się bezpiecznie z sobą spół pokładły. Toż pościołkę z sitowia/ i wiotchych rogoży Im obmyśli. Niż jednak pierwsza się położy/ Prosi go Paskwalina żeby jeśli zaśnie Będąc tak sturbowaną/ i Księżyc zagaśnie/ Onże ją sam obudził/ i przez niebezpieczne Miejsca te przeprowadził. Zaczymby słoneczne Dobywszy się z zamorza/ złotogrzywe konie Jej skazały/ ku której miałaby się stronie Światowej stąd obrócić. Co obiecał z chęcią/ A w tym ich napojony swoją niepamięcią Sen ogarnął/ i spały/ aż na nogi wstanie Długie swoje Orion/ i zapieje na nie Kur z podstrzechy. O której smakowitej dobie Dozorna Gospodyni/ żeby tym dnia sobie Krótkiego
się bespiecznie z sobą społ pokłádły. Toż pościołkę z sitowia/ y wiotchych rogoży Im obmyśli. Niż iednák pierwsza się położy/ Prosi go Pásqualina żeby ieśli záśnie Będąc ták sturbowáną/ y Xiężyc zágáśnie/ Onże ią sam obudził/ y przez niebespieczne Mieyscá te przeprowádził. Záczymby słoneczne Dobywszy się z zamorza/ złotogrzywe konie Iey skazáły/ ku ktorey miáłaby się stronie Swiátowey ztąd obrocić. Co obiecał z chęcią/ A w tym ich nápoiony swoią niepámięcią Sen ogárnął/ y spáły/ áż ná nogi wstánie Długie swoie Oryon/ y zápieie ná nie Kur z podstrzechy. O ktorey smákowitey dobie Dozorna Gospodyni/ żeby tym dniá sobie Krotkiego
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 55
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
skrycie, męstwa się zapiera.
Bawi się Państwo z sobą, tym czasem koniuszy, Rumaki, luźne cugi, ku noclegu ruszy. Za niemi ciągną kuchnie, kredens, karawany, Magazeny, i tabor wzdłuż uszykowany Nie zerwanym szeregiem; w którym jak że ślozy Rzeka, warły się z brukiem obciążone wozy.
Już Febus złotogrzywe wykiełznywał cugi, Gdy swoje kiełznać kazał Poseł, na marsz długi. W kontr, prawie z słońcem idąc gdy to ku zachodu, On słońca godną karoc kieruje ku wschodu, Lwowuć się zdało, że dwa słońca na zachodzie Widzi, zwyczajne jedno, drugie w Wojewodzie; Polskiej zaś się fortunie, która wie w co
skrycie, męstwá się zapiera.
Bawi się Páństwo z sobą, tym czásem koniuszy, Rumáki, luźne cugi, ku noclegu ruszy. Za niemi ciągną kuchnie, kredens, karáwány, Mágázeny, y tábor wzdłuż uszykowány Nie zerwánym szeregiem; w ktorym iak że ślozy Rzeka, wárły się z brukiem obciążone wozy.
Już Febus złotogrzywe wykiełznywał cugi, Gdy swoie kiełznáć kazał Poseł, ná marsz długi. W kontr, práwie z słońcem idąc gdy to ku záchodu, On słońcá godną károc kieruie ku wschodu, Lwowuć się zdáło, że dwa słońcá ná záchodźie Widzi, zwyczayne iedno, drugie w Woiewodzie; Polskiey záś się fortunie, ktora wie w co
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 37
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732
i Pan
Pod wielostoczną górą, kędy piękne zdroje Kalliroe wywodzi, tam przechadzki swoje odprawował człek smutny. Był on o tej dobie, gdy mu zaczął malować włos jagody obie. Cóż miał innego czynić, kiedy w onym domu cieszyć frasowliwego nie było nikomu. Często, o barzo często tam się przechadzywał, często, gdy złotogrzywym Faeton spoczywał jadący od Eoo na noc do Boota – kiedy wszelka na ziemi spoczywa robota, kiedy wół pracowity oracza znojnego jarzmo składa, kiedy koń z pociągu ciężkiego wyzwolony lubo to smakowitym sianem posila się, lubo to obiadem owsjanem – w południe, że tak rzekę, wszedszy w chłodne cienie odzianej bukowiny, nowe
i Pan
Pod wielostoczną górą, kędy piękne zdroje Kalliroe wywodzi, tam przechadzki swoje odprawował człek smutny. Był on o tej dobie, gdy mu zaczął malować włos jagody obie. Cóż miał innego czynić, kiedy w onym domu cieszyć frasowliwego nie było nikomu. Często, o barzo często tam się przechadzywał, często, gdy złotogrzywym Faeton spoczywał jadący od Eoo na noc do Boota – kiedy wszelka na ziemi spoczywa robota, kiedy wół pracowity oracza znojnego jarzmo składa, kiedy koń z pociągu ciężkiego wyzwolony lubo to smakowitym sianem posila się, lubo to obiadem owsianem – w południe, że tak rzekę, wszedszy w chłodne cienie odzianej bukowiny, nowe
Skrót tekstu: WieszczSielGur
Strona: 35
Tytuł:
Sielanki albo Pieśni
Autor:
Adrian Wieszczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1634
Data wydania (nie wcześniej niż):
1634
Data wydania (nie później niż):
1634
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory poetyckie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Anna Gurowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2001
Sama się i robocze zwykła stroić żeńce, Założywszy stodoły, postawiwszy brogi, Żeby miał co paść zimny zwierz on koziorogi. Dała miejsce na ziemi bogatej Pomonie, Która, okrywszy grony dojźrałymi skronie, Jesień z sobą prowadzi, kiedy siostra z bratem, Noc ze dniem, zarówno się niskim dzielą światem. Już słońce złotogrzywe stanąwszy na wadze, Do jednakiej przypuszcza chłodny księżyc władze; Ale długoż tej zgody? Jeden ich dzień dzieli, Drugi weźmie mieczowi, przyczyni kądzieli. Zaraz noc i gnuśny sen szerzą swoje czasy, A Bachus wytłoczywszy słodkie wino z prasy, Choć przez słońca odległość podniebny świat ziębnie, Dmie na pełnym swe bąki i
Sama się i robocze zwykła stroić żeńce, Założywszy stodoły, postawiwszy brogi, Żeby miał co paść zimny zwierz on koziorogi. Dała miejsce na ziemi bogatej Pomonie, Która, okrywszy grony dojźrałymi skronie, Jesień z sobą prowadzi, kiedy siostra z bratem, Noc ze dniem, zarówno się niskim dzielą światem. Już słońce złotogrzywe stanąwszy na wadze, Do jednakiej przypuszcza chłodny księżyc władze; Ale długoż tej zgody? Jeden ich dzień dzieli, Drugi weźmie mieczowi, przyczyni kądzieli. Zaraz noc i gnuśny sen szerzą swoje czasy, A Bachus wytłoczywszy słodkie wino z prasy, Choć przez słońca odległość podniebny świat ziębnie, Dmie na pełnym swe bąki i
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 115
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924