moją, Józefa, teraźniejszego pułkownika, i nieboszczyka Leona, a Aleksandrowiczowę, teraźniejszę chorążynę lidzką, i Adolfa, teraźniejszego chorążego petyhorskiego, zostawiwszy w Podbiałej u Józefa Chrzanowskiego, łowczego brzeskiego — spieszno z Szeszowej wyjechali i zabawiwszy jakiś czas w Czerminie u Wessla, kasztelana warszawskiego, na resztę w województwo płockie do dóbr swoich Bębnowa zajechali. Dobra zaś brzeskie na los szczęścia, a najprzód na prowidencją boską oddali. Jakoż ten tak wielki palet nie był egzekwowany.
Tymczasem wysłany był we dwa tysięcy koni podjazd pod komendą Tyszkiewicza, pisarza lit., przeciwko księciu Wiśniowieckiemu i Moskwie, który podjazd stanął w Borku pod Wysokiem, dokąd dla złej pod Wołkowiczami przez
moją, Józefa, teraźniejszego pułkownika, i nieboszczyka Leona, a Aleksandrowiczowę, teraźniejszę chorążynę lidzką, i Adolfa, teraźniejszego chorążego petyhorskiego, zostawiwszy w Podbiałej u Józefa Chrzanowskiego, łowczego brzeskiego — spieszno z Szeszowej wyjechali i zabawiwszy jakiś czas w Czerminie u Wessla, kasztelana warszawskiego, na resztę w województwo płockie do dóbr swoich Bębnowa zajechali. Dobra zaś brzeskie na los szczęścia, a najprzód na prowidencją boską oddali. Jakoż ten tak wielki palet nie był egzekwowany.
Tymczasem wysłany był we dwa tysięcy koni podjazd pod komendą Tyszkiewicza, pisarza lit., przeciwko księciu Wiśniowieckiemu i Moskwie, który podjazd stanął w Borku pod Wysokiem, dokąd dla złej pod Wołkowiczami przez
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 93
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Klatzbondach, a ten Krzywobłocki napijał się i nie miał żadnego o siebie starania, tedy Laskowski regent otrzymał dwie na nim kondemnaty w trybunale i za tymi kondemnatami Grabowski sędzia nie dawszy parti obwieszczenia, tylko że było w grodzie zeznane, nawet nie na terminie w obwieszczeniu wyrażonym, wpadł z Laskowskim w nocy do Szudziłowicz. Dobra zajechali, wszystką ruchomość zabrali, nawet samego Krzywobłockiego związali; zadawszy mu kryminał, alias imposturę, jakoby pierwszą żonę zabił, poprowadzili go do trybunału. Przecież tam na porękę był wypuszczony. A gdy sejmiki elekcyjne ziemskie brzeskie były i na tych sejmikach był Krzywobłocki, który nie myślał tamować Grabowskiemu, tedy Grabowski, obawiając się jego
Klatzbondach, a ten Krzywobłocki napijał się i nie miał żadnego o siebie starania, tedy Laskowski regent otrzymał dwie na nim kondemnaty w trybunale i za tymi kondemnatami Grabowski sędzia nie dawszy parti obwieszczenia, tylko że było w grodzie zeznane, nawet nie na terminie w obwieszczeniu wyrażonym, wpadł z Laskowskim w nocy do Szudziłowicz. Dobra zajechali, wszystką ruchomość zabrali, nawet samego Krzywobłockiego związali; zadawszy mu kryminał, alias imposturę, jakoby pierwszą żonę zabił, poprowadzili go do trybunału. Przecież tam na porękę był wypuszczony. A gdy sejmiki elekcyjne ziemskie brzeskie były i na tych sejmikach był Krzywobłocki, który nie myślał tamować Grabowskiemu, tedy Grabowski, obawiając się jego
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 200
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
jest, że gdy z Koledycz do Różany przeciwko nocy puścił się pierwszy zimową drogą przez błota, których wielka jest mila, a potem cztery mile puszczą bez żadnej wsi i karczmy do Różanej, i wziął z sobą przewodnika, tedy wpóki gołym błotem jechali, błota trzymały, skoro zaś w trzciny i łozy tymże błotem zajechali, błota, niedobrze w zaciszu pomarzłe, łomać się zaczęły, a tymczasem przewodnik w nocy uciekł. Przecież brat mój wybił się z owych błot z wielką ciężkością na grunt twardy, ale taka zawierucha z nawalnym śniegiem nastąpiła, że drogę cale zamietło i zasypało. Błąd zatem w puszczy stanął, że sami nie wiedzieli,
jest, że gdy z Koledycz do Różany przeciwko nocy puścił się pierwszy zimową drogą przez błota, których wielka jest mila, a potem cztery mile puszczą bez żadnej wsi i karczmy do Różanej, i wziął z sobą przewodnika, tedy wpóki gołym błotem jechali, błota trzymały, skoro zaś w trzciny i łozy tymże błotem zajechali, błota, niedobrze w zaciszu pomarzłe, łomać się zaczęły, a tymczasem przewodnik w nocy uciekł. Przecież brat mój wybił się z owych błot z wielką ciężkością na grunt twardy, ale taka zawierucha z nawalnym śniegiem nastąpiła, że drogę cale zamietło i zasypało. Błąd zatem w puszczy stanął, że sami nie wiedzieli,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 217
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
wyjeżdżali do bud na cietrzewie. W tymże polu pod Doubniewem były budy Czyża, podstarościego zwodowskiego, w nich tedy bracia moi zasiedli. Parowiński, człek zuchwały a przyjaciel Grabowskiego, sędziego ziemskiego, z dwoma szlachtą, Janem Łyszczyńskim i Bienieckim, jechał z Switycz mimo te budy do Wyhanowa. Jak oni powiedają, że zajechali do tych bud, rozumiejąc, że w nich Czyż siedzi, ale veri similius, że z przybraną kompanią Parowiński jechał, aby braci moich przepłoszyć jako młodych ludzi, chcąc tym
przysługę uczynić Grabowskiemu, człowiekowi złośliwemu. Trafił Parowiński z swoją kompanią na tę budę, w której brat mój Wacław siedział. Trafił na swego.
wyjeżdżali do bud na cietrzewie. W tymże polu pod Doubniewem były budy Czyża, podstarościego zwodowskiego, w nich tedy bracia moi zasiedli. Parowiński, człek zuchwały a przyjaciel Grabowskiego, sędziego ziemskiego, z dwoma szlachtą, Janem Łyszczyńskim i Bienieckim, jechał z Switycz mimo te budy do Wyhanowa. Jak oni powiedają, że zajechali do tych bud, rozumiejąc, że w nich Czyż siedzi, ale veri similius, że z przybraną kompanią Parowiński jechał, aby braci moich przepłoszyć jako młodych ludzi, chcąc tym
przysługę uczynić Grabowskiemu, człowiekowi złośliwemu. Trafił Parowiński z swoją kompanią na tę budę, w której brat mój Wacław siedział. Trafił na swego.
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 269
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
się zamyślił idąc, że ledwo go doktor jego Gesner uprosił, aby w taki zaduch i dym nie szedł. Miał był nie jechać na Wołyń, ale żona jego, księżniczka Radziwiłłówna, nagliła go, aby jechał, a to z tej racji, aby go w Kodniu Sapiehowie, wojewoda brzeski i wojewoda mścisławski, nie zajechali dla otrzymania skutku deklaracji kanclerskiej, iż miał jako bezdzietny synowi wojewody mścisławskiego Janowi, wielkich talentów kawalerowi, Kodeń zapisać i inne dobra, a dla wnuka z siostry swego Chodkiewicza, wojewodzica brzeskiego, mało coś mając świadczyć.
Sama tedy kanclerzyna była temu przeciwna, nie dla miłości Chodkiewicza, ale spodziewając się dla siebie jakich zapisów
się zamyślił idąc, że ledwo go doktor jego Gesner uprosił, aby w taki zaduch i dym nie szedł. Miał był nie jechać na Wołyń, ale żona jego, księżniczka Radziwiłłówna, nagliła go, aby jechał, a to z tej racji, aby go w Kodniu Sapiehowie, wojewoda brzeski i wojewoda mścisławski, nie zajechali dla otrzymania skutku deklaracji kanclerskiej, iż miał jako bezdzietny synowi wojewody mścisławskiego Janowi, wielkich talentów kawalerowi, Kodeń zapisać i inne dobra, a dla wnuka z siostry swego Chodkiewicza, wojewodzica brzeskiego, mało coś mając świadczyć.
Sama tedy kanclerzyna była temu przeciwna, nie dla miłości Chodkiewicza, ale spodziewając się dla siebie jakich zapisów
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 328
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
napisałem dla uczynienia relacji księciu hetmanowi, który z Warszawy na pocztę posłałem do Nieświeża. Zdawało mi się, że nic nie opuściłem do oznajmienia, jednakże jeszcze książę hetman chciał, abym do niego do Nieświeża przyjeżdżał dla uczynienia mu dostateczniejszej relacji.
Interea wyjechawszy ze Wschowy a przyjechawszy do Kalisza, zajechaliśmy o milę stamtąd do Węgrów, dóbr Węgierskiego kapitana, brata młodszego pułkownikowego, gdzie trafiliśmy na chrzciny syna kapitana. Zastaliśmy tam gości, między innymi Łubieńskiego, pisarza ziemskiego sieradzkiego, potem wojewodę poznańskiego, brata rodzonego teraźniejszego księcia prymasa. Tam przenocowawszy i nazajutrz obiad zjadłszy, wyjechaliśmy w dal-
szą drogę do
napisałem dla uczynienia relacji księciu hetmanowi, który z Warszawy na pocztę posłałem do Nieświeża. Zdawało mi się, że nic nie opuściłem do oznajmienia, jednakże jeszcze książę hetman chciał, abym do niego do Nieświeża przyjeżdżał dla uczynienia mu dostateczniejszej relacji.
Interea wyjechawszy ze Wschowy a przyjechawszy do Kalisza, zajechaliśmy o milę stamtąd do Węgrów, dóbr Węgierskiego kapitana, brata młodszego pułkownikowego, gdzie trafiliśmy na chrzciny syna kapitana. Zastaliśmy tam gości, między innymi Łubieńskiego, pisarza ziemskiego sieradzkiego, potem wojewodę poznańskiego, brata rodzonego teraźniejszego księcia prymasa. Tam przenocowawszy i nazajutrz obiad zjadłszy, wyjechaliśmy w dal-
szą drogę do
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 538
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Kuszelewskiemu, deputatowi witebskiemu.
Potem ksiądz Zboiński odjechał do folwarku probostwa swego do Świątnik, o trzy mile od Wilna, a na trzeci dzień ja z Wilna do tegoż księdza Zboińskiego wyjechałem, gdzie byłem barzo łaskawie i hojnie przyjęty, a nazajutrz z Świątnik wyjechaliśmy oba do Kowna. Drugiego dnia drogi naszej zajechaliśmy do Poniemunia za Niemnem będącego, rezydencji Sirucia, kasztelana witebskiego, który tam po znacznej chorobie swojej odpoczywał. Byliśmy u niego na obiedzie. Był nam rad, tak z obligacji, że jego sprawy w tak przeciwnym jego trybunale poutrzymywałem, jako też że ksiądz Zboiński, reprezentujący dworską osobę interesowaną i przysłaną dla mego
Kuszelewskiemu, deputatowi witebskiemu.
Potem ksiądz Zboiński odjechał do folwarku probostwa swego do Świątnik, o trzy mile od Wilna, a na trzeci dzień ja z Wilna do tegoż księdza Zboińskiego wyjechałem, gdzie byłem barzo łaskawie i hojnie przyjęty, a nazajutrz z Świątnik wyjechaliśmy oba do Kowna. Drugiego dnia drogi naszej zajechaliśmy do Poniemunia za Niemnem będącego, rezydencji Sirucia, kasztelana witebskiego, który tam po znacznej chorobie swojej odpoczywał. Byliśmy u niego na obiedzie. Był nam rad, tak z obligacji, że jego sprawy w tak przeciwnym jego trybunale poutrzymywałem, jako też że ksiądz Zboiński, reprezentujący dworską osobę interesowaną i przysłaną dla mego
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 568
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
XXVI. O PRZEJŚCIU Z HABELSWERDU AŻ POD PRAGĘ, KTÓRĘDY I, JAKO SKROMNE BYŁO. Wojsko Elearskie głośno dalekie. Pułk cesarski odważnie pracowity, więźniami sławny, korzyściami obciążony, tu wspomniany. Komuby pustoszenie krain przyznać? Postępując Elearowie, posły do Pragi posłali. Rzekę Albis wpław przebyli. Komisarze z Pragi z posłami zajechali. Eleary do Kłatowa na odpoczynek obrócili.
Po takowem dragonów pod Glockiem przepłoszeniu, a obozu chłopislajskiego pod Habelswerdem tegoż dnia zniesieniu, ruszyło się wojsko Elearskie (od tego już czasu przez obfitość kwiczących frezów tamże nowo zdobytych przedziwnie głośno dalekie) wciąż ku Pradze do Mitwaldu. Od którego miasta w mili, był pułk cesarski
XXVI. O PRZEJŚCIU Z HABELSWERDU AŻ POD PRAGĘ, KTÓRĘDY I, JAKO SKROMNE BYŁO. Wojsko Elearskie głośno dalekie. Pułk cesarski odważnie pracowity, więźniami sławny, korzyściami obciążony, tu wspomniany. Komuby pustoszenie krain przyznać? Postępując Elearowie, posły do Pragi posłali. Rzekę Albis wpław przebyli. Komisarze z Pragi z posłami zajechali. Eleary do Kłatowa na odpoczynek obrócili.
Po takowem dragonów pod Glockiem przepłoszeniu, a obozu chłopislajskiego pod Habelswerdem tegoż dnia zniesieniu, ruszyło się wojsko Elearskie (od tego już czasu przez obfitość kwiczących frezów tamże nowo zdobytych przedziwnie głośno dalekie) wciąż ku Pradze do Mitwaldu. Od którego miasta w mili, był pułk cesarski
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 70
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
neutralistckich, przez niewiadomość granic, dostało się nieco z onych przykrości i trędowatemu Falzgrafstwu, gdy przez nie szli od Amburgu wprost ku Srybru na Hajdę, aż się upokorzyło jak trędowaty przed Panem Jezusem według Ewangelii niedzielnej, w październiku w tym roku przypadającej. ROZDZIAŁ XXXIX. O PRZEJŚCIU CZECH AŻ DO SZLĄSKA. W Srybrze komisarze zajechali, czemu ku Pradze wojsko obrócili. Heretyki z Pragi wygnano. Przejście Pragi kacerzom straszne, czego się bali. Chęci książęcia Lichtenstejna. Kościół Elearski. Łaska pułkownikowi pokazana i wszystkim rotmistrzom, dla czego się przypomina.
W Czechy na Srybro albo Miesz (po niemiecku) wszedłszy (skąd też byli do Frankonii tamże się popisawszy
neutralistckich, przez niewiadomość granic, dostało się nieco z onych przykrości i trędowatemu Falzgrafstwu, gdy przez nie szli od Amburgu wprost ku Srybru na Hajdę, aż się upokorzyło jak trędowaty przed Panem Jezusem według Ewangielii niedzielnej, w październiku w tym roku przypadającej. ROZDZIAŁ XXXIX. O PRZEJŚCIU CZECH AŻ DO SZLĄSKA. W Srybrze komisarze zajechali, czemu ku Pradze wojsko obrócili. Heretyki z Pragi wygnano. Przejście Pragi kacerzom straszne, czego się bali. Chęci książęcia Lichtenstejna. Kościół Elearski. Łaska pułkownikowi pokazana i wszystkim rotmistrzom, dla czego się przypomina.
W Czechy na Srybro albo Miesz (po niemiecku) wszedłszy (zkąd też byli do Frankonii tamże się popisawszy
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 115
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
Pradze wojsko obrócili. Heretyki z Pragi wygnano. Przejście Pragi kacerzom straszne, czego się bali. Chęci książęcia Lichtenstejna. Kościół Elearski. Łaska pułkownikowi pokazana i wszystkim rotmistrzom, dla czego się przypomina.
W Czechy na Srybro albo Miesz (po niemiecku) wszedłszy (skąd też byli do Frankonii tamże się popisawszy wyszli), zajechali komisarze od książęcia Lichtenstejna gubernatora czeskiego, którzy wojsko na Pilzno ku Pradze obrócili; iż tam albowiem zdawna pływająca łódka kościoła bożego, w tak długiem niebezpieczeństwie od heretyków, byłą, że się prawie zdał Pan Jezus zasypiać obiecanego ratunku, a wierni zawsze wołali: Panie zbaw nas. (to jest od heretyków) bo
Pradze wojsko obrócili. Heretyki z Pragi wygnano. Przejście Pragi kacerzom straszne, czego się bali. Chęci książęcia Lichtenstejna. Kościół Elearski. Łaska pułkownikowi pokazana i wszystkim rotmistrzom, dla czego się przypomina.
W Czechy na Srybro albo Miesz (po niemiecku) wszedłszy (zkąd też byli do Frankonii tamże się popisawszy wyszli), zajechali komisarze od książęcia Lichtenstejna gubernatora czeskiego, którzy wojsko na Pilzno ku Pradze obrócili; iż tam albowiem zdawna pływająca łódka kościoła bożego, w tak długiem niebezpieczeństwie od heretyków, byłą, że się prawie zdał Pan Jezus zasypiać obiecanego ratunku, a wierni zawsze wołali: Panie zbaw nas. (to jest od heretyków) bo
Skrót tekstu: DembPrzew
Strona: 115
Tytuł:
Przewagi elearów polskich
Autor:
Wojciech Dembołęcki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Tematyka:
historia, wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859