trzydzieści, i bodaj dostało.” „Odkrójże mi trzydzieści na parę kontoszy. Nie lekce sobie ważcie nas usarzów, Włoszy. A czemuż i nie suknią, kiedyśmy proporcem Równi? Nie mierz ty chłopa łokciem ani korcem.” 341. NA OBRAZ RZEŹNICZY
Rzeźnik z jatki; w mięso psi i koci w zawody. Jak to prędko pies z kotką może przyść do zgody! Gdzie idzie o pożytek lub o wielką szkodę, I między rodzonymi nietrudno o zgodę. Rychlej się na trzeciego niźli sami z sobą Dwu zgodzi; choć ten obraz niechaj będzie próbą. Mięsem ciało, rzeźnikiem rozum jest człowieczy. Jeśli go nie opatrzy
trzydzieści, i bodaj dostało.” „Odkrójże mi trzydzieści na parę kontoszy. Nie lekce sobie ważcie nas usarzów, Włoszy. A czemuż i nie suknią, kiedyśmy proporcem Równi? Nie mierz ty chłopa łokciem ani korcem.” 341. NA OBRAZ RZEŹNICZY
Rzeźnik z jatki; w mięso psi i koci w zawody. Jak to prędko pies z kotką może przyść do zgody! Gdzie idzie o pożytek lub o wielką szkodę, I między rodzonymi nietrudno o zgodę. Rychlej się na trzeciego niźli sami z sobą Dwu zgodzi; choć ten obraz niechaj będzie próbą. Mięsem ciało, rzeźnikiem rozum jest człowieczy. Jeśli go nie opatrzy
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 336
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
w gościnie koronuje głowę. 182. RZADKI PTAK NA TOŻ DRUGI RAZ
Rzadki feniks na świecie ptak, przecież się prędzej, Wedle tej przypowieści, da widzieć, niż między Bracią, zwłaszcza rodzoną, zgoda. Nigdy obcy, Kiedy przyjdzie do działu i sypania kopcy, Wsi ojczystych (bo się dwaj w jednym worze koci Nie osiedzą), tak sobie nie zajźrą, jako ci. Przyznaję, że się trafia; lecz przecie widomie, Jako wszytkie, i to też podobieństwo chromie: Że Kain Abla, brata brat zabił zazdrosny? Jedna, mówią, jaskółka nie uczyni wiosny. Nie widziałem feniksa, ale ani człeka, Co by
w gościnie koronuje głowę. 182. RZADKI PTAK NA TOŻ DRUGI RAZ
Rzadki feniks na świecie ptak, przecież się prędzej, Wedle tej przypowieści, da widzieć, niż między Bracią, zwłaszcza rodzoną, zgoda. Nigdy obcy, Kiedy przyjdzie do działu i sypania kopcy, Wsi ojczystych (bo się dwaj w jednym worze koci Nie osiedzą), tak sobie nie zajźrą, jako ci. Przyznaję, że się trafia; lecz przecie widomie, Jako wszytkie, i to też podobieństwo chromie: Że Kain Abla, brata brat zabił zazdrosny? Jedna, mówią, jaskółka nie uczyni wiosny. Nie widziałem feniksa, ale ani człeka, Co by
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 108
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
głów, lecz garncarskich siła rządzi donic, Tam najmniej zawsze rządu bywało, abo nic: Każda z nich swym Wierciochem; każdy wódz na sławę Swoję chciałby nad inszych podnosić buławę, Mając w wojsku sekwito; już tam zdrowa rada Przed pychą i nieszczęsną zazdrością upada. Sami się z sobą gryzą, jako w worze koci, Nieprzyjaciel pogody czeka, a skoro ci Jeden drugiemu na złość otwiera mu wrota, Wywłóczy po jednemu jako raki z błota. Tak grecka monarchija straszna dotąd światu, Kiedy jedno przed drugim miasto chce prymatu, Dotąd się między sobą wadzą, dotąd kolą, Aż jedne z gruntu spadły, drugie szły w niewolą. Da
głów, lecz garncarskich siła rządzi donic, Tam najmniej zawsze rządu bywało, abo nic: Każda z nich swym Wierciochem; każdy wódz na sławę Swoję chciałby nad inszych podnosić buławę, Mając w wojsku sekwito; już tam zdrowa rada Przed pychą i nieszczęsną zazdrością upada. Sami się z sobą gryzą, jako w worze koci, Nieprzyjaciel pogody czeka, a skoro ci Jeden drugiemu na złość otwiera mu wrota, Wywłóczy po jednemu jako raki z błota. Tak grecka monarchija straszna dotąd światu, Kiedy jedno przed drugim miasto chce prymatu, Dotąd się między sobą wadzą, dotąd kolą, Aż jedne z gruntu spadły, drugie szły w niewolą. Da
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 195
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
jeżeli tak jest jakom wczoraj śliszał. B. Cóż tam? T. Toż czasu jednego, do łańcucha długiego pijanych pisidła Bogów, sama za drugi honor łańcucha stanąwszy na ziemie, trzymając, wielkim głowem, krzyknęli, tryzmajcie sięBogowie, a wtym samym i tam silnie poczną się poszarpywac. Długo się jopierali, jak koci na ledzie Bogowie, przyszło przecię do tego, iż wszyscy z onych górnych pałaców z szarpnieni padszy na ziemię szyję połamali. Otoż Panie mój, lepiej wprzód sprawę rosstrząsnąć, dowcipem, niżeli zacząwszy sprawy, nieskończyć i być z konfundowanym. B. Pewnie, byłoby dawno jako mówią dudy w miech, gdyby o
ieżeli ták iest iákom wczoráy slyszał. B. Coż tám? T. Toż czásu iednego, do łáncuchá długiego piiánych piśidłá Bogow, samá za drugi honor łancuchá stanąwszy ná źiemie, trzymáiąc, wielkim głowem, krzyknęli, tryzmayćie sięBogowie, á wtym sámym y tám śilnie poczną się poszárpywác. Długo się iopieráli, iák koći ná ledźie Bogowie, przyszło przećię do tego, iż wszyscy z onych gornych páłácow z szárpnieni padszy ná źięmię szyię połamáli. Otoż Pánie moy, lepiey wprzod sprawę rosstrząsnąć, dowćipem, niżeli zácząwszy spráwy, nieskończyć y być z konfundowánym. B. Pewnie, byłoby dawno iáko mowią dudy w miech, gdyby o
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 94
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
w polerowanym Kirysie konny, koń miał skrzydła nakształt Hippogryfa Astalfowego. A że mi się wszystko podobało w onym Kawalerze, rzekłem aby jachał zemną w kompanijej. pytając w którą stronę swą zaczyna przejazdzkę. Odpowie ludzkością ozdobiony Rycerz, jadę prawi abym pojedynkował i zniósł strašliwe monstrum, które ma łeb Lwi, brzuch koci, ogon wężowy, a spaszczęki pałające wypadały iskry. T. Co to za diabelskie monstrum, słuszniejsza spytać było wprzód, jako mam zwać Wmści a potym badać się o tej dziwnej bestii. B. Kawaler cny, zwał się Bellerofontes, a to monstrum Chimera, T. Wiem, wiem i czyrałem, o
w polerowánym Kirysie konny, koń miał skrzydła nákształt Hippogryphá Astálphowego. A że mi się wszystko podobáło w onym Káwálerze, rzekłem áby iáchał zemną w kompániey. pytáiąc w ktorą stronę swą záczyna przeiazdzkę. Odpowie ludzkośćią ozdobiony Rycerz, iádę práwi ábym poiedynkował y zniosł strášliwe monstrum, ktore ma łeb Lwi, brzuch koći, ogon wężowy, á zpászczęki pałáiące wypadáły iskry. T. Co to zá diabelskie monstrum, słusznieysza spytác było wprzod, iáko mam zwáć Wmśći á potym bádác się o tey dźiwney bestyey. B. Káwáler cny, zwał się Bellerophontes, á to monstrum Chimerá, T. Wiem, wiem y czyrałem, o
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 122
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
przepryskują i rżą na przemiany, Aż się morze zbliżyło i port obiecany.
A tym czasem rodzina w onej wszytkiej drodze Puzdrowemi flaszami częstując się srodze Wzajemnemi certują gdy komplementami, Dziw: dwiema zgoda miedzy wspoł-adamantami! Przeto owa złamała szyję sentencja, Iż miłość dwóch nie cierpi ani monarchija. Bo cierpi — widzę — nie jak koci w jednem worze Dwóch z jedną żoną, w jednej karocy nad morze Jedzie mężów i z sobą raczą się przy brzegu Poty, póki dyrektor okrętu do biegu Odłożyć nie rozkazał; kędy wielką ławę Sposobią, żeby po niej wsiadano na nawę.
Gdzie Włoch, winem mający oczy zaślepione, Własną wziąwszy pod rękę dla powagi żonę
przepryskują i rżą na przemiany, Aż sie morze zbliżyło i port obiecany.
A tym czasem rodzina w onej wszytkiej drodze Puzdrowemi flaszami częstując sie srodze Wzajemnemi certują gdy komplementami, Dziw: dwiema zgoda miedzy wspoł-adamantami! Przeto owa złamała szyję sentencya, Iż miłość dwuch nie cierpi ani monarchija. Bo cierpi — widzę — nie jak koci w jednem worze Dwoch z jedną żoną, w jednej karocy nad morze Jedzie mężow i z sobą raczą się przy brzegu Poty, poki dyrektor okrętu do biegu Odłożyć nie rozkazał; kędy wielką ławę Sposobią, żeby po niej wsiadano na nawę.
Gdzie Włoch, winem mający oczy zaślepione, Własną wziąwszy pod rękę dla powagi żonę
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 103
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
jest jednego rodzaju jednakiej się też farby z drugiemi rodzi? To idzie naprzód że ledwie co przestawa z inszym narodem, i tak imaginacja Matek innej farby nie bierze tylo swoję własną. powtóre, iż żywność ma jednakową która humorów nie odmienia. co się oboje nie trafia bydłu domowemu. 34. Czemu zając cześciej się koci niżeli lew? Pewnie nie dla większego ciepła: ale że rzeczy słabsze prędzej do swojej doskonałości dochodzą, co nie tylo w zwierzu, ale i w drzewach, i kwiatach widziemy prędko zaś się dostaje, że nie mocno się zrasta ani są humory dobrze sporządzone, dla tego takie rzeczy są słabe i nie trwałe. 35
iest iednego rodzáiu iednákiey się też farby z drugiemi rodźi? To idzie naprzod że ledwie co przestawá z inszym národem, y ták imaginácyia Mátek inney farby nie bierze tylo swoię własną. powtore, iż żywność ma iednakową ktora humorow nie odmienia. co się oboie nie trafia bydłu domowemu. 34. Czemu zaiąc cześćiey się koći niżeli lew? Pewnie nie dla większego ćiepłá: ále że rzeczy słabsze prędzey do swoiey doskonáłośći dochodzą, co nie tylo w zwierzu, ále y w drzewách, y kwiátách widziemy prętko záś się dostáie, że nie mocno się zrasta áni są humory dobrze zporządzone, dla tego tákie rzeczy są słabe y nie trwałe. 35
Skrót tekstu: TylkRoz
Strona: 267
Tytuł:
Uczone rozmowy
Autor:
Wojciech Tylkowski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1692
Data wydania (nie wcześniej niż):
1692
Data wydania (nie później niż):
1692
strach prowadził. Wszakże jednak i figle nic nie poradzą/ być kozie na wozie: i staremu i młodemu rugacja z gospody światowej kiedyżkolwiek nadejdzie. Jest tedy siła starych takowyc h na świecie/ którzy lubo już sobie chodząc co moment na każdym miejscu dołu szukają/ gdzieby swą siwiznę zakopać mogli/ jednakże jak koci na ledzie od grobu opierają się. Poda jednak nie jeden zły dekret/ i osądzi/ że być starym nie jest to do końca szczęśliwa. Młodych pytać jeśli starość dobra/ a owych nabarziej/ co to radzi diẽ in tenebras cõuerteer, żeby to noc była dniem a dzień nocą. co tozawsze pod helmem przy Pańskiej
strách prowádźił. Wszákże iednák y figle nic nie porádzą/ być koźie ná woźie: y stáremu y młodemu rugácya z gospody świátowey kiedyżkolwiek nádeydźie. Iest tedy śiłá stárych tákowyc h ná świećie/ ktorzy lubo iuż sobie chodząc co moment ná kożdym mieyscu dołu szukáią/ gdźieby swą śiwiznę zákopáć mogli/ iednákże iák koći ná ledźie od grobu opieráią się. Poda iednák nie ieden zły dekret/ y osądźi/ że być stárym nie iest to do końcá szczęśliwa. Młodych pytáć ieśli stárość dobra/ á owych nabárźiey/ co to rádźi diẽ in tenebras cõuerteer, żeby to noc byłá dniem á dźień nocą. co tozáwsze pod helmem przy Páńskiey
Skrót tekstu: WojszOr
Strona: 300
Tytuł:
Oratora politycznego [...] część pierwsza pogrzebowa
Autor:
Kazimierz Wojsznarowicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe
Tematyka:
retoryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1644
Data wydania (nie wcześniej niż):
1644
Data wydania (nie później niż):
1644
i z Włochem. 38. Item.
Górno-sieczna a z wołu sztuka do pieczenia, Gdy ją rożen obrotny wypuści z więzienia, Ciepło-krwawą juszycą z wierzchu pokropiona, Drobno-krasną cebulką wkoło potrząśniona Głodnemu żołądkowi apetyt naprawi, Boków mężnie podeprze, sił w człeku nadstawi. 39. Na suchą rzepę
.
Koci z kotkami po tych całkach się wściekali, Gdy now marca pod dachem głośno zaczynali. Nie daj mi ich na obiad, bo się i ja wściekę. Weźcie te, Włoszy, figi na swoją opiekę. 40. Traf.
Włoch pod Warką w dzień piątku gotował wyzinę. Mazur to widząc mniemał, żeby cielęcinę
i z Włochem. 38. Item.
Gorno-sieczna a z wołu sztuka do pieczenia, Gdy ją rożen obrotny wypuści z więzienia, Ciepło-krwawą juszycą z wierzchu pokropiona, Drobno-krasną cebulką wkoło potrząśniona Głodnemu żołądkowi apetyt naprawi, Bokow mężnie podeprze, sił w człeku nadstawi. 39. Na suchą rzepę
.
Koci z kotkami po tych całkach się wściekali, Gdy now marca pod dachem głośno zaczynali. Nie daj mi ich na obiad, bo się i ja wściekę. Weźcie te, Włoszy, figi na swoię opiekę. 40. Traf.
Włoch pod Warką w dzień piątku gotował wyzinę. Mazur to widząc mniemał, żeby cielęcinę
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 25
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910