confluxus hominum po ulicach, oknach, domach wielki, co się
zebrali pro videndo introitu księcia IM. W kilku godzinach po przyjechaniu do gospody przyszła starszyna senatus Neuburgensis!, visitando et salutando księcia IM, tudzież też munera od miasta przynieśli. NB
Stalichmy w austerii jednej, barzo w pokoje, stajnie i inny porządek dostatniej, tak, iż na trzysta ludzi i tak wiele koni dosyć w stancjej wczasu mieć mogli. 8
Miasto same i wielkie i piękne, kamienice dostatnie, wszystkie malowane. Obronne dosyć, bo rów i murów kilkoro barzo potężnych wkoło miasta idzie. Przy murze na rogach cztery baszty barzo wielkie i wysokie,
confluxus hominum po ulicach, oknach, domach wielki, co się
zebrali pro videndo introitu księcia JM. W kilku godzinach po przyjechaniu do gospody przyszła starszyna senatus Neuburgensis!, visitando et salutando księcia JM, tudzież też munera od miasta przynieśli. NB
Stalichmy w austeriej jednej, barzo w pokoje, stajnie i inny porządek dostatniej, tak, iż na trzysta ludzi i tak wiele koni dosyć w stancjej wczasu mieć mogli. 8
Miasto same i wielkie i piękne, kamienice dostatnie, wszystkie malowane. Obronne dosyć, bo rów i murów kilkoro barzo potężnych wkoło miasta idzie. Przy murze na rogach cztery baszty barzo wielkie i wysokie,
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 126
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
wygląda, a JejMć jako wojewodzina cyl trzyma przed ołtarzem i skini się niby w dalmatyce, ostatnia z kościoła, aby jej nie przyganiono, kiedy lektykę swoję pod biczem jako cepami bykowcowym dla niesfory w siłach i sierci bucefałów osiadać będzie. Pytam się jeszcze, kędy jest majętność, pałac i w nim skarbiec dla sforcowania tej dostatniej aparencji i depozytu bezpiecznego? Facjatę dym wskroś przejął, wewnątrz pluskwy zasmrodzili, czerw na wylot strawił, kiczka zaniedbana odkryła, garderoba jarzyna zawaliła, mąki jak pudru dostatek szafarnią naładował, zwierciadło mysz pod ścian? zawlekła, JegoMć na pańskie woła, JejMć z warząchą się uwija, a przecie garnitury, stroje
wygląda, a JejMć jako wojewodzina cyl trzyma przed ołtarzem i skini się niby w dalmatyce, ostatnia z kościoła, aby jej nie przyganiono, kiedy lektykę swoję pod biczem jako cepami bykowcowym dla niesfory w siłach i sierci bucefałów osiadać będzie. Pytam się jeszcze, kędy jest majętność, pałac i w nim skarbiec dla sforcowania tej dostatniej aparencyi i depozytu bezpiecznego? Facyjatę dym wskroś przejął, wewnątrz pluskwy zasmrodzili, czerw na wylot strawił, kiczka zaniedbana odkryła, garderobą jarzyna zawaliła, mąki jak pudru dostatek szafarnią naładował, zwierciadło mysz pod ścian? zawlekła, JegoMć na pańskie woła, JejMć z warząchą się uwija, a przecie garnitury, stroje
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 288
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
gorączkach mianowicie rozkazali trzymać/ które przecię brzemiennym nie barzo jest bezpieczne/ abowiem jako sam tenże pisarz pisze/ że brzemiennym nie tylko nadchodzi niebezpieczeństwo z choroby samej/ ale i z szczupłęgo życia/ które właśnie należy gorączkąm/ i tym dla niedostatku żywności bywa płód zabijany/ przeto dla tego/ aby ten był zachowany/ dostatniej pokarmów podajemy/ którymi choroby pomnażamy i matkę zabijamy: jeszcze i to nie dosyć/ że brzemienne gdy ich obrzyda pokarmów podajemy/ którymi choroby pomnażamy i matkę zabijamy: jeszcze i to nie dosyć/ że brzemienne gdy ich obrzyda pokarmów napadnie/ iż te przez czas długi mało co jedzą/ tedy na ten czas
gorączkách miánowićie roskazáli trzymáć/ ktore przećię brzemiennym nie bárzo iest bespieczne/ ábowiem iáko sam tenże pisarz pisze/ że brzemiennym nie tylko nádchodźi niebespieczenstwo z choroby sámey/ ále y z sczupłęgo żyćia/ ktore własnie należy gorączkąm/ y tym dla niedostátku żywnośći bywa płod zábiiány/ przeto dla tego/ áby ten był záchowány/ dostátniey pokármow podáiemy/ ktorymi choroby pomnażamy y mátkę zábiiamy: ieszcze y to nie dosyć/ że brzemienne gdy ich obrzydá pokármow podáiemy/ ktorymi choroby pomnażamy y mátkę zábiiamy: ieszcze y to nie dosyć/ że brzemienne gdy ich obrzydá pokármow nápádnie/ iż te przez czás długi máło co iedzą/ tedy ná ten czas
Skrót tekstu: CiachPrzyp
Strona: G3
Tytuł:
O przypadkach białychgłów brzemiennych
Autor:
Piotr Ciachowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
poradniki, traktaty
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1624
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1624
nademną probował swej mocy, Ile lat w jego dłużyłam się Skarbach, Trzymał mię w lichwie, czas pisząc na karbach. Sprosne przywodził do myśli poczwary, Szpetniejsze monstra przed oczy wystawiał; W oziębłym ciele podniecał pożary, Stan mój mizerny ze śmiechem wymawiał Wrzeszcząc: o głupia! gdzieś rozum podziała? Z dostatniej Pani hołotąś się stała. Potraw Egipskich, smaków przy rozpustach Com zażywała, ten z nich odor czuję, Jak bym ich miała zgotowane w ustach, Tak je piekielny Kuchmistrz przyprawuje. Ścisnęłam zęby, nos zatykam w strachu, Nie chcąc już więcej smaku, ni zapachu.
Gdy mię tak ciężka znużyła
nádemną probował swey mocy, Jle lát w iego dłużyłam się Skárbach, Trzymał mię w lichwie, czas pisząc ná kárbach. Sprosne przywodził do myśli poczwáry, Szpetnieysze monstra przed oczy wystawiał; W oziębłym ciele podniecał pożary, Stan moy mizerny ze śmiechem wymawiał Wrzeszcząc: o głupia! gdzieś rozum podziała? Z dostátniey Páni hołotąś się stáła. Potraw Egipskich, smákow przy rospustach Com zażywała, ten z nich odor czuię, Ják bym ich miała zgotowane w ustach, Ták ie piekielny Kuchmistrz przyprawuie. Scisnęłam zęby, nos zátykam w strachu, Nie chcąc iuż więcey smáku, ni zápachu.
Gdy mię ták cięszka znużyła
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 183
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
które by włożył do działa na zabicie wszystkich w obozie sułtana Solimana, który umarł, a nie postrzegł się ten mądry, że wdał się we dwie rzeczy ostateczne. I jako godzien jest wielki sławy dla industryjej, który chce zażywać podczas niedostatku kul do nabicia sztuki, tak godzien nagany wielki, dlatego, że nie ma dostatniej sumy ich gotowych i materyjej i sposobności potrzeb do robienia ich więcej, aby u niego nie ustawały w potrzebie. I ten będzie najpewniejszy sposób jego industryjej. Nie mogę też chwalić tego, co zawiaduje działami, albo pana jego, który spuscza się w głębokość potrzeby z tą nadzieją, że z potrzeby uczynić, co jest
które by włożył do działa na zabicie wszystkich w obozie sułtana Solimana, który umarł, a nie postrzegł się ten mądry, że wdał się we dwie rzeczy ostateczne. I jako godzien jest wielki sławy dla industryjej, który chce zażywać podczas niedostatku kul do nabicia sztuki, tak godzien nagany wielki, dlatego, że nie ma dostatniej sumy ich gotowych i materyjej i sposobności potrzeb do robienia ich więcy, aby u niego nie ustawały w potrzebie. I ten będzie najpewniejszy sposób jego industryjej. Nie mogę też chwalić tego, co zawiaduje działami, albo pana jego, który spuscza się w głębokość potrzeby z tą nadzieją, że z potrzeby uczynić, co jest
Skrót tekstu: AquaPrax
Strona: 146
Tytuł:
Praxis ręczna działa
Autor:
Andrzej Dell'Aqua
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1624 a 1639
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1639
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Tadeusz Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1969
Odkryć się wolno na jawi z sumnieniem: Dajcie mi wspomnieć utarczki/ i wojny/ Których dowodził nademną grzech zbrojny: A jeśli kędy nałóg z przyrodzeniem Pójdzie za grzechem. Bądzcie wspomożeniem.
XVI. Pierwsza ze wszystkich larwa wystąpiła/ Jako Paw strojna ogon roztoczyła: Pompa ją bokiem pod rękę prowadzi/ Tłum około niej dostatniej czeladzi. Wszystkich przechodzi bucznopysznym strojem/ Tysiącna kita ze złotym zawojem, Diamentowa tablica w pierścieniu/ Altembasowy płaszczyk na ramieniu.
XVII. Ognisty rantuch złotem przetykany/ Uriańskimi perły haftowany. Sama w płomienie tkanym złotogłowie Harda/ nadęta/ i pyszna w rozmowie. A zdjąwszy pierścień z herbem swej własności Darowała mi/ na znak
Odkryć sie wolno ná iáwi z sumnieniem: Dayćie mi wspomnieć vtarczki/ y woyny/ Ktorych dowodził nádemną grzech zbroyny: A ieśli kędy nałog z przyrodzeniem Poydzie zá grzechem. Bądzćie wspomożeniem.
XVI. Pierwsza ze wszystkich lárwá wystąpiłá/ Iáko Paw stroyna ogon rostoczyłá: Pompá ią bokiem pod rękę prowádzi/ Tłum około niey dostátniey czeladzi. Wszystkich przechodzi bucznopysznym stroiem/ Tyśiącna kitá ze złotym zawoiem, Dyámentowa tablica w pierśćieniu/ Altembásowy płasczyk ná rámieniu.
XVII. Ognisty rántuch złotem przetykany/ Vryánskimi perły háftowány. Sámá w płomienie tkánym złotogłowie Hárda/ nadęta/ y pyszna w rozmowie. A zdiąwszy pierśćień z herbem swey własnośći Dárowáłá mi/ ná znák
Skrót tekstu: TwarKPoch
Strona: C
Tytuł:
Pochodnia miłości bożej
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Walerian Piątkowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1628
Data wydania (nie wcześniej niż):
1628
Data wydania (nie później niż):
1628