opatrzone. Tam jeżelić wniść dopuszczą/ obaczysz zaraz naprzeciwko Dziedzińcu/ we Drzwiach albo żelaznych wrotach jedne niezmiernie wielką dziurę/ żelazną wystrzeloną kulą. Albowiem czasu jednego ten Hiszpanowie oblegszy Zamek/ których Francuzowie/ na ten czas w nim zostający/ chcąc odpędzić i odegnać/ jednym z Działa zbyt wielkiego wystrzeleniem/ lecz Działo źle wyrychtowawszy/ że wzad ku nim kula udrzyła/ (miasto obrony) Bramę wybiwszy/ Hiszpanom otwarte do weścia uczyniła miejsce. Przy tejże Fortecy/ jest jeszcze pewna stara Wieża w morzu na kształt Insuły leżąca/ pod tytułem Wincentego świętego/ w tej Francuzowie już po straceniu tego Castelu/ przeciwko Hiszpanom/ całe 6.
opátrzone. Tám ieżelić wniść dopuszczą/ obaczysz záraz náprzećiwko Dźiedźińcu/ we Drzwiách álbo żelaznych wrotách iedne niezmiernie wielką dźiurę/ żelázną wystrzeloną kulą. Albowiem czásu iednego ten Hiszpanowie oblegszy Zamek/ ktorych Fráncuzowie/ ná ten czás w nim zostáiący/ chcąc odpędźić y odegnáć/ iednym z Dźiáłá zbyt wielkiego wystrzeleniem/ lecz Dźiáło źle wyrychtowawszy/ że wzad ku nim kulá vdrzyłá/ (miásto obrony) Bramę wybiwszy/ Hiszpanom otwárte do weśćia vczyniłá mieysce. Przy teyże Fortecy/ iest ieszcze pewna stára Wieża w morzu ná kształt Insuły leżąca/ pod tytułem Wincentego świętego/ w tey Fráncuzowie iusz po stráceniu tego Cástellu/ przećiwko Hiszpanom/ cáłe 6.
Skrót tekstu: DelicWłos
Strona: 210
Tytuł:
Delicje ziemie włoskiej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1665
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1665
przypadną srogiem impetem dadzą ognia do siebie zobuch stron tak jako zręcznej strzelby gęściej ognia nie może dać odrzucą się zaraz od siebie najmniej na dziesięć stajan i poczęli lawirowac et interym Armatę nabijać owe tez dwa nasze cofnięły się nazad wport a potym lawirują czekając że tamte nad idą przychodzą tedy drugie dwa stanęły równo z tamtemi wyrychtowawszy żaglów apotym i trzecie dwa tez to czynią jak drugie przyszły w Mieście na gwałt biją w dzwony w bębny lud się sypie na bulwark kto co kolwiek ma umiejętności Okrętnej wsiadają w Barki zwozą się do Okrętów a Szwedzi tym czasem Armują się kiedy się już wymoderowali idą ławą zewrą się blizej niż na stajanie kiedy poczną prazyc do
przypadną srogiem impetem dadzą ognia do siebie zobuch stron tak iako zręczney strzelby gęsciey ognia nie moze dać odrzucą się zaraz od siebie naymniey na dziesiec staian y poczęli lawirowac et interym Armatę nabiiać owe tez dwa nasze cofnięły się nazad wport a potym lawiruią czekaiąc że tamte nad idą przychodzą tedy drugie dwa stanęły rowno z tamtemi wyrychtowawszy żaglow apotym y trzecie dwa tez to czynią iak drugie przyszły w Miescie na gwałt biią w dzwony w bębny lud się sypie na bulwark kto co kolwiek ma umieiętnosci Okrętney wsiadaią w Barki zwozą się do Okrętow a Szwedzi tym czasem Armuią się kiedy się iuz wymoderowali idą ławą zewrą się blizey niz na staianie kiedy poczną prazyc do
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 68v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
stłukł, szklo ledwie przez tydzień oni więźnie odmietli, dlaczego nie mogli Turcy wychodzić i dla tegoż ani tańcowano, ani gonitwy strojono, jako zwykli. Był tam jeden Polak więzień, rodem z Kromołowa, który chcąc się cesarzowi podobać, prosił o działo, aby mógł z niego o sztukę strzelić. Dozwolono mu, wyrychtowawszy do góry, upatrzył na gałce jednego meczetu komara, co drapał się nóżką w lewe ucho, i tak go z onego działa wymierzył, że mu przepadła kula przez obiedwie oczy, aż spadł na ziemię. Którego zaraz on Polak, skoczywszy, porwał i jeszcze na póły żywego, bez oczu, cesarzowi do stołu przyniósł
stłukł, śklo ledwie przez tydzień oni więźnie odmietli, dlaczego nie mogli Turcy wychodzić i dla tegoż ani tańcowano, ani gonitwy strojono, jako zwykli. Był tam jeden Polak więzień, rodem z Kromołowa, który chcąc sie cesarzowi podobać, prosił o działo, aby mógł z niego o sztukę strzelić. Dozwolono mu, wyrychtowawszy do góry, upatrzył na gałce jednego meczetu komara, co drapał sie nóżką w lewe ucho, i tak go z onego działa wymierzył, że mu przepadła kula przez obiedwie oczy, aż spadł na ziemię. Którego zaraz on Polak, skoczywszy, porwał i jeszcze na póły żywego, bez oczu, cesarzowi do stołu przyniósł
Skrót tekstu: SzemTorBad
Strona: 313
Tytuł:
Z nowinami torba kursorska
Autor:
Fryderyk Szembek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1645
Data wydania (nie wcześniej niż):
1645
Data wydania (nie później niż):
1645
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
że z zwykłym okrzykiem harcownika wyślą. Naszy też bez potrzeby nie mordując koni, Gotowego czekają, Litwa swe Pogoni, Białe Orły Polacy osadziwszy w wałach, Patrzą na Turki, którzy włóczą się po skałach. I hetman, gdzie się mu plac, gdzie się miejsce zdarzy, Około beloardu rześko się zajarzy. Kędy, wyrychtowawszy działa między kosze, Gdy się zbliży pogaństwo, strąca go po trosze; Zwłaszcza jeśli się puszczą za nami w zagony, Z Lubomirskiej najlepiej strychuje ich brony. Widząc Osman na koniec, że z niego drwią naszy, Że ich żadnym z obozu bobem nie wystraszy, Bić się trzeba koniecznie; toż wziąwszy języka, I
że z zwykłym okrzykiem harcownika wyślą. Naszy też bez potrzeby nie mordując koni, Gotowego czekają, Litwa swe Pogoni, Białe Orły Polacy osadziwszy w wałach, Patrzą na Turki, którzy włóczą się po skałach. I hetman, gdzie się mu plac, gdzie się miejsce zdarzy, Około beloardu rześko się zajarzy. Kędy, wyrychtowawszy działa między kosze, Gdy się zbliży pogaństwo, strąca go po trosze; Zwłaszcza jeśli się puszczą za nami w zagony, Z Lubomirskiej najlepiej strychuje ich brony. Widząc Osman na koniec, że z niego drwią naszy, Że ich żadnym z obozu bobem nie wystraszy, Bić się trzeba koniecznie; toż wziąwszy języka, I
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 151
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924