się, moja rada, Od ogroda i od sada: Łacna zdobycz, mało sławy, Masz ty główniejsze zabawy.
Bij Tatarów pod Komarnem, Uczyń Nuradyna karnem, Dwadzieścia tysięcy cztery Połóż i odbij jasyry.
Niech nienawiść z jadu mdleje, Widząc Murzy i Giereje, Gdy drudzy są przy podwikach, U twego rycerstwa w łykach.
Pójdź i dalej i Podole Odbierz, oprzyj się w Stambole, I niech po twym mężnym boju Krzyż triumfuje z zawoju.
Niech Bóg szczęści, kto w tej wojnie, Niech mu się poszczęści hojnie, A tego niech diabeł ciśnie, Co mi wlezie na me wiśnie! KONSOLACJA
Tak smętna po Syruciu zostałaś sierota
się, moja rada, Od ogroda i od sada: Łacna zdobycz, mało sławy, Masz ty główniejsze zabawy.
Bij Tatarów pod Komarnem, Uczyń Nuradyna karnem, Dwadzieścia tysięcy cztéry Połóż i odbij jasyry.
Niech nienawiść z jadu mdleje, Widząc Murzy i Giereje, Gdy drudzy są przy podwikach, U twego rycerstwa w łykach.
Pójdź i dalej i Podole Odbierz, oprzyj się w Stambole, I niech po twym mężnym boju Krzyż tryumfuje z zawoju.
Niech Bóg szczęści, kto w tej wojnie, Niech mu się poszczęści hojnie, A tego niech diabeł ciśnie, Co mi wlezie na me wiśnie! KONSOLACJA
Tak smętna po Syruciu zostałaś sierota
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 340
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
., na zamieszanie panowania J. K. M., na zniesienie pokoju pospolitego. Wojsko jego przy Dymitrze Szujskim, bracie jego rodzonym, przewagą dzielnego hetmana, męstwem odważonego rycerstwa, a wojsko nie tylko ognistym cudzoziemskim ludem potężne, ale i okiem ledwo przejrzane, samą łaską Bożą pod Kłuszynem porażone. Wodzowie jedni w łykach, drudzy w grobie, sedes imperii naszemi ludźmi nie tylko osadzona, ale i znowu od niespodzianej a tajemnej tego narodu zdrady tak oczyszczona, że teraz w obu dwu zamkach jej, które całe zostały, tylko rycerstwo wojsk J. K. M. a statecznie z prawać J. K. M. życzliwe z tego
., na zamieszanie panowania J. K. M., na zniesienie pokoju pospolitego. Wojsko jego przy Dymitrze Szujskim, bracie jego rodzonym, przewagą dzielnego hetmana, męstwem odważonego rycerstwa, a wojsko nie tylko ognistym cudzoziemskim ludem potężne, ale i okiem ledwo przejrzane, samą łaską Bożą pod Kłuszynem porażone. Wodzowie jedni w łykach, drudzy w grobie, sedes imperyi naszemi ludźmi nie tylko osadzona, ale i znowu od niespodzianej a tajemnej tego narodu zdrady tak oczyszczona, że teraz w obu dwu zamkach jej, które całe zostały, tylko rycerstwo wojsk J. K. M. a statecznie z prawać J. K. M. życzliwe z tego
Skrót tekstu: AktaPozn_I_1
Strona: 399
Tytuł:
Akta sejmikowe województw poznańskiego i kaliskiego tom I
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
akta sejmikowe
Tematyka:
polityka, prawo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1616
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1616
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Włodzimierz Dworzaczek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Poznań
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1957
: Ledwie mleko obliże, ledwie wyńdzie z szkoły — Żeby rozkoszy ciała, żeby zażyć świata, Bez cnoty, bez nauki święci na prałata, Na mnicha, żeby tylko kurs na chórze śpiewał, Sam nic nie robiąc na chleb, cudzym brzuch nadziewał. Rzemieślników z warstatu, parobków od roli Gwałtem wiodą na wojnę w łykach po niewoli; Czemuż by rozpasawszy próżnych straw z powrozu, Dawszy pokój oraczom, nie gnać do obozu? Nic duchownego w sobie nie mając prócz płaszcza (I ten nie Eliaszów), opiekę przywłaszcza Dusz ludzkich (a samym by opiekać się trzeba), Z wielką ujmą, bo żebrze dziadowskiego chleba. Odziać go
: Ledwie mleko obliże, ledwie wyńdzie z szkoły — Żeby rozkoszy ciała, żeby zażyć świata, Bez cnoty, bez nauki święci na prałata, Na mnicha, żeby tylko kurs na chórze śpiewał, Sam nic nie robiąc na chleb, cudzym brzuch nadziewał. Rzemieślników z warstatu, parobków od roli Gwałtem wiodą na wojnę w łykach po niewoli; Czemuż by rozpasawszy próżnych straw z powrozu, Dawszy pokój oraczom, nie gnać do obozu? Nic duchownego w sobie nie mając prócz płaszcza (I ten nie Elijaszów), opiekę przywłaszcza Dusz ludzkich (a samym by opiekać się trzeba), Z wielką ujmą, bo żebrze dziadowskiego chleba. Odziać go
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 253
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
źle rzekł, świadcz o złym; jeśli dobrze, czemu Bijesz mnie wbrew słuszności i prawu wszelkiemu?” Tak go dziś pytał; ale gdy dzień on zaświta Strasznej sprawiedliwości, inaczej go spyta! ... PAN JEZUS PRZED KAIFASZEM (154)
Już wszyscy wiedzą, już to w Jeruzalem gruchnie, Że Jezus w łykach; tedy jako psi do kuchnie Rabini i kto tylko jakim był doktorem, Obesławszy się, chociaż jeszcze nie dzień, worem Do Kaifasza, męża Annaszowej córki, Bo był ofiarownikiem, sypą się do zbiórki. Do takiego bezbożnych sędziów Annasz zboru
Kazał Pana prowadzić ze swojego dworu; Ale prawieć go wiedli: jako wilcy
źle rzekł, świadcz o złym; jeśli dobrze, czemu Bijesz mnie wbrew słuszności i prawu wszelkiemu?” Tak go dziś pytał; ale gdy dzień on zaświta Strasznej sprawiedliwości, inaczej go spyta! ... PAN JEZUS PRZED KAIFASZEM (154)
Już wszyscy wiedzą, już to w Jeruzalem gruchnie, Że Jezus w łykach; tedy jako psi do kuchnie Rabini i kto tylko jakim był doktorem, Obesławszy się, chociaż jeszcze nie dzień, worem Do Kaifasza, męża Annaszowej córki, Bo był ofiarownikiem, sypą się do zbiórki. Do takiego bezbożnych sędziów Annasz zboru
Kazał Pana prowadzić ze swojego dworu; Ale prawieć go wiedli: jako wilcy
Skrót tekstu: PotZacKuk_I
Strona: 565
Tytuł:
Nowy zaciąg ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1680
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Łotrów, obiesiów pijanic, Złodziejów. T. Dobrze to na tych furfantwo, i na owych co nie mają ani rady, ani terminu w porywczości do zaczęcia zwady: pomniećby na to potrzeba, co mawiał Quinctilianus komu się podoba wojować, niech ma miasto Ekścitarza i pobudki honor a zostawszy zwycięzonym, i będąc w łykach, niech się umie i nauczy wstrzymać od żalu i tęskliwych lamentów. B. Chcąc wojować słusznie w nabyciu sławy, trzymać się sposobu mamy i trybu, któremi jest Milriades Temistocles, Leonides, Epaminondas, Ścipio, Cezar, Pompejusz, i inni waleczni Hetmani. T. Panie mój idę za tym który mawiał, Ej
Łotrow, obieśiow piiánic, Złodźieiow. T. Dobrze to ná tych furfántwo, y ná owych co nie máią áni rády, áni terminu w porywczośći do záczęćia zwády: pomniećby ná to potrzebá, co mawiał Quinctilianus komu się podoba woiowáć, niech ma miásto Excitarza y pobudki honor á zostawszy zwyćięzonym, y bedąc w łykách, niech śię umie y náuczy wstrzymáć od zalu y tęskliwych lámęntow. B. Chcąc woiowáć słusznie w nabyćiu sławy, trzymáć się sposobu mamy y trybu, ktoremi iest Milriades Themistocles, Leonides, Epáminondas, Scipio, Caesar, Pompeiusz, y inni wáleczni Hetmáni. T. Pánie moy idę zá tym ktory mawiał, Ey
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 87
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
Kabilonu wywiedli/ toż uczynić kupce tam kupiectwu gwoli będące przymusili/ na których tudzież w drodze uderzyli/ i wszytko im odjęli/ a iż się bronili/ przez noc i dzień ich oblegli/ zobojej strony siłu utraconych bacząc/ więtszego ludu zwołali. Więc iż w tym nowina przyszła że ich żołnierza wszytkiego Cezar ma w łykach/ zbiegli się do Arystego/ ukazując mu/ że co się kolwiek stało/ o tym Senat nic niewie/ dekret uczynili/ aby Serutinium o rozchwytanych ich majętnościach pilne było/ Litawikowe u braciej jego dobra na rynku/ że są przedajne obwołać kazali/ Legaty do Cezara obmawiając się wyprawili. A to gwoli temu działali
Kábilonu wywiedli/ toż vczynić kupce tám kupiectwu gwoli będące przymuśili/ ná ktorych tudźiesz w drodze vderzyli/ y wszytko im odięli/ á iż sie bronili/ przez noc y dźień ich oblegli/ zoboiey strony śiłu vtráconych bacząc/ więtszego ludu zwołáli. Więc iż w tym nowiná przyszłá że ich żołnierzá wszytkiego Cezár ma w łykách/ zbiegli sie do Arystego/ vkazuiąc mu/ że co sie kolwiek sstáło/ o tym Senat nic niewie/ dekret vczynili/ áby Serutinium o rozchwytánych ich máiętnośćiách pilne było/ Litáwikowe v bráćiey iego dobrá ná rynku/ że są przedáyne obwołáć kazáli/ Legaty do Cezárá obmawiáiąc sie wypráwili. A to gwoli temu dźiáłáli
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 178.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
uciec mogli. Bo i on pospolity wtargnienia nieprzyjacielskiego znak/ to jest ognie/ od Cezara były zapowiedziane i zakazane/ aby żołnierz palić wsi i budowania żadnego nie śmiał/ by snać żywności mu nie zstało/ jeśliby dalej szedł w ziemię/ abo nieprzyjaciela temi ogniami nie straszyli. A tak Bituryżanie sieła tysięcy swoich w łykach u Rzymian widząc/ barzo strwożeni/ którzy zarazem z przyjazdu naszego ujść mogli/ do miast pogranicznych/ abo przyjaźni swoich dawno zachowałych/ abo także koniuratom dufając/ uciekli. Lecz próżno. Abowiem Cezar bieżąc noclegami wielkiemi/ wszystkie był miejsca zaległ/ i nie dopuścił miastu żadnemu czasu namniej/ aby raczej innym niżeli sobie radziło
vćiec mogli. Bo y on pospolity wtárgnienia nieprzyiaćielskiego znák/ to iest ognie/ od Cezárá były zápowiedźiáne y zákazáne/ áby żołnierz palić wśi y budowánia żadnego nie śmiał/ by snać żywnośći mu nie zstáło/ ieśliby daley szedł w źiemię/ ábo nieprzyiaćielá temi ogniámi nie strászyli. A ták Bituryżanie śiełá tyśięcy swoich w łykách v Rzymian widząc/ bárzo strwożeni/ ktorzy zárázem z przyiázdu naszego vyśdź mogli/ do miast pogránicznych/ ábo przyiáźni swoich dawno záchowałych/ abo tákże koniuratom dufáiąc/ vćiekli. Lecz prożno. Abowiem Cezár bieżąc noclegámi wielkiemi/ wszystkie był mieyscá zaległ/ y nie dopuśćił miástu żadnemu czásu namniey/ aby raczey innym niżeli sobie radźiło
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 214.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
najmężniejszy rycerz dostawszy Lidiej, W nieszczęśliwe zostawił nas desperacji, Tem barziej, gdy przypuszczał piesze pułki swoje Pod nasze, gdzie złożenie mieliśmy, pokoje. Dopiero swe upory z głupstwem ociec gani, A serce mu mizerna rzeczy postać rani; Już nie żoną, lecz sługą chce mię widzieć jego, Byle na starość w łykach sam nie beł u niego.
XXI
Pierwej jednak przez śrzodki uczciwsze próbować Chce szczęścia, niż zelżywie o krew swą targować. Z zamku mię tedy zaraz na dół wyprawuje Do Alcesta, co murów wysokich pilnuje. Tak schodzę z tem umysłem, abym ubłagała Rycerza walecznego i w korzyść mu dała Śliczną swoję urodę, byle
najmężniejszy rycerz dostawszy Lidyej, W nieszczęśliwe zostawił nas desperacyej, Tem barziej, gdy przypuszczał piesze pułki swoje Pod nasze, gdzie złożenie mieliśmy, pokoje. Dopiero swe upory z głupstwem ociec gani, A serce mu mizerna rzeczy postać rani; Już nie żoną, lecz sługą chce mię widzieć jego, Byle na starość w łykach sam nie beł u niego.
XXI
Pierwej jednak przez śrzodki uczciwsze próbować Chce szczęścia, niż zelżywie o krew swą targować. Z zamku mię tedy zaraz na dół wyprawuje Do Alcesta, co murów wysokich pilnuje. Tak schodzę z tem umysłem, abym ubłagała Rycerza walecznego i w korzyść mu dała Śliczną swoję urodę, byle
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 67
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
i śmierć najpewniejsza, gdy igra z wiatrami, Ato obległ Bizertę, wszerz, wzdłuż ziemię psuje, Pustoszy, w mieście, w polu leje krew, morduje”.
XL.
„Na tak pochyłe rzeczy ratunku zdrowego Proszę: mamli stąd jechać, zamysłu chciwego Nie natkawszy, czy czekać, ażby w łykach moich Beł Karzeł, a z koroną postradał państw swoich, Albo jakobym wraz mógł i swą wyswobodzić Stolicę i królestwu tutecznemu szkodzić? Kto co wie, niechaj mówi: na moje sumnienie Usłucham, bo nas, widzę, gubi to milczenie”.
XLI.
Tak rzekł król; a gdy żaden nic nie odpowiedział,
i śmierć najpewniejsza, gdy igra z wiatrami, Ato obległ Bizertę, wszerz, wzdłuż ziemię psuje, Pustoszy, w mieście, w polu leje krew, morduje”.
XL.
„Na tak pochyłe rzeczy ratunku zdrowego Proszę: mamli stąd jechać, zamysłu chciwego Nie natkawszy, czy czekać, ażby w łykach moich Beł Karzeł, a z koroną postradał państw swoich, Albo jakobym wraz mógł i swą wyswobodzić Stolicę i królestwu tutecznemu szkodzić? Kto co wie, niechaj mówi: na moje sumnienie Usłucham, bo nas, widzę, gubi to milczenie”.
XLI.
Tak rzekł król; a gdy żaden nic nie odpowiedział,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 169
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
z tej to społeczności Wsparł i wydzwignął; i trząsnąwszy światem Potomnosc swoję, że po nim dziedziczy W nowej z imieniem osadził stolicy. LVIII. Ani się oprze mord na Urzędnikach; Kiedy Salvius Gminny śmiercią ginie A w dawnych prawach i Rzymskich Kronikach Urząd Wojskiego taką mocą słynie; Ze i Konsulów miewał w więzach, w łykach Teraz w powszechnej wolności ruinie, Od potężniejszych gwałtem przydeptany Wydał i tego w kim był zachowany. LIX. I lub Antona za Nieprzyjaciela Nie dał wprzód sądzić; jednak wkrótce potem Z Ciceronem go spolnym grotem strzela Za nakręconym rzeczy kołowrotem; Tu zrozumiawszy z swych Przyjaciół wiela Ze dla trzech Mężów będzie wnet ukłotem Domowym bankiet sprawuje
z tey to społecznosci Wsparł y wydzwignął; y trząsnąwszy swiatem Potomnosc swoię, że po nim dziedziczy W nowey z imieniem osadził stolicy. LVIII. Ani sie oprze mord na Urzędnikach; Kiedy Salvius Gminny smiercią ginie A w dawnych prawach y Rzymskich Kronikach Urząd Woyskiego taką mocą słynie; Ze y Konsulow miewał w więzach, w łykach Teraz w powszechney wolnosci ruinie, Od potęznieyszych gwałtem przydeptany Wydał y tego w kim był zachowany. LIX. I lub Antona za Nieprzyiaciela Nie dał wprzod sądzic; iednak wkrotce potem Z Ciceronem go spolnym grotem strzela Za nakręconym rzeczy kołowrotem; Tu zrozumiawszy z swych Przyiacioł wiela Ze dla trzech Mężow będzie wnet ukłotem Domowym bankiet sprawuie
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 173
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693