miasta damy, kawalerowie, przypatrując się tej tak dobrej konwersacji, tak iż około barki gunduł się nie mógł ominąć. Godzin ze cztery jeździwszy na morzu i ucieszywszy się, powróciliśmy w nocy do pałacu. Tamże jeszcze bontempo kończyli, muzyka grała, śpiewali, w karty książę IM z damami grał. Rozjechali się przed północkiem.
Dnia 22 Decembris. Po południu jechaliśmy do Arsenału weneckiego, 30v który jest jakoby miraculum orbis. Tam ma na wodzie bromę, którą otwierają advenientibus i we śrzodek nie wpuszczają z gundułą nikogo wjechać; nasze jednak per favor wszytkie wpuszczono. Aż na dziedziniec gundułami wjechaliśmy i excipiebant księcia IM kilkoro znaczniejszej szlachty et
miasta damy, kawalerowie, przypatrując się tej tak dobrej konwersacjej, tak iż około barki gunduł się nie mógł ominąć. Godzin ze cztery jeździwszy na morzu i ucieszywszy się, powróciliśmy w nocy do pałacu. Tamże jeszcze bontempo kończyli, muzyka grała, śpiewali, w karty książę JM z damami grał. Rozjechali się przed północkiem.
Dnia 22 Decembris. Po południu jechaliśmy do Arsenału weneckiego, 30v który jest jakoby miraculum orbis. Tam ma na wodzie bromę, którą otwierają advenientibus i we śrzodek nie wpuszczają z gundułą nikogo wjechać; nasze jednak per favor wszytkie wpuszczono. Aż na dziedziniec gundułami wjechaliśmy i excipiebant księcia JM kilkoro znaczniejszej szlachty et
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 162
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
, iż więcej niż na cztery tysiące
ogniów było. A te świece tak były bawełną akomodowane, iż jako się jedne zapaliły, tak zaraz wraz wszytkie jedne od drugich pozapalały się, bo by każdą osobno paląc nie pozapalaliby do skończenia mszy wszytkich. Ta się msza odprawowała godzin kilka. Po mszy wróciliśmy się przed północkiem do pałacu.
Dnia 25 Decembris, w dzień Bożego Narodzenia, nabożeństwa księstwo IM słuchali w kościele św. Bernarda privatim. Powrócili na obiad do pałacu. Nigdzie tego dnia nic jechali.
Wieczór o godzinie siódmej pokojowy jeden, grzeczny barzo, umarł, którego nazajutrz pochowano. Jeno, że w Wenecji nie zwyczajny jest sepeliendi
, iż więcej niż na cztery tysiące
ogniów było. A te świece tak były bawełną akomodowane, iż jako się jedne zapaliły, tak zaraz wraz wszytkie jedne od drugich pozapalały się, bo by kożdą osobno paląc nie pozapalaliby do skończenia mszy wszytkich. Ta się msza odprawowała godzin kilka. Po mszy wróciliśmy się przed północkiem do pałacu.
Dnia 25 Decembris, w dzień Bożego Narodzenia, nabożeństwa księstwo IM słuchali w kościele św. Bernarda privatim. Powrócili na obiad do pałacu. Nigdzie tego dnia nic jechali.
Wieczór o godzinie siódmej pokojowy jeden, grzeczny barzo, umarł, którego nazajutrz pochowano. Jeno, że w Wenecjej nie zwyczajny jest sepeliendi
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 166
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
togach, co niedziel sześć mutantur per electionem - i inszych wielu kawalerów, i dam. Polską manierą muzyka do stołu grała.
Po obiedzie też, bontempo zażywając, polskie tańcowali tańce, co im barzo się podobało; doskonale utraktowani, tak że się ten viceprinceps z nóg spił, co u Włochów wielka raritas. Przed północkiem rozjechali się.
Dnia 28 Decembris. Jechaliśmy za mil trzy włoskich morzem na jedna wysepkę kędy jest klasztor ojców reformatorów św. Franciszka.
To miejsce nazywa się pustynią, z tej racji, że tam to miejsce pustowało, a było in possesione jednego szlachcica weneckiego. Ten miał wielką inklinacją do zakonu
św. Franciszka,
togach, co niedziel sześć mutantur per electionem - i inszych wielu kawalerów, i dam. Polską manierą muzyka do stołu grała.
Po obiedzie też, bontempo zażywając, polskie tańcowali tańce, co im barzo się podobało; doskonale utraktowani, tak że się ten viceprinceps z nóg spił, co u Włochów wielka raritas. Przed północkiem rozjechali się.
Dnia 28 Decembris. Jechaliśmy za mil trzy włoskich morzem na jedna wysepkę kędy jest klasztor ojców reformatorów św. Franciszka.
To miejsce nazywa się pustynią, z tej racjej, że tam to miejsce pustowało, a było in possesione jednego szlachcica weneckiego. Ten miał wielką inklinacją do zakonu
św. Franciszka,
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 167
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
w sprawie stało/ Turcy przeprawiwszy przez most swój na ten czas dział kilka swoich/ strzelali do Kozaków Zaporoskich/ szkodzili ich w koniach barzo. Od tego dnia P. Hetmann wielki nacześciej począł chorować.
12. Septem. Nocy przeszłej resoluouało się wszytko Rycerstwo z Kozaki Zaporoskimi vnanimiter uderzyć na Obóz Turecki/ oczym z pułnocka przez Munsztuki wytrebowano/ i Kozacy z Piechotą Niemiecką już byli pod Obóz sam Turecki podeszli/ Jazda wszytka pogotowiu w polu stała/ lecz w świtanie fame/ gdy się to zacząć najlepiej miało/ deszcz gęsti z chmurami czarnemi przeszkodą był: zaczym nazad się wrócić i tych zamysłów naszych przyszło zaniechać. Tego dnia Ba-
ptysta Poseł
w spráwie stało/ Turcy przepráwiwszy przez most swoy ná ten czás dźiał kilká swoich/ strzeláli do Kozakow Zaporoskich/ szkodźili ich w koniách barzo. Od tego dniá P. Hetmann wielki nacześćiey począł chorowáć.
12. Septem. Nocy przeszłey resoluouało się wszytko Rycerstwo z Kozaki Zaporoskimi vnanimiter vderzyć ná Oboz Turecki/ oczym z pułnocká przez Munsztuki wytrebowano/ y Kozacy z Piechotą Niemiecką iuż byli pod Oboz sam Turecki podeszli/ Iázdá wszytká pogotowiu w polu stałá/ lécz w świtánie fáme/ gdy sie to zácząć naylepiey miáło/ deszcz gęsti z chmurámi czarnemi przeszkodą był: záczym názad się wroćić y tych zamysłow nászych przyszło zániecháć. Tego dniá Bá-
ptystá Poseł
Skrót tekstu: ZbigAdw
Strona: B4
Tytuł:
Adwersaria, albo terminata sprawy wojennej
Autor:
Prokop Zbigniewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
jadu; Blisko swojej jabłoni jabłko pada w sadu. Posagu tam nic nie masz, wioska zawiedziona, Kto inszy doi, oni dzierżą się ogona. Choć pospolicie chwalą panny swe domowi, Pytać jako zła, zrzędna, i trzy dni nie mówi Rozgniewawszy na kogo, na rodziców, nie je; Z gachem i do północka prawi, igra, śmieje; Zawsze specjaliki, zawsze pączki smażyć, Wódeczki z panią matką do poduszki zażyć,
Możeli być i winko przed ojcem kryjomo, Przy nim nigdy, obojga nie piją rzekomo. Kto z takiego ćwiczenia dziewkę pojmie, wskóra: Sidło ma w herbie, zgadza z herbem się natura. Przebóg
jadu; Blisko swojej jabłoni jabłko pada w sadu. Posagu tam nic nie masz, wioska zawiedziona, Kto inszy doi, oni dzierżą się ogona. Choć pospolicie chwalą panny swe domowi, Pytać jako zła, zrzędna, i trzy dni nie mowi Rozgniewawszy na kogo, na rodziców, nie je; Z gachem i do północka prawi, igra, śmieje; Zawsze specyjaliki, zawsze pączki smażyć, Wódeczki z panią matką do poduszki zażyć,
Możeli być i winko przed ojcem kryjomo, Przy nim nigdy, obojga nie piją rzekomo. Kto z takiego ćwiczenia dziewkę pojmie, wskóra: Sidło ma w herbie, zgadza z herbem się natura. Przebóg
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 432
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
się wdawać w gospodarstwa, Więc na przejażdżkę abo, choć zdrowa, w lekarstwa. Inszych kaw nie wspominam; mąż jako w rosole, Żałuje, że nie była z młodu pani w szkole: Wolałby za nią nosić z kałamarzem tekę, Choć już w leciech, żeby z nim czytała Senekę, Niż czekać do północka, rychło mu znać dadzą, Że ją kawalerowie z muzyką prowadzą. To tak biała płeć wiek swój lada jako tryźni. Czymże też nieukowie bawią się mężczyźni? Piją; karty, warcaby na przemiany tłuką; Psy karmią i tą szkolnej wetują nauką. Drugi, przyszedszy z gumna, choć przez okulary, Nie mając co
się wdawać w gospodarstwa, Więc na przejażdżkę abo, choć zdrowa, w lekarstwa. Inszych kaw nie wspominam; mąż jako w rosole, Żałuje, że nie była z młodu pani w szkole: Wolałby za nią nosić z kałamarzem tekę, Choć już w leciech, żeby z nim czytała Senekę, Niż czekać do północka, rychło mu znać dadzą, Że ją kawalerowie z muzyką prowadzą. To tak biała płeć wiek swój leda jako tryźni. Czymże też nieukowie bawią się mężczyźni? Piją; karty, warcaby na przemiany tłuką; Psy karmią i tą szkolnej wetują nauką. Drugi, przyszedszy z gumna, choć przez okulary, Nie mając co
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 480
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
hospodara Duki, obawiając się żeby się nie mścił konluzyjej ojca swego, pouchodzili za granicę a poosiadali na różnych miejscach w Pokuciu.
Ten Francuz, który się był przed dwiema tygodniami obiesił, i po śmierci dziwów robić nie przestaje, z początku bowiem, zaraz pierwszej nocy po obieszeniu, przyszedł był do warty kunickiej około właśnie północka i spytawszy ich o suknie swoje, potem skoczył ku kaplicy i zniknął. Dziś znowu dziwniejszą sztukę uczynił. Statki pewne powracając ze
Gdańska, stanęły blisko szubienice pod Warszawą na noc, z których gdy na jednej dano jeść flisom kaszę około dziesiątej w noc, aliści usłyszą głos: „Wara stąd“, po kilka razy
hospodara Duki, obawiając się żeby się nie mścił konluzyjej ojca swego, pouchodzili za granicę a poosiadali na różnych miejscach w Pokuciu.
Ten Francuz, który się był przed dwiema tygodniami obiesił, i po śmierci dziwów robić nie przestaje, z początku bowiem, zaraz pierwszej nocy po obieszeniu, przyszedł był do warty kunickiej około właśnie północka i spytawszy ich o suknie swoje, potem skoczył ku kaplicy i zniknął. Dziś znowu dziwniejszą sztukę uczynił. Statki pewne powracając ze
Gdańska, stanęły blisko szubienice pod Warszawą na noc, z których gdy na jednej dano jeść flisom kaszę około dziesiątej w noc, aliści usłyszą głos: „Wara stąd“, po kilka razy
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 31
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
się z wszelką ochotą wojska W.Ks.L. wyprowadzenia w pole za danym sobie ordynansem. Królowa im. poczęła odmawiać responsa, że kancelaryjej swojej nie ma ad praesens, „chyba że uproszę imp. referendarza, aby ode mnie odpisał”. Im. ks. płocki dziś raniusieńko wyjachał do Pultopola, po północku króla im. pożegnał i królową im. Królestwo ichm. jedli w łazience, po obiedzie chodzili po ogrodzie w małej liczbie ludzi do samego zmroku. Die 25 ejusdem
Królestwo ichm. mieli byli z dworem swoim, lubo niezupełnym, dziś wyjachać na rezydencyją do Kukizowa, ale dzień zimno-pochmurny przeszkodził. I tak nigdzie
się z wszelką ochotą wojska W.Ks.L. wyprowadzenia w pole za danym sobie ordynansem. Królowa jm. poczęła odmawiać responsa, że kancelaryjej swojej nie ma ad praesens, „chyba że uproszę jmp. referendarza, aby ode mnie odpisał”. Jm. ks. płocki dziś raniusieńko wyjachał do Pultopola, po północku króla jm. pożegnał i królową jm. Królestwo ichm. jedli w łazience, po obiedzie chodzili po ogrodzie w małej liczbie ludzi do samego zmroku. Die 25 eiusdem
Królestwo ichm. mieli byli z dworem swoim, lubo niezupełnym, dziś wyjachać na rezydencyją do Kukizowa, ale dzień zimno-pochmurny przeszkodził. I tak nigdzie
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 131
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
powiedziałem królowi im. i o rezydencyjej w Wysokiem imp. podskarbiego w. W.Ks.L.
Ex occurrentiis tego tygodnia to się znajduje, że cośmy się byli cieszyli, gdy króla im. blisko półtory niedziele anxietates opuścili były i wielkie uczynili bezpieczeństwo o zupełnym zdrowiu pańskim, to w niedzielę tę z północka ciężki katar przypadł, tak że osłabiał pana, w tych dniach chodzić nie może, tylko więcej siedzieć i w krześle spać lepiej niż na łóżku, w ustawicznym spluwaniu; gdy się zakaszle, wielką flegmę z siebie wyrzuca; już to czwarty dzień cum summa molestia nie wyjeżdża na przejażdżkę. Przecie w tej słabości swojej dał
powiedziałem królowi jm. i o rezydencyjej w Wysokiem jmp. podskarbiego w. W.Ks.L.
Ex occurrentiis tego tygodnia to się znajduje, że cośmy się byli cieszyli, gdy króla jm. blisko półtory niedziele anxietates opuścili były i wielkie uczynili bezpieczeństwo o zupełnym zdrowiu pańskim, to w niedzielę tę z północka ciężki katar przypadł, tak że osłabiał pana, w tych dniach chodzić nie może, tylko więcej siedzieć i w krześle spać lepiej niż na łóżku, w ustawicznym spluwaniu; gdy się zakaszle, wielką flagmę z siebie wyrzuca; już to czwarty dzień cum summa molestia nie wyjeżdża na przejażdżkę. Przecie w tej słabości swojej dał
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 322
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
także były; królowa im. na miejscu króla im. pierwszy taniec
odprawiła z księżniczką im., drugi z niąż królewiczową im., trzeci książę im. kanclerz, czwarty imp. starosta golubski. Po tych tańcach, którym asystował frącymer, zaraz królestwo ichm. do siebie pojachali, bo już trzecia godzina z północka była, i więcej nie tańcowali. Bez hałasu, bez szkody ten dzień aktu przy obfitych potrawach i cukrach odprawił się, przy racach i z dział strzelaniu, bębnach, kotłach i rozmaitych muzykach cum debitis solennitatibus. Wino niecnotliwe, mętne, przykre tylko było, którego nikt kosztować nie mógł, tylko kanalia. Trzeciego dnia
także były; królowa jm. na miejscu króla jm. pierwszy taniec
odprawiła z księżniczką jm., drugi z niąż królewicową jm., trzeci książę jm. kanclerz, czwarty jmp. starosta golubski. Po tych tańcach, którym asystował frącymer, zaraz królestwo ichm. do siebie pojachali, bo już trzecia godzina z północka była, i więcej nie tańcowali. Bez hałasu, bez szkody ten dzień aktu przy obfitych potrawach i cukrach odprawił się, przy racach i z dział strzelaniu, bębnach, kotłach i rozmaitych muzykach cum debitis solennitatibus. Wino niecnotliwe, mętne, przykre tylko było, którego nikt kosztować nie mógł, tylko kanalija. Trzeciego dnia
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 329
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958