strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, syr z wieprza, cielęce śmiotanki I z jesionowej skóry przypiekane grzanki, Pluskwami potrząśnione powidło wołowe, Toż zajęcze morele, figi wielbłądowe, Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych sośni daktyle, wszytko diabeł dziwy. ŻAŁOSNY APOLLO NIECZUŁYCH POLAKÓW DO ŁEZ POBUDZA NAD ZGUBĄ PODOLA I UKRAINY, A DO MARSA BRAĆ SIĘ KAŻE IN ANNO 1673
Ockni się, Lechu, przerwi sen twardy! Czuje na twój kark bisurmanin hardy.
Czas przetrzeć źrzenice, a toczyć krynice Łez gorzkich.
Podolskie z żalu skały się krają,
strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, syr z wieprza, cielęce śmiotanki I z jesionowej skóry przypiekane grzanki, Pluskwami potrząśnione powidło wołowe, Toż zajęcze morele, figi wielbłądowe, Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych sośni daktyle, wszytko diabeł dziwy. ŻAŁOSNY APOLLO NIECZUŁYCH POLAKÓW DO ŁEZ POBUDZA NAD ZGUBĄ PODOLA I UKRAINY, A DO MARSA BRAĆ SIĘ KAŻE IN ANNO 1673
Ockni się, Lechu, przerwi sen twardy! Czuje na twój kark bisurmanin hardy.
Czas przetrzeć źrzenice, a toczyć krynice Łez gorzkich.
Podolskie z żalu skały się krają,
Skrót tekstu: ZbierDrużBar_II
Strona: 603
Tytuł:
Wiersze zbieranej drużyny
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
, albo klin w korzeń rozszczepiony wbić potrzeba. Powoli to drzewo rośnie, przed ztem lat nie daje owocu; który owoc nie wisi na szypułkach, ale rosną niby główki na gałązkach osadzone, w tych się owoc zawięzuje: otwierają się ze spodu od gałęzi; potym odpadną precz te główki, jak z nich wynidą daktyle, dobrze wyrosłe. Na wierzchu ma niby mieszek miętki, pełny materyj, która całe posila drzewo: który quo casu uciąwszy całe usycha drzewo. Owoc tego drzewa jest ciepły a wilgotny, w stopniu drugim, czyni grubą krew, trudni ku strawieniu, urinam pellit ale wątrobę zapieka zbyt idzony. O Ekonomice, mianowicię o
, albo klin w korzeń rozszczepiony wbić potrzeba. Powoli to drzewo rosnie, przed stem lat nie daie owocu; ktory owoc nie wisi na szypułkach, ale rosną niby głowki na gałąskach osadzone, w tych się owoc zawięzuie: otwieraią się ze spodu od gałęzi; potym odpadną precz te głowki, iak z nich wynidą daktyle, dobrze wyrosłe. Na wierzchu ma niby mieszek miętki, pełny materyi, ktora całe posila drzewo: ktory quo casu uciąwszy całe usycha drzewo. Owoc tego drzewa iest ciepły á wilgotny, w stopniu drugim, czyni grubą krew, trudni ku strawieniu, urinam pellit ale wątrobę zapieka zbyt idzony. O Ekonomice, mianowicię o
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 392
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
ż mu sznurem folgują; a do brzegu sami, Jak mogą najbliższego, łódź pędzą wiosłami, Tu jak staną bezpiecznie, toż go powodują, I przybrzegu, do pola, za łeb przycumują. Na szczęście, w ten czas przyszły z Stambułu gimije W których różne do smaku były nowalie. Jak to figi, daktyle, kasztany, cytryny, Rumiane pomarańcze, słodkie apelcyny, Był na to odbyt skory, bo zdało się tanie: Gdy za czech, trzech pomarańcz, lub cytryn dostanie. Drugich, owych okrętów misterna bawiła Sztuka, która szeroki Euksyn przepławiła. Tak dosyć uczyniwszy, oczom i gustowi, Wrócilim, podróżnemu na noc ku
sz mu sznurem folguią; á do brżegu sami, Jak mogą naybliższego, łodź pędzą wiosłámi, Tu iak stáną bespiecznie, toż go powoduią, I przybrzegu, do pola, za łeb przycumuią. Ná szczęście, w ten czas przyszły z Stambułu gimiie W ktorych rożne do smáku były nowálie. Ják to figi, dáktyle, kásztány, cytryny, Rumiáne pomaráńcze, słodkie apelcyny, Był ná to odbyt skory, bo zdało się tánie: Gdy zá czech, trzech pomárańcz, lub cytryn dostánie. Drugich, owych okrętow misterna bawiłá Sztuka, ktora szeroki Euxyn przepłáwiłá. Ták dosyć uczyniwszy, oczom y gustowi, Wrocilim, podrożnemu ná noc ku
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 60
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732
czy też rodzą drzewa ródne?
Dał tak respons Barlaam: Żadne na nas pola Nierobią, ani chleba udziela nam rola, Le[...] Lecz drzewa opatrznością Boską sporządzone Między puszczą, a z Nieba rosą odwilzone Dają nam pokarm, jak to, trżeśnie jabłka, figi, Muszkatelle, jagody winne bez fatygi; Chlebem nam są daktyle, i żołądź cierpliwy, A napojem sok leśny, i zdrój z krynic żywy, Dla których potraw swej Mars niedobywa broni Na nas, ani kto chciwy, na więtszą część goni, Ani idzie na przeko; bo każdemu zgoła Dostateczny przychodzi wikt bez potu czoła. Jeśli zaś który zakon podle posadzony Wsąsiedztwie z
czy też rodzą drzewa rodne?
Dał ták respons Bárláám: Żadne ná nas polá Nierobią, áni chlebá vdźiela nam rola, Le[...] Lecz drzewa opátrznośćią Boską sporządzone Między puszczą, á z Niebá rosą odwilzone Dáią nam pokarm, iák to, trżeśnie iábłká, figi, Muszkátelle, iagody winne bez fátygi; Chlebem nam są dáktyle, y żołądź ćierpliwy, A nápoiem sok leśny, y zdroy z krynic żywy, Dla ktorych potraw swey Márs niedobywa broni Ná nas, áni kto chćiwy, ná więtszą część goni, Ani idzie ná przeko; bo kázdemu zgoła Dostáteczny przychodzi wikt bez potu czołá. Iesli záś ktory zakon podle posádzony Wsąśiedztwie z
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 129
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
nich pioruny Jowisza nie biją, Dąb w sztuki skruszon, Laur stoi spokojnie, Prędzej wiatr sosnę wyniosłą obali, Ten nisko siedząc swój pokoj ocali. Któż kordialne zrodził Cynamony, Jeźli nie Ziemia? Któż zapach przyprawił, Balsamem drogim? Kto Włoskie marony? I Bobek, co się z nim Apollo bawił, Smaczne Daktyle poszły na wyścigi, Czy im w słodyczy wyrownają figi,
Alboż Oliwne drzewa niepotrzebne, I Kościołowi i całemu światu, Z nich gołębica przyniosła chwalebne, Wróżki Noemu, od BOGA traktatu, W czasie potopu roszczkę niosąc w dziubie, Pokoj Korabiu sprowadziłam tobie. Kto chce wyliczyć własności, wiadomy Ziemie rodzajnej,
nich pioruny Iowisza nie biią, Dąb w sztuki skruszon, Laur stoi spokoynie, Prędzey wiatr sosnę wyniosłą obáli, Ten nisko siedząc swoy pokoy ocáli. Ktoż kordyalne zrodził Cynamony, Jeźli nie Ziemia? Ktoż zápach przypráwił, Balsamem drogim? Kto Włoskie marony? Y Bobek, co się z nim Apollo báwił, Smaczne Daktyle poszły ná wyścigi, Czy im w słodyczy wyrownaią figi,
Alboż Oliwne drzewa niepotrzebne, Y Kościołowi y cáłemu światu, Z nich gołębica przyniosła chwálebne, Wrożki Nòému, od BOGA tráktatu, W czasie potopu roszczkę niosąc w dziubie, Pokoy Korabiu sprowádziłam tobie. Kto chce wyliczyć własności, wiadomy Ziemie rodzáyney,
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 129
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
co strzegą drogi Szarpiąc podrożnych, tarnie kolące i głogi, Wierzbolistne brzoskwinie, pigwy i sabłaki I berberys wesołe pokazował znaki; A nawet najwzgardzońszy bez wszędy przy płocie Jarmolił się przy wspolnej inszych drzew ochocie I triumfalne laury i mirty żałobne, Jałowce, morwy, cedry i palmy ozdobne I pieszczone cytryny, pomarańcze, figi, Daktyle z morellami — tańcem na wyścigi Chodziły z sobą. Ani to miano za dziwne Rzeczy, gdy drgał cynamon, drzewo i oliwne, Żołty cimszyr, twardy kok, chleborodne sagi, Członkowaty pieprz — w skokach by nie miał powagi; Wonny cyprys, rumiany cis, heban lub ciężki Szastać się musiał, kiedy zagrał pargameszki
co strzegą drogi Szarpiąc podrożnych, tarnie kolące i głogi, Wierzbolistne brzoskwinie, pigwy i sabłaki I berberys wesołe pokazował znaki; A nawet najwzgardzońszy bez wszędy przy płocie Jarmolił sie przy wspolnej inszych drzew ochocie I tryumfalne laury i mirty żałobne, Jałowce, morwy, cedry i palmy ozdobne I pieszczone cytryny, pomarańcze, figi, Daktyle z morellami — tańcem na wyścigi Chodziły z sobą. Ani to miano za dziwne Rzeczy, gdy drgał cynamon, drzewo i oliwne, Żołty cimszyr, twardy kok, chleborodne sagi, Członkowaty pieprz — w skokach by nie miał powagi; Wonny cyprys, rumiany cis, heban lub ciężki Szastać sie musiał, kiedy zagrał pargameszki
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 11
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
I mnie jest swe obejście, są swe obfitości, Jakie wiek pierwszy miewał w swojej niewinności.
Patrz, gdzie góra ku niebu swoim wierzchem godzi, A źrzódło kryształowe z swych piersi wywodzi; Tam pod nią mój domeczek, którego pod bokiem Niwy bujne kładą się nieprzejrzane okiem; Wkoło nich płodne drzewa: tu palmy, daktyle, Kasztany, brzozy gładkie, co swych fruktów tyle, Co i miodów dodają, ówdzie puste kozy. Wisząc na wierzchach góry, tną odrośle łozy; A tu sady dodają owocu bogato; Ani mi skąpi darów swych jesień ni lato.
Żądze też sprośnej nie znam, nie znam i chciwości, Wesoły, w swej
I mnie jest swe obejście, są swe obfitości, Jakie wiek pierwszy miewał w swojej niewinności.
Patrz, gdzie góra ku niebu swoim wierzchem godzi, A źrzódło krzyształowe z swych piersi wywodzi; Tam pod nią mój domeczek, którego pod bokiem Niwy bujne kładą się nieprzejrzane okiem; Wkoło nich płodne drzewa: tu palmy, daktyle, Kasztany, brzozy gładkie, co swych fruktów tyle, Co i miodów dodają, ówdzie puste kozy. Wisząc na wierzchach góry, tną odrośle łozy; A tu sady dodają owocu bogato; Ani mi skąpi darów swych jesień ni lato.
Żądze też sprośnej nie znam, nie znam i chciwości, Wesoły, w swej
Skrót tekstu: GawBukBar_II
Strona: 127
Tytuł:
Bukolika albo sielanki nowe
Autor:
Jan Gawiński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1668
Data wydania (nie wcześniej niż):
1668
Data wydania (nie później niż):
1668
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury, I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, syr z wieprza, cielęce smiotanki Iz jesionowej skory przypiekane grzanki, Pluskwami potrząśnione powidło wołowe, Toż zajęcze morele, figi wielbłądowe, Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych sośni daktyle, wszytko diabeł dziwy. 228. Ad conspectum urbis Venetae.
Viderat Hadriacis Venetam Neptunus in undis Stare urbem et toto ponere iura mari. Nunc mihi Tarpeias qvantum vis Juppiter arces Obice et illa tui moenia Martis, ait. Si pelago Tyberim praefers? Urbem aspice utramąue: Illam homines dices, hanc posuisse deos.
Po
strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury, I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, syr z wieprza, cielęce smiotanki Iz jesionowej skory przypiekane grzanki, Pluskwami potrząśnione powidło wołowe, Toż zajęcze morele, figi wielbłądowe, Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych sośni daktyle, wszytko djabeł dziwy. 228. Ad conspectum urbis Venetae.
Viderat Hadriacis Venetam Neptunus in undis Stare urbem et toto ponere iura mari. Nunc mihi Tarpeias qvantum vis Juppiter arces Obice et illa tui moenia Martis, ait. Si pelago Tyberim praefers? Urbem aspice utramąue: Illam homines dices, hanc posuisse deos.
Po
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 86
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
, 20. mil od Ormuzu: powietrze ma zaraźliwe/ a zwłaszcza od końca Września/ aż do Lutego: a szkodzi nie tylo gościom/ ale też i domowym/ którzyby pod ten czas wyjachali na morze ku Arabiej/ (przeciw której leży) a zwłaszcza przedniejszym. Bogactwa tej wyspy są frukty/ a osobliwie daktyle/ których się tam barzo wiele rodzi/ i tak różnych/ iż to rzecz dziwna: wywożą ich stąd niepodobnie wiele/ do okolicznych krajów. Lowią też tam perły/ które acz rodzą się po wielu miejscach tej odnogi; jednak te Baareńskie przechodzą barzo wielkością i dobrocią insze. Drugie wyspy małej są ceny/ jako Pulor
, 20. mil od Ormuzu: powietrze ma záráźliwe/ á zwłasczá od końcá Wrześniá/ áż do Lutego: á szkodźi nie tylo gośćiom/ ále też y domowym/ ktorzyby pod ten czás wyiácháli ná morze ku Arábiey/ (przećiw ktorey leży) á zwłasczá przednieyszym. Bogáctwá tey wyspy są frukty/ á osobliwie dáktyle/ ktorych się tám bárzo wiele rodźi/ y ták roznych/ iż to rzecz dźiwna: wywożą ich stąd niepodobnie wiele/ do okolicznych kráiow. Lowią też tám perły/ ktore ácz rodzą się po wielu mieyscách tey odnogi; iednák te Bááreńskie przechodzą bárzo wielkośćią y dobroćią insze. Drugie wyspy máłey są ceny/ iáko Pulor
Skrót tekstu: BotŁęczRel_II
Strona: 49
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. II
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
niej ponta niemiecka jajem pomazana. Potym wąsy tabaką brzydko usmarkane I strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, ser z wieprza, cielęce śmietanki I z jesionowej skóry przysmażane grzanki. Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych świerków daktyle. — Wszytko diabeł dziwy. GDY J EGO M OŚ Ć PAN STANISŁAW Morsztyn, OBERSTER K RÓLA J EGO M OŚCI , Z PODSTOLEGO CHEŁMIŃSKIEGO CHORĄŻYM ZATORSKIM ZOSTAŁ
Lepiej jeść niż się bić! A nasz Podstoli Przecie od stołu do chorągwie woli, Chorągiew bo to jest niepospolita, Z którą się mężna ręka jego wita.
niej ponta niemiecka jajem pomazana. Potym wąsy tabaką brzydko usmarkane I strupami z parszywej głowy posypane. Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury I gołębiego mleka tureckie farfury. Świnie masło, ser z wieprza, cielęce śmietanki I z jesionowej skóry przysmażane grzanki. Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, Z starych świerków daktyle. — Wszytko diabeł dziwy. GDY J EGO M OŚ Ć PAN STANISŁAW MORSTYN, OBERSTER K RÓLA J EGO M OŚCI , Z PODSTOLEGO CHEŁMIŃSKIEGO CHORĄŻYM ZATORSKIM ZOSTAŁ
Lepiej jeść niż się bić! A nasz Podstoli Przecie od stołu do chorągwie woli, Chorągiew bo to jest niepospolita, Z którą się mężna ręka jego wita.
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 269
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975