wiele, Że w pięknym cnota wdzięczniejsza jest ciele. Pytam stoika, czemu na to sarka, Czy woli z trzopa potrawę, niż z garka? Na dowód tego nie potrzeba szkoły: Dlaczegóż piękne Bóg stworzył anioły? 9 (D). DO STAREGO WDOWCA
Widziałeś freza na ręce w karocy: Trzeba go było zafasować krócej, Rżał, pląsał, zdobiąc cały cug poszosny, Póki dziesiątej nie dopędził wiosny; I jaki zwyczaj: inszych z sieczką w poły, Onego zawsze obrok czekał goły. Musi-ć dziś przestać na jęczmiennej słomie: Nadjadszy czerni, już karku nie łomie, Nie strzyże uchem, wędzidła nie gryzie; Rzekszy po
wiele, Że w pięknym cnota wdzięczniejsza jest ciele. Pytam stoika, czemu na to sarka, Czy woli z trzopa potrawę, niż z garka? Na dowód tego nie potrzeba szkoły: Dlaczegóż piękne Bóg stworzył anioły? 9 (D). DO STAREGO WDOWCA
Widziałeś freza na ręce w karocy: Trzeba go było zafasować krócej, Rżał, pląsał, zdobiąc cały cug poszosny, Póki dziesiątej nie dopędził wiosny; I jaki zwyczaj: inszych z sieczką w poły, Onego zawsze obrok czekał goły. Musi-ć dziś przestać na jęczmiennej słomie: Nadjadszy czerni, już karku nie łomie, Nie strzyże uchem, wędzidła nie gryzie; Rzekszy po
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 16
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
z koni zsiadła, oficer mówi, że „niezafasowane lonty" (bo jeszcze lontowej strzelby używano). Król drugi raz mówi: „Z koni". Tak ci, jak z koni zsiedli, tak Turcy na nich wsiedli i jak owce szablami wyrżnęli tak, że żadnemu nie tylko wystrzelić, ale zapalić lonta i zafasować nie przyszło. A potym z impetem jak na całe wojsko nasze skoczyli, tak nasi wszyscy w rozsypkę, bo żaden nie miał nabitego muszkietu. Wtenczas tedy był dał Król ordynans wojewodzie pomorskiemu Denhofowi, aby się był z swoją chorągwią piękną, okrytą i moderowną potykał, którą jak muchi złamali Turcy. Bo żaden z kompaniji
z koni zsiadła, oficer mówi, że „niezafasowane lonty" (bo jeszcze lontowej strzelby używano). Król drugi raz mówi: „Z koni". Tak ci, jak z koni zsiedli, tak Turcy na nich wsiedli i jak owce szablami wyrżnęli tak, że żadnemu nie tylko wystrzelić, ale zapalić lonta i zafasować nie przyszło. A potym z impetem jak na całe wojsko nasze skoczyli, tak nasi wszyscy w rozsypkę, bo żaden nie miał nabitego muszkietu. Wtenczas tedy był dał Król ordynans wojewodzie pomorskiemu Denhoffowi, aby się był z swoją chorągwią piękną, okrytą i moderowną potykał, którą jak muchi złamali Turcy. Bo żaden z kompaniji
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 76
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
hałasach, Jak wiele dachów, krokiew okołysał, Jak wiele z chłopskich chałup snopków nadarł, Potym się w okna, we drzwi gwałtem naparł. Zrujnował wiele co na wierzchu stało, Potłukł, połomał, pogruchotał w drzazgi, Ale mu się to za rzecz małą zdało, Widzieć po drogach leżące drobiazgi, Poszedł pod ziemię zafasował lochy, Trzesąc nią, Skały czują wiatru fochy, Nakoniec przyznam nie stateczność wiatrom, Ze nic trwałego w swej nie mają Kasie, Z resztą ich oddam Kaukazom i Tatrom, Które doznają wiatrów w każdym czasie, W jednej godzinie śnieg, deszcz, mróz, mgła dymna, W jednej są gębie i ciepła i
chałasach, Ják wiele dachow, krokiew okołysał, Ják wiele z chłopskich chałup snopkow nádarł, Potym się w okna, we drzwi gwałtem náparł. Zruynował wiele co ná wierzchu stáło, Potłukł, połomał, pogruchotał w drzazgi, Ale mu się to zá rzecz małą zdało, Widzieć po drogach leżące drobiazgi, Poszedł pod ziemię záfasował lochy, Trzesąc nią, Skáły czuią wiatru fochy, Nákoniec przyznam nie státeczność wiatrom, Ze nic trwáłego w swey nie maią Kassie, Z resztą ich oddam Kaukazom y Tatrom, Ktore doznaią wiatrow w każdym czasie, W iedney godzinie śnieg, deszcz, mroz, mgła dymna, W iedney są gębie y ciepła y
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 155
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
dom przywala. Po. Niestętysz Hippolitus śmierć potknął straszliwą. T. Synam dawno pociechę stracił osobliwą. Teraz zaś zdrajca zginął: praw co się znim stało Po. Jak mu się zmiasta wypaść nieszczesnie dostało, Spieszno jechał, na przećwał bieg kierując skory. Zacinał rosłych koni ciężących do góry. Konie ulecowawszy dobrze zafasuje; Sam z sobą wiele mówiąc ziemię bandyzuje Ojczystą, Częszo ojca swym imieniem woła. Rączym koniom wypuszcza nie wstrzymując zgoła. Aż nagle wody morskie do góry wezbrały, Prawie podsamo niebo, choć żadne nie wiały Wiatry, niebo spokojne jako ma być było. Morże ciche bez wiatru samo się wzburżyło. Nie tak się
dom przywála. Po. Niestętysz Hippolitus smierć potknął strászliwą. Th. Synám dawno poćiechę stráćił osobliwą. Teraz záś zdraycá zginął: praw co się znim stáło Po. Ják mu się zmiástá wypáść nieszczesnie dostáło, Spieszno iecháł, ná przećwał bieg kieruiąc skory. Zácinał rosłych koni ciężących do gory. Konie ulecowawszy dobrze záfásuie; Sam z sobą wiele mowiąc źięmię bándyzuie Oyczystą, Częszo oycá swym imięnięm wołá. Rączym koniom wypuszcża nie wstrzymuiąc zgołá. Aż nagle wody morskie do gory wezbráły, Práwie podsamo niebo, choć żadne nie wiały Wiátry, niebo spokoyne iáko ma bydź było. Morże ćiche bez wiátru sámo się wzburżyło. Nie ták się
Skrót tekstu: SenBardzTrag
Strona: 168
Tytuł:
Smutne Starożytności Teatrum, to jest Tragediae Seneki rzymskiego
Autor:
Seneka
Tłumacz:
Jan Alan Bardziński
Drukarnia:
Jan Christian Laurer
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
strzelać niemożono. Jechał zatym K. I. M. na onę stronę Dniepru/ przed którym szła chorągiew pana Starosty Krzemienieckiego/ i pana Starosty Sądeckiego Gdy się przypatrował K. I. M. uderzono z dział z szańców pana Wajerowych ku baszcie naróżniej/ że kule nawyłot przeszły: ale zaraz drzewem zaprawiono i ziemią zafasowano: w tymże trzech puszkarzów zamkowych zabito. 11. Tejże nocy działa stamtąd skąd pan Wajer strzelał sprowa dzono w plać obozowy bo się próżno proch i kule psowały. 12 Pan Marszałek Lit: w posadę zamkową gęsto strzelać kazął z poranku O południu Wojewody Bracław: okazowało się kopijnika 150 Po obiedzie znowu strzelano z
strzeláć niemożono. Iechał zátym K. I. M. ná onę stronę Dniepru/ przed ktorym szłá choragiew páná Stárosty Krzemienieckiego/ y páná Stárosty Sądeckiego Gdy sie przypátrował K. I. M. vderzono z dział z szancow páná Wáierowych ku bászćie narożniey/ że kule náwyłot przeszły: ále záraz drzewem zápráwiono y ziemią zafásowano: w tymże trzech puszkarzow zamkowych zábito. 11. Teyże nocy dźiałá ztamtąd zkąd pan Wáier strzelał zprowá dzono w pláć obozowy bo sie prozno proch y kule psowáły. 12 Pan Márszałek Lit: w posádę zamkową gęsto strzeláć kazął z poránku O południu Woiewody Brácłáw: okázowáło sie kopiyniká 150 Po obiedźie znowu strzelano z
Skrót tekstu: BielDiar
Strona: Bv
Tytuł:
Diariusz wiadomości od wyjazdu króla z Wilna do Smoleńska
Autor:
Samuel Bielski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610