PRZYJACIEL
Pijesz, trąbisz, częstujesz, jużeś tyło straciół Na ucztach i bankietach, szukając przyjaciół. Jeśliś jeszcze nie doznał, więc ja cię nauczę: Jako się prędko szkleńca i kieliszek tłucze, Choćbyś go najmniej trącił, tak we szkle nabyty Przyjaciel puści z lada okazji nity. Szklana przyjaźń, ledwie wiatr wionie na nią raźniej, W nienawiść się z stołowej obraca przyjaźni. Tedy kto wszytkich swoich sekretów powierzy Z wczorajszej nabytemu dopiero wieczerzy Przyjacielowi, chyba dla swego upadu, Bo go pewnie odstąpi jutro dla obiadu. Nie myl się, bo nie ciebie, lecz twoje przysmaki, Twoje lubi pieczenie, zwierzyny, twe ptaki. Chcesz
PRZYJACIEL
Pijesz, trąbisz, częstujesz, jużeś tyło straciół Na ucztach i bankietach, szukając przyjaciół. Jeśliś jeszcze nie doznał, więc ja cię nauczę: Jako się prędko śkleńca i kieliszek tłucze, Choćbyś go najmniej trącił, tak we szkle nabyty Przyjaciel puści z leda okazyjej nity. Szklana przyjaźń, ledwie wiatr wionie na nię raźniej, W nienawiść się z stołowej obraca przyjaźni. Tedy kto wszytkich swoich sekretów powierzy Z wczorajszej nabytemu dopiero wieczerzy Przyjacielowi, chyba dla swego upadu, Bo go pewnie odstąpi jutro dla obiadu. Nie myl się, bo nie ciebie, lecz twoje przysmaki, Twoje lubi pieczenie, zwierzyny, twe ptaki. Chcesz
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 107
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
ZGROMADZONYCH
Jako się więc gromadzą liszki do kusznierza, Muterki się zebrały do swego pasterza, Abo jako gdy w ulu króla kto pszczelnego Zamknie, pszczoły gromadą kupią się do niego- Tak się panie i panny saskie do Kruzego Zgromadziły we zborze swoim zamknionego - Albo jako kiedy wilk owieczki ozionie, Idą za nim gdziekolwiek on przed nimi wionie. Ja nie wiem co w nim sobie tak zasmakowały, To wiem, że przedtem nie raz z nim rozprawowały. DO ZGROMADZONYCH POD OKNO NA KAZANIE
Trudno wilka pacierza nauczyć - mawiacie - A teraz gdy was uczy pacierza, słuchacie. ZWYCIĘSTWO KRUZYJUSZOWE l
Stary Kruzyjusz wygnał ministra nowego, Co widząc rzecze jeden z kąta pociemnego
ZGROMADZONYCH
Jako się więc gromadzą liszki do kusznierza, Muterki się zebrały do swego pasterza, Abo jako gdy w ulu króla kto pszczelnego Zamknie, pszczoły gromadą kupią się do niego- Tak się panie i panny saskie do Kruzego Zgromadziły we zborze swoim zamknionego - Albo jako kiedy wilk owieczki ozionie, Idą za nim gdziekolwiek on przed nimi wionie. Ja nie wiem co w nim sobie tak zasmakowały, To wiem, że przedtem nie raz z nim rozprawowały. DO ZGROMADZONYCH POD OKNO NA KAZANIE
Trudno wilka pacierza nauczyć - mawiacie - A teraz gdy was uczy pacierza, słuchacie. ZWYCIĘSTWO KRUZYJUSZOWE l
Stary Kruzyjusz wygnał ministra nowego, Co widząc rzecze jeden z kąta pociemnego
Skrót tekstu: DolBitKontr
Strona: 312
Tytuł:
Bitwa ministrów saskich
Autor:
Matyjasz Doliwski
Drukarnia:
Drukarnia Bazylianów
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1641
Data wydania (nie wcześniej niż):
1641
Data wydania (nie później niż):
1641
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
wysycha, tak i ona.
Niepożyteczne lata i godziny, i żytło ze wszech miar niedoskonałe! Próżno je żyje i w liczbę prowadzi, kto niemiłości dopuści się winy i nie dla Boga życie chce mieć stałe, nie będzie trwałe, umarłe raczej, i co się on sadzi w rozum swój głupi, jako czcze perzyny wionie od Akwilona. 2.
Jako więc ogień w mokrej wilgotności, surowem k temu drewnem przyłożony, kwasząc się dymem, prędko się więc dusi, tak człowiek właśnie – bez Boskiej miłości na poły zmarły, na poły zmorzony gaśnie zniszczony –
od Boga ognia upraszać się musi. Ten trwały sam jest na długie wieczności, szczęśliwy
wysycha, tak i ona.
Niepożyteczne lata i godziny, i żytło ze wszech miar niedoskonałe! Próżno je żyje i w liczbę prowadzi, kto niemiłości dopuści się winy i nie dla Boga życie chce mieć stałe, nie będzie trwałe, umarłe raczej, i co się on sadzi w rozum swój głupi, jako czcze perzyny wionie od Akwilona. 2.
Jako więc ogień w mokrej wilgotności, surowem k temu drewnem przyłożony, kwasząc się dymem, prędko się więc dusi, tak człowiek właśnie – bez Boskiej miłości na poły zmarły, na poły zmorzony gaśnie zniszczony –
od Boga ognia upraszać się musi. Ten trwały sam jest na długie wieczności, szczęśliwy
Skrót tekstu: WieszczArchGur
Strona: 62
Tytuł:
Archetyp
Autor:
Adrian Wieszczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory poetyckie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Anna Gurowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2001
do ściany zawiesić i tam dopiero wleźć, leżeć, po stołku. Jak w kolebce Jeżał, choć nie masz pościeli, miękko i pchły nie kąsają, ani inszy domowy robak. Nawet muchy nie przeszkadzają do spania, bo mam taką oganiaczkę z pierza ptaka chyneńskiego, która bez pomocy ludzkiej sama się chwieje, gdy wiatr wionie i tak chłopca do tej oganki nie potrzeba.
Z listów do P. Fagaszewskiego, pisanych de data z Miłobądza. Jakoś Wmć pisał. Jest ówdzie rzemieślnik do wygody, według żądania, luboż pijanica i tabacznik, jednakże na żółte i sine, i rzadkie włosy robi grzebienie z rysich, z lisich i wilczych
do ściany zawiesić i tam dopiero wleźć, leżeć, po stołku. Jak w kolebce Ieżał, choć nie masz pościeli, miękko i pchły nie kąsają, ani inszy domowy robak. Nawet muchy nie przeszkadzają do spania, bo mam taką oganiaczkę z pierza ptaka chyneńskiego, która bez pomocy ludzkiej sama się chwieje, gdy wiatr wionie i tak chłopca do tej oganki nie potrzeba.
Z listów do P. Fagaszewskiego, pisanych de data z Miłobądza. Jakoś Wmć pisał. Jest ówdzie rzemieśnik do wygody, według żądania, luboż pijanica i tabacznik, jednakże na żółte i sine, i rzadkie włosy robi grzebienie z rysich, z lisich i wilczych
Skrót tekstu: NowSakBad
Strona: 331
Tytuł:
Sakwy
Autor:
Cadasylan Nowohracki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
nie wcześniej niż 1649
Data wydania (nie wcześniej niż):
1649
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
, Traci on wdzięczny kolor; wieczór już nic po niej, Spadł kwiatek, cóż zostało? ciernie miasto woni. Do tegoć to, Wenerze święconego drzewka Podobna ślicznej twarzy i urody dziewka, Że choćby sama Wenus stanęła z Heleną, Jeżeli wierzyć oku, jej nie dojdzie ceną. Ledwie na nią z kobierca ślubnego wiatr wionie, Ledwie rękę da komu, aż blednie, aż płonie. Obaczże w miesiąc abo w kilka ją po ślubie, Nie poznasz, tak się barzo odmieni, tak zgrubię. Niechajże raz i drugi położne sekreta Odprawi — i sto razy przysiężesz, że nie ta. Gdy tak co rok szpetnieje, aże do
, Traci on wdzięczny kolor; wieczór już nic po niej, Spadł kwiatek, cóż zostało? ciernie miasto woni. Do tegoć to, Wenerze święconego drzewka Podobna ślicznej twarzy i urody dziewka, Że choćby sama Wenus stanęła z Heleną, Jeżeli wierzyć oku, jej nie dojdzie ceną. Ledwie na nię z kobierca ślubnego wiatr wionie, Ledwie rękę da komu, aż blednie, aż płonie. Obaczże w miesiąc abo w kilka ją po ślubie, Nie poznasz, tak się barzo odmieni, tak zgrubię. Niechajże raz i drugi położne sekreta Odprawi — i sto razy przysiężesz, że nie ta. Gdy tak co rok szpetnieje, aże do
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 438
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
co zaszyć Ani się łatać godzi, wróble z prosa straszyć. Pókiśmy w równi byli, póki nas fortuna Nie rozróżni, miałeś mnie nie za importuna, Ale za przyjaciela do rady, do zwady, Mną każdą dziurę zatkać, mną jednać sąsiady; Dziś, skorom się ja starzał, po tobie wiatr wionie, Inszych szukasz przyjaciół, jako na natonie Złej odszedszy siekiery. We mnie przykład wszytkiem, Że przyjaciel u ludzi pomienionym sitkiem: Mąkę nowym, a starym popiół siać na cynę; Nowych przyjaciół za stół, starych za drabinę. Prędko się zazieleni wierzbowy kół w płocie, Prędko uschnie. Ty o mnie, ja też
co zaszyć Ani się łatać godzi, wróble z prosa straszyć. Pókiśmy w równi byli, póki nas fortuna Nie rozróżni, miałeś mnie nie za importuna, Ale za przyjaciela do rady, do zwady, Mną każdą dziurę zatkać, mną jednać sąsiady; Dziś, skorom się ja starzał, po tobie wiatr wionie, Inszych szukasz przyjaciół, jako na natonie Złej odszedszy siekiery. We mnie przykład wszytkiem, Że przyjaciel u ludzi pomienionym sitkiem: Mąkę nowym, a starym popiół siać na cynę; Nowych przyjaciół za stół, starych za drabinę. Prędko się zazieleni wierzbowy kół w płocie, Prędko uschnie. Ty o mnie, ja też
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 159
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
mądra głowa cudzym mózgiem, kłama: Jeśli go w domu nie masz, bez morskiego szumu, Bez kosztu, szedłszy podle, nabędzie rozumu.” ... 414. NA WIATR WYPUŚCIĆ
Kwiat owocem, nadzieja skutkiem przyszłych rzeczy; Cóż, kiedy często darmo cieszy umysł człeczy. Padnie mróz na kwiat abo gorący wiatr wionie, Aż wczora siwe żółkną po sadach jabłonie. Choć krótki do okwitu czas miewają drzewa, Człek, czego życzy sobie, do śmierci spodziewa; Aż lada w dzień przygody padną niespodziane I pukną wiatrem jego nadzieje nadziane, Których, co jabłoń kwiecia abo trześnia pienia, Ma nań, a insze co raz fortuna odmienia
mądra głowa cudzym mózgiem, kłama: Jeśli go w domu nie masz, bez morskiego szumu, Bez kosztu, szedszy podle, nabędzie rozumu.” ... 414. NA WIATR WYPUŚCIĆ
Kwiat owocem, nadzieja skutkiem przyszłych rzeczy; Cóż, kiedy często darmo cieszy umysł człeczy. Padnie mróz na kwiat abo gorący wiatr wionie, Aż wczora siwe żółkną po sadach jabłonie. Choć krótki do okwitu czas miewają drzewa, Człek, czego życzy sobie, do śmierci spodziewa; Aż leda w dzień przygody padną niespodziane I pukną wiatrem jego nadzieje nadziane, Których, co jabłoń kwiecia abo trześnia pienia, Ma nań, a insze co raz fortuna odmienia
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 248
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, tak dalece, Że się mizerny strumyk głównej równa rzece), Choć krom brzucha na wino nie masz a języka, Którym w sławie i w cnocie większych nad się tyka. Aleć jest na dziś jutro, ba, i do wieczora Jeszcze daleko; może tym być, czym był wczora. Wznidzie słońce, wionie wiatr, miną z deszczem chmury, Aż w mizernym strumyku grzebą piasek kury. Kto nie umie fortuny płochopiórej zażyć, Prędko go odziać, prędzej może go obnażyć. Jeśli mu co fortuna da na świecie frysztu, Gorzej go diabeł w piekle ma wypierzyć niż tu, Gdzie, dziś bujając ptakiem, co szczekał i co
, tak dalece, Że się mizerny strumyk głównej równa rzece), Choć krom brzucha na wino nie masz a języka, Którym w sławie i w cnocie większych nad się tyka. Aleć jest na dziś jutro, ba, i do wieczora Jeszcze daleko; może tym być, czym był wczora. Wznidzie słońce, wionie wiatr, miną z deszczem chmury, Aż w mizernym strumyku grzebą piasek kury. Kto nie umie fortuny płochopiórej zażyć, Prędko go odziać, prędzej może go obnażyć. Jeśli mu co fortuna da na świecie frysztu, Gorzej go diabeł w piekle ma wypierzyć niż tu, Gdzie, dziś bujając ptakiem, co szczekał i co
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 278
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
wziąwszy do nieba na strawę. Albo się nawróć; trudno, kogo czart zatwardzi, Kto mu się da na powód, choćby chciał najbardziej. (61)
Skoro go Pan kawałkiem chleba inszym wydał Omoczonym w przystawce, nie rzkąc się nie wstydał, Ale jeszcze uraził; posępiwszy skronie Łbem kiwnie i od stołu jako upłoch wionie. A dokądże, Judaszu? wżdyć i pies od człeka Wziąwszy kawałek chleba tak w skok nie ucieka! Alboś co zjadł w tym chlebie, coć go Pan udzielił Nad insze apostoły, żeś się tak odstrzelił? Nie obejźry się nazad; wołaj, nie usłuchnie, Jeśli ruszywszy sadła pies ucieka z
wziąwszy do nieba na strawę. Albo się nawróć; trudno, kogo czart zatwardzi, Kto mu się da na powód, choćby chciał najbardziej. (61)
Skoro go Pan kawałkiem chleba inszym wydał Omoczonym w przystawce, nie rzkąc się nie wstydał, Ale jeszcze uraził; posępiwszy skronie Łbem kiwnie i od stołu jako upłoch wionie. A dokądże, Judaszu? wżdyć i pies od człeka Wziąwszy kawałek chleba tak w skok nie ucieka! Alboś co zjadł w tym chlebie, coć go Pan udzielił Nad insze apostoły, żeś się tak odstrzelił? Nie obejźry się nazad; wołaj, nie usłuchnie, Jeśli ruszywszy sadła pies ucieka z
Skrót tekstu: PotZacKuk_I
Strona: 558
Tytuł:
Nowy zaciąg ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1680
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
mu wtedy na nosie coś była za mucha Usiadła, gdym do niego posłała eunucha. Aleć nie dziw! tak ludzkiej kondycji dola Niesie, że każdy musi mieć swojego mola, Co go gryzie. Więc i on, będąc w turbacjej, Właśnie jak podczas burze bez rekollekcjej Dał respons. Ale skoro Fawonius łaskawy Wionie, na czas gdy trafię, me imprezy w kawy Nie pójdą. Właśnie-ć to on mnie gra na przykory!« Dyszkanty z kwintą – Basy
Więc co je była wzięła z koronami wzory Położywszy — powtórnie wyprawuje posła, Gdy jej nowa pociechy nadzieja urosła, Z takowem ordynansem: »Podź, mów,
mu wtedy na nosie coś była za mucha Usiadła, gdym do niego posłała eunucha. Aleć nie dziw! tak ludzkiej kondycyej dola Niesie, że każdy musi mieć swojego mola, Co go gryzie. Więc i on, będąc w turbacyej, Właśnie jak podczas burze bez rekollekcyej Dał respons. Ale skoro Fawonius łaskawy Wionie, na czas gdy trafię, me imprezy w kawy Nie pojdą. Właśnie-ć to on mnie gra na przykory!« Dyszkanty z kwintą – Basy
Więc co je była wzięła z koronami wzory Położywszy — powtornie wyprawuje posła, Gdy jej nowa pociechy nadzieja urosła, Z takowem ordynansem: »Podź, mow,
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 27
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949