póki wiatry Zbijać się będą o wysokie Tatry. Urania.
Podniósłszy w niebo nieuśpione oczy I tam pojrzawszy, gdzie się wielki wije Z jasnopromiennych gwiazd uwity smoczy Ogon, pojrżałam i tam, kędy bije
Blask świętej panny, co z ziemskiej krainy Dla złości ludzkiej w złym wieku żelaznym Do empirejskiej leciała dziedziny, Ale i stamtąd cna dziewka przyjaznym
Okiem na ziemię patrza, jeśli złota Z pierwszego wieku jaka odrobina Jeszcze została? Lecz widzi, że cnota Za nic i dobrym być największa wina.
Pojrzałam dalej, gdzie pod niedźwiadkowym Brzuchem świeci się sprawiedliwa waga, Która nie ciężkim ładowna ołowem, Lecz godność, cnota, dzielność i odwaga
Na jednej
poki wiatry Zbijać się będą o wysokie Tatry. Urania.
Podniozszy w niebo nieuśpione oczy I tam pojrzawszy, gdzie się wielki wije Z jasnopromiennych gwiazd uwity smoczy Ogon, pojrżałam i tam, kędy bije
Blask świętej panny, co z ziemskiej krainy Dla złości ludzkiej w złym wieku żelaznym Do empirejskiej leciała dziedziny, Ale i ztamtąd cna dziewka przyjaznym
Okiem na ziemię patrza, jeśli złota Z pierwszego wieku jaka odrobina Jeszcze została? Lecz widzi, że cnota Za nic i dobrym być największa wina.
Pojrzałam dalej, gdzie pod niedźwiadkowym Brzuchem świeci się sprawiedliwa waga, Ktora nie ciężkim ładowna ołowem, Lecz godność, cnota, dzielność i odwaga
Na jednej
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 464
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
wszystkiego świata/ nie liczbą Hiszpanów/ nie wielkością Niemców/ nie mocą Francuzów/ nie chytrością Kartagineńczyków/ ani fortelami Greków przechodził: ale Religia/ nabożeństwem wszytkie narody zwyciężał. To mu sławę nieprzeżytą/ to szczęście zjednało/ to początkiem wszytkiego dobrego było. Niech proszę po cudzych/ mogąc być doma/ nie latam kramach. Cna i już nieśmiertelna Korono Polska/ co jest/ żeś majestat i imię swe aże pod obłoki wyniosła: Wiara prawdziwa i nabożeństwo gorące. Co tak śmiałą: tak mężną uczyniło: Wiara prawdziwa i nabożeństwo gorące. Jako abowiem ów/ który ciężar na ramionach swoich mając/ na tego który zawady żadnej nie ma/ śmiele
wszystkiego świátá/ nie liczbą Hiszpanow/ nie wielkośćią Niemcow/ nie mocą Fráncuzow/ nie chytrośćią Kárthágineńczykow/ áni fortelámi Grekow przechodził: ále Religia/ nabożeństwem wszytkie narody zwyćiężał. To mu sławę nieprzeżytą/ to sczęśćie ziednáło/ to początkiem wszytkiego dobre^o^ było. Niech proszę po cudzych/ mogąc być domá/ nie latam krámách. Cna y iuż nieśmiertelna Korono Polska/ co iest/ żeś máiestat y imię swe áże pod obłoki wyniosłá: Wiárá prawdziwa y nabożeństwo gorące. Co ták śmiáłą: ták mężną vczyniło: Wiárá prawdziwa y nabożeństwo gorące. Iáko ábowiem ow/ ktory ćiężar ná rámionách swoich máiąc/ ná tego ktory zawády żadney nie ma/ smiele
Skrót tekstu: KunWOb
Strona: C
Tytuł:
Obraz szlachcica polskiego
Autor:
Wacław Kunicki
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1615
Data wydania (nie wcześniej niż):
1615
Data wydania (nie później niż):
1615
pożytkować. Jednym słowem, łzami by pisać potrzeba, co się tymi czasy przez podniesione fortuną i honorami osoby w tej Rzeczpospolitej dzieje. Ale na cóż i pisać? Kiedy rzecz sama wielkością nieszczęścia swojego nie tylko napełniła, ale przeniosła prywatne i publiczne oko. Do rzeczy coś napisał poeta: Czczę cię najbliższym stopniem majestatu, Cna przeświętego kamero senatu; Bo nie dla prostej drużyny i ciżby Honoru prawem masz przywilej izby. Czczę i was, tejże dostojności krzesła, Bo prócz przedniego kunsztu i rzemiesła Z szczyrego złota galonem ubitem I przednim widzę świtne aksamitem. I was czczę także, dostojne purpury, Bo siła przywóz wasz kosztuje z góry, A
pożytkować. Jednym słowem, łzami by pisać potrzeba, co się tymi czasy przez podniesione fortuną i honorami osoby w tej Rzeczpospolitej dzieje. Ale na cóż i pisać? Kiedy rzecz sama wielkością nieszczęścia swojego nie tylko napełniła, ale przeniosła prywatne i publiczne oko. Do rzeczy coś napisał poeta: Czczę cię najbliższym stopniem majestatu, Cna przeświętego kamero senatu; Bo nie dla prostej drużyny i ciżby Honoru prawem masz przywilej izby. Czczę i was, tejże dostojności krzesła, Bo prócz przedniego kunsztu i rzemiesła Z szczyrego złota galonem ubitem I przednim widzę świtne aksamitem. I was czczę także, dostojne purpury, Bo siła przywóz wasz kosztuje z góry, A
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 178
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
powieka. Wzglądajcie, siostry, przez dowcip ostry uwagi, Gdy iść w zamęściu nie chcecie szczęściu pod plagi. Inaczej lepiej, że śmierć zasklepi w kośnicy, Niż tak pozwolić, gdy chcą zniewolić w łożnicy.
Odpowiada nieborak: Skąd ci te treny, jak przez syreny, co zwodzą, Udatna w łono, cna Magielono, pochodzą? Milczą delfiny, chociaż z ich winy boleją, Te, lub na grzbiecie ich jeżdżą, przecie łzy leją. Pytam się, za co, kiedyś ladaco, narzykasz? A to nie swoje łzy, ale moje połykasz. Ja przez twą winę, nieszczęsny, ginę, tyś żywa,
powieka. Wzglądajcie, siostry, przez dowcip ostry uwagi, Gdy iść w zamęściu nie chcecie szczęściu pod plagi. Inaczej lepiej, że śmierć zasklepi w kośnicy, Niż tak pozwolić, gdy chcą zniewolić w łożnicy.
Odpowiada nieborak: Skąd ci te treny, jak przez syreny, co zwodzą, Udatna w łono, cna Magielono, pochodzą? Milczą delfiny, chociaż z ich winy boleją, Te, lub na grzbiecie ich jeżdżą, przecie łzy leją. Pytam się, za co, kiedyś ladaco, narzykasz? A to nie swoje łzy, ale moje połykasz. Ja przez twą winę, nieszczęsny, ginę, tyś żywa,
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 259
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
własnej, aby IMć sama w potocznych plejzyrach i kontentecach była sine custodia albo przytulając się milusieńko do IMci, wolność łóżka od kraju swobodzie postronnej, a potem szlak wzgardy męża swojego podała, hałasów, swarów i sromotnej wiekom pamięci (jako na pewnym kamieniu grobowym czytałem) urobiła i oboje po sobie zostawili:
Tu leży cna para, wspólna życia kara, Mąż jako trzepaczka, a żona pijaczka. Gościu, chciej ostrożnie mieć się tu nabożnie, Aby czart i w ziemi nie zwichrzył co z niemi. Było w życiu bowiem, co po śmierci powiem, Że się z sobą żarli i w gniwie pomarli, A ugody zyskiem trzeci brał garczykiem
własnej, aby JMć sama w potocznych plejzyrach i kontentecach była sine custodia albo przytulając się milusieńko do JMci, wolność łóżka od kraju swobodzie postronnej, a potem szlak wzgardy męża swojego podała, hałasów, swarów i sromotnej wiekom pamięci (jako na pewnym kamieniu grobowym czytałem) urobiła i oboje po sobie zostawili:
Tu leży cna para, wspólna życia kara, Mąż jako trzepaczka, a żona pijaczka. Gościu, chciej ostrożnie mieć się tu nabożnie, Aby czart i w ziemi nie zwichrzył co z niemi. Było w życiu bowiem, co po śmierci powiem, Że się z sobą żarli i w gniwie pomarli, A ugody zyskiem trzeci brał garczykiem
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 268
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
INACHUS po córce wylały z synami. I gdyby oczy zrodeł zażyły obfitych/ Jakie TANTALI Sznała po córkach zabitych. Od surowej LATONY ledwiebym dość miała/ Abym waszęj moję zgubę opłakała. Lecz nim do niej przysąpię/ pierwej to uznajcie Kto jestem/ i kąd idę pilno posłuchajcie. Jać to ona cna Wolność nad którą droższego Nie miałświadlugobrzegi/ nic poważniejszego Orłam ja to dla której zbroje hartowano/ Lekkonośne Pancerze/ szyszaki kowano. Dla której miecz miał straż swą u boku lewego/ I dla której cnotliwy bólu najwiętszego: Nie litował ponosić: ten srogo zraniony/ Ów ustrzelan/ a ten zaś grotem przebodziony. Ten bez ręku
INACHVS po corce wylały z synámi. Y gdyby oczy zrodeł záżyły obfitych/ Iákie TANTALI Sznáłá po corkách zábitych. Od surowey LATHONY ledwiebym dosć miáłá/ Abym wászęy moię zgubę opłákáłá. Lecz nim do niey przysąpię/ pierwey to vznáyćie Kto iestem/ y kąd idę pilno posłuchayćie. Iać to oná cna Wolność nád ktorą droższego Nie miałświádlugobrzegi/ nic poważnieysze^o^ Orłám ia to dla ktorey zbroie hártowano/ Lekkonośne Páncerze/ szyszaki kowano. Dla ktorey miecz miał straż swą v boku lewego/ Y dla ktorey cnotliwy bolu naywiętszego: Nie litował ponośić: ten srogo zrániony/ Ow vstrzelan/ á ten záś grotem przebodźiony. Ten bez ręku
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: A3v
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
każe/ chcąc mieć jak w złej Stani. Wieże/ Twierdze/ Kabaty/ łamać rozkażuje/ Zamki budowne z bramy zrzucić obiecuje. I chce żeby tak Miasta bez municij były/ Miasto murów/ zagonmi chce by się broniły. Przenaśladuje Mieszczan tych co się kochają W sprawiedliwości Świetej w ręku ją trzymają. I tych który cna Wolność nad wszystko smakuje. Tępi: Niegodnych zasię/ w Urząd forytuje. Którzy pochlebstwem stojąc rozeznać nie mogąc/ Co jest bezpiecznie uszego: co zaś z wielką trwogą. Którzy zabójstwa gwałtów przez strach milczeć muszą/ Pospólstwu nie zgodnemu być rząd dobry tuszą. I teć to są Sąsiady które obok chodzą/ Na me Cnoty
każe/ chcąc mieć iák w złey Stáni. Wieże/ Twierdze/ Kábaty/ łamać roskáżuie/ Zamki budowne z bramy zrzućić obiecuie. Y chce żeby ták Miástá bez municiy były/ Miásto murow/ zagonmi chce by się broniły. Przenáśláduie Miesczan tych co się kocháią W spráwiedliwośći Swietey w ręku ią trzymáią. Y tych ktory cna WOLNOSC nád wszystko smákuie. Tępi: Niegodnych záśię/ w Vrząd forytuie. Ktorzy pochlebstwem stoiąc rozeznáć nie mogąc/ Co iest bespiecznie vszego: co záś z wielką trwogą. Ktorzy zaboystwá gwałtow przez strách milczeć muszą/ Pospolstwu nie zgodnemu być rząd dobry tuszą. Y teć to są Sąśiady ktore obok chodzą/ Ná me Cnoty
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: C2
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
żarliwej Ścille/ I inszych niebezpieczeństw mądrze zbył: a mile On roztopny Ulisses/ na brzegi Ojczyste Wysiadszy w pośrzód Gachów znalazł łoże czyste Znalażł żonę która mu wiary dochowała/ I Syna Telemacha/ z którym w ten czas grała/ Uznał go Kondys letni Szedziwym Pasterzem/ Pominiąc jako wyjeżdżał z dobytym kończerzem. Tak ja równie cna Wolność Morze szerokiego Świata często przebiegam: gdzie nawalność jego Znam wielką: jednak wiatry zmysu burzliwego/ W twierdzy rozumu chowam strzegąc pilnie tego. Aby się nie wywarły Lodzi nie uniosły/ Mężów cnocie służacych nie stawiły Osły. I gdy SIRENES wabne pieszczotnie śpiewają/ Do rozkoszy nie trwałej swym Wierszem wzywają. Uszy przyjaciółom mym/
żárliwey Scille/ Y inszych niebespieczeństw mądrze zbył: á mile On rostopny Vlisses/ ná brzegi Oyczyste Wyśiadszy w pośrzod Gáchow ználazł łoże czyste Ználażł żonę ktora mu wiáry dochowáłá/ Y Syná Thelemáchá/ z ktorym w ten czás gráłá/ Vznał go Kondys letni Szedźiwym Pásterzem/ Pominiąc iáko wyieżdżał z dobytym konczerzem. Ták ia rownie cna WOLNOSC Morze szerokiego Swiátá często przebiegam: gdźie náwálnosć iego Znam wielką: iednák wiátry zmysu burzliwego/ W twierdzy rozumu chowam strzegąc pilnie tego. Aby sie nie wywárły Lodźi nie vniosły/ Mężow cnoćie służacych nie stáwiły Osły. Y gdy SIRENES wabne piesczotnie śpiewáią/ Do roskoszy nie trwáłey swym Wierszem wzywáią. Vszy przyiaćiołom mym/
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: C2v
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
głębokie. Ktoe brany smrodliwe przez to otworzyło/ Życząc sobie aby snać co żywo w nim było. Lecz jednak nie tak głupią ja Wolność w tym chce być/ Abym miała z swej chęci z złem Plutonem wspołżyć. Żebym miała w paszczękę złej Charybdy wpadać/ Dobrowolnie śmierć straszną nasze barki wkładać. Rozumem się cna Wolność od wieku rządziła/ Niebezpieczeństw strzeże się niechce by w nich żyła. Jeśli przez sposób słuszny niezatrzyma sławy/ Śmierć woli/ z której poznać kto wienien kto prawy. Wszytko jest człowiekowi co pod Niebem leży/ Pozwolono zażywać/ niech kędy chce bieży. Ma występki/ ma cnotę/ tu śmierć/ tu
głębokie. Ktoe brany smrodliwe przez to otworzyło/ Zycząc sobie áby snáć co żywo w nim było. Lecz iednák nie ták głupią ia WOLNOSC w tym chce być/ Abym miáłá z swey chęći z złem Plutonem wspołżyć. Zebym miáłá w pasczekę złey Chárybdy wpádáć/ Dobrowolnie śmierć strászną nasze bárki wkłádáć. Rozumem się cna WOLNOSC od wieku rządźiłá/ Niebeśpieczeństw strzeże się niechce by w nich żyłá. Ieśli przez sposob słuszny niezátrzyma sławy/ Smierć woli/ z ktorey poznáć kto wienien kto práwy. Wszytko iest człowiekowi co pod Niebem leży/ Pozwolono záżywáć/ niech kędy chce bieży. Ma występki/ ma cnotę/ tu śmierć/ tu
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: C3
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
Wolności torów. Co bezdennie zbierając cieśnie brata swego/ Już ja Wolność nie chce znać człowieka chciwego. A jeśli zasię kogo Zazdrość oskoczyła/ Mnie już Wolność wygnała w Tyraństwo wprawiła. A nadęta gdy Chciwość godności łapając/ Gmin więc sobie zwycięża sztucznie pochlebiając. Senatory/ bądź Rajce niewoląc ukłoną/ W ten czas tam już cna Wolność muszą chodzić stroną Bo gdzie do rządu mego Nadętość podaje/ Tam Łakomstwo nieszczerość ganią obyczaje. Moje: już musi słuchać to co mu Gmin każe/ Z Ambicji Państwo me złe ma zawsze straże. Co zaś niewdzięczniejszego u siebie znajduje? Jedno kiedy Nienawiść przeczną Cnocie czuje. Bądź zaś kiedy ubogi pysznym się stanowi/
Wolnośći torow. Co bezdennie zbieráiąc ćieśnie brátá swego/ Iuż ia Wolność nie chce znáć człowieká chćiwego. A iesli záśię kogo Zazdrosć oskoczyłá/ Mnie iuż Wolnosć wygnáłá w Tyraństwo wpráwiłá. A nádęta gdy Chćiwość godnośći łápáiąc/ Gmin więc sobie zwyćięża stucznie pochlebiáiąc. Senatory/ bądź Ráyce niewoląc vkłoną/ W ten czás tám iuż cna Wolność muszą chodźić stroną Bo gdźie do rządu mego Nádętość podáie/ Tám Lákomstwo niesczerość gánią obyczáie. Moie: iuz muśi słucháć to co mu Gmin każe/ Z Ambicyey Pánstwo me złe ma záwsze straże. Co záś niewdźięcznieyszego v śiebie znáyduie? Iedno kiedy Nienawiść przeczną Cnoćie czuie. Bądź záś kiedy vbogi pysznym sie stánowi/
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: D2v
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609