Ołowy, prochy i knoty. Ten gdy widok minie, A dzień się drugi z morza ochynie, Nieprzyjaciel próżen trwogi, Opuszczał już swe ostrogi. Tedy co przebrane Wojsko ogromnie uszykowane Dawszy rum ku przejściu ciasny, Nu wzgórek wynijdzie jasny. Pan srogi oczema, Pod chorągwiami swojemi dwiema, Przy boku senat, a wkoło Świetne kawalerskie czoło. Idą już celniejszy, Wojewodowie zatem dumniejszy, I pan gdy będą blisko, Chorągwie porzucą nisko. O jako się wstydzą! Gdy przydeptane karki swe widzą! Nie mogą dotrzeć się wżroku. I zwycięzce znieść widoku. Już i ty nie wstawaj, A łaskę tylko pańską wyznawaj, Że ciężkie lub ważysz nogi
Ołowy, prochy i knoty. Ten gdy widok minie, A dzień się drugi z morza ochynie, Nieprzyjaciel próżen trwogi, Opuszczał już swe ostrogi. Tedy co przebrane Wojsko ogromnie uszykowane Dawszy rum ku przejściu ciasny, Nu wzgórek wynijdzie jasny. Pan srogi oczema, Pod chorągwiami swojemi dwiema, Przy boku senat, a wkoło Świetne kawalerskie czoło. Idą już celniejszy, Wojewodowie zatem dumniejszy, I pan gdy będą blisko, Chorągwie porzucą nisko. O jako się wstydzą! Gdy przydeptane karki swe widzą! Nie mogą dotrzeć się wżroku. I zwycięzce znieść widoku. Już i ty nie wstawaj, A łaskę tylko pańską wyznawaj, Że ciężkie lub ważysz nogi
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 28
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
minutach Włoskich w Bononij. 17 Kwietnia o w pół do szóstej z rana trzy trzęsienia we Slorencyj po pogodzie, zdawały się zmierzać od wschodu porównania dnia z nocą, ku pułnocy: w Listopadzie gwałtowne tak na ziemi, jako i na morzu w Smyrnie, rozciągało się od Carogrodu aż do Wenecyj.
4 Lutego wieczorem koło świetne około księżyca, którego pułdiameter miał 33 grad: widziane w Madrycie, a w Paryżu około słońca 12 Maja o 9 z rana.
W Anglij powodź morska. Przy brzegach Hiszpańskich nawałności, jako też i na odnodze Lugduńskiej.
1668
401 Obserwowana przez P. Cassiniego, który też postrzegł w Kostelacyj wieloryba obióg długi i przezroczysty
minutach Włoskich w Bononiy. 17 Kwietnia o w puł do szóstey z rana trzy trzęsienia we Slorencyi po pogodzie, zdawały się zmierzać od wschodu porownania dnia z nocą, ku pułnocy: w Listopadzie gwałtowne tak na ziemi, iako y na morzu w Smyrnie, rozciągało się od Carogrodu aż do Wenecyi.
4 Lutego wieczorem koło świetne około księżyca, którego pułdyameter miał 33 grad: widziane w Madrycie, á w Paryżu około słońca 12 Maia o 9 z rana.
W Angliy powodź morska. Przy brzegach Hiszpańskich nawałności, iako też y na odnodze Lugduńskiey.
1668
401 Obserwowana przez P. Cassiniego, który też postrzegł w Kostellacyi wieloryba obiog długi y przezroczysty
Skrót tekstu: BohJProg_II
Strona: 121
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki, traktaty
Tematyka:
astronomia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
. Pańskie pokoje sień dzieli, Pacholcy mi powiedzieli. Wszedłem w jeden, za nim w drugi, Znowu zopytam się sługi; Ów mi prawi, jak na jawie, Przywitawszy mnie łaskawie. Piec okrągły przy kominie, Ogień się w nim nie przeminie. Łoże dla pana samego Szumne, według zdania mego. Obicia świetne, bławatne, Z różnych, jedwabiów, udatne. Dalej pokój w przestronności Dla białej płci i dla gości. Kuchnia tuż, z boku śpiżarnia, Wszelkich legumin szafarnia. Za oknami zaś w niskości Ogródek miernej wielkości; Ze dwu studzien ciągną wodę, Na wszelką pańską wygodę. Nad wrotami zprzodku gmachy, Przywyższym
. Pańskie pokoje sień dzieli, Pacholcy mi powiedzieli. Wszedłem w jeden, za nim w drugi, Znowu zopytam się sługi; Ów mi prawi, jak na jawie, Przywitawszy mnie łaskawie. Piec okrągły przy kominie, Ogień się w nim nie przeminie. Łoże dla pana samego Szumne, według zdania mego. Obicia świetne, bławatne, Z różnych, jedwabiów, udatne. Dalej pokój w przestronności Dla białej płci i dla gości. Kuchnia tuż, z boku śpiżarnia, Wszelkich legumin szafarnia. Za oknami zaś w nizkości Ogródek miernej wielkości; Ze dwu studzien ciągną wodę, Na wszelką pańską wygodę. Nad wrotami sprzodku gmachy, Przywyższym
Skrót tekstu: JarzGośc
Strona: 63
Tytuł:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Autor:
Adam Jarzębski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne, opisy podróży
Tematyka:
architektura, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1643
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1643
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1909
nieprzepłacone Dziecię. Przyjmi za upomineczki lilijowe te kwiateczki, ponieważ od kwiecia tego masz imię z wieku dawnego. VI. NOSZENIE ZŁOTE
Ornatibus carere
Niesłuszna, aby ten Synaczek drogi w klejnoty złote tak miał być ubogi, gdyż szyjka Jego słoniowej się kości równa, a piersi śniegowej białości. Przetoż ja chętnie ten upomineczek, świetne noszenie, złoty łańcuszeczek, daję Dziecięciu, zewsząd kamykami, zewsząd drogiemi natkniony perłami. Ten już weź, Matko, a zaraz miłemu wdziej na szyjeczkę Synaczkowi swemu. O jako śliczny, jakby Go przybyło tym to noszeniem, aż i patrzyć miło. W czwórnasób teraz zda się być śliczniejszy Syn Panny świętej, Pan mój
nieprzepłacone Dziecię. Przyjmi za upomineczki lilijowe te kwiateczki, ponieważ od kwiecia tego masz imię z wieku dawnego. VI. NOSZENIE ZŁOTE
Ornatibus carere
Niesłuszna, aby ten Synaczek drogi w klejnoty złote tak miał być ubogi, gdyż szyjka Jego słoniowej się kości równa, a piersi śniegowej białości. Przetoż ja chętnie ten upomineczek, świetne noszenie, złoty łańcuszeczek, daję Dziecięciu, zewsząd kamykami, zewsząd drogiemi natkniony perłami. Ten już weź, Matko, a zaraz miłemu wdziej na szyjeczkę Synaczkowi swemu. O jako śliczny, jakby Go przybyło tym to noszeniem, aż i patrzyć miło. W czwórnasób teraz zda się być śliczniejszy Syn Panny świętej, Pan mój
Skrót tekstu: GrochWirydarz
Strona: 63
Tytuł:
Wirydarz abo kwiatki rymów duchownych o Dziecięciu Panu Jezusie
Autor:
Stanisław Grochowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Justyna Dąbkowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
i przykrą przyszliśmy do jednej przepaści strasznej: kędy baczyłam wiele ludzi rozmaitych/ którzy wszyscy żałosni barzo byli/ i męki nieznosne cierpieli/ jako to wrzaskiem i wyciem pokazowali: co mię wszytko do zapominania się przywodziło. Byłam stamtąd prowadzona na pole wesołe i kwitnące/ kędy się niebo pokazowało nad zwyczaj pospolity/ świetne i jasne/ a dzień pomierny i wdzięczny: widzieć było wszędzie wesołe pola/ kwitnące łąki/ z rozmaitością nienasyconą farb/ i woni wdzięcznych/ spor wiodły z sobą zioła i drzewa. Idąc dalej drogą wszędzie złotem położoną/ ukazało mi się jedno budowanie/ nasadzone wszędzie kamieńmi barzo pięknemi/ a w nim osoba jedna pojźrzenia
y przykrą przyszlismy do iedney przepáśći strászney: kędy baczyłám wiele ludźi rozmáitych/ ktorzy wszyscy żáłosni bárzo byli/ y męki nieznosne ćierpieli/ iáko to wrzaskiem y wyćiem pokázowáli: co mię wszytko do zápominánia się przywodźiło. Byłám ztámtąd prowadzona ná pole wesołe y kwitnące/ kędy się niebo pokázowáło nád zwyczay pospolity/ świetne y iásne/ á dźień pomierny y wdźięczny: widźieć było wszędźie wesołe polá/ kwitnące łąki/ z rozmáitośćią nienásyconą farb/ y woni wdźięcznych/ spor wiodły z sobą źiołá y drzewá. Idąc dáley drogą wszędźie złotem położoną/ vkazáło mi się iedno budowánie/ násádzone wszędźie kámieńmi bárzo pięknemi/ á w nim osobá iedná poyźrzenia
Skrót tekstu: BotŁęczRel_V
Strona: 79
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. V
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
i wstydliwego/ którego jako ujrzała niejaka Francuska Królowa/ złąmyślą ku niemu żyęta była/ którąteż namiejscu sposobnym/ i jemu oznajmiła. Lecz on srogą twarzą i okiem zagniewanym onę wzgardziwszy słowy/ przeraźliwemi ją zgromił. Jego oko po śmierci/ chodziaj w ciele wyschłym zepsować i zaćmić się nie mogło: tak iż jako kryształnajaśniejszy świetne i czyste było: Gdy więcej niż cztery sta lat ciało w ziemi leżało/ tak tedy sprawiedliwie i w umarłym ciele ni mogło być zaćmione/ które przeciw/ śmierć zadającemu nieprzyjacielowi/ w krewkim statku żywe i żartkie trwało. Idem ibidem. ca: 30. part: 33. Czystość. Przykład IX. Czystość miłująca
y wstydliwego/ ktorego iáko vyrzáłá nieiáka Fráncuska Krolowa/ złąmyślą ku niemu żięta byłá/ ktorąteż námieyscu sposobnym/ y iemu oznaymiłá. Lecz on srogą twarzą y okiem zágniewánym onę wzgardziwszy słowy/ przeráźliwemi ią zgromił. Iego oko po smierći/ chodźiay w ciele wyschłym zepsowáć y záćmić sie nie mogło: ták iż iáko kryształnáiáśnieyszy świetne y czyste było: Gdy więcey niz cztery sta lat ćiáło w źiemi leżáło/ ták tedy spráwiedliwie y w vmárłym ćiele ni mogło bydź záćmione/ ktore przećiw/ śmierć zadáiącemu nieprzyiaćielowi/ w krewkim statku żywe y żártkie trwáło. Idem ibidem. ca: 30. part: 33. Czystość. PRZYKLAD IX. Czystość miłuiąca
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 199
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
ba pierwej niech zawisnik legnie Trupem; niźli Korony Królewskiej dosięgnie Zgodniejszemu powinnej ABN. I tak że, ni ciebie Królewiczu pobożność, ni miłość, ni cnota - JES: Co za miłość wspominasz Abner? co za cnotę? To ty chcesz bym wesołym okiem na promienie I na to patrzył światło, co me urodzenie Świetne, gasi? - ba niech się to, długo nie świeci, Co się tak prędko nieci. Ty coć się podoba Czyń: tego Kochaj, szanuj, w Niebo wynoś, czołem Bii przed nim tak. przyznaję, wieles winien temu Tak cnemu Rycerzowi. Wszak że tobie szyki Izraelskie najpierwszy czynią honor? Tobie
bá pierwey niech záwisnik legnie Trupem; niźli Korony Królewskiey dosięgnie Zgodnieyszemu powinney ABN. I ták że, ni ciebie Krolewiczu pobożność, ni miłość, ni cnotá - JES: Co zá miłość wspominasz Abner? co zá cnotę? To ty chcesz bym wesołym okiem ná promienie I ná to pátrzył świátło, co me urodzenie Swietne, gási? - bá niech się to, długo nie świeci, Co się ták prętko nieci. Ty coć się podoba Czyń: tego Kochay, szanuy, w Niebo wynoś, czołem Bii przed nim tak. przyznáię, wieles winien temu Ták cnemu Rycerzowi. Wszák że tobie szyki Izráelskie naypierwszy czynią honor? Tobie
Skrót tekstu: JawJon
Strona: 18
Tytuł:
Jonatas
Autor:
Stanisław Jaworski
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1746
Data wydania (nie wcześniej niż):
1746
Data wydania (nie później niż):
1746
Księżyc się wydaje, i ziemię oświeca.
V. Trzecia własność: rozmaita jest Księżyca co do światła aparencja: która w ten się odprawuje sposób. Ponieważ pułsferze Księżyca jest niepolerowne, a zatym nieswietne, bo niesposobne do zabierania w się promieni słonecznych, i ich reperkussyj. A drugie pułsferze jest polerowne, a za tym świetne. Do tego że Księżyc niższy ma swój cyrkuł niebieski, a wyższy daleko słońce, po których obroty sprawują. Więc gdy Księżyc łący się z słońcem podchodząc pod niego, zawsze się polerownym pułsferzem obraca ku słońcu, a niepolerownym drugim pułsferzem ku ziemi. Zaczym oko ludzkie nic nie widzi z pułsferza oświeconego. J w ten
Xiężyc się wydáie, y ziemię oswieca.
V. Trzecia własność: rozmaita iest Xiężyca co do światła apparencya: ktora w ten się odpráwuie sposob. Ponieważ pułsferze Xiężyca iest niepolerowne, á zátym nieswietne, bo niesposobne do zábierania w się promieni słonecznych, y ich reperkussyi. A drugie pułsferze iest polerowne, á zá tym swietne. Do tego że Xiężyc niższy ma swoy cyrkuł niebieski, á wyższy dáleko słońce, po ktorych obroty sprawuią. Więc gdy Xiężyc łączy się z słońcem podchodząc pod niego, záwsze się polerownym pułsferzem obráca ku słońcu, á niepolerownym drugim pułsferzem ku ziemi. Záczym oko ludzkie nic nie widzi z pułsferza oświeconego. J w ten
Skrót tekstu: BystrzInfAstron
Strona: K2
Tytuł:
Informacja Astronomiczna
Autor:
Wojciech Bystrzonowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Które w rzeczy jest prywacja słonecznego światła na jakim miejscu ziemi dla interpozycyj Księżyca między słońcem i ziemią. Zaczym ta defekcja światła, niepowinnaby się zwać zaćmieniem słońca, ale zaćmieniem ziemi; a zatym i oka ludzkiego, że jasności słonecznej doskonale jak w sobie jest, widzieć nie może. Bo słońce ponieważ z siebie świetne jest, jasności utracić nie może, i wydrzeć jej żadne inne stworzenie nie może. Atoli według zwykłej denominacyj i ja zwać tu będę zaćmienie słońca. Przyczyna tedy jedyna tego zaćmienia jest interpozycja Księżyca między słońcem i ziemią. Czego samego dowolne racja jest iż to zaćmienie kiedy indziej nie bywa tylko na samym nowiu Księżyca, gdy
Ktore w rzeczy iest prywacya słonecznego światła ná iákim mieyscu ziemi dla interpozycyi Xiężyca między słońcem y ziemią. Záczym ta defekcya światłá, niepowinnaby się zwáć zaćmieniem słońca, ále zaćmieniem ziemi; á zátym y oka ludzkiego, że iasności słoneczney doskonále iák w sobie iest, widzieć nie może. Bo słońce ponieważ z siebie swietne iest, iasności utracić nie może, y wydrzeć iey żadne inne stworzenie nie może. Atoli według zwykłey denominacyi y ia zwać tu będę zaćmienie słońca. Przyczyna tedy iedyna tego zaćmienia iest interpozycya Xiężyca między słońcem y ziemią. Czego samego dowolne racya iest iż to zaćmienie kiedy indziey nie bywa tylko ná samym nowiu Xiężyca, gdy
Skrót tekstu: BystrzInfAstron
Strona: L3
Tytuł:
Informacja Astronomiczna
Autor:
Wojciech Bystrzonowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
.
Gdyż teraźniejszy czas jest pracom naznaczony, A przyszły na zapłatę zaś postanowiony. Tedy chociaby świata uciechy zaiste Z doczesnemi rozkoszy były wiekuiste, A z Panami swojemi przez wiek nieprzetrwały, Na czasy nieskończone, i lata trwać miały, Dla tego niewzgardzone Chrystusa być mają Dobrodziejstwa, które myśl ludzką przewyzszają, Bo jako świetne słońce jest nad noc głęboką Zacniejsze, gdy swój pędzi drogą bieg wysoką: Tak, i daleko więcej w niebie dobra one, Które sprawiedliwym są z wieku sporządzone, Nad wszytkie te Królestwa ziemskie są zacniejsze, I nad wszelkie ozdoby świata pozorniejsze. Tedyby należało te dobra od wieku Wybranym zgotowane każdemu człowieku Drożej ważyć niż
.
Gdyż teráźnieyszy czás iest prácom náznáczony, A przyszły ná zápłátę záś postánowiony. Tedy choćiaby świátá vćiechy záiste Z doczesnemi roskoszy były wiekuiste, A z Pánámi swoiemi przez wiek nieprzetrwáły, Ná czásy nieskończone, y látá trwáć miáły, Dla tego niewzgárdzone Chrystusá bydź máią Dobrodźieystwá, ktore myśl ludzką przewyzszáią, Bo iáko świetne słońce iest nád noc głęboką Zacnieysze, gdy swoy pędźi drogą bieg wysoką: Ták, y dáleko więcey w niebie dobrá one, Ktore spráwiedliwym są z wieku sporządzone, Nád wszytkie te Krolestwá źiemskie są zacnieysze, Y nád wszelkie ozdoby świátá pozornieysze. Tedyby należało te dobrá od wieku Wybránym zgotowáne káżdemu człowieku Drożey ważyc niż
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 178
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688