ujrzawszy kolor twojej wargi. Nawet i same śniegi sadzami się stają, Kiedy się do twej pięknej szyje przyrównają, Pod którą co zazdrosne kryją bawełnice, Nie moja rzecz zachodzić w takie tajemnice. Ale jak słońce choć się za chmurę zakryje, Przecię na wszytkę ziemię blask od niego bije, Tak tu łakome oczy przecię się wkradają I przez zasłony cienkich rąbków przenikają. Nie wspomnię, pięknej ręki, ach kochanej ręki, I ta sercu zadaje memu ciężkie męki. Ostatek cale oczom skrył ubior bogaty, Ale stan twój cudowny zdobi wszytkie szaty. Bieżą malarze w swoim rzemieśle ćwiczeni, Bieżą snycerze i ci, co robią z kamieni, Żeby cię
ujrzawszy kolor twojej wargi. Nawet i same śniegi sadzami się stają, Kiedy się do twej pięknej szyje przyrownają, Pod ktorą co zazdrosne kryją bawełnice, Nie moja rzecz zachodzić w takie tajemnice. Ale jak słońce choć się za chmurę zakryje, Przecię na wszytkę ziemię blask od niego bije, Tak tu łakome oczy przecię się wkradają I przez zasłony cienkich rąbkow przenikają. Nie wspomnię, pięknej ręki, ach kochanej ręki, I ta sercu zadaje memu ciężkie męki. Ostatek cale oczom skrył ubior bogaty, Ale stan twoj cudowny zdobi wszytkie szaty. Bieżą malarze w swoim rzemieśle ćwiczeni, Bieżą snycerze i ci, co robią z kamieni, Żeby cię
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 374
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
nie pragnąc, mając swoje. Tego zegarkiem, tabakierą ukontentujesz. L L L
LAs czy wielki, czy mały, powinien być oszczędzany, jednak nie zbytecznie, bo będzie las, a nie będzie nas. Postanowić leśniczych, aby obieżdzali lasy, nawet i w Święta największe, w słoty, burze, bo wtedy się wkradają chłopi niespodziewając się straży. Edykt uczynić w dobrach, aby drzewa pięknego i pożytecznego nie wycinano na opał; co na budowanie za licencją dworu mogą sobie chłopi i dobre wycinać drzewo. Leżączek, krzywul, grabiny, leszczyny nikomu nie b onić, a dopieroż wierzbiny, olszyny, buczyny. Lipy, trzesnie
nie pragnąc, maiąc swoie. Tego zegarkiem, tabakierą ukontentuiesz. L L L
LAs czy wielki, czy mały, powinien bydź oszczędzany, iednak nie zbytecznie, bo będzie las, a nie będzie nas. Postanowić lesniczych, áby obieżdzali lasy, nawet y w Swięta naywiększe, w słoty, burze, bo wtedy się wkradaią chłopi niespodziewaiąc się straży. Edykt uczynić w dobrach, aby drzewa pięknego y pożytecznego nie wycinano na opał; co na budowanie za licencyą dworu mogą sobie chłopi y dobre wycinać drzewo. Leżączek, krzywul, grabiny, leszczyny nikomu nie b onić, á dopieroż wierzbiny, olszyny, buczyny. Lipy, trzesnie
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 420
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
albowiem rzeczy sobie przeciwnej chcąc pozbyć: miesza się i porusza. Oprócz tego są inne przyczyny.
NAprzód sercu rzeczy przeciwne, jako to wapory, albo wiatry, które wielością i jakowością (wkradając się in sinus cordis) molestyą przynoszą, także gdy się do serca naściaga wiele humorów jadowitych, i grubych, z których wapory wkradają się in stnius cordis, mięszając się w nich, drzenie sprawują: co pospolicie bywa w malignach, w powierzchnych gorączkach, w truciznie zadanej, etc. Item. Przyczyną drzenia serca bywają robaki zgniłe, krew Miesięczna przetrzymana, i zgniła, nasienie przetrzymane, albo insza jaka materia zepsowana. Item. Krew zbytnia serca sinius
álbowiem rzeczy sobie przeciwney chcąc pozbyć: miesza sie y porusza. Oprocz tego są inne przyczyny.
NAprzod sercu rzeczy przećiwne, iáko to wapory, álbo wiátry, ktore wielośćią y iákowośćią (wkradáiąc się in sinus cordis) molestyą przynoszą, tákże gdy się do sercá náśćiaga wiele humorow iádowitych, y grubych, z ktorych wapory wkradáią się in stnius cordis, mięszáiąc się w nich, drzenie spráwuią: co pospolićie bywa w málignách, w powierzchnych gorączkách, w trućiznie zádáney, etc. Item. Przyczyną drzenia sercá bywáią robaki zgniłe, krew Miesięczna przetrzymána, y zgniła, nasienie przetrzymáne, álbo insza iáka máterya zepsowána. Item. Krew zbytnia sercá sinius
Skrót tekstu: CompMed
Strona: 172
Tytuł:
Compendium medicum
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Jasnej Góry Częstochowskiej
Miejsce wydania:
Częstochowa
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1719
Data wydania (nie później niż):
1719
Chcąc poprobować dzieła rycerskiego. Wtym Koniecpolski, syn niegdy wielkiego Hetmana w Polsce bardzo szczęśliwego, Marsowe plemię, mąż z ojca serdeczny, Ten insult widząc w ordyńcach bezpieczny Rzecze: „Mój Boże, jak ci, co samego Imienia ojca bali się mojego, Teraz Fortunę tak prędko łapają, A jako wilcy do nas się wkradają! Mnie, Królu polski, mnie, mój Panie drogi, Każ na szczęśliwe wojny wstąpić progi! Po mnie obaczysz, jakie szczęście będzie, Jako się dalej ta bitwa powiedzie.” Zatym jako skra, gdy się ogień wznieci, Szeroko wszędzie z swym pożarem leci, Tak on potyczkę bierze na swą rękę I z
Chcąc poprobować dzieła rycerskiego. Wtym Koniecpolski, syn niegdy wielkiego Hetmana w Polszcze bardzo szczęśliwego, Marsowe plemię, mąż z ojca serdeczny, Ten insult widząc w ordyńcach bezpieczny Rzecze: „Mój Boże, jak ci, co samego Imienia ojca bali się mojego, Teraz Fortunę tak prędko łapają, A jako wilcy do nas się wkradają! Mnie, Królu polski, mnie, mój Panie drogi, Każ na szczęśliwe wojny wstąpić progi! Po mnie obaczysz, jakie szczęście będzie, Jako się dalej ta bitwa powiedzie.” Zatym jako skra, gdy się ogień wznieci, Szeroko wszędzie z swym pożarem leci, Tak on potyczkę bierze na swą rękę I z
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 108
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
Mojej krwie bliskiej, mam Chymerżynego Srednią część ciala, mam także pożary Któremi tnął wół kolchicki bez miary, Com wszystko z Zołcią Meduzy zmięszła. I w dobrym trzymać chowaniu kazała Przydaj Hekate wszystkm jadom siły, Niechby wnich ognie ułożone żyły. Zachowaj dobrze niechaj omylają Wzrok i dotknienie; niech się wpierś wkradają. I wżyły ognie, nechaj się tlą kości I członki, niechaj zwycięży światłości Swe Pani Młoda, Młosem zapalonem: Już mam swe wota, trzykroć swoim tonem Śmiała Hekate szczeknęła wswiątyni, Wiem dobry ogień, przy ślubie Uczyni. Już się wszystko skończyło; więcże dzieci gdzie są? Które dar Paniej Młodej, tak
Moiey krwie bliskiey, mąm Chymerżynego Srednią częśc ćiálá, mąm tákże pożary Ktoręmi thnął woł kolchicki bez miáry, Com wszystko z Zołcią Meduzy zmięszłá. I w dobrym trzymáć chowániu kazáłá Przyday Hekáte wszystkm iádom siły, Niechby wnich ognie ułożone żyły. Zachoway dobrze niechay omyláią Wzrok y dotknięnie; niech się wpierś wkradáią. I wżyły ogńie, nechay się tlą kośći I cżłonki, niechay zwyćięży swiátłośći Swe Páni Młoda, Młosęm zapálonęm: Już mąm swe wotá, trzykroć swoim tonęm Smiáła Hekate szczeknęłá wswiątyni, Więm dobry ogięń, przy slubie Vczyni. Już się wszystko skończyło; więcże dźieći gdźie są? Ktore dar Pániey Młodey, ták
Skrót tekstu: SenBardzTrag
Strona: 111
Tytuł:
Smutne Starożytności Teatrum, to jest Tragediae Seneki rzymskiego
Autor:
Seneka
Tłumacz:
Jan Alan Bardziński
Drukarnia:
Jan Christian Laurer
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
kiedybyście używały same/ którym to podobno przystoi/ takich wymyślnych strojów: Ale widzicie same/ iż nie tylko wy uczciwe białegłowy /cno- ty i stateczności swej przestrzegające/ ale też i nie rządne/ używają waszych strojów/ niecnota/ obłoczy się w szatęwaszej Cnoty/ stamu podłego niewiasty/ przez strój jednaki/ wkradają się w wasz Szlachecki Stan. Przeto samybyście miały o to prosić/ aby miedzy wami rząd zwierzchność uczyniła/ przez udzielny urząd: Z. Paweł opisał wazse stroje/ czego by był zaniechał/ gdyby widział iżby Rzeczyposp. i Kościołowi dla przykładu/ abo zgorszenia/ mało na tym należało: przeto szczedłby się
kiedybyśćie vżywáły sáme/ ktorym to podobno przystoi/ tákich wymyślnych stroiow: Ale widzićie sáme/ iż nie tylko wy vczćiwe białegłowy /cno- ty y státecznosći swey przestrzegáiące/ ále też y nie rządne/ vżywáią wászych stroiow/ niecnota/ obłoczy się w szátęwászey Cnoty/ sstamu podłego niewiásty/ przez stroy iednáki/ wkradáią się w wász Sláchecki Stan. Przeto sámybyśćie miáły o to prośić/ áby miedzy wámi rząd zwierzchnosć vcżyniłá/ przez vdzielny vrząd: S. Páweł opisał wázse stroie/ czego by był zániechał/ gdyby widział iżby Rzeczyposp. y Kośćiołowi dla przykłádu/ ábo zgorszenia/ máło ná tym należáło: przeto szczedłby się
Skrót tekstu: GostSpos
Strona: 131
Tytuł:
Sposob jakim góry złote, srebrne, w przezacnym Królestwie Polskim zepsowane naprawić
Autor:
Wojciech Gostkowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
ekonomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1622
Data wydania (nie wcześniej niż):
1622
Data wydania (nie później niż):
1622
duszę jego grzeszną, Deum prece ora. Przemowa Rytmem opisana.
Skąd się chorób tak wiele, w ludzkim ciele rodzi, I co zdrowiu naszemu, osobliwie szkodzi. Czemu ludzi tak wiele, codziennie umiera, Więcej młodych i silnych śmierć gwałtownie zbiera. Galenus, i Medycy wszyscy nauczają, Ze się gębą do ludzi choroby wkradają. Skąd Podagry, gorączki, nazwane Hektyki. Skąd boleści w junkturach, w biodrach Scjatyki. Skąd kamienie w pęcherzu, i nerkach się rodzą, Skąd się krosty i guzy, po ciele rozchodzą. Skąd Suchoty, Puchliny, Szkorbot i Mania, Skąd gorączki maligny, i Melancholia. I tym chorób podobnych, rozmaitych
duszę iego grzeszną, Deum prece ora. Przemowá Rytmem opisana.
ZKąd się chorob ták wiele, w ludzkim ćiele rodźi, Y co zdrowiu naszemu, osobliwie szkodźi. Czemu ludźi ták wiele, codźiennie umiera, Więcey młodych y śilnych śmierć gwałtownie zbiera. Gálenus, y Medycy wszyscy náuczáią, Ze się gębą do ludźi choroby wkradáią. Zkąd Podágry, gorączki, názwáne Hektyki. Zkąd boleśći w junkturách, w biodrách Scyátyki. Zkąd kámienie w pęcherzu, y nerkách się rodzą, Zkąd się krosty y guzy, po ćiele rozchodzą. Zkąd Suchoty, Puchliny, Szkorbot y Mánia, Zkąd gorączki máligny, y Meláncholia. Y tym chorob podobnych, rozmáitych
Skrót tekstu: PromMed
Strona: 4
Tytuł:
Promptuarium medicum
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1716
Data wydania (nie wcześniej niż):
1716
Data wydania (nie później niż):
1716
twoje czoło białe. I same nawet śniegi sadzami się stają, Kiedy się z twoją śliczną szyją porównają, Pod którą co zazdrosne kryją bawełnice, Nie moja rzecz zachodzić w takie tajemnice, Ale jak słońce, choć się za chmurę zakryje, Przecie po wszytkim świecie blask od niego bije, Tak tam łakome oczy przecie się wkradają I przez zasłony cienkich rąbków przenikają. O, kiedybyż te twoje na ścienie kryształy Reprezentować twoje piękności umiały, Snadno byś to uznała, jako ja w tej mierze, Gdy twą urodę chwalę, idę z tobą szczerze Nic ci nie pochlebując; uznałabyś i to, Jakie dla ciebie męki ponoszę sowito, Że
twoje czoło białe. I same nawet śniegi sadzami się stają, Kiedy się z twoją śliczną szyją porównają, Pod którą co zazdrosne kryją bawełnice, Nie moja rzecz zachodzić w takie tajemnice, Ale jak słońce, choć się za chmurę zakryje, Przecie po wszytkim świecie blask od niego bije, Tak tam łakome oczy przecie się wkradają I przez zasłony cienkich rąbków przenikają. O, kiedybyż te twoje na ścienie kryształy Reprezentować twoje piękności umiały, Snadno byś to uznała, jako ja w tej mierze, Gdy twą urodę chwalę, idę z tobą szczerze Nic ci nie pochlebując; uznałabyś i to, Jakie dla ciebie męki ponoszę sowito, Że
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 29
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975