płoty, przez błota Leci jako szalony, ledwie trafi do wrót. Zdumieją się na jego domownicy powrót. A ten, już nie kazawszy bić na obiad gąski, Po zająca z rucznicą bieży nazad w trząski Przez stajanie; jako wąż czołga się po rosie: Na ostrożności ta rzecz należy. Skoro się Przyłoży, ruszy cyngla; i w zapale dziurka Zamokła, i on z chęci zapomniał zgiąć kurka. Schyli głowę; toż znowu rucznicę nakręci, Kurek ci już przyłożył, ale z onej chęci Nie podsypał; owa też, czemu dawno zwyknie, Jako pierwej bez kurka, bez podsypki prztyknie. Da ognia na ostatek; śmieją się sąsiedzi,
płoty, przez błota Leci jako szalony, ledwie trafi do wrót. Zdumieją się na jego domownicy powrót. A ten, już nie kazawszy bić na obiad gąski, Po zająca z rucznicą bieży nazad w trząski Przez stajanie; jako wąż czołga się po rosie: Na ostrożności ta rzecz należy. Skoro się Przyłoży, ruszy cyngla; i w zapale dziurka Zamokła, i on z chęci zapomniał zgiąć kurka. Schyli głowę; toż znowu rucznicę nakręci, Kurek ci już przyłożył, ale z onej chęci Nie podsypał; owa też, czemu dawno zwyknie, Jako pierwej bez kurka, bez podsypki prztyknie. Da ognia na ostatek; śmieją się sąsiedzi,
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 301
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
takowa, że wskrzyni żelaznej było 12 pistoletów nabitych prochem strzelbnym, scienkiemi rurami umyślnie zrobionych, tak akomodowanych, że jednego z odwiedzionym kurkiem dotknąwszy, wszytkie mogły dać ognia, i porozrywać się, cum perculo tykających i blisko zostających: włożona była do drzewianej skrzyni, sznurek we O Magii albo Czarnoksięstwie.
wnątrz szedł do cyngla owego pistoletu z odwiedzionym kurkiem, do drzewianej skrzyni drugim końcem przywiązany, aby tak skrzynię drzewianą, czyli otwierając, czyli żelazną zniej wyciągając, cyngla ruszono z daniem fatalnego ognia. Ta machina tak sporządzona dostała się Szujskiemu Wodzowi Moskiewskiemu, rozumiejąc że wielkie wniej skarby, gdy chciwie otwierano, wiekiem szarpniono, za sznur
tákowa, że wskrzyni żelazney było 12 pistoletow nabitych prochem strzelbnym, zcienkiemi rurami umyślnie zrobionych, tak akkomodowanych, że iednego z odwiedzionym kurkiem dotknąwszy, wszytkie mogły dać ognia, y porozrywać się, cum perculo tykaiących y blisko zostáiących: włożona była do drzewianey skrzyni, sznurek we O Magii albo Czarnoksięstwie.
wnątrz szedł do cyngla owego pistoletu z odwiedzionym kurkiem, do drzewianey skrzyni drugim końcem przywiązány, áby tak skrzynię drzewianą, czyli otwieraiąc, czyli żelázną zniey wyciągáiąc, cyngla ruszono z daniem fatalnego ognia. Ta machina ták sporządzona dostáłá się Szuyskiemu Wodzowi Moskiewskiemu, rozumieiąc że wielkie wniey skarby, gdy chciwie otwierano, wiekiem szarpniono, zá sznur
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 224
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
wszytkie mogły dać ognia, i porozrywać się, cum perculo tykających i blisko zostających: włożona była do drzewianej skrzyni, sznurek we O Magii albo Czarnoksięstwie.
wnątrz szedł do cyngla owego pistoletu z odwiedzionym kurkiem, do drzewianej skrzyni drugim końcem przywiązany, aby tak skrzynię drzewianą, czyli otwierając, czyli żelazną zniej wyciągając, cyngla ruszono z daniem fatalnego ognia. Ta machina tak sporządzona dostała się Szujskiemu Wodzowi Moskiewskiemu, rozumiejąc że wielkie wniej skarby, gdy chciwie otwierano, wiekiem szarpniono, za sznur ów i cyngiel, ognia dały pistolety rozerwawszy się, kilku zabiły, drugich przestraszyły. Wiele jest wież takowych, co się zdają już lecieć, a
wszytkie mogły dać ognia, y porozrywać się, cum perculo tykaiących y blisko zostáiących: włożona była do drzewianey skrzyni, sznurek we O Magii albo Czarnoksięstwie.
wnątrz szedł do cyngla owego pistoletu z odwiedzionym kurkiem, do drzewianey skrzyni drugim końcem przywiązány, áby tak skrzynię drzewianą, czyli otwieraiąc, czyli żelázną zniey wyciągáiąc, cyngla ruszono z daniem fatalnego ognia. Ta machina ták sporządzona dostáłá się Szuyskiemu Wodzowi Moskiewskiemu, rozumieiąc że wielkie wniey skarby, gdy chciwie otwierano, wiekiem szarpniono, zá sznur ow y cyngiel, ognia dáły pistolety rozerwawszy się, kilku zabiły, drugich przestraszyły. Wiele iest wież tákowych, co się zdaią iuż lecieć, á
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 224
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
ZAWSZE NIESZCZĘŚCIE ZA CZŁOWIEKIEM CHODZI
Wsiadszy w łódź, jadę na staw wiersze pisać w trzcinę Dla pokoju. Bóg bronił, że marnie nie zginę. Bo postrzegszy stary mój strzelec kapelusza, Rozumiał, że się kaczor albo kania rusza. Z przyłożonym się kurkiem do mej głowy składa I gdy upatrzony ptak na celu dosiada, Tylko cyngla ma ruszyć, kiedy srogim rojem (Prawiem ci się, pomyślę, opatrzył pokojem) Komorzy mnie opadną, że wstawszy na nogi, Muszę on rój odganiać kapeluszem srogi. A ów, przeżegnawszy się, rucznicą uderzy O ziemię: przypłaciłbym zwierzyną wieczerzy. Któż wątpi, że opatrzność przez anioła stróża Człeka od
ZAWSZE NIESZCZĘŚCIE ZA CZŁOWIEKIEM CHODZI
Wsiadszy w łódź, jadę na staw wiersze pisać w trzcinę Dla pokoju. Bóg bronił, że marnie nie zginę. Bo postrzegszy stary mój strzelec kapelusza, Rozumiał, że się kaczor albo kania rusza. Z przyłożonym się kurkiem do mej głowy składa I gdy upatrzony ptak na celu dosiada, Tylko cyngla ma ruszyć, kiedy srogim rojem (Prawiem ci się, pomyślę, opatrzył pokojem) Komorzy mnie opadną, że wstawszy na nogi, Muszę on rój odganiać kapeluszem srogi. A ów, przeżegnawszy się, rucznicą uderzy O ziemię: przypłaciłbym zwierzyną wieczerzy. Któż wątpi, że opatrzność przez anioła stróża Człeka od
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 624
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
żony, Bo ta młodszych patrzyła, wpadnie w rozpacz skrytą: Nie mogąc przyrodzoną, chce śmiercią zabitą Umierać gwałtem, byle nie od ręki swojej; Słychał, że to wielki grzech, o duszę się boi. Dodał zły duch sposobu. Wziął gotową z kołku Rucznicę; położywszy przy łóżku na stołku, Jeden koniec do cyngla, drugi do drzwi sznura Przywiąże, a nabita strzeże boku rura. Ledwo żona, wróciwszy ze wsi, klamką ruszy, Cyngla sznurem pociągnie, a ów już bez duszy. Nie wiemże, jeśli mu to za przygodę ujdzie W zmartwychwstanie i jeśli do piekła nie pójdzie. 234 (P). GŁUPI Z PROSTAKIEM
żony, Bo ta młodszych patrzyła, wpadnie w rozpacz skrytą: Nie mogąc przyrodzoną, chce śmiercią zabitą Umierać gwałtem, byle nie od ręki swojej; Słychał, że to wielki grzech, o duszę się boi. Dodał zły duch sposobu. Wziął gotową z kołku Rucznicę; położywszy przy łóżku na stołku, Jeden koniec do cyngla, drugi do drzwi sznura Przywiąże, a nabita strzeże boku rura. Ledwo żona, wróciwszy ze wsi, klamką ruszy, Cyngla sznurem pociągnie, a ów już bez duszy. Nie wiemże, jeśli mu to za przygodę ujdzie W zmartwychwstanie i jeśli do piekła nie pójdzie. 234 (P). GŁUPI Z PROSTAKIEM
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 654
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
od ręki swojej; Słychał, że to wielki grzech, o duszę się boi. Dodał zły duch sposobu. Wziął gotową z kołku Rucznicę; położywszy przy łóżku na stołku, Jeden koniec do cyngla, drugi do drzwi sznura Przywiąże, a nabita strzeże boku rura. Ledwo żona, wróciwszy ze wsi, klamką ruszy, Cyngla sznurem pociągnie, a ów już bez duszy. Nie wiemże, jeśli mu to za przygodę ujdzie W zmartwychwstanie i jeśli do piekła nie pójdzie. 234 (P). GŁUPI Z PROSTAKIEM DWAJ BRACIA RODZENI
Widząc prostak w kościele, to srebrem, to złotem, I z wosku lane członki zawieszone wotem, Jako ręce
od ręki swojej; Słychał, że to wielki grzech, o duszę się boi. Dodał zły duch sposobu. Wziął gotową z kołku Rucznicę; położywszy przy łóżku na stołku, Jeden koniec do cyngla, drugi do drzwi sznura Przywiąże, a nabita strzeże boku rura. Ledwo żona, wróciwszy ze wsi, klamką ruszy, Cyngla sznurem pociągnie, a ów już bez duszy. Nie wiemże, jeśli mu to za przygodę ujdzie W zmartwychwstanie i jeśli do piekła nie pójdzie. 234 (P). GŁUPI Z PROSTAKIEM DWAJ BRACIA RODZENI
Widząc prostak w kościele, to srebrem, to złotem, I z wosku lane członki zawieszone wotem, Jako ręce
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 654
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
jakos nogę za owe Cugle wiższące bo je tez był zdrajca pachołek trochę przydłuzej uwiązał. Począł tedy kon jakby chromać Jam rozumiał ze go postrzelono, A z boku drugi Brodofiasz leci do mnie. Ten tez com go gonił wrócił się nazad widząc co się dzieje zemną. Przypada domnie brodaty ja ruszę Cyngla prosto wpiersi spadł skonia. A ten drugi młody za kark mię znać że mięto chciał żywcem prowadzić, bo jeszcze żadnego Języka nie wzięli byli tylko zabili kilku naszych, albo tez nie miał do mnie czym strzelić bo obadwa pistolety znalazły się nienabite azatę rękę co trzymał szablę uchwyciłem go lewą ręku zaraz wten czas
iakos nogę za owe Cugle wiszszące bo ie tez był zdrayca pachołek trochę przydłuzey uwiązał. Począł tedy kon iakby chromać Iam rozumiał ze go postrzelono, A z boku drugi Brodofiasz leci do mnie. Ten tez com go gonił wrocił się nazad widząc co się dzieie zęmną. Przypada domnie brodaty ia ruszę Cyngla prosto wpiersi spadł zkonia. A tęn drugi młody za kark mię znac że mięto chciał zywcem prowadzić, bo ieszcze zadnego Ięzyka nie wzięli byli tylko zabili kilku naszych, albo tez nie miał do mnie czym strzelić bo obadwa pistolety znalazły się nienabite azatę rękę co trzymał szablę uchwyciłęm go lewą ręku zaraz wten czas
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 104v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
, Którzy, widząc na dudku, dziwują się, czuby. Sen ludziom z dobrych wierszów przypada słuchania, Lecz te na womit bardziej radzą niż do spania. 367. LEPIEJ NAM NIŻ WCZORA NA TOŻ CZWARTY RAZ
Wszytkich ludzi mogę w ich przypodobać życiu Muszkietowemu abo inszemu nabiciu: Jeśli będzie mocny proch, a śmierć cyngla ruszy, Pół świata piorunowym łoskotem zagłuszy; Jako zaś słabym prochem nabita pukawka, Ledwie ją z bliska słychać — dziecinna zabawka. Umrze możny, bogaty — z działa puszkarz strzelił, A zwłaszcza sukcesorów jeśli nie podzielił: Lecą na żer orłowie, gdzie zabity leży, Ci z ciała chcąc, ci z dusze obłowić grabieży
, Którzy, widząc na dudku, dziwują się, czuby. Sen ludziom z dobrych wierszów przypada słuchania, Lecz te na womit bardziej radzą niż do spania. 367. LEPIEJ NAM NIŻ WCZORA NA TOŻ CZWARTY RAZ
Wszytkich ludzi mogę w ich przypodobać życiu Muszkietowemu abo inszemu nabiciu: Jeśli będzie mocny proch, a śmierć cyngla ruszy, Pół świata piorunowym łoskotem zagłuszy; Jako zaś słabym prochem nabita pukawka, Ledwie ją z bliska słychać — dziecinna zabawka. Umrze możny, bogaty — z działa puszkarz strzelił, A zwłaszcza sukcesorów jeśli nie podzielił: Lecą na żer orłowie, gdzie zabity leży, Ci z ciała chcąc, ci z dusze obłowić grabieży
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 219
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
ojcowsku Ikarus, póki słońca warował od wosku. Działa lać, prochy robić, grzmieć i ognie błyskać, Piorun z daleka w miejsce umyślone ciskać, Granatów i misternych rac, które do góry Wzbiwszy się, tworzą z ognia rozliczne figury, Czas nauczył murować, czas murów ruiny, Przez potężne petardy i podziemne miny, Cyngla ruszy, aż wszytko, co obaczą oczy, Tak zwierza jako ptaka, zmyślny strzelec troczy. Czasem człek doszedł nieba i policzył gwiazdy, Wie, która w miejscu wryta, która ma pojazdy. Czas człeku czasy mierzyć i, choć ślepi oczy, Wiedzieć którędy, widzieć, jako długo toczy Słońce koło nad światem,
ojcowsku Ikarus, póki słońca warował od wosku. Działa lać, prochy robić, grzmieć i ognie błyskać, Piorun z daleka w miejsce umyślone ciskać, Granatów i misternych rac, które do góry Wzbiwszy się, tworzą z ognia rozliczne figury, Czas nauczył murować, czas murów ruiny, Przez potężne petardy i podziemne miny, Cyngla ruszy, aż wszytko, co obaczą oczy, Tak zwierza jako ptaka, zmyślny strzelec troczy. Czasem człek doszedł nieba i policzył gwiazdy, Wie, która w miejscu wryta, która ma pojazdy. Czas człeku czasy mierzyć i, choć ślepi oczy, Wiedzieć którędy, widzieć, jako długo toczy Słońce koło nad światem,
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 70
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924