ty przyszedłszy ku takiej ozdobie, Którą oprócz samemu powinieneś sobie, Sceną był tej próżności; skądeś różnem niebem I z pól krwawych Marsowych żelaznym się chlebem Bawić począł do Inflant, przeciw Karolowi, W znacznych pocztach stawając swemu Zygmuntowi, A potem i do Moskwy, znowu odmieniwszy Cerę inszą, jakiby wionął wiatr życzliwszy Rzeczom swym doświadczając, od bębnów i wojny, Udałeś się wnet potem na dwór pański strojny. Gdzie depcąc śliskie one czas niemały progi, Jednak nigdy statecznej nie uniósłeś nogi Po tamtych alabastrach, ani ułaszone, Z toru cnoty mogły zwieść Chimery cię one. Cóż? gdy i tu tylko czas kosztowny strawiwszy Na dziękach
ty przyszedłszy ku takiej ozdobie, Którą oprócz samemu powinieneś sobie, Sceną był tej próżności; zkądeś różnem niebem I z pól krwawych Marsowych żelaznym się chlebem Bawić począł do Inflant, przeciw Karolowi, W znacznych pocztach stawając swemu Zygmuntowi, A potem i do Moskwy, znowu odmieniwszy Cerę inszą, jakiby wionął wiatr życzliwszy Rzeczom swym doświadczając, od bębnów i wojny, Udałeś się wnet potem na dwór pański strojny. Gdzie depcąc śliskie one czas niemały progi, Jednak nigdy statecznej nie uniósłeś nogi Po tamtych alabastrach, ani ułaszone, Z toru cnoty mogły zwieść Chimery cię one. Cóż? gdy i tu tylko czas kosztowny strawiwszy Na dziękach
Skrót tekstu: TwarSRytTur
Strona: 115
Tytuł:
Zbiór różnych rytmów
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1631 a 1661
Data wydania (nie wcześniej niż):
1631
Data wydania (nie później niż):
1661
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Drukarnia "Czasu"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1861
moją kanclerzowi. Kanclerz, nie mogąc się mnie zbyć, zaczął instancjować.
Książę hetman dał rezolucją, że ani mi pomagać, ani przeszkadzać nie będzie. Kanclerz, zamiast poparcia swojej instancji, zaczął mi swoje urażenia, te tylko, że książę Czartoryski, naówczas podkanclerzy, a teraźniejszy kanclerz, łaskaw i że jemu jestem życzliwszy niż Sapiezie kanclerzowi, staroście memu, wymawiać.
Książę Radziwiłł hetman wpadł w pasją i obydwa mię wymawianiem swoim martwili, nie dając mi nawet odpowiedać ani eksplikować się. Książę hetman odjechał, a Sapieha kanclerz nie puścił mię od obiadu i tak musiałem się zostać na obiedzie, po którym pożegnawszy go i doniósłszy o mojej
moją kanclerzowi. Kanclerz, nie mogąc się mnie zbyć, zaczął instancjować.
Książę hetman dał rezolucją, że ani mi pomagać, ani przeszkadzać nie będzie. Kanclerz, zamiast poparcia swojej instancji, zaczął mi swoje urażenia, te tylko, że książę Czartoryski, naówczas podkanclerzy, a teraźniejszy kanclerz, łaskaw i że jemu jestem życzliwszy niż Sapiezie kanclerzowi, staroście memu, wymawiać.
Książę Radziwiłł hetman wpadł w pasją i obydwa mię wymawianiem swoim martwili, nie dając mi nawet odpowiedać ani eksplikować się. Książę hetman odjechał, a Sapieha kanclerz nie puścił mię od obiadu i tak musiałem się zostać na obiedzie, po którym pożegnawszy go i doniósłszy o mojej
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 312
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
się bliskości i powinowactwa z Turki po Ariusie/ ci nowi Ariani znając/ takimi się stali przyjacioły Turkom/ że kwoli temu powinowactwu/ nietylko kościoła Chrześcijańskiego i Sakrametnów jego/ ale się i Chrystusa Syna Bożego przedwiecznego zaprzeli: a Mesysasza Tureckiego według Alkoranu Tureckiego przyjęli. Stądże to prawie wrodzono jest wszytkim Arianom/ że życzliwszy są Turkom/ niż własnej swojej krwi i ojczyźnie. Nasłuchalismy się tego w Lublinie/ kiedy Ariani w głos na Sejmikach wołali/ że więcej sobie życzyli być pod Turkiem/ niż mieć Pana Chrześcijańskiego. Statorius też on piekielczyk/ będąc w Warszawie pod Sejmem przed kilką lat/ kiedy Turkiem straszono/ zgromadziwszy swoje Ariany do jednej
się bliskośći y powinowáctwá z Turki po Ariuśie/ ći nowi Ariani znáiąc/ tákimi się sstáli przyiaćioły Turkom/ że kwoli temu powinowáctwu/ nietylko kośćiołá Chrześćiáńskiego y Sákrámetnow iego/ ále się y Chrystusá Syná Bożego przedwiecznego záprzeli: á Messysaszá Tureckiego według Alkoranu Tureckiego przyięli. Stądże to práwie wrodzono iest wszytkim Arianom/ że życzliwszy są Turkom/ niż własney swoiey krwi y oyczyznie. Násłuchálismy się tego w Lublinie/ kiedy Ariani w głos ná Seymikách wołáli/ że więcey sobie życzyli być pod Turkiem/ niż mieć Páná Chrześćiáńskiego. Státorius też on piekielczyk/ będąc w Wárszáwie pod Seymem przed kilką lat/ kiedy Turkiem strászono/ zgromádziwszy swoie Ariany do iedney
Skrót tekstu: SkarMes
Strona: 5nlb
Tytuł:
Mesjasz nowych Arianów wedle Alkoranu Tureckiego
Autor:
Piotr Skarga
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
że tam nic inszego Prócz swarów być nie może i boju strasznego, A przymierze z pokojem miejsc nie będą mieli W zajątrzonych wnętrznościach, by najbarziej chcieli, Mówi siostrze: „Już odejść możemy bezpiecznie: Miłość tu, śmiem upewniać, nie postoi wiecznie. Niech idą, my się jeszcze do bitwy wróciemy I komu beł życzliwszy Mars, szczerze powiemy”.
CXXIII.
Tak przykre, tak straszliwe i ostatniej siły Rugierowe na on czas uderzenia były, Iż Rodomont łbem w siodło uderzy chudzina I lecąc, twardą zbroją przycisnął Frontyna. Po trzy, po cztery razy już spaść nakłoniony, Ledwo się mógł pokrzepić, gwałtownie zemdlony; Nakoniec miecza z
że tam nic inszego Prócz swarów być nie może i boju strasznego, A przymierze z pokojem miejsc nie będą mieli W zajątrzonych wnętrznościach, by najbarziej chcieli, Mówi siestrze: „Już odyść możemy bezpiecznie: Miłość tu, śmiem upewniać, nie postoi wiecznie. Niech idą, my się jeszcze do bitwy wróciemy I komu beł życzliwszy Mars, szczerze powiemy”.
CXXIII.
Tak przykre, tak straszliwe i ostatniej siły Rugierowe na on czas uderzenia były, Iż Rodomont łbem w siodło uderzy chudzina I lecąc, twardą zbroją przycisnął Frontyna. Po trzy, po cztery razy już spaść nakłoniony, Ledwo się mógł pokrzepić, gwałtownie zemdlony; Nakoniec miecza z
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 316
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
się i całą noc ze mną spał. Nazajutrz rano znalazłem go na piersiach swoich cudownie pomiętym (co znać i przez sen przyciskałem go do siebie) i calem był zdesperował, że się miał wniwecz obrócić; ale z łaski bożej wyprostował się pięknie i najmniejszej w nim nie masz szkody. Oto, widzę, życzliwszy portret i bardziej mię kochający, niżeli oryginał. Ja do obozu spiesznie się wybieram, ale bardzo ciężko w tę drogę o pieniądze. Przyszło do tego, żem pętlice diamentowe z inszymi drobiazgami w dziesięciu tysięcy zastawić musiał, bo już wsi nie stało, które się dłużnikom puścić musiały w tych długach, o którychem z
się i całą noc ze mną spał. Nazajutrz rano znalazłem go na piersiach swoich cudownie pomiętym (co znać i przez sen przyciskałem go do siebie) i calem był zdesperował, że się miał wniwecz obrócić; ale z łaski bożej wyprostował się pięknie i najmniejszej w nim nie masz szkody. Oto, widzę, życzliwszy portret i bardziej mię kochający, niżeli oryginał. Ja do obozu spiesznie się wybieram, ale bardzo ciężko w tę drogę o pieniądze. Przyszło do tego, żem pętlice diamentowe z inszymi drobiazgami w dziesięciu tysięcy zastawić musiał, bo już wsi nie stało, które się dłużnikom puścić musiały w tych długach, o którychem z
Skrót tekstu: SobJListy
Strona: 306
Tytuł:
Listy do Marysieńki
Autor:
Jan Sobieski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
listy
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1665 a 1683
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1683
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Czytelnik"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
/ i trudny do zwojowania. W tych czasiech dla niezgody i wojen domowych/ barzo sobie ten Naród ostróżnie w traktatach zniemi postępuje/ i stara się o dobrą przyjaźń/ będąc dla bliskości granić podległy ich wycieczkom/ w których im zabierają niewymowną rzecz ludzi i bydeł. Dosyć się przecie Turcy w Polakach kochają/ i życzliwszy im są/ niżeli inszym sąsiadom swoim/ mając ich za jedyny munsztuk powściągający potęgę Moskiewską. Rozdział XXI.
Moskwicina tedy barziej sobie ważą niż Polaków/ trzymając o nim/ że może zawsze wyprowadzić w pole sto pięćdziesiąt Tysięcy konnego wojska. On się też sam niesie za równego Cesarzowi Tureckiemu i także też jako i on napełnia
/ y trudny do zwoiowánia. W tych czáśiech dla niezgody y woien domowych/ bárzo sobie ten Narod ostrożnie w tráktatách zniemi postępuie/ y stára się o dobrą przyiaźń/ będąc dla bliskośći gránić podległy ich wyćieczkom/ w ktorych im zábieráią niewymowną rzecz ludźi y bydeł. Dosyć się przećie Turcy w Polakách kocháią/ y życzliwszi im są/ niżeli inszym sąśiádom swoim/ máiąc ich zá iedyny munsztuk powśćiągáiący potęgę Moskiewską. Rozdźiał XXI.
Moskwićiná tedy bárźiey sobie ważą niż Polakow/ trzymáiąc o nim/ że może záwsze wyprowádźić w pole sto pięćdźieśiąt Tyśięcy konnego woyská. On się też sam nieśie zá rownego Cesárzowi Tureckiemu y tákże też iáko y on nápełnia
Skrót tekstu: RicKłokMon
Strona: 118
Tytuł:
Monarchia turecka
Autor:
Paul Ricot
Tłumacz:
Hieronim Kłokocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1678
Data wydania (nie później niż):
1678
jaką ona kiedyś panną była, Jej krzywda tu w te strony biec mię przymusiła. Mam chęć, mam serce mścić się, lecz wprzód uczyniemy Postanowienie z sobą, nim się bić będziemy: Ty, jeśli mię pożyjesz i dokażesz tego, Wsadzisz, jako i drugich, do kasztelu swego.
XLIII.
Jeśli zaś Bóg życzliwszy mnie będzie, jak wierzę, I nad tobą zwycięstwo chwalebne odzierzę, Zaraz konia masz mi dać i te jasne zbroje, Któremi otoczyłeś harde ściany twoje; Więźnie wszystkie wypuścisz, swobodą darujesz, Których przykrem więzieniem niewinnie mordujesz”. „Słuszna - mówi Rodomont - ale z tych żadnego Nie mam tu: do królestwa
jaką ona kiedyś panną była, Jej krzywda tu w te strony biedz mię przymusiła. Mam chęć, mam serce mścić się, lecz wprzód uczyniemy Postanowienie z sobą, nim się bić będziemy: Ty, jeśli mię pożyjesz i dokażesz tego, Wsadzisz, jako i drugich, do kasztelu swego.
XLIII.
Jeśli zaś Bóg życzliwszy mnie będzie, jak wierzę, I nad tobą zwycięstwo chwalebne odzierzę, Zaraz konia masz mi dać i te jasne zbroje, Któremi otoczyłeś harde ściany twoje; Więźnie wszystkie wypuścisz, swobodą darujesz, Których przykrem więzieniem niewinnie mordujesz”. „Słuszna - mówi Rodomont - ale z tych żadnego Nie mam tu: do królestwa
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 96
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905