Słonima, lisów naszczwaliśmy dość. Przyjeżdżając do domu, dowiedzieliśmy się o Moskwie koło Mira i Nieświża, niespodziewanie przybyłej z Szeremetem; a tak tylko przenocowawszy, nazajutrz, to jest die 24 Augusti wyjechaliśmy: żona moja z dziećmi do Usnarza, a ja znowu służyłem ip. kasztelanowi do obozu. Wyprowadzało nas łaskawe sąsiedztwo na noc do Jawora, gdzieśmy podpijali, a z Dereczyna rozdwoiliśmy się: żona w swoją drogę, my w swoją. Stanęliśmy w obozie 29 Augusti pod Kamieńcem; tamem się nie bawił, wyjechałem z obozu 4 Septembris, obiad zjadłszy u ip. Jerzego Sapiehy kuchmistrza w. księstwa lit
Słonima, lisów naszczwaliśmy dość. Przyjeżdżając do domu, dowiedzieliśmy się o Moskwie koło Mira i Nieświża, niespodziewanie przybyłéj z Szeremetem; a tak tylko przenocowawszy, nazajutrz, to jest die 24 Augusti wyjechaliśmy: żona moja z dziećmi do Usnarza, a ja znowu służyłem jp. kasztelanowi do obozu. Wyprowadzało nas łaskawe sąsiedztwo na noc do Jawora, gdzieśmy podpijali, a z Dereczyna rozdwoiliśmy się: żona w swoją drogę, my w swoją. Stanęliśmy w obozie 29 Augusti pod Kamieńcem; tamem się nie bawił, wyjechałem z obozu 4 Septembris, obiad zjadłszy u jp. Jerzego Sapiehy kuchmistrza w. księstwa lit
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 146
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
nich me ognie albo zadmuchniecie, Albo je na śmierć moję rozedmiecie. Bo ja za równe szczęście sobie biorę, Że ognie zgasną albo że sam zgorę. NA TRAF
Wczora u gładkiej dziewczyny Na wierzchu białej pierzyny Widziałem serc naszych mękę: Białą i śniegową rękę, Szyję mleczną, usta krwawe, Złoty włos, oko łaskawe; A co niżej szyje było, Zazdrościwe płótno kryło. Rzekłem: Napaśmy tym wzroki, To oczu naszych obroki, Bo co zakrywa pierzynka, To dla samego Szmelinka. PTASZNIK
Rozkłada Tyrsis zdradne ptakom poły I lipkie lepi rogale z jemioły; A wtem Polichna jak piersi odkryła, Duszę mu za kształt jak pod sieć
nich me ognie albo zadmuchniecie, Albo je na śmierć moję rozedmiecie. Bo ja za równe szczęście sobie biorę, Że ognie zgasną albo że sam zgorę. NA TRAF
Wczora u gładkiej dziewczyny Na wierzchu białej pierzyny Widziałem serc naszych mękę: Białą i śniegową rękę, Szyję mleczną, usta krwawe, Złoty włos, oko łaskawe; A co niżej szyje było, Zazdrościwe płótno kryło. Rzekłem: Napaśmy tym wzroki, To oczu naszych obroki, Bo co zakrywa pierzynka, To dla samego Szmelinka. PTASZNIK
Rozkłada Tyrsis zdradne ptakom poły I lipkie lepi rogale z jemioły; A wtem Polichna jak piersi odkryła, Duszę mu za kształt jak pod sieć
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 95
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
nie natrapiła, Żeś się znowu do takich przymówek rzuciła, Które, choć ostre z tej mię miary mniej obchodzą, Że się czasu swojego sowicie nagrodzą.
P. Jak dziś nie możesz do mnie mieć prawa żadnego, Tak tuszę i na potym nie będzie nic z tego.
M. Kto wie, co mnie łaskawe szczęście obiecuje, Które ludzkie zamysły, jako chce, kieruje.
P. Łacnoż to teraz tobie, już znając chęć moję, Kazać tak nazbyt hardzie na fortunę swoję. Lecz trudno, wiedz, rozkazać sercu człowieczemu, By chętne było temu, niechętne któremu.
M. Czemuż tak na wstecz idąc trapisz serce
nie natrapiła, Żeś się znowu do takich przymowek rzuciła, Ktore, choć ostre z tej mię miary mniej obchodzą, Że się czasu swojego sowicie nagrodzą.
P. Jak dziś nie możesz do mnie mieć prawa żadnego, Tak tuszę i na potym nie będzie nic z tego.
M. Kto wie, co mnie łaskawe szczęście obiecuje, Ktore ludzkie zamysły, jako chce, kieruje.
P. Łacnoż to teraz tobie, już znając chęć moję, Kazać tak nazbyt hardzie na fortunę swoję. Lecz trudno, wiedz, rozkazać sercu człowieczemu, By chętne było temu, niechętne ktoremu.
M. Czemuż tak na wstecz idąc trapisz serce
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 248
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
kanclerzowi egzagerować, że prawa łamie, brat mój żwawo oburzył się na sędziego, tak dalece, że sędzia zamilkł. Gdyśmy o naszej wizycie reportowali kanclerzowi, uraził się na sędziego i kazał nam sprawę naszą o owę remisę z konsystorza janowskiego do trybunału otrzymaną popierać, obiecując swoją promocją. Skłonił przy tym
Pan Bóg tak łaskawe serce kanclerza dla mnie, że mię, bez podchlebstwa sobie mówiąc, prawdziwym sercem kochać zaczął, tak dalece, że w najpierwszej byłem u niego admisji, a gdy kilka dni w Brześciu zabawiwszy odjechał, zostałem się ja dopiero poznawający się z wojewodzanami. Grabowski na mnie złośliwym zawsze okiem i jego adherenci patrzali.
kanclerzowi egzagerować, że prawa łamie, brat mój żwawo oburzył się na sędziego, tak dalece, że sędzia zamilkł. Gdyśmy o naszej wizycie reportowali kanclerzowi, uraził się na sędziego i kazał nam sprawę naszą o owę remisę z konsystorza janowskiego do trybunału otrzymaną popierać, obiecując swoją promocją. Skłonił przy tym
Pan Bóg tak łaskawe serce kanclerza dla mnie, że mię, bez podchlebstwa sobie mówiąc, prawdziwym sercem kochać zaczął, tak dalece, że w najpierwszej byłem u niego admisji, a gdy kilka dni w Brześciu zabawiwszy odjechał, zostałem się ja dopiero poznawający się z wojewodzanami. Grabowski na mnie złośliwym zawsze okiem i jego adherenci patrzali.
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 146
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
marszałkowi nadwornemu koronnemu WMPanu et per nexusz racji nieustającej ku mnie dobroci jego, mocnej w tym kooperacji quam enixius exposcetjak najusilniej zażąda.
8-vo. Do laski przyszłego trybunału głównego W. Ks. Lit. aby tempestivew odpowiednim czasie ode dworu był obligowany IMP. strażnik wielki W. Ks. Lit., desideratur łaskawe interesowanie się, zawsze ad prosperitatem publicamjest pożądane... dla dobra publicznego, IWYMPana marszałka, do łatwości zaś takowej pociągnie IMPana strażnika łaska Najjaśniejszego Pana w konferowaniu mu orderu, do którego recommendaturjest rekomendowany.
Caetera virtuti, dexteritati et activitati przezornej oraz we wszelkich cyrkumstancjach atencji IWYMPana stolnika województwa brzeskiego comittoresztę cnocie,
marszałkowi nadwornemu koronnemu WMPanu et per nexusz racji nieustającej ku mnie dobroci jego, mocnej w tym kooperacji quam enixius exposcetjak najusilniej zażąda.
8-vo. Do laski przyszłego trybunału głównego W. Ks. Lit. aby tempestivew odpowiednim czasie ode dworu był obligowany JMP. strażnik wielki W. Ks. Lit., desideratur łaskawe interesowanie się, zawsze ad prosperitatem publicamjest pożądane... dla dobra publicznego, JWJMPana marszałka, do łatwości zaś takowej pociągnie JMPana strażnika łaska Najjaśniejszego Pana w konferowaniu mu orderu, do którego recommendaturjest rekomendowany.
Caetera virtuti, dexteritati et activitati przezornej oraz we wszelkich cyrkumstancjach atencji JWJMPana stolnika województwa brzeskiego comittoresztę cnocie,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 517
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
. - I natenczas to sprawiło, iże przewodnikiem było. Ci co wiosły kierowali, przy lądzie się widzieć dali, Przewiózł się do nas.
Witają się, jak z tamtego świata, bo z niebezpiecznego Terminu się wyśliznęli, o czym już wątpić musieli. Ów zaś prosi tym nagrody, aczej niebo swej pogody Jutro udzieli łaskawe, a zdarzy dobrą przeprawę. Prosi, żeby się jeszcze do jutra zatrzymać.
Leć przeciwne akwilony, zabroniły drogi onej, ŻYCIA JEDNEJ SIEROTY
Bo swą burzą przewracały, wodę aż w ląd wyrzucały. Już się darmo dłużej bawić: po list przynamniej wyprawić, Żeby licencyją dano, przysięgą stwierdzić kazano. Znowu fala bardzo wielka
. - I natenczas to sprawiło, iże przewodnikiem było. Ci co wiosły kierowali, przy lądzie się widzieć dali, Przewiózł się do nas.
Witają się, jak z tamtego świata, bo z niebezpiecznego Terminu się wyśliznęli, o czym już wątpić musieli. Ów zaś prosi tym nagrody, aczej niebo swej pogody Jutro udzieli łaskawe, a zdarzy dobrą przeprawę. Prosi, żeby się jeszcze do jutra zatrzymać.
Leć przeciwne akwilony, zabroniły drogi onej, ŻYCIA JEDNEJ SIEROTY
Bo swą burzą przewracały, wodę aż w ląd wyrzucały. Już się darmo dłużej bawić: po list przynamniej wyprawić, Żeby licencyją dano, przysięgą stwierdzić kazano. Znowu fala bardzo wielka
Skrót tekstu: StanTrans
Strona: 96
Tytuł:
Transakcja albo opisanie całego życia jednej sieroty
Autor:
Anna Stanisławska
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1685
Data wydania (nie wcześniej niż):
1685
Data wydania (nie później niż):
1685
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ida Kotowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1935
robocizn dajmy już sobie i im pokory, dosyć to naszego szczęścia, być nad tak porządnym ludem Panami. A jako nam to miło, że nas, Nasz Najjaśniejszy Pan przy Prawach konserwuje, i zaniego też Pana BOGA prosiemy, tak i my też konserwymy ich, przy Prawach dawnych. Stąd oczywiście patet, że łaskawe Panowanie Panów, od samychże dependuje Poddanych, przeto chcesz Chłopku, aby cię Pan obserwował? wprzodże ty się sam, przez ochędostwo ciała swego obserwuj, nie mniej DOmowych swoich, Czeladź swoję przez chędogość domową, tak izby, sieni, jako i podwórza obserwuj. Potym trzeba, aby Księża Plebani nauczali Chłopów Parafianów swoich
robocizn daymy iuż sobie y im pokory, dosyć to naszego szczęścia, bydź nad tak porządnym ludem Panami. A iako nam to miło, że nas, Nasz Nayiaśnieyszy Pan przy Práwach konserwuie, y zaniego też Pána BOGA prosiemy, ták y my też konserwymy ich, przy Práwach dawnych. Ztąd oczywiście patet, że łáskawe Pánowanie Pánow, od samychże dependuie Poddanych, przeto chcesz Chłopku, áby cię Pan obserwował? wprzodże ty się sam, przez ochędostwo ciáła swego obserwuy, nie mniey DOmowych swoich, Czeladź swoię przez chędogość domową, ták izby, sieni, iáko y podworza obserwuy. Potym trzeba, áby Xięża Plebani náuczali Chłopow Parafianow swoich
Skrót tekstu: GarczAnat
Strona: 190
Tytuł:
Anatomia Rzeczypospolitej Polskiej
Autor:
Stefan Garczyński
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1753
Data wydania (nie wcześniej niż):
1753
Data wydania (nie później niż):
1753
Nulla virtus magis in[...] tum evehitur, quam quae timetur, Wy cnotę, podciwość, wierność, i życzliwość aemula Divum Bonitate przez podające się okazje do podobieństwa i i perfekcyj swojej ciągniecie. Dałby tylko Bóg, żebyśmy wszyscy którzy Dobrodziejstwa plena manu odbieramy, byli tak wdzięcznemi, jako Państwo nasze jest hojne, łaskawe, dobrotliwe, żebyśmy chcieli graté accepta fateri, żeby wdzięczności korespondowało serce, me tak jako się częstokroć trafia, że miasto należytej pamięci post buccellam Panis, albo wewnątrz żądła się snują, albo prędko ipłynna wszystko zanurzy niepamięć, do ciężkiego a słusznego dobrotliwe serca przymuszając żalu, paenitet me fecisse hominem, non donavi,
Nulla virtus magis in[...] tum evehitur, quam quae timetur, Wy cnotę, podciwość, wierność, y życzliwość aemula Divum Bonitate przez podaiące się okázye do podobieństwa y y perfekcyi swoiey ciągniecie. Dałby tylko Bog, żebyśmy wszyscy ktorzy Dobrodzieystwa plena manu odbieramy, byli ták wdzięcznemi, iáko Państwo nasze iest hoyne, łaskawe, dobrotliwe, żebyśmy chcieli graté accepta fateri, żeby wdzięczności korrespondowało serce, me tak iáko się częstokroć tráfia, że miásto należytey pámięci post buccellam Panis, álbo wewnątrz żądła się snuią, álbo prętko ipłynna wszystko zánurzy niepámięć, do cięszkiego á słusznego dobrotliwe serca przymuszaiąc żalu, paenitet me fecisse hominem, non donavi,
Skrót tekstu: DanOstSwada
Strona: 34
Tytuł:
Swada polska i łacińska t. 1, vol. 2
Autor:
Jan Danejkowicz-Ostrowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1745
Data wydania (nie wcześniej niż):
1745
Data wydania (nie później niż):
1745
Kościołach/ oprócz inszych. Powietrze tam pospolicie jest wilgotne i miąższe/ jednak zdrowe i płodne: gdyż owce i kozy rodzą zaraz po trojgu/ i po czworgu jagniąt: i krowy też częstokroć po dwojgu cieląt/ i tak wiele mleka dają/ iżby temu nie wierzył/ ktoby sam nieobaczył. Lato tam jest łaskawe i ucieszne: zima zaś długa i wietrzna/ z zimnem przykrym/ i z dżdżami. Nie często tam słychać grzemienia/ jeszcze mniej się trafia piorunów/ a namniej trzęsienia ziemie. Grunty po więtszej części udały się w równinie. Pagórków rzadko obaczyć/ a gór jeszcze rzedzej/ oprócz tylko w Inalcie/ w Namurze
Kośćiołách/ oprocz inszych. Powietrze tám pospolićie iest wilgotne y miąższe/ iednák zdrowe y płodne: gdyż owce y kozy rodzą záraz po troygu/ y po czworgu iágniąt: y krowy też częstokroć po dwoygu ćieląt/ y ták wiele mleká dáią/ iżby temu nie wierzył/ ktoby sam nieobaczył. Láto tám iest łáskáwe y vćieszne: źimá záś długa y wietrzna/ z źimnem przykrym/ y z dżdżámi. Nie często tám słycháć grzemienia/ iescze mniey się tráfia piorunow/ á namniey trzęśienia źiemie. Grunty po więtszey częśći vdáły się w rowninie. Págorkow rzadko obáczyć/ á gor iescze rzedzey/ oprocz tylko w Inálćie/ w Namurze
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 78
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
przyszły do rąk/ obrachowałem/ iż przechodzi lud tameczny 70. milionów: któregoby podobno za ledwie mógł znaleźć we wszytkiej Europie. Pomieniona liczba ludu ma wiele przyczyn: Jednę/ iż tam grunty barzo urodzajne/ gdyż je polewają wszędzie rzeki/ i kanały/ którym królowie otworzyli przeszcie śrzodkiem gór. Drugą/ łaskawe powietrze/ dla którego i na drzewach frukty/ i rozmaite zboża/ i jarzyny dostawają się dwa razy/ i trzy razy na rok. Trzecią/ dowcip i przemysł dziwny/ którego oni zażywają/ tak koło rolej/ jako i w rzemiosłach: abowiem nie cierpią tam łazęków/ i próżnujących/ abo burkowników: wszyscy robić
przyszły do rąk/ obráchowałem/ iż przechodźi lud támeczny 70. milionow: ktoregoby podobno zá ledwie mogł ználeść we wszytkiey Europie. Pomieniona liczbá ludu ma wiele przyczyn: Iednę/ iż tám grunty bárzo vrodzáyne/ gdyż ie polewáią wszędźie rzeki/ y kánały/ ktorym krolowie otworzyli przeszćie śrzodkiem gor. Drugą/ łáskáwe powietrze/ dla ktorego y ná drzewách frukty/ y rozmáite zboża/ y iárzyny dostawáią się dwá rázy/ y trzy rázy ná rok. Trzećią/ dowćip y przemysł dźiwny/ ktorego oni záżywáią/ ták koło roley/ iáko y w rzemiosłách: ábowiem nie ćierpią tám łázękow/ y prożnuiących/ ábo burkownikow: wszyscy robić
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 171
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609