie.
Gdzieżeś, o wielki królu, rwał to ziele, Które-ć tyle ran zadało na czele? Pewnie z tego ogroda, Gdzie cię krew potem zlewała, nie woda.
Czy z ciernia, które od Boga przeklęta Ziemia nam dawać miała, miłość święta Ostry wieniec uwiła I na twój warkocz niewinny wtłoczyła?
O, jako śliczną dobry pasterz tkankę, O, jako uwił ozdobną równiankę, Na którą jadowniki I same krwawe przebierał gwoździki.
Oto baranek ukazany w krzaku Na miejsce twoje, mały Izaaku; Oto kierz zapalony Mojżeszów, w którym sam Bóg utajony.
Zmyśla Helikon, że mając przebite
, Kiedy w takiej koronie Wiecznemu Panu ozdobiło skronie.
Gdzieżeś, o wielki królu, rwał to ziele, Które-ć tyle ran zadało na czele? Pewnie z tego ogroda, Gdzie cię krew potem zlewała, nie woda.
Czy z ciernia, które od Boga przeklęta Ziemia nam dawać miała, miłość święta Ostry wieniec uwiła I na twój warkocz niewinny wtłoczyła?
O, jako śliczną dobry pasterz tkankę, O, jako uwił ozdobną równiankę, Na którą jadowniki I same krwawe przebierał gwoździki.
Oto baranek ukazany w krzaku Na miejsce twoje, mały Izaaku; Oto kierz zapalony Mojżeszów, w którym sam Bóg utajony.
Zmyśla Helikon, że mając przebite
Text ID: MorszAUtwKuk
Page: 214
Title:
Utwory zebrane
Author:
Jan Andrzej Morsztyn
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Utwory zebrane
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1971
łzami płyną oczy, I że umrzeć, chocia chce, nie może przez dzięki, To jej żalu, to smętku, to przyczynia męki.
LVI.
Bo takie wiedmy, żyjąc nieprzetrwane lata, Umrzeć nigdy nie mogą, póki zstawa świata. By nie to, takiem żalem była przerażona, Żeby jej była Kloto dowiła przędziona, Albo się, jako Dydo, żelazem przebiła, Albo, jako królowa Nilu uczyniła, Śmiertelnem snemby była, mało zwykłą drogą, Na śmierć poszła; lecz wiedmy umierać nie mogą.
LVII.
Ale ja już Alcynę w jej żalu opuszczę, A do cnego Rugiera znowu się zapuszczę, Którego, jako skoro
łzami płyną oczy, I że umrzeć, chocia chce, nie może przez dzięki, To jej żalu, to smętku, to przyczynia męki.
LVI.
Bo takie wiedmy, żyjąc nieprzetrwane lata, Umrzeć nigdy nie mogą, póki zstawa świata. By nie to, takiem żalem była przerażona, Żeby jej była Kloto dowiła przędziona, Albo się, jako Dydo, żelazem przebiła, Albo, jako królowa Nilu uczyniła, Śmiertelnem snemby była, mało zwykłą drogą, Na śmierć poszła; lecz wiedmy umierać nie mogą.
LVII.
Ale ja już Alcynę w jej żalu opuszczę, A do cnego Rugiera znowu się zapuszczę, Którego, jako skoro
Text ID: ArKochOrlCz_I
Page: 210
Title:
Orland Szalony, cz. 1
Author:
Ludovico Ariosto
Translator:
Piotr Kochanowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
epic
Genre:
epic poems
Humorous:
no
Release date:
1620
Release date (no earlier than):
1620
Release date (no later than):
1620
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Jan Czubek
Place of publication of the modern edition:
Kraków
Publisher of the modern edition:
Akademia Umiejętności
Release date of the modern edition:
1905
wiele O Schizmie Angielskiej
jałmużn Kościoły obchodząc; w tym przyszła jej refleksja, że Ciało Ojca tak będzie nago porzucone, jak Jana Rofensa, płótną chciała kupić na prześcieradło w kramach, daleko będąc od domu, a pieniądze na ubogich rozdała W tym posiągnie do kieszeni, znalazła tyle monety, ile stało na prześcieradło; uwiła Ciało, pochowała.
Henryk, jako nowa Głowa Kościoła, Leusa w prawie Świeckim biegłego deputował, aby Mnichy i Mniszki zlustrował, podawszy punkta do Wizyty aby nie mających 24 lat z Klasztoru wypuścił: aby tak wychodzątemu dał Opat Suknie, i 8 Czerwonych: aby Zakonnice w takim stroju chodziły, w jakim. Świeckie chodzą
wiele O Schizmie Angielskiey
iałmużn Kościoły obchodząc; w tym przyszła iey reflexya, że Ciáło Oycá tak będzie nágo porzucone, iak Iana Roffensa, płotną chciała kupić na prześcieradło w kramach, daleko będąc od domu, a pieniądze na ubogich rozdała W tym posiągnie do kieszeni, znalazła tyle monety, ile stało na prześcieradło; uwiła Ciało, pochowała.
Henryk, iako nowa Głowa Kościoła, Leusa w prawie Swieckim bîegłego deputował, áby Mnichy y Mniszki zlustrował, podawszy punkta do Wizyty aby nie maiących 24 lat z Klasztoru wypuścił: aby tak wychodzątemu dał Opat Suknie, y 8 Czerwonych: áby Zakonnice w takim stroiu chodziły, w iakim. Świeckie chodzą
Text ID: ChmielAteny_IV
Page: 98
Title:
Nowe Ateny, t. 4
Author:
Benedykt Chmielowski
Place of publication:
Lwów
Region:
Ruthenian Lands
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
scientific-didactic texts
Genre:
encyclopedias and compendiums
Humorous:
no
Release date:
1756
Release date (no earlier than):
1756
Release date (no later than):
1756
płyną; Grozi ciała naszego chałupa ruiną. Już zgnije, co godzina śmierć się o nią pyta.” Aż łysy: „Cudowna rzecz! choć dobrze poszyta! U mnie, choć bez poszycia gołe stoją zręby, Żołądek zdrowy, nie drżą ręce, spełna zęby.” 127. MACIERZONKA ALBO MACIERZA DUSZKA ZIELE
Uwiła sobie dziewka Wieniec z bożego drzewka. Drugi wiła z izopu, Chcąc się podobać chłopu. Trzeci z macierzy duszki Włożyła do poduszki; Który skoro chłop zwietrzy, Kradnie razem wszytkie trzy. I tak dla macierzanki Traci dzieweczka wianki. „Dajże pokój, psi synu, Uwijęć go z piołynu I z tatarskiego ziela,
płyną; Grozi ciała naszego chałupa ruiną. Już zgnije, co godzina śmierć się o nię pyta.” Aż łysy: „Cudowna rzecz! choć dobrze poszyta! U mnie, choć bez poszycia gołe stoją zręby, Żołądek zdrowy, nie drżą ręce, spełna zęby.” 127. MACIERZONKA ALBO MACIERZA DUSZKA ZIELE
Uwiła sobie dziewka Wieniec z bożego drzewka. Drugi wiła z izopu, Chcąc się podobać chłopu. Trzeci z macierzy duszki Włożyła do poduszki; Który skoro chłop zwietrzy, Kradnie razem wszytkie trzy. I tak dla macierzanki Traci dzieweczka wianki. „Dajże pokój, psi synu, Uwijęć go z piołynu I z tatarskiego ziela,
Text ID: PotFrasz3Kuk_II
Page: 590
Title:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1677
Release date (no earlier than):
1677
Release date (no later than):
1677
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
straty Nie ujdziesz, ale z żalem Pójdziesz za Matuzalem; Dzieło śmierci zażartej, Czeka cię grób otwarty. Dobry świat, perły, złoto, Ktokolwiek tak dba o to, Że cnota przodkiem chodzi, A to za sobą wodzi; Dobra rozkosz uczciwa I bez gorzkości bywa, Gdzie cnota przez się miła Gniazdo sobie uwiła; Ma sława zalecenie I słusznie chodzi w cenie, Śmierć jej w grób nie zawiera, Bo z nami nie umiera: Dobra sława, gdzie cnota Rządźcą twego żywota; Dobra nauka, i ta, Gdy się cnoty dopyta: Kto umie cnotę, tego Mam za prawie mądrego, A kto cnoty nie umie, I
straty Nie ujdziesz, ale z żalem Pójdziesz za Matuzalem; Dzieło śmierci zażartej, Czeka cię grób otwarty. Dobry świat, perły, złoto, Ktokolwiek tak dba o to, Że cnota przodkiem chodzi, A to za sobą wodzi; Dobra rozkosz uczciwa I bez gorzkości bywa, Gdzie cnota przez się miła Gniazdo sobie uwiła; Ma sława zalecenie I słusznie chodzi w cenie, Śmierć jej w grób nie zawiera, Bo z nami nie umiera: Dobra sława, gdzie cnota Rządźcą twego żywota; Dobra nauka, i ta, Gdy się cnoty dopyta: Kto umie cnotę, tego Mam za prawie mądrego, A kto cnoty nie umie, I
Text ID: PotPieśRKuk_I
Page: 475
Title:
Pieśni różne
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
songs
Humorous:
no
Release date:
między 1669 a 1680
Release date (no earlier than):
1669
Release date (no later than):
1680
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
niemiłosierna nad błędnym człowiekiem, Na Kaukazie szalonym karmiła ją mlekiem. SIÓDMY: AURELI
Ukochana Lancelloto, Ciebie nie proszę o złoto, Nie chcę u ciebie kamieni Bogatych ani pierścieni: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Wszakże jeszcześ ziele siała, Kiedyś mi go obiecała, Pierwej, niżliś go uwiła, Mnieś go darować ślubiła: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Wiem, że się tym nie zubożysz Datkiem, lecz jeśli się drożysz I chcesz przedać, ja kupuję, Zaraz się z tobą starguję: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Choć ci ziele darmo dano, Choć
niemiłosierna nad błędnym człowiekiem, Na Kaukazie szalonym karmiła ją mlekiem. SIÓDMY: AURELI
Ukochana Lancelloto, Ciebie nie proszę o złoto, Nie chcę u ciebie kamieni Bogatych ani pierścieni: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Wszakże jeszcześ ziele siała, Kiedyś mi go obiecała, Pierwej, niżliś go uwiła, Mnieś go darować ślubiła: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Wiem, że się tym nie zubożysz Datkiem, lecz jeśli się drożysz I chcesz przedać, ja kupuję, Zaraz się z tobą starguję: Daj mi, namilsza, z głowy wianek rozmarynowy.
Choć ci ziele darmo dano, Choć
Text ID: ZimSRoks
Page: 63
Title:
Roksolanki
Author:
Szymon Zimorowic
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
pastorals
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ludwika Ślękowa
Place of publication of the modern edition:
Wrocław
Publisher of the modern edition:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Release date of the modern edition:
1983
sromieźliwą lilią podwity!
Dla ciebie nie folgując spaniu Powstawszy rano po świtaniu, Gdym po różańcu rozkwitłym chodziła, Bieluchnem nóżki rosą umoczyła;
Dla ciebie kwiateczki nadobne Zrywając, paluszki me drobne Niemiłosierne ciernie poraniło Tak, że się dobrze krwie mojej napiło.
A przeciem tak cierpliwą była, Ażem cię do końca uwiła; Uwiwszy, twoją pozorną koroną Przyozdobiłam kosę uplecioną.
Cóż po tym, gdy słońce gorące W południe róże w nim pachniące W niwecz spaliło, że wszytkie powiędły, A koralowe goździki pobledły!
Dobranoc tedy, ukochany, Dobranoc, wianeczku różany! Żegnam się z tobą, żegnam ostatecznie, Dobranoc miewaj, dobranoc miej
sromieźliwą liliją podwity!
Dla ciebie nie folgując spaniu Powstawszy rano po świtaniu, Gdym po różańcu rozkwitłym chodziła, Bieluchnem nóżki rosą umoczyła;
Dla ciebie kwiateczki nadobne Zrywając, paluszki me drobne Niemiłosierne ciernie poraniło Tak, że się dobrze krwie mojej napiło.
A przecięm tak cierpliwą była, Ażem cię do końca uwiła; Uwiwszy, twoją pozorną koroną Przyozdobiłam kosę uplecioną.
Cóż po tym, gdy słońce gorące W południe róże w nim pachniące W niwecz spaliło, że wszytkie powiędły, A koralowe goździki pobledły!
Dobranoc tedy, ukochany, Dobranoc, wianeczku różany! Żegnam się z tobą, żegnam ostatecznie, Dobranoc miewaj, dobranoc miej
Text ID: ZimSRoks
Page: 108
Title:
Roksolanki
Author:
Szymon Zimorowic
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
pastorals
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ludwika Ślękowa
Place of publication of the modern edition:
Wrocław
Publisher of the modern edition:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Release date of the modern edition:
1983
było. Lacno durować (mowią) komu czas po woli/ Ale się temu niechce którego co boli. AEG. Czyś żonę pojął bracie/ czyć ten świat nie luby/ Ześ znikczemniał/ nie takeś bywał przed tym gruby W tańcu pięknie wyskoczyć twa uciecha była Nawiętsza/ zawszeć świeżą równiankę uwiła Egle twoja/ gdyś pasał w chojniku koźlęta/ Co my z gęstej krzewiny widzieli chudzięta. A ona toć już piosnki wesołe śpiewała/ To twoje na swym łonie głowę piastowała. CIN. Dawne rzeczy wspominasz/ a nie widzisz tego/ Co mi smutku dodaje im dalej większego. Jest tak jakoś pomienił/ skorem z
było. Lácno durowáć (mowią) komu czás po woli/ Ale się temu niechce ktorego co boli. AEG. Czyś żonę poiął bráćie/ cżyć ten świát nie luby/ Ześ znikczemniał/ nie tákeś bywał przed tym gruby W tańcu pięknie wyskoczyć twa ućiechá byłá Nawiętsza/ záwszeć świeżą rowniánkę uwiłá AEgle twoiá/ gdyś pasał w choyniku koźlętá/ Co my z gęstey krzewiny widzieli chudziętá. A oná toć iusz piosnki wesołe spiewáłá/ To twoie ná swym łonie głowę piástowáłá. CIN. Dawne rzeczy wspominász/ á nie widźisz tego/ Co mi smutku dodáie im dáley większego. Iest ták iákoś pomienił/ skorem z
Text ID: ChełHGwar
Page: A4
Title:
Gwar leśny
Author:
Henryk Chełchowski
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
pastorals
Humorous:
no
Release date:
1630
Release date (no earlier than):
1630
Release date (no later than):
1630