, w rantuchach do ziemie ozdobnych, I z tych każdej trzebaby rumów tak osobnych, I pałacu takiego, ktoby chciał ich cnoty Przy wielkiem urodzeniu, a zaraz przymioty Należące stanowi i wdziękom płci białej, Udać godnie; - te to są, co dom ten polały Krwią swą wszystek i tyle przyjaźni weń wniosły, Skąd takie rozrodzenia i związki urosły Niemal mu ze wszystkiemi w wielkiej tej ojczyźnie Znaczniejszemi domami. Nigdy Nil tak żyznie Dotąd Leszczyńscy umarli w konterfetach owych wystawieni na Sali tego to pałacu. E diametro im matrony umarłe także domów różnych, skąd rodowitość i wielkie koniunkcje accesserunt domowi temu.
Nie polewa Egiptu, ani złota rodzi
, w rantuchach do ziemie ozdobnych, I z tych każdej trzebaby rumów tak osobnych, I pałacu takiego, ktoby chciał ich cnoty Przy wielkiem urodzeniu, a zaraz przymioty Należące stanowi i wdziękom płci białej, Udać godnie; - te to są, co dom ten polały Krwią swą wszystek i tyle przyjaźni weń wniosły, Zkąd takie rozrodzenia i związki urosły Niemal mu ze wszystkiemi w wielkiej tej ojczyznie Znaczniejszemi domami. Nigdy Nil tak żyznie Dotąd Leszczyńscy umarli w konterfetach owych wystawieni na Sali tego to pałacu. E diametro im matrony umarłe także domów różnych, zkąd rodowitość i wielkie konjunkcye accesserunt domowi temu.
Nie polewa Egiptu, ani złota rodzi
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 119
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
Nie Polska tylko, wszytkie miewały to kraje, Że w prawo obracały stare się zwyczaje. I to weszło w koronnych konstytucyj księgi, Żeby chłopa szlachcicem, purpurą siermięgi, Prócz potwierdziwszy sejmem obozu, nikędy Nie czynić, na hetmańską mając po tym względy, Na przyczynę województw, które przez swe posły Za takimi żołnierzmi instancyją wniosły. O, jakże by się dzisia szydła z woru kłuły, Gdyby nas przyszło do tej stosować reguły! Siłu królowie, okrom dawnych wolnowładnych Dziedzicznych, co nie mieli cyrkumskrypcyj żadnych. Siłu możniejszy, dla swej prywatnej wygody. Choć ani hetmana znał, ani wojewody, Tyle władzy na sejmach mając i powagi, Krom wszelkiego
Nie Polska tylko, wszytkie miewały to kraje, Że w prawo obracały stare się zwyczaje. I to weszło w koronnych konstytucyj księgi, Żeby chłopa szlachcicem, purpurą siermięgi, Prócz potwierdziwszy sejmem obozu, nikędy Nie czynić, na hetmańską mając po tym względy, Na przyczynę województw, które przez swe posły Za takimi żołnierzmi instancyją wniosły. O, jakże by się dzisia szydła z woru kłuły, Gdyby nas przyszło do tej stosować reguły! Siłu królowie, okrom dawnych wolnowładnych Dziedzicznych, co nie mieli cyrkumskrypcyj żadnych. Siłu możniejszy, dla swej prywatnej wygody. Choć ani hetmana znał, ani wojewody, Tyle władzy na sejmach mając i powagi, Krom wszelkiego
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 393
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
czcić Króla swego, i Jemu być posłusznemi; a w Rzeczach-pospolitych trzeba być podległym Urzędom. Ta jest powinność nie odmienna, i prawo przez wszystkie wieki po całym świecie przyjęte. Co jest wziętego w Państwie jakim przez długi zwyczaj, to nie powinno być odmienione, chyba dla mocniejszych przyczyn, niżeli były owe które tę rzecz wniosły, i pożyteczniejszych dobru powszechnemu do którego każdy obligowany jest przykładać się. Nowości, które partykularne Osoby chcą wprowadzać w rząd jakiego Królestwa, bardziejby osłabiły, a niżeli utwierdziły albo pomnożyły Jego potęgę. Pełna jest Historia przykładów, które tej prawdy dowodzą. Daremnie ci, którzy powstają przeciwko swojej zwierzchności, uskarżają się na ich
czcić Krola swego, y Jemu być posłusznemi; a w Rzeczach-pospolitych trzeba być podległym Urzędom. Ta iest powinność nie odmienna, y prawo przez wszystkie wieki po całym świecie przyięte. Co iest wziętego w Państwie iakim przez długi zwyczay, to nie powinno być odmienione, chyba dla mocnieyszych przyczyn, niżeli były owe ktore tę rzecz wniosły, y pożytecznieyszych dobru powszechnemu do ktorego każdy obligowany iest przykładać się. Nowości, ktore partykularne Osoby chcą wprowadzać w rząd iakiego Krolestwa, bardzieyby osłabiły, a niżeli utwierdziły albo pomnożyły Jego potęgę. Pełna iest Historya przykładow, ktore tey prawdy dowodzą. Daremnie ci, ktorzy powstaią przeciwko swoiey zwierzchnośći, uskarżaią się na ich
Skrót tekstu: AkDziec
Strona: 78
Tytuł:
Akademia dziecinna albo zbiór nauk różnych
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia JKM i Rzeczypospolitej Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1761
Data wydania (nie wcześniej niż):
1761
Data wydania (nie później niż):
1761
każdy z swą kartą przyszedszy, swe zdanie W pół okrętu powiada i swoje mniemanie Tam, kędy marynarze, w gromadę zebrani, Do rady od starszego szypra są zwołani. PIEŚŃ XIX.
XLVI.
Jeden mówi, że są nad Limisonem, kędy Syrty są niebezpieczne; drugi to za błędy Rozumie i powiada, że ich wniosły wały Niedaleko Trypola między ostre skały; Ten, że są Satoliej blisko zaniesieni, Twierdzi i tem zawiera, że już są straceni. Każdy, różno mniemając, przy swem zdaniu stoi, Ale się każdy równo i jednako boi.
XLVII.
Trzeciego dnia sroższy wiatr sroższe niepogody Przyniósł z sobą i ze dna wzburzył morskie wody
każdy z swą kartą przyszedszy, swe zdanie W pół okrętu powiada i swoje mniemanie Tam, kędy marynarze, w gromadę zebrani, Do rady od starszego szypra są zwołani. PIEŚŃ XIX.
XLVI.
Jeden mówi, że są nad Limisonem, kędy Syrty są niebezpieczne; drugi to za błędy Rozumie i powiada, że ich wniosły wały Niedaleko Trypola między ostre skały; Ten, że są Satoliej blizko zaniesieni, Twierdzi i tem zawiera, że już są straceni. Każdy, różno mniemając, przy swem zdaniu stoi, Ale się każdy równo i jednako boi.
XLVII.
Trzeciego dnia sroższy wiatr sroższe niepogody Przyniósł z sobą i ze dna wzburzył morskie wody
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 97
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
, Zrzuci i z Wschodu całego kajdany, Wznidzie wesoło za sprawą obrońcę Swego tak dawno pojmane Słońce, A chrześcijański lud, z dawnego czasu Jęcząc w niewoli, z twardego tarasu Męstwem odbity tak walecznej ręki, Odda swe Bogu śluby, jemu dzięki. W jako zaś wielki Dom i jak wyniosły Przychylne nieba i znowu cię wniosły, Rado by pióro życzliwe wspomniało, Ale by takiej pracy nie zdołało. Orzeł ten, który spowinnowacenie Miał i z Koronnym, w słoneczne promienie Patrzy; moję blask zrzenicę przenika, Niechże to za mnie odprawi kronika, Wszak jej bogatych materii przybywa Z tej sławy i z tych dzieł, w których opływa I które
, Zrzuci i z Wschodu całego kajdany, Wznidzie wesoło za sprawą obrońcę Swego tak dawno poimane Słońce, A chrześcijański lud, z dawnego czasu Jęcząc w niewoli, z twardego tarasu Męstwem odbity tak walecznej ręki, Odda swe Bogu śluby, jemu dzięki. W jako zaś wielki Dom i jak wyniosły Przychylne nieba i znowu cię wniosły, Rado by pióro życzliwe wspomniało, Ale by takiej pracy nie zdołało. Orzeł ten, który spowinnowacenie Miał i z Koronnym, w słoneczne promienie Patrzy; moję blask zrzenicę przenika, Niechże to za mnie odprawi kronika, Wszak jej bogatych materyi przybywa Z tej sławy i z tych dzieł, w których opływa I które
Skrót tekstu: MorszZEmbWyb
Strona: 279
Tytuł:
Emblemata
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
emblematy
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wybór wierszy
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975
odważny, i ów natarczywy Śmiałość z Fortuną mieli bez nagany Ów do Ammona przechodził Afrykę I suchą w piaskach zwiedził Marmarykę. CLXXXVII. Bez wiatrów przebył Pamfylijskie topy Gdzie mu burz szczęście przytrzymało dziwne A gdy go lały w podrozy zatopy; Silny deszcz; wiatry rozchwiały przeciwne Indyjskie Morza znały jego tropy Pierwszego na mur drabiny zażywne Wniosły, skąd w pośród, jako palec goły Miedzy swe skoczył sam Nieprzyjacioły. CLXXXVIII. Trzynaście ran wziął, i nigdy niezbity Jedną i drugą bitwą kończył wojny W Europie Straszny był i znamienity I Grecki naród zahołdował zbrojny Który w wolności tak był nie użyty Ze się nikomu nie dał w rząd spokojny Ledwie go Filip i to
odważny, y ow natarczywy Smiałość z Fortuną mieli bez nagany Ow do Ammona przechodźił Affrykę I suchą w piaskach zwiedźił Marmarykę. CLXXXVII. Bez wiatrow przebył Pamphyliyskie topy Gdźie mu burz szcześćie przytrzymało dźiwne A gdy go lały w podrozy zatopy; Silny deszcz; wiatry rozchwiały przećiwne Indyiskie Morza znały iego tropy Pierwszego na mur drabiny zazywne Wniosły, zkąd w posrzod, iako palec goły Miedzy swe skoczył sam Nieprzyiaćioły. CLXXXVIII. Trzynaście ran wziął, y nigdy niezbity Iedną y drugą bitwą kończył woyny W Europie Straszny był y znamienity I Grecki narod zahołdował zbroyny Ktory w wolnośći tak był nie użyty Ze śię nikomu nie dał w rząd spokoyny Ledwie go Philip y to
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 51
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693
Samu więźniów przepatrowac ziadą Miedzy inszemi co ich tylu wsadzą Siwego Starca przed nich wyprowadzą. CXVII. Ów grubą odzież i włos ma zarosły, Ze go ani ten znać, ani ów może: Toż gdy nazwiskiem pomienion przez posły: Skoczy Syn z krzesła do jego obroże; I z płaczem, co go za losy tu wniosły Pyta, i które szczęście nad nim sroże? A poskromiwszy żal, krzyknie z weselem Ten ci Cesarzu był Nieprzyjacielem! CXVIII. Ja towarzyszem, on karę zasłużył, Ja zaś nagrodę; więc cię o to proszę, Ponieważ do tąd nędzny wiek przedłuzył, Niech albo ja go z łaski twej odnoszę; Albo jeżeli w
Samu więzniow przepatrowac ziadą Miedzy inszemi co ich tylu wsadzą Siwego Starca przed nich wyprowadzą. CXVII. Ow grubą odzież y włos ma zarosły, Ze go ani ten znać, ani ow może: Tosz gdy nazwiskiem pomienion przez posły: Skoczy Syn z krzesła do iego obroże; I z płaczem, co go za losy tu wniosły Pyta, y ktore sżczęscie nad nim sroże? A poskromiwszy żal, krzyknie z weselem Ten ci Cesarzu był Nieprzyiacielem! CXVIII. Ia towarzyszem, on karę zasłużył, Ia zas nagrodę; więc cię ó to proszę, Poniewasz do tąd nędzny wiek przedłuzył, Niech albo ia go z łaski twey odnoszę; Albo ieżeli w
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 188
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693
ziemi wkradły się nierządy.
Co Popielowa żonka Stryjom porobiła Wiemy; co Ryksa złego Mieczysława żona/ Która Niemców przybrawszy do swych rad tajemnych/ A Polaki się brzydząc/ jako psy zdechłemi/ Uciekła Polską z Synem Koronę wykradszy/ A złe tylko wspomnienie Lachom zostawiwszy I niewstydliwym życiem Polską zaraziwszy.
Potym Krystyny z NIemiec nowe obyczaje Wniosły/ i narobiły Dobieszów bezecnych Dla których Dunin pozbył i oczu i gardła. Już i śrzedniego wieku nie nowina cudze Loża plugawić było brzydkim obcowaniem. Księgi Wtórej. Które tem laty pospolite.
A cóż teraźniejszego? i wyliczyć trudno/ Gdy sam wstyd niedopuszcza wszystkiego wynurzać. Ty przecię żenić się chcesz/ słyszę/ Stanisławie
źiemi wkradły się nierządy.
Co Popielowa żonká Stryiom porobiłá Wiemy; co Ryxa złego Mieczysławá żoná/ Ktora Niemcow przybrawszy do swych rad táiemnych/ A Polaki się brzydząc/ iáko psy zdechłemi/ Vćiekła Polską z Synem Koronę wykradszy/ A złe tylko wspomnienie Lachom zostawiwszy Y niewstydliwym żyćiem Polską záraźiwszy.
Potym Krystyny z NIemiec nowe obyczáie Wniosły/ y nárobiły Dobieszow bezecnych Dla ktorych Dunin pozbył y oczu y gardłá. Iusz y śrzedniego wieku nie nowiná cudze Lożá plugawić było brzydkim obcowániem. Xięgi Wtorey. Ktore tem laty pospolite.
A cosz teráznieyszego? y wyliczyć trudno/ Gdy sąm wstyd niedopuszczá wszystkiego wynurzáć. Ty przećię żenić się chcesz/ słyszę/ Stánisławie
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 32
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
pytaj kopy od potrzeby. Jakoby właśnie z Nieba płynąć wszystko miało By najwięcej potrzeba. Założywszy ręce Gotowego czekamy/ Tak on apud Flaccum Rusticus expectat ut defluat amnis, at ille Labitur et in omne labetur volubilis aevum. Wżdyć Państwa zbytkiem giną/ niech będzie przykładem Rzym on/ i władza jego/ pokąd się nie wniosły Zbytki i delicje cudzoziemskie/ potąd Stał i kwitnął i słynął. Te go obaliły/ Tego na się wzajemnie wsadziły; bo z zbytku/ Roście i niedostatek/ i nędza/ a ta zaś Pobudza do zamysłów w Ojczyźnie szkodliwych. Bo durum pauperies, opprobrium iubet Quidvis tak ktoś powiedział facere et pati. Tegoż się
pytay kopy od potrzeby. Iákoby właśnie z Niebá płynąć wszystko miáło By naywięcey potrzebá. Záłożywszy ręce Gotowego czekamy/ Ták on apud Flaccum Rusticus expectat ut defluat amnis, at ille Labitur et in omne labetur volubilis aevum. Wżdyć Páństwá zbytkiem giną/ niech będźie przykładem Rzym on/ y władza iego/ pokąd się nie wniosły Zbytki y delicye cudzoźiemskie/ potąd Stał y kwitnął y słynął. Te go obaliły/ Tego ná się wzaiemnie wsadźiły; bo z zbytku/ Rośćie y niedostatek/ y nędza/ á ta záś Pobudza do zámysłow w Oyczyznie szkodliwych. Bo durum pauperies, opprobrium iubet Quidvis ták ktoś powiedźiał facere et pati. Tegosz się
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 91
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
majętnościami? Na majdan prędko majętność stawili, Worki na bruku z franty rozproszyli. A widzisz, że ten wieprz pożyteczniejszy Po śmierci niż był żyjąc i ładniejszy. Gdyż widzisz, jak się wielom tu dostało Po onym, co mu zawsze było mało. Ehej jak marnie takie zbiory poszły A jak się nagle w cudze domy wniosły. Tak trzeba było: Bo z zbiorów chciwego Niema się cieszyć potomek wtorego — Są też łakomcy rodzaju inszego, Którzy potomstwa choć nie mają swego, Na cudze domy tak chciwie zbierają, Jak owi pierwszy, nic im Wprzód nie dają. Tak są podobni ci owym, tym owi, Jako podobien zając zającowi.
majętnościami? Na majdan prędko majętność stawili, Worki na bruku z franty rozproszyli. A widzisz, że ten wieprz pożyteczniejszy Po śmierci niż był żyjąc i ładniejszy. Gdyż widzisz, jak się wielom tu dostało Po onym, co mu zawsze było mało. Ehej jak marnie takie zbiory poszły A jak się nagle w cudze domy wniosły. Tak trzeba było: Bo z zbiorow chciwego Niema sie cieszyć potomek wtorego — Są też łakomcy rodzaju inszego, Ktorzy potomstwa choć nie mają swego, Na cudze domy tak chciwie zbierają, Jak owi pierwszy, nic im wprzod nie dają. Tak są podobni ci owym, tym owi, Jako podobien zając zającowi.
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 20
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910