Rodzonych zwykła wadzić pod jedną wątrobą, Nie postrzeżona w żadnym z nas nigdy nikomu; Precz spadki, precz z naszego sukcesyje domu. Uprzątnął Bóg wszelakie okazje zwady; I z sobą, i z dobrymi pokój nam sąsiady. Do cnoty i jedności, co braterskiej ligi Nie rwie, owszem ją zmacnia, szliśmy na wyścigi. Spólny nam był przyjaciel, przeto rzadki, co by Z trzoma, czemu Herkules nie zdoła, chciał próby: Nietrudno każdy strzałę pojedynkiem zwinie; Oprze mu się, rozumiem, związana w tuzinie. U żadnego nie postał, rzadkie i to dziwy, O dług albo kryminał pozew sprawiedliwy. Sędziami tylko grody znały i
Rodzonych zwykła wadzić pod jedną wątrobą, Nie postrzeżona w żadnym z nas nigdy nikomu; Precz spadki, precz z naszego sukcesyje domu. Uprzątnął Bóg wszelakie okazyje zwady; I z sobą, i z dobrymi pokój nam sąsiady. Do cnoty i jedności, co braterskiej ligi Nie rwie, owszem ją zmacnia, szliśmy na wyścigi. Spólny nam był przyjaciel, przeto rzadki, co by Z trzoma, czemu Herkules nie zdoła, chciał próby: Nietrudno każdy strzałę pojedynkiem zwinie; Oprze mu się, rozumiem, związana w tuzinie. U żadnego nie postał, rzadkie i to dziwy, O dług albo kryminał pozew sprawiedliwy. Sędziami tylko grody znały i
Text ID: PotFrasz1Kuk_II
Page: 87
Title:
Ogród nie plewiony
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Genre:
epigrams
Humorous:
no
Release date:
1677
Release date (no earlier than):
1677
Release date (no later than):
1677
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
końców gór tykały. Uciekaj na wierzchołki lotnych Serafinów i na wyższe nad gwiazdy góry Cherubinów, na tych bowiem są górach ognie tak gorące, że ich nie zniosą serca w nizinach będące. I mnie w ogień przemienić może iskra mała, trudno tedy, bym całą pochodnią strzymała. Uciekaj i lotnymi co prędzej nogami na wyścigi wyprzedzaj jelenie z sarnami. Ta jedna, gdy więc będziesz przede mną umykał, żebyś się oglądając, z mych oczu nie znikał, jak więc Miesiąc im pilniej patrzy w promień Słońca, tym więcej w odbieraniu światła nie ma końca. Przebacz, proszę, że słabość sił moich wyznawam, ani żyję bez Ciebie,
końców gór tykały. Uciekaj na wierzchołki lotnych Serafinów i na wyższe nad gwiazdy góry Cherubinów, na tych bowiem są górach ognie tak gorące, że ich nie zniosą serca w nizinach będące. I mnie w ogień przemienić może iskra mała, trudno tedy, bym całą pochodnią strzymała. Uciekaj i lotnymi co prędzej nogami na wyścigi wyprzedzaj jelenie z sarnami. Ta jedna, gdy więc będziesz przede mną umykał, żebyś się oglądając, z mych oczu nie znikał, jak więc Miesiąc im pilniej patrzy w promień Słońca, tym więcej w odbieraniu światła nie ma końca. Przebacz, proszę, że słabość sił moich wyznawam, ani żyję bez Ciebie,
Text ID: HugLacPrag
Page: 179
Title:
Pobożne pragnienia
Author:
Herman Hugon
Translator:
Aleksander Teodor Lacki
Place of publication:
nieznane
Region:
Grand Duchy of Lithuania
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Subject:
religion
Humorous:
no
Release date:
1673
Release date (no earlier than):
1673
Release date (no later than):
1673
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Krzysztof Mrowcewicz
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
"Pro Cultura Litteraria"
Release date of the modern edition:
1997
wiecznej sławy matka, Bogini Mnemosyna, była im za świadka: Ta chwaliła koncepty, miarkowała głosy. Tam też kęs helikońskiej nazbierawszy rosy, Dostawszy pióra, które lotny Pegaz zronił, W gęstym krzaku rozwitej leszczynym się schronił. Piszę przez trzecie słowo, a prawie na migi, Co te nucą, o lepszą idąc na wyścigi. Prawdę rzekszy, dzieło to nie człowieczej ręki Wiekuistej pamiątki godne pisać dźwięki;
Atoli bez papieru, jako tako przecie Na liścium to lipowym notował co trzecie: Wszak nim świat do papiernie znalazł rzemieślnika, Lipowego na listy zażywano łyka. APOLLO
Tu, tu, me drogie siostry, Jowiszowe córy, Miejsce uformowane od samej
wiecznej sławy matka, Bogini Mnemosyna, była im za świadka: Ta chwaliła koncepty, miarkowała głosy. Tam też kęs helikońskiej nazbierawszy rosy, Dostawszy pióra, które lotny Pegaz zronił, W gęstym krzaku rozwitej leszczynym się schronił. Piszę przez trzecie słowo, a prawie na migi, Co te nucą, o lepszą idąc na wyścigi. Prawdę rzekszy, dzieło to nie człowieczej ręki Wiekuistej pamiątki godne pisać dźwięki;
Atoli bez papieru, jako tako przecie Na liścium to lipowym notował co trzecie: Wszak nim świat do papiernie znalazł rzemieślnika, Lipowego na listy zażywano łyka. APOLLO
Tu, tu, me drogie siostry, Jowiszowe córy, Miejsce uformowane od samej
Text ID: PotSielKuk_I
Page: 107
Title:
Sielanka
Author:
Wacław Potocki
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
pastorals
Humorous:
no
Release date:
1676
Release date (no earlier than):
1676
Release date (no later than):
1676
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Dzieła
Editor of the modern edition:
Leszek Kukulski
Place of publication of the modern edition:
Warszawa
Publisher of the modern edition:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Release date of the modern edition:
1987
miedzy rzeźwią młodzią sam królewic prawy, Kiedy przyszło pokazać rycerskie zabawy, Przed wszystkimi i konia ochotniej doskoczyć, I przystojniej go osieść, i gładzej nim toczyć, I drzewem złożyć miernie lub też lotne strzały Z cięgłego łuku równy pierścień ubijały Lub oszczepem do mieśca rzucić przychodziło; Przed wszystkimi mu szczęście pochwałę darzyło. Ani na wyścig żaden równał mu rączością, Ani w inszych przystojnych igrzyskach dzielnością. Osobliwie Minerwa za jedno kochanie Miała go i my, Muzy, przedniejsze staranie Czyniełyśmy o jego ćwiczeniach uczciwych, Zaprawując mu serce do cnót świętobliwych I do pięknej mądrości. Taki więc szczep nowy, Kiedy mu bujna ziemia służy i wiatr zdrowy, Pilnego ogrodnika ręką
miedzy rzeźwią młodzią sam królewic prawy, Kiedy przyszło pokazać rycerskie zabawy, Przed wszystkimi i konia ochotniej doskoczyć, I przystojniej go osieść, i gładzej nim toczyć, I drzewem złożyć miernie lub też lotne strzały Z cięgłego łuku równy pierścień ubijały Lub oszczepem do mieśca rzucić przychodziło; Przed wszystkimi mu szczęście pochwałę darzyło. Ani na wyścig żaden równał mu rączością, Ani w inszych przystojnych igrzyskach dzielnością. Osobliwie Minerwa za jedno kochanie Miała go i my, Muzy, przedniejsze staranie Czyniełyśmy o jego ćwiczeniach ućciwych, Zaprawując mu serce do cnót świętobliwych I do pięknej mądrości. Taki więc szczep nowy, Kiedy mu bujna ziemia służy i wiatr zdrowy, Pilnego ogrodnika ręką
Text ID: SzymSiel
Page: 92
Title:
Sielanki
Author:
Szymon Szymonowic
Place of publication:
Zamość
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Humorous:
no
Release date:
1614
Release date (no earlier than):
1614
Release date (no later than):
1614
Modern edition:
yes
Title of anthology:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Editor of the modern edition:
Janusz Pelc
Place of publication of the modern edition:
Wrocław
Publisher of the modern edition:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Release date of the modern edition:
1964
przez moję lichą umiejętność w Matematyce jego łaskawość utrzymywał. Nawodziłem w tym Steleja, com tylko o tych rzeczach wiedział, i gdy Arytmetykę, którą mu jego własny podał Ociec, barzo dobrze jeszcze umiał; tak był w pół roka w tych wszystkich naukach, sposobnym, jak i ja. J takeśmy na wyścigi pracowali, a Gubernator nie byłby nas mógł barziej utrapić, jak gdyby nam był rozkazał, tej zabawy poprzestać, i próżnować. Lecz nas zawsze zatrudniał pracą. Dawał nam rachunki, dał nam tysiąc starych wzorów, któreśmy musieli no nowo odkreślić, i rozumiem, że nie było żadnego zapadłego zamku w Syberyj,
przez moię lichą umieiętność w Matematyce iego łaskawość utrzymywał. Nawodziłem w tym Steleia, com tylko o tych rzeczach wiedział, i gdy Arytmetykę, ktorą mu iego własny podał Oćiec, barzo dobrze ieszcze umiał; tak był w poł roka w tych wszystkich naukach, sposobnym, iak i ia. J takeśmy na wyśćigi pracowali, a Gubernator nie byłby nas mogł barziey utrapić, iak gdyby nam był rozkazał, tey zabawy poprzestać, i proznować. Lecz nas zawsze zatrudniał pracą. Dawał nam rachunki, dał nam tyśiąc starych wzorow, ktoreśmy muśieli no nowo odkreślić, i rozumiem, że nie było żadnego zapadłego zamku w Syberyi,
Text ID: GelPrzyp
Page: 121
Title:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Author:
Christian Fürchtegott Gellert
Translator:
Anonim
Printing house:
Jan Chrystian Kleyb
Place of publication:
Lipsk
Region:
other countries
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
epic
Genre:
romances
Humorous:
no
Release date:
1755
Release date (no earlier than):
1755
Release date (no later than):
1755
to, Miesiąc, drugi, że się zabawiemy Za granicą, nadzieja z Bogu powróciemy Na zimę do Ojczyzny, i w domu wesoło, Przy Królu Panu naszym, z potu otrzem czoło. Tak Polskie obleciawszy powiaty obławą Merkuriusz, krai cały tą napełnił sławą. Toż co żywo do koni, obses na wyścigi Bieży, leci, ku wschodu, na kształt żartkiej cygi Kręcąc, mijając pasy sobie podejrzane, Mylący slad za sobą ścieżki nietykane Chyba stopą zwierzęcą, nad gościniec bity Obiera, na oddanie Szwedom swej wizyty. Zatym i wojska ruszą Polskie, liczne były, Które pod nową wten czas buławą chodziły. Aże im zastąpione
to, Miesiąc, drugi, że się zabawiemy Za granicą, nadzieia z Bogu powrociemy Na źimę do Oyczyzny, y w domu wesoło, Przy Krolu Panu naszym, z potu otrzem czoło. Ták Polskie obleciawszy powiaty obławą Merkuryusz, krai cały tą napełnił sławą. Toż co żywo do koni, obses ná wyścigi Bieży, leci, ku wschodu, ná kształt zartkiey cygi Kręcąc, miiáiąc pasy sobie podeyrzane, Mylący slad za sobą scieszki nietykane Chyba stopą zwierzęcą, nad gościniec bity Obiera, ná oddanie Szwedom swey wizyty. Zatym y woiska ruszą Polskie, liczne były, Ktore pod nową wten czas buławą chodziły. Aże im zastąpione
Text ID: GośPos
Page: 13
Title:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Author:
Franciszek Gościecki
Printing house:
Collegium Societatis Iesu
Place of publication:
Lwów
Region:
Ruthenian Lands
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
accounts of events
Subject:
exoticism, politics
Humorous:
no
Release date:
1732
Release date (no earlier than):
1732
Release date (no later than):
1732
,
Pierwej porwał do siebie, niżli jej doskoczył. Chociaj szyję ukopcił w awernowych hutach, Choć do niej w smarowanych dziegciem wyszedł butach, Chociajże dymem śmierdział i obrzydłą siarką, Wolała Plutonową być niżli wieńczarką.
Któż nie wiadom uporu krnąbrnej Atalanty, Jako brzydko gubiła miłosne galanty? Żeby myliła biednym zalotnikom szyki, Na wyścigi wypadać śmiała z zawodniki. Ten jej miał być do śmierci przyjacielem całem, Który by z nią porównał jednostajnym czwałem; A który pole w onej gonitwie utracił, Gardłem lenistwo ciężkie i zaloty płacił. Wiele się porywało wydołać jej w biegu, Ale każdy, ustawszy, przy piekle noclegu Miasto łożnice dostał. Przecię do zawodu
,
Pierwej porwał do siebie, niżli jej doskoczył. Chociaj szyję ukopcił w awernowych hutach, Choć do niej w smarowanych dziegciem wyszedł butach, Chociajże dymem śmierdział i obrzydłą siarką, Wolała Plutonową być niżli wieńczarką.
Któż nie wiadom uporu krnąbrnej Atalanty, Jako brzydko gubiła miłosne galanty? Żeby myliła biednym zalotnikom szyki, Na wyścigi wypadać śmiała z zawodniki. Ten jej miał być do śmierci przyjacielem całem, Który by z nią porównał jednostajnym czwałem; A który pole w onej gonitwie utracił, Gardłem lenistwo ciężkie i zaloty płacił. Wiele się porywało wydołać jej w biegu, Ale każdy, ustawszy, przy piekle noclegu Miasto łożnice dostał. Przecię do zawodu
Text ID: ZimSRoks
Page: 20
Title:
Roksolanki
Author:
Szymon Zimorowic
Place of publication:
Kraków
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
syncretic texts
Genre:
pastorals
Humorous:
no
Release date:
1654
Release date (no earlier than):
1654
Release date (no later than):
1654
Modern edition:
yes
Editor of the modern edition:
Ludwika Ślękowa
Place of publication of the modern edition:
Wrocław
Publisher of the modern edition:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Release date of the modern edition:
1983
. Czterech Hetmanów prędkie wraz zejście z tego świata temi czasy.
Już już Hetmani Wszyscy poddani Fatom, po zgonie
W jednymże czasie W śmiertelnej prasie Czterech ich tonie.
DONHOF z SIENIAWĄ Refleksje.
Sławą, Buławą I Krwią złączeni,
Wtąż CHOMENTOWSKIE I POCIEJOWSKIE Zycie się mieni:
Jeden za drugim W czasie niedługim Jak na wyścigi
Lecą z Fortuny, Wraz pod całuny Śmiertelnej ligi.
O! nieużyte, W swojej ukryte Nagłości Fata:
I także mściwie Ach! nieszczęśliwie Paść mogła strata,
Oraz tyraństwo, DUCHOWNE.
Na całe Państwo, Ze się zmieniły
Ozdobne cztery W Koronie sfery Gdy się zaćmiły:
Płacz! płacz rozumny Lechu, Kolumny Cztery
. Czterech Hetmánow prętkie wraz zeyśćie z tego świátá temi czasy.
Iuż iuż Hetmáni Wszyscy poddáni Fátom, po zgonie
W iednymże czáśie W śmiertelney práśie Czterech ich tonie.
DONHOFF z SIENIAWĄ REFLEXYE.
Sławą, Bułáwą Y Krwią złączeni,
Wtąż CHOMENTOWSKIE Y POCIEIOWSKIE Zyćie się mieni:
Ieden zá drugim W czáśie niedługim Iák ná wyśćigi
Lecą z Fortuny, Wraz pod cáłuny Smiertelney ligi.
O! nieużyte, W swoiey ukryte Nagłośći Fátá:
Y tákże mśćiwie Ach! nieszczęśliwie Páść mogłá strátá,
Oraz tyráństwo, DVCHOWNE.
Ná cáłe Páństwo, Ze się zmieniły
Ozdobne cztery W Koronie sfery Gdy się záćmiły:
Płácz! płácz rozumny Lechu, Kolumny Cztery
Text ID: JunRef
Page: 72
Title:
Refleksje duchowne na mądry króla Salomona sentyment
Author:
Mikołaj Karol Juniewicz
Printing house:
Drukarnia Jasnej Góry Częstochowskiej
Place of publication:
Częstochowa
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1731
Release date (no earlier than):
1731
Release date (no later than):
1731
bywa:
Ani iść mogą Odmienną drogą W spolnym kochaniu,
Bo gdy kochają Wtym polegają Na Pańskim zdaniu. DUCHOWNE.
Boskie zaś zdanie Ich na pianie Szczęście funduje,
Których zasługi Wczas wiecznie długi Sam koronuje.
Ta to szczęśliwość, Miłość wzajemna,
Wswej cenie droga, W Bogu dla Boga Bogu przyjemna,
Hej! na wyścigi Do tej tam ligi Kto w Boga wierzy, Uwaga i pobutka do Wieczności szczęśliwej.
Skwapliwe kroki Niech pod obłoki Cnot pędem mierzy.
Do tej Brygady, Refleksje.
Lub przykre ślady, Spiesz! spiesz kto żyjesz,
Tam zmierzaj Człeku, Póki w tym wieku Krew w ciele kryjesz.
Zważ to z daleka Co
bywa:
Ani iść mogą Odmienną drogą W spolnym kochániu,
Bo gdy kocháią Wtym polegáią Ná Páńskim zdániu. DVCHOWNE.
Boskie záś zdánie Ich ná pianie Szczęśćie funduie,
Ktorych zasługi Wczas wiecznie długi Sam koronuie.
Tá to szczęśliwość, Miłość wzáiemna,
Wswey cenie droga, W Bogu dla Bogá Bogu przyiemna,
Hey! na wyśćigi Do tey tám ligi Kto w Bogá wierzy, Vwagá y pobutká do Wiecznośći szczęśliwey.
Skwápliwe kroki Niech pod obłoki Cnot pędem mierzy.
Do tey Brygády, REFLEXYE.
Lub przykre ślády, Spiesz! spiesz kto żyiesz,
Tám zmierzay Cżłeku, Poki w tym wieku Krew w ćiele kryiesz.
Zważ to z dáleká Co
Text ID: JunRef
Page: 115
Title:
Refleksje duchowne na mądry króla Salomona sentyment
Author:
Mikołaj Karol Juniewicz
Printing house:
Drukarnia Jasnej Góry Częstochowskiej
Place of publication:
Częstochowa
Region:
Lesser Poland
Rhymed/Non-rhymed:
rhymed
Type of text:
lyric
Humorous:
no
Release date:
1731
Release date (no earlier than):
1731
Release date (no later than):
1731
tedy słońce az widać z tamtej strony kogoś i mówię. A nóz mamy Języka, niepoznali go Bo i Bachmat zdobyczny i w kołpaku Moskiewskim z perłami. Bierzy przez Majdan pomija Chorągwie awoła Musztułuk Musztułuk. Wypadają do niego pytając go czy dobry czy zły. Rzekł przecię Polanowskiego pomijając. Kiedy to co żywo na wyścigi za nim. Az on prawi samę rzecz przed Wojewodą że Jutro da Pan Bóg komendant nasz z obfitszym niżeli jest wysłany Gronem kłaniac będzie WMM Panu i Chorągiew nieprzyjacielską rzuci pod nogi. W jednym tylko terminie mamy szkodę zes my stracili w tej okazji wielkiego kawalera Towarzysza IMŚCi Pana krajczego Koronnego, . Rzecze Wojewoda niech że
tedy słonce az widac z tamtey strony kogos y mowię. A noz mamy Ięzyka, niepoznali go Bo y Bachmat zdobyczny y w kołpaku Moskiewskim z perłami. Bierzy przez Maydan pomiia Chorągwie awoła Musztułuk Musztułuk. Wypadaią do niego pytaiąc go czy dobry czy zły. Rzekł przecię Polanowskiego pomiiaiąc. Kiedy to co żywo na wyscigi za nim. Az on prawi samę rzecz przed Woiewodą że Iutro da Pan Bog kommendant nasz z obfitszym nizeli iest wysłany Gronem kłaniac będzie WMM Panu y Chorągiew nieprzyiacielską rzuci pod nogi. W iednym tylko terminie mamy szkodę zes my stracili w tey okazyiey wielkiego kawalera Towarzysza IMSCi Pana krayczego Koronnego, . Rzecze Woiewoda niech że
Text ID: PasPam
Page: 91v
Title:
Pamiętniki
Author:
Jan Chryzostom Pasek
Place of publication:
nieznane
Region:
unknown
Rhymed/Non-rhymed:
non-rhymed
Type of text:
factual literature
Genre:
memoirs
Humorous:
no
Release date:
między 1656 a 1688
Release date (no earlier than):
1656
Release date (no later than):
1688