mi za swój żywot zostawał powinien, I jako ten, którego gniew ujął tak tęgi Przeciwko mnie i nie dba na żadne przysięgi, Nie przestanie na mojej śmierci i odkryje Swą zdradę: zabiwszy mnie, i jego zabije.
LIII.
Dla tego się umawiam zawżdy o tem z wami, Co się w ten kraj trafiacie cnemi rycerzami, Abym, radząc się wielu, jednego trafiła, Od któregobym się wżdy tego nauczyła, Jako mam być bezpieczna, gdy się w ręce stawię Tyranowi, że swego Birena wybawię, I żeby go zaś nie chciał z więzienia wypuścić, Albo go na srogi miecz, jako i mnie, puścić.
LIV.
mi za swój żywot zostawał powinien, I jako ten, którego gniew ujął tak tęgi Przeciwko mnie i nie dba na żadne przysięgi, Nie przestanie na mojej śmierci i odkryje Swą zdradę: zabiwszy mnie, i jego zabije.
LIII.
Dla tego się umawiam zawżdy o tem z wami, Co się w ten kraj trafiacie cnemi rycerzami, Abym, radząc się wielu, jednego trafiła, Od któregobym się wżdy tego nauczyła, Jako mam być bezpieczna, gdy się w ręce stawię Tyrannowi, że swego Birena wybawię, I żeby go zaś nie chciał z więzienia wypuścić, Albo go na srogi miecz, jako i mnie, puścić.
LIV.
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 184
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
żal strapione jeszcze serce szyje, W nocy sypiać nie mogę; sen twardy nie zbije Trwóg ani trosk, szerzy się i przyrasta złego, Wewnątrz pali, jak zokna płomięń Etnejskiego Wybucha, już Pallady robota wakuje, I Kądziel rozdawając mdła ręka szwankuje. Do kościoła pospieszyć nie mogę zslubami. Ni stawać przy ołtarzu Z cnemi Atlidami. Ni świeć palić poswiętnych w tajemnicy cichości Ani czystą modlitwą błagać wpobożności Patronki przysądżonej tym krajom Bogini. Chce mi się za zwierzami biegać po pustyni. Subtelną ręką ostre puszczać złuka strzały. Dokąd serce? lasyć się ciemne podobały? Fatalne biednej matki przyznawąm przymioty, Wlasach naszemiłości wpadają w niecnoty. Zal
żal strápione ieszcże serce szyie, W nocy sypiáć nie mogę; sen twárdy nie zbiie Trwog áni trosk, szerzy się y przyrasta złego, Wewnątrz pali, iák zokná płomięń AEthneyskiego Wybucha, iuż Pállády robotá wákuie, I Kądźiel rozdawáiąc mdłá ręká szwánkuie. Do kościołá pospieszyć nie mogę zslubámi. Ni stawáć przy ołtarzu Z cnęmi Atlydámi. Ni swieć palić poswiętnych w táięmnicy cichośći Ani czystą modlitwą błagáć wpobożnośći Pátronki przysądźoney tym kráiom Bogini. Chce mi się zá zwierzámi biegáć po pustyni. Subtelną ręką ostre puszczáć złuka strzáły. Dokąd serce? lásyć się ćięmne podobáły? Fátálne biedney mátki przyznawąm przymioty, Wlásách nászemiłośći wpadáią w niecnoty. Zal
Skrót tekstu: SenBardzTrag
Strona: 125
Tytuł:
Smutne Starożytności Teatrum, to jest Tragediae Seneki rzymskiego
Autor:
Seneka
Tłumacz:
Jan Alan Bardziński
Drukarnia:
Jan Christian Laurer
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696