i wynajdowali? Wierzę, że mózgu nie ma, kto inaczej rzecze, To chłop, co go nachyla, aż po brodzie ciecze. To lepszy, co tak długo sporą konew sączy. Aż w niej nie przestawając suche dno obaczy. To nalepszy, co jednę po drugiej pijają, A zaś podpiwszy sobie w taniec wywijają. Potem, gdy się już trochę ze łba wyszumiało. Zamąci nim jak znowu, by się nie zstarzało. Bogdaj zdrów pił takowy z serca tego życzę! Cokolwiek się z mej strony, mój braciszku, tycze. Bogdaj się wszytkie na cię konewki rzuciły, A w twoim gardle wszytko wino zostawiły. Tylko mi się
i wynajdowali? Wierzę, że mózgu nie ma, kto inaczej rzecze, To chłop, co go nachyla, aż po brodzie ciecze. To lepszy, co tak długo sporą konew sączy. Aż w niej nie przestawając suche dno obaczy. To nalepszy, co jednę po drugiej pijają, A zaś podpiwszy sobie w taniec wywijają. Potem, gdy się już trochę ze łba wyszumiało. Zamąci nim jak znowu, by się nie zstarzało. Bogdaj zdrów pił takowy z serca tego życzę! Cokolwiek się z mej strony, mój braciszku, tycze. Bogdaj się wszytkie na cię konewki rzuciły, A w twoim gardle wszytko wino zostawiły. Tylko mi się
Skrót tekstu: MorszHSumBar_I
Strona: 259
Tytuł:
Sumariusz
Autor:
Hieronim Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
Obozu obces skoczyło uciekli nazad zostawiwszy trupa kilka dziessiąt z tej nocy tedy z piątku na sobotę poukładawszy się na statki a tu na wałach od naszego obozu czynili okrzyk Hałas strzelanie uciekli do Fionijej spodziewając się szturmu Generalnego w sobotę rano nazajutrz dziwujemy się czemu tak ciche samsiestwo jednem razem jak tam już nasi postrzegli Az tu Na wałach wywijają Chorągwiami wołając vivat Rex Daniae sunie się co żywo zobozu z czeladzi dla zdobyczy. A wojewoda zaraz posłał strażnika Mężyńskiego ze by tej minuty pod garłem wszyscy wyszli z szańców i żeby Tetfin dokoła dał wartę że by się niewazył tam wchodzić niż strażnik przyjechał już tam wyrabowano co kto znalazł bo tez tam i Niebardzo było Co
Obozu obces skoczyło uciekli nazad zostawiwszy trupa kilka dziessiąt z tey nocy tedy z piątku na sobotę poukładawszy się na statki a tu na wałach od naszego obozu czynili okrzyk Hałas strzelanie uciekli do Fioniiey spodziewaiąc się szturmu Generalnego w sobotę rano nazaiutrz dziwuięmy się czemu tak ciche samsiestwo iednem razem iak tam iuz nasi postrzegli Az tu Na wałach wywiiaią Chorągwiami wołaiąc vivat Rex Daniae sunie się co zywo zobozu z czeladzi dla zdobyczy. A woiewoda zaraz posłał straznika Męzynskiego ze by tey minuty pod garłęm wszyscy wyszli z szancow y zeby Tetfin dokoła dał wartę że by się niewazył tam wchodzic niz straznik przyiechał iuz tam wyrabowano co kto znalazł bo tez tam y Niebardzo było Co
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 72
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
A prawie w ten czas rączki wznosiły dziecinki. Kogoby tak układna nie skruszyła mowa? Ci po staremu brodzą/ na jej głuszy słowa. Imo to/ gdzieby nie szła/ grożą się furowie/ I szkaradnie blazgonią: jeszczesz niecnotowie rękami/ i nogami jezioro mieszają/ I po nim jadowicie/ tam sam/ wywijają: Jełowizny ruszając/ ode dna samego. Odtrącił gniew pragnienie; chłopstwa bezecnego/ Cora Ceowa dalej od tych miast nie prosi: Ni więcej módł Bogini nieprzystojnych wnosi. Lecz wzniowszy ręce wzgórę/ w tej rzekła im mierze: Bogdajżeście na wieki w tym żyli jezierze. Ważna klątwa Boginiej: lubią pod wodami: I to
A práwie w ten czás rączki wznośiły dźiecinki. Kogoby ták vkłádna nie skruszyłá mowá? Ci po staremu brodzą/ ná iey głuszy słowá. Imo to/ gdźieby nie szłá/ grożą się furowie/ Y szkárádnie blázgonią: ieszczesz niecnotowie rękámi/ y nogámi ieźioro mieszáią/ Y po nim iadowićie/ tám sám/ wywiiáią: Iełowizny ruszáiąc/ ode dná sámego. Odtrącił gniew prágnienie; chłopstwá bezecnego/ Corá Ceowa dáley od tych miast nie prośi: Ni więcey modł Bogini nieprzystoynych wnośi. Lecz wzniowszy ręce wzgorę/ w tey rzekłá im mierze: Bogdayżeśćie ná wieki w tym żyli ieźierze. Ważna klątwá Boginiey: lubią pod wodámi: Y to
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 148
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636