Marcian kazał/ mówiąc: Tego godni/ Bogom i Cesarzom przeciwni. A gdy przyszedł na miejsce gdzie się Celsus jedyny syn Starościn uczył/ rzekło dziecię do towarzyszów swoich. Rzecz niewidaną widzę/ onego Chrześcijanina którego prowadzą/ z wielą w białych szatach rozmawiającego/ i koronę na głowę jego/ z pereł i złota/ której żartkość/ tego powietrza światłość zacimia: I drugich trzech mężów białe włosy mające/ skrzydłami jako orlemi/ nad nim ustawicznie czujące. Otoż zda mi się rzecz być godną takiemu Bogu służyć/ który o swoich takie staranie ma/ i tak pięknie je przybiera. To usłyszawszy towarzysze i mistrz łagodnie go strofując od przedsięwzięcia hamowali.
Márcian kazał/ mowiąc: Tego godni/ Bogom y Cesárzom przećiwni. A gdy przyszedł ná mieysce gdźie sie Celsus iedyny syn Stárośćin vczył/ rzekło dźiećię do towárzyszow swoich. Rzecż niewidáną widzę/ onego Chrześćiániná ktorego prowádzą/ z wielą w białych szátách rozmawiáiącego/ y koronę ná głowę iego/ z pereł y złotá/ ktorey żártkość/ tego powietrza świátłość záćimia: Y drugich trzech mężow białe włosy máiace/ skrzydłámi iáko orlemi/ nád nim vstáwicznie czuiące. Otoż zda mi sie rzecz bydź godną tákiemu Bogu służyć/ ktory o swoich tákie stáránie ma/ y ták pięknie ie przybiera. To vsłyszawszy towárzysze y mistrz łágodnie go strofuiąc od przedsięwźięćia hámowáli.
Skrót tekstu: ZwierPrzykład
Strona: 21
Tytuł:
Wielkie zwierciadło przykładów
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Szymon Wysocki
Drukarnia:
Jan Szarffenberger
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
ostatki. Widział kto, kiedy wicher w zaburzone czasy Rzuca się z jadem wściekłem na wyniosłe lasy, Gdzie przejdzie, z ozdób swoich zdarte zostawuje, Żadna góra, stoletni dąb go nie hamuje. PIEŚŃ XXVII.
XXVI.
Wiele tych, co gniewowi Rodomontowemu Szczęściem uszli, wiele tych, co Gradasowemu, Rozumieją, iż żartkość i zbyt rącze nogi Już ich śmierci odjęły, już zbawiły trwogi; Aliści na Rugiera po zad natrafiają, Bezpieczni, nad nadzieję zdrowia pokładają. Bo człowiek, co swych w Bogu ufności nie miewa, Tam naprędzej żegna świat, gdzie się nie spodziewa.
XXVII.
I choć niebezpieczeństwa ujdzie on jednego, Wpada w drugie
ostatki. Widział kto, kiedy wicher w zaburzone czasy Rzuca się z jadem wściekłem na wyniosłe lasy, Gdzie przejdzie, z ozdób swoich zdarte zostawuje, Żadna góra, stoletni dąb go nie hamuje. PIEŚŃ XXVII.
XXVI.
Wiele tych, co gniewowi Rodomontowemu Szczęściem uszli, wiele tych, co Gradasowemu, Rozumieją, iż żartkość i zbyt rącze nogi Już ich śmierci odjęły, już zbawiły trwogi; Aliści na Rugiera po zad natrafiają, Bezpieczni, nad nadzieję zdrowia pokładają. Bo człowiek, co swych w Bogu ufności nie miewa, Tam naprędzej żegna świat, gdzie się nie spodziewa.
XXVII.
I choć niebezpieczeństwa ujdzie on jednego, Wpada w drugie
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 327
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905