jegomość dłuższy, bo na swoje barki Trzy wsi ojcowskie włożył, pospołu z folwarki. Tylko blaskiem nie zgore, w szczerozłotej jupie; Jeśliby się uraził, jest dobra maść w żupie. Jeśli maść nie pomoże, skoro jupa spadnie, Pewnikiem się zabawi z górnikami na dnie. Po tak bucznych sobolach, po tak świetnej lamie, Kiedy głód każe, przyjdzie wdziać górnicę w jamie. 225. PARADOXUM ECCLESIASTICI
Lepsza jest złość w mężczyźnie niż w niewieście cnota, Napisał kiedyś Syrach, otwierając wrota Białej płci do wszelakiej na świecie rozpusty. Dosycze wielkie do niej szatan im dał gusty, Nie trzeba ich do jawnej przywodzić rozpaczy. Myli się,
jegomość duższy, bo na swoje barki Trzy wsi ojcowskie włożył, pospołu z folwarki. Tylko blaskiem nie zgore, w szczerozłotej jupie; Jeśliby się uraził, jest dobra maść w żupie. Jeśli maść nie pomoże, skoro jupa spadnie, Pewnikiem się zabawi z górnikami na dnie. Po tak bucznych sobolach, po tak świetnej lamie, Kiedy głód każe, przyjdzie wdziać górnicę w jamie. 225. PARADOXUM ECCLESIASTICI
Lepsza jest złość w mężczyźnie niż w niewieście cnota, Napisał kiedyś Syrach, otwierając wrota Białej płci do wszelakiej na świecie rozpusty. Dosyćże wielkie do niej szatan im dał gusty, Nie trzeba ich do jawnej przywodzić rozpaczy. Myli się,
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 102
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
I miasta swoim trzęsieniem pokruszy, Wzburzy się morze niecierpliwe łodzi I częste strachu nabawią powodzi. Jeśli się z Panną Cyntyja położy, W zwieszonym kłosie tłuste ziarno mnoży I dżdżem pomiernym odwilżywszy role, Okryje wdzięcznym urodzajem pole; Lecz tym, co noszą płód, córkę lub syna, Zwykłego nie da ratunku Lucyna. Jeśli na świetnej Wadze się posadzi, Królów niesfornych z poddanymi zwadzi I kość wrzuciwszy między złe sąsiady, W krwawe zawiedzie utarczki i zwady, Wykrzyknie pokój wojennymi głosy, Płonne zostawi po zagonach kłosy, Oliwy zniszczy, sami pijanicy Radzi, że dosyć win będzie w piwnicy. Jeśli się z zjadłym Niedźwiadkiem pobraci, Pszczół miodonoszych ród wniwecz wytraci
I miasta swoim trzęsieniem pokruszy, Wzburzy się morze niecierpliwe łodzi I częste strachu nabawią powodzi. Jeśli się z Panną Cyntyja położy, W zwieszonym kłosie tłuste ziarno mnoży I dżdżem pomiernym odwilżywszy role, Okryje wdzięcznym urodzajem pole; Lecz tym, co noszą płód, córkę lub syna, Zwykłego nie da ratunku Lucyna. Jeśli na świetnej Wadze się posadzi, Królów niesfornych z poddanymi zwadzi I kość wrzuciwszy między złe sąsiady, W krwawe zawiedzie utarczki i zwady, Wykrzyknie pokój wojennymi głosy, Płonne zostawi po zagonach kłosy, Oliwy zniszczy, sami pijanicy Radzi, że dosyć win będzie w piwnicy. Jeśli się z zjadłym Niedźwiadkiem pobraci, Pszczół miodonoszych ród wniwecz wytraci
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 156
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
karać Rofens, biskup boski z tego, Dał go ćwiertować jako Bolesław świętego Stanisława w Krakowie. Niecnotliwe uszy Nie chcą przyjmować tego, co potrzebno duszy. Potem Morusa, wielkiej człowieka godności Dał ściąć, iż od papieża szpecił jemu złości. Sam się jął zwać papieżem kalwińskiej spowiedzi, Godzien pamiątki w piekle, nie na świetnej miedzi. A toż macie jej przodek i koniec żywota, Z niecnoty się poczęła i była niecnota. Co się z cnoty poczęło, cnotą się obchodzi, Wszeteczna mać wstydliwej córki nie urodzi. Wstydliwa mać wszeteczna rzadko urodziła, Wszetecznej nigdy córka wstydliwa nie była. Była to okrutnica w świecie niesłychana, I snadź diablica
karać Roffens, biskup boski z tego, Dał go ćwiertować jako Bolesław świętego Stanisława w Krakowie. Niecnotliwe uszy Nie chcą przyjmować tego, co potrzebno duszy. Potem Morusa, wielkiej człowieka godności Dał ściąć, iż od papieża szpecił jemu złości. Sam się jął zwać papieżem kalwińskiej spowiedzi, Godzien pamiątki w piekle, nie na świetnej miedzi. A toż macie jej przodek i koniec żywota, Z niecnoty się poczęła i była niecnota. Co się z cnoty poczęło, cnotą się obchodzi, Wszeteczna mać wstydliwej córki nie urodzi. Wstydliwa mać wszeteczna rzadko urodziła, Wszetecznej nigdy córka wstydliwa nie była. Była to okrutnica w świecie niesłychana, I snadź diablica
Skrót tekstu: ErZrzenAnKontr
Strona: 375
Tytuł:
Anatomia Martynusa Lutra Erazma z Roterdama
Autor:
Erazm z Rotterdamu
Tłumacz:
Jan Zrzenczycki
Drukarnia:
Bazyli Skalski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1619
Data wydania (nie wcześniej niż):
1619
Data wydania (nie później niż):
1619
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
go goni. Już wszystkę Italią wielkiej wieść radości O przyjeżdzie tak wdzięcznych napełniła gości. Gdy Tyberyn i święte miasto Romulowe Ognie przedeń i fasces posyła Tullowe. Smakują konie białe złocone wędzidła, Polatują akwile roztoczywszy skrzydła, Podnoszą się teatra, zakwitają ściany, Jako gdy szedł w triumfie Syfaks pojmany. A ozdoba Lechii na świetnej karocy, Jako w późnej Hesperus okazalszy nocy, Albo ranny Lucyfer, gdy z Eou wschodzi, Między zgrają przebranej auzońskiej młodzi. Po nim oczy senatu i miasta wszystkiego, Tali krew, toli i syn króla tak wielkiego, Który Pontu dosięga i Tanai granic, A Scyta i Osmański dom u niego za nic.
go goni. Już wszystkę Italią wielkiej wieść radości O przyjeżdzie tak wdzięcznych napełniła gości. Gdy Tyberyn i święte miasto Romulowe Ognie przedeń i fasces posyła Tullowe. Smakują konie białe złocone wędzidła, Polatują akwile roztoczywszy skrzydła, Podnoszą się teatra, zakwitają ściany, Jako gdy szedł w tryumfie Syfax poimany. A ozdoba Lechii na świetnej karocy, Jako w późnej Hesperus okazalszy nocy, Albo ranny Lucyfer, gdy z Eou wschodzi, Między zgrają przebranej auzońskiej młodzi. Po nim oczy senatu i miasta wszystkiego, Tali krew, toli i syn króla tak wielkiego, Który Pontu dosięga i Tanai granic, A Scyta i Osmański dom u niego za nic.
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 43
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
tu słynie kawalery. Ale niemniej i konie do siebie to czują, Że w złocie, że i złote wędzidła smakują, Ważąc się pod rołdaczy i drogiemi rzędy, Skąd po polach przyległych miece się blask wszędy. Oneby swą żartkością w ogniu nie spłonęły, I po zbożu biegając onego nie tknęły. A ozdoba dzisiejsza na świetnej karocy, Jako w późnej Hesperus okazalszy nocy, Między światły innemi wszystkich tych przechodzi, Zgrają świetną okryty upierzonej młodzi. Toż i miasto poduszczy, żebytakże na tę Niniejszą uroczystość, inszą wzięto szatę:Nie w której po żałosnych dopiero popiołach Wielkiego Przyjemskiego w ciemnych swych kościołach, Głuche wyło nenie, ale zwykło w jakiej
tu słynie kawalery. Ale niemniej i konie do siebie to czują, Że w złocie, że i złote wędzidła smakują, Ważąc się pod rołdaczy i drogiemi rzędy, Zkąd po polach przyległych miece się blask wszędy. Oneby swą żartkością w ogniu nie spłonęły, I po zbożu biegając onego nie tknęły. A ozdoba dzisiejsza na świetnej karocy, Jako w późnej Hesperus okazalszy nocy, Między światły innemi wszystkich tych przechodzi, Zgrają świetną okryty upierzonej młodzi. Toż i miasto poduszczy, żebytakże na tę Niniejszą uroczystość, inszą wzięto szatę:Nie w której po żałosnych dopiero popiołach Wielkiego Przyjemskiego w ciemnych swych kościołach, Głuche wyło nenie, ale zwykło w jakiej
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 125
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
gdym chciała mieć przeszkodę. Nie trzeba mi było ani rozkazać, ani prosić, kiedym jakiego żądała ukontentowania, szczególnie na moim zawisło obraniu. Miano mię w naszym domu za koligatkę samej gospodyni: J ci też nie lepiej wiedzieli którzy ze mną konwersowali. Stan mój zatajony był mi powodem, żem się przy świetnej i barzo przykrej godności przedniej osoby w komapniach nie utrzymywała, a zwłaszcza z wielkim moim pożytkiem. Bo gdyby to wiadomo było; żem ja Hrabiną była, tedyby zamiast podziwienia, dobre moje przymioty, za potrzebną miano część stanu mego. Alboby na najwyższą mię tylko poważano, gdy mię teraz i poważano,
gdym chćiała mieć przeszkodę. Nie trzeba mi było ani rozkazać, ani prośić, kiedym iakiego żądała ukontentowania, szczegulnie na moim zawisło obraniu. Miano mię w naszym domu za koligatkę samey gospodyni: J ći też nie lepiey wiedzieli ktorzy ze mną konwersowali. Stan moy zataiony był mi powodem, żem śię przy świetney i barzo przykrey godności przedniey osoby w komapniach nie utrzymywała, a zwłaszcza z wielkim moim pożytkiem. Bo gdyby to wiadomo było; żem ia Hrabiną była, tedyby zamiast podziwienia, dobre moie przymioty, za potrzebną miano część stanu mego. Alboby na naywyższą mię tylko poważano, gdy mię teraz i poważano,
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 37
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
były z tuzinku żółtego (Jeleni z żubrzem rogi) wykrojone I na wierzch wozów pięknie przyprawione. Po małej chwili znowu obłoczyste Idą rydwany, przy których ogniste Złotogorące potrzeby pałały, Czym kształt i pozór piękny wydawały; W nich z pięknym statkiem uczciwie siedzieli Słudzy — a wszyscy bogaty strój mieli. Z rydwanami już sam w świetnej jedzie Starosta pucki karocy i wiedzie Po ludziach oczy pełne wspaniałości — Pan Jan Zawadzki — a w swojej ludzkości Każdemu wdzięcznym i miłym zostaje, Że z jego twarzy niemal promień wstaje Pełen jasności, świecąc w obcej stronie I jego zdobiąc zewsząd pańskie skronie. Po lewej ręce siedział wedle niego Imienia godny ksiądz Jezusowego — Ociec Lowesztejn
były z tuzinku żółtego (Jeleni z żubrzem rogi) wykrojone I na wierzch wozów pięknie przyprawione. Po małej chwili znowu obłoczyste Idą rydwany, przy których ogniste Złotogorące potrzeby pałały, Czym kształt i pozór piękny wydawały; W nich z pięknym statkiem uczciwie siedzieli Słudzy — a wszyscy bogaty strój mieli. Z rydwanami już sam w świetnej jedzie Starosta pucki karocy i wiedzie Po ludziach oczy pełne wspaniałości — Pan Jan Zawadzki — a w swojej ludzkości Każdemu wdzięcznym i miłym zostaje, Że z jego twarzy niemal promień wstaje Pełen jasności, świecąc w obcej stronie I jego zdobiąc zewsząd pańskie skronie. Po lewej ręce siedział wedle niego Imienia godny ksiądz Jezusowego — Ociec Lowesztejn
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 147
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
na dół/ abo przepaść/ w którą spadł/ i tam zginął. To oszukanie pokazało się za czasów naszych tym sposobem: Jeden młodzieniec nie mogąc odwieść ojca swego od takowej superstitej/ resolwował się/ żeby szedł za nim tajemnie/ aby obaczył jak się powiedzie/ wziąwszy łuk w rękę. Przyszedł tedy szatan w postaci świetnej: a gdy on starzec/ padszy na ziemię/ czynił mu chwałę/ syn wyciągnąwszy łuk/ i wystrzeliwszy/ przebił lisa miasto diabła. Idąc potym szladem za krwią onego lisa/ przyszedł do onej przepaści/ o którejjem powiedział/ kędy znalazł barzo wiele ludzi/ i kości zmarłych. I tak wybawił ojca od śmierci/
ná doł/ ábo przepáść/ w ktorą spadł/ y tám zginął. To oszukánie pokazáło się zá czásow nászych tym sposobem: Ieden młodźieniec nie mogąc odwieść oycá swego od tákowey superstitey/ resolwował się/ żeby szedł zá nim táiemnie/ áby obaczył iák się powiedźie/ wźiąwszy łuk w rękę. Przyszedł tedy szátan w postáći świetney: á gdy on stárzec/ padszy ná źiemię/ czynił mu chwałę/ syn wyćiągnąwszy łuk/ y wystrzeliwszy/ przebił lisá miásto dyabłá. Idąc potym szládem zá krwią onego lisá/ przyszedł do oney przepáśći/ o ktoreyiem powiedźiał/ kędy ználasł bárzo wiele ludzi/ y kośći zmárłych. Y ták wybáwił oycá od śmierći/
Skrót tekstu: BotŁęczRel_IV
Strona: 140
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. IV
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
Obiecadłowe wiele przykładów ludzi stanu Pańskiego i Szlacheckiego/ których Bóg wezwał i obrał/ tak znowu/ p. 58. Niemieckiemi pisząc słowy:
taki ma Dyskurs:
Bracia moi/ nie miejcie z brakowaniem Osób wiary Pana naszego Jezusa Krystusa/ który chwalebny jest. Abowiem gdyby wszedł do zgromadzenia waszego Mąż mając pierścień złoty w szacie świetnej/ a wszedłby też Ubogi w podłym odzieniu. I wejrzelibyście na tego/ co ma świetną szatę/ a rzeklibyście mu? Ty siądź sam poczciwie: A ubogiemu byście rzekli: Ty tam stój/ albo siądź tu pod podnóżkiem moim: Azażeście już nie uczynili różności miedzy sobą/ i
Obiecádłowe wiele przykłádow ludźi stanu Páńskiego y Szlácheckiego/ ktorych Bog wezwał y obrał/ ták znowu/ p. 58. Niemieckiemi pisząc słowy:
táki ma Dyszkurs:
Bráćia moi/ nie mieyćie z brákowániem Osob wiáry Páná nászego Iezusá Krystusá/ ktory chwalebny iest. Abowiem gdyby wszedł do zgromádzenia wászego Mąż máiąc pierścień złoty w száćie świetney/ á wszedłby też Ubogi w podłym odźieniu. Y weyrzelibyśćie ná tego/ co ma świetną szátę/ á rzeklibyśćie mu? Ty śiądź sám poczćiwie: A ubogiemu byśćie rzekli: Ty tám stoy/ álbo śiądź tu pod podnożkiem moim: Azażeśćie iuż nie uczynili rożnośći miedzy sobą/ y
Skrót tekstu: GdacPan
Strona: Siii
Tytuł:
O pańskim i szlacheckim [...] stanie dyszkurs
Autor:
Adam Gdacjusz
Drukarnia:
Jan Krzysztof Jakub
Miejsce wydania:
Brzeg
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1679
Data wydania (nie wcześniej niż):
1679
Data wydania (nie później niż):
1679
we złocie jako lampa gorzał, Kiedy mu glancu Tytan ognisty przysporzał! Gdy na kirys, co równa i glancem, i hartem Diament, ciska niebem promienie otwartem. W tropy za nim kopijnik, któremu pod groty Snują się powietrznymi proporce obroty. Po nich idą pancerni; po pancernych, w sforze Z dragony, w świetnej łosiej rajtaria skórze. Toż piechota, żelazną głowy kryta blachą; Ale jej część niemała została pod Brahą, Wjazd Władysława WOJNA CHOCIMSKA
Gdzie tabor i armaty większa połowica W okopach z rozkazania stała królewicza. Który skoro wszedł w obóz, skoro mu rozbito Namioty, serca naszym przybyło sowito, Gdy widzą między sobą, z czyjego
we złocie jako lampa gorzał, Kiedy mu glancu Tytan ognisty przysporzał! Gdy na kirys, co równa i glancem, i hartem Diament, ciska niebem promienie otwartém. W tropy za nim kopijnik, któremu pod groty Snują się powietrznymi proporce obroty. Po nich idą pancerni; po pancernych, w sforze Z dragony, w świetnej łosiej rajtaryja skórze. Toż piechota, żelazną głowy kryta blachą; Ale jej część niemała została pod Brahą, Wjazd Władysława WOJNA CHOCIMSKA
Gdzie tabor i armaty większa połowica W okopach z rozkazania stała królewica. Który skoro wszedł w obóz, skoro mu rozbito Namioty, serca naszym przybyło sowito, Gdy widzą między sobą, z czyjego
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 145
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924