Przejechałem Francuzy, Niemce, Angle, Włochy: Botów nikt; wszyscy noszą trzewiki, pończochy. Czemuż Polacy, od nich wróciwszy z nauki, Odęte na czupryny wdziewają peruki? Dość by przez rok prezenty, że przyjechał z Pragi; Dalej, zruciwszy pludry, wdziać stare nadragi: Bo tak drugi ojcowską szkatułkę wyzobie, Że cale nie ma za co nowych kupić sobie. Przybyłoż mu rozumu w głowie? Nic. O to mniej: Dość gadać po niemiecku, póki nie zapomni. 60. DZIECIĘ A PIJANY NAJPRĘDZEJ PRAWDĘ POWIE DO TEGOŻ DRUGI RAZ
Co ma za wagę, złota ogniem i kominem, W człeku skrytych afektów doświadczają
Przejechałem Francuzy, Niemce, Angle, Włochy: Botów nikt; wszyscy noszą trzewiki, pończochy. Czemuż Polacy, od nich wróciwszy z nauki, Odęte na czupryny wdziewają peruki? Dość by przez rok prezenty, że przyjechał z Pragi; Dalej, zruciwszy pludry, wdziać stare nadragi: Bo tak drugi ojcowską szkatułkę wyzobie, Że cale nie ma za co nowych kupić sobie. Przybyłoż mu rozumu w głowie? Nic. O to mniej: Dość gadać po niemiecku, póki nie zapomni. 60. DZIECIĘ A PIJANY NAJPRĘDZEJ PRAWDĘ POWIE DO TEGOŻ DRUGI RAZ
Co ma za wagę, złota ogniem i kominem, W człeku skrytych afektów doświadczają
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 40
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Przez Czarne stawił morze Azyjej szczęśliwej. Z górnych tu, mówię, stajen trzeba konia, co by Księżyca i ślicznych gwiazd znał dobrze ozdoby, Żeby mógł w Ottomaniech wymyślony miesiąc I światłem złotoblaskim, i rogami przesiąc; WOJNA CHOCIMSKA
Snopek, co dziś tak barzo pochutnywa sobie (Po czasie), żaba obie i chróściel wyzobie. Księżyca tu koniecznie potrzeba na księżyc, Kto chce harde pogaństwo skukłać i zwyciężyć: Ptakiem ptaki uganiać, zwierzem ścigać zwierza, Miesiącem miesiąc; każde na swój rodzaj zmierza, Tak natura sprawiła. A jako więc we dnie Niebieski przed słonecznym światłem księżyc blednie, Tak ziemski przed niebieskim, zwłaszcza kiedy z krzyżem Chrystusowym się
Przez Czarne stawił morze Azyjej szczęśliwéj. Z górnych tu, mówię, stajen trzeba konia, co by Księżyca i ślicznych gwiazd znał dobrze ozdoby, Żeby mógł w Ottomaniech wymyślony miesiąc I światłem złotoblaskim, i rogami przesiąc; WOJNA CHOCIMSKA
Snopek, co dziś tak barzo pochutnywa sobie (Po czasie), żaba obje i chróściel wyzobie. Księżyca tu koniecznie potrzeba na księżyc, Kto chce harde pogaństwo zkukłać i zwyciężyć: Ptakiem ptaki uganiać, zwierzem ścigać zwierza, Miesiącem miesiąc; każde na swój rodzaj zmierza, Tak natura sprawiła. A jako więc we dnie Niebieski przed słonecznym światłem księżyc blednie, Tak ziemski przed niebieskim, zwłaszcza kiedy z krzyżem Chrystusowym się
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 338
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
stworzyciel bierze we grzbiet plagi, Który i tego nie mógł swemu dać stworzeniu, Co sam miał: oczu patrzyć, uszu ku słyszeniu. Któż jest tak bezrozumny, żeby bóstwu temu Przyznał, co nie wyrówna człeku śmiertelnemu? Nic człeczego, prócz cienia, obraz nie ma w sobie, Lada mucha i lada mól farbę wyzobie, Zmoknie, zgore, lada go zarazi szreżoga, Aż do malarza trzeba po inszego boga, Albo temu poprawić nosa, oka, ucha. O błędzie, o szatańska na ludzi pomucha! Byli w niebie i bogów widzieli malarze, Że im farbą na płótnie ludzkie dają twarze? Nie byli, nie widzieli; o
stworzyciel bierze we grzbiet plagi, Który i tego nie mógł swemu dać stworzeniu, Co sam miał: oczu patrzyć, uszu ku słyszeniu. Któż jest tak bezrozumny, żeby bóstwu temu Przyznał, co nie wyrówna człeku śmiertelnemu? Nic człeczego, prócz cienia, obraz nie ma w sobie, Leda mucha i leda mól farbę wyzobie, Zmoknie, zgore, leda go zarazi szreżoga, Aż do malarza trzeba po inszego boga, Albo temu poprawić nosa, oka, ucha. O błędzie, o szatańska na ludzi pomucha! Byli w niebie i bogów widzieli malarze, Że im farbą na płótnie ludzkie dają twarze? Nie byli, nie widzieli; o
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 290
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
bez przyczyńce; Dziś żebrze, żebyś za nim przyczynił się niebu. O, cudowna na świecie odmiana pogrzebu! 4. HETMANOWI
Hetman tu leżę, pełen strachu, pełen grozy, Świadkiem są wiktoryje i moje obozy. O, jakoż wszytkich równa niezbędna śmierć w grobie! I mnie, i mnie ten robak niedługo wyzobie, Któremu choć tak wielkich wojsk wodził gromady, Najgroźniejszy, niestetyż, nie da hetman rady. Gdzież one tłumy, co się na triumfach gniotły? Ucichły grzmiące trąby i tubalne kotły, Wszędy cicho, nie słychać zbrój żelaznych zgrzytu, Rżenia końskiego: nie znać, czy tu hetman, czy tu Ciura leży
bez przyczyńce; Dziś żebrze, żebyś za nim przyczynił się niebu. O, cudowna na świecie odmiana pogrzebu! 4. HETMANOWI
Hetman tu leżę, pełen strachu, pełen grozy, Świadkiem są wiktoryje i moje obozy. O, jakoż wszytkich równa niezbędna śmierć w grobie! I mnie, i mnie ten robak niedługo wyzobie, Któremu choć tak wielkich wojsk wodził gromady, Najgroźniejszy, niestetyż, nie da hetman rady. Gdzież one tłumy, co się na tryumfach gniotły? Ucichły grzmiące trąby i tubalne kotły, Wszędy cicho, nie słychać zbrój żelaznych zgrzytu, Rżenia końskiego: nie znać, czy tu hetman, czy tu Ciura leży
Skrót tekstu: PotNagKuk_I
Strona: 434
Tytuł:
Nagrobki
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
treny, lamenty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1699
Data wydania (nie wcześniej niż):
1699
Data wydania (nie później niż):
1699
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987