postępek jego I smutnej siostrze swojej potym odesłała A sama się w słowicze piora przyodziała I dziś smutnymi treny szkody swej lituje, A późnym wiekom waszę chytrość ukazuje. Co było i przyczyną trojańskich popiołów, Zelżenia ślicznych dziewek, zburzonych kościołów, Jeśli nie ono pięknej Heleny zwiedzenie I zdradzieckie od męża z skarby uniesienie,
Przez Parysa niecnego: tu już dowód macie. Że próżno z swoją cnotą na plac wyjeżdżacie. A gdybym jeszcze dalej rozwodzić się miała, Śmiele rzekę, że mówiąc, ustać bym musiała.
M. Jeżeli przykładami narabiać będziemy, Ręczę, że więcej tego w białej płci najdziemy, Która tak swą chytrością wiele dokazała, Że
postępek jego I smutnej siestrze swojej potym odesłała A sama się w słowicze piora przyodziała I dziś smutnymi treny szkody swej lituje, A poźnym wiekom waszę chytrość ukazuje. Co było i przyczyną trojańskich popiołow, Zelżenia ślicznych dziewek, zburzonych kościołow, Jeśli nie ono pięknej Heleny zwiedzenie I zdradzieckie od męża z skarby uniesienie,
Przez Parysa niecnego: tu już dowod macie. Że prożno z swoją cnotą na plac wyjeżdżacie. A gdybym jeszcze dalej rozwodzić się miała, Śmiele rzekę, że mowiąc, ustać bym musiała.
M. Jeżeli przykładami narabiać będziemy, Ręczę, że więcej tego w białej płci najdziemy, Ktora tak swą chytrością wiele dokazała, Że
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 246
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
jest, lecz będzie godzina, Drzewo, gdy i ty uschniesz, bo rodziców wina przejednana i na łup śmierć nie będzie śpieszyć, i człowiek już nie umrze, i nie będzie grzeszyć, i nie twego już jabłka zażyje obroku, ale się paść nektarem będzie w wiecznym roku, a wąż – zabójca prawy i kredencerz niecny, złego przyczyńca – będzie żarł płomień on wieczny. IV Strophe
Wiek długi na co w żądaniu? Przez co w szacunku takim, że człowiek nadeń sobie nic droższego nie rachuje, choć mu i złoto miłe!? Na co dni usiłuje potomnych i lat długo pomnych? Co Nestorowe pomogą żytła, gdy jedną nogą
jest, lecz będzie godzina, Drzewo, gdy i ty uschniesz, bo rodziców wina przejednana i na łup śmierć nie będzie śpieszyć, i człowiek już nie umrze, i nie będzie grzeszyć, i nie twego już jabłka zażyje obroku, ale się paść nektarem będzie w wiecznym roku, a wąż – zabójca prawy i kredencerz niecny, złego przyczyńca – będzie żarł płomień on wieczny. IV Strophe
Wiek długi na co w żądaniu? Przez co w szacunku takim, że człowiek nadeń sobie nic droższego nie rachuje, choć mu i złoto miłe!? Na co dni usiłuje potomnych i lat długo pomnych? Co Nestorowe pomogą żytła, gdy jedną nogą
Skrót tekstu: WieszczArchGur
Strona: 52
Tytuł:
Archetyp
Autor:
Adrian Wieszczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory poetyckie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Anna Gurowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2001
ciężkiej przyść utraty/ i źlę słynąć światu/ Aż ją wnet wysłuchała/ będąc słusznym gniewem Ku mnie o to żarliwa/ że bobkowym drzewem/ Któreś owo widziała/ w oka stanie mgnieniu Ślicznym barzo; jeszcze duch w samym jego drzeniu/ Jeszcze serce skakało pod skorę chropawą/ Gdym je szczupło obłapił. A tą niecną sprawą Sobie sam obrzydzony/ z owego zapału Ciężkom się jej rozpłakał/ i stąd co przyczyną Tak srogiej jej przemiany/ którym darem słyną Drzewa insze u Bogów. Jako Jowiszowi Dąb święty na Dodonie/ kupres Plutonowi/ I Minerwie oliwa: Takew i ja bobek Obrał sobie/ dawszy ten kosztowny Nagrobek I wieczny mu
cięszkiey przyść vtráty/ y źlę słynąć swiátu/ Aż ią wnet wysłucháłá/ będąc słusznym gniewem Ku mnie o to żárliwa/ że bobkowym drzewem/ Ktoreś owo widziáłá/ w oká stánie mgnieniu Slicznym bárzo; ieszcze duch w sámym iego drzeniu/ Ieszcze serce skakáło pod skorę chropáwą/ Gdym ie szczupło obłápił. A tą niecną spráwą Sobie sam obrzydzony/ z owego zapáłu Cięszkom się iey rospłákał/ y ztąd co przyczyną Ták srogiey iey przemiány/ ktorym dárem słyną Drzewá insze v Bogow. Iáko Iowiszowi Dąb swięty ná Dodonie/ kupres Plutonowi/ Y Minerwie oliwá: Tákew y ia bobek Obrał sobie/ dawszy ten kosztowny Nagrobek Y wieczny mu
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 70
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
nad morskiemi brzegi Koło mnie czynił -— jako wiatr — przebiegi. Gdzie jeno kinę sobą lub nogami, On za mną bieży, a z dala rękami Chwyta mię grożąc i trząsając głową I twarzą na mnie patrzając surową. Ja też w ostatku, gdym już sobie rady Dodać nie mogła, a zewsząd mię zdrady Niecne trapiły, jużem nie patrzała, Gdzie idę, tylko — gdzie mi się podała Droga — tam biegnę. Zaczym z tak nagłego Biegu przypadłam do brzegu morskiego, A ten ujrzawszy — prawie bez pamięci Stanę, aż mi się głowa w koło kręci Myśląc, co czynić? Ale że w tej dobie Rozmysł nie
nad morskiemi brzegi Koło mnie czynił -— jako wiatr — przebiegi. Gdzie jeno kinę sobą lub nogami, On za mną bieży, a z dala rękami Chwyta mię grożąc i trząsając głową I twarzą na mnie patrzając surową. Ja też w ostatku, gdym już sobie rady Dodać nie mogła, a zewsząd mię zdrady Niecne trapiły, jużem nie patrzała, Gdzie idę, tylko — gdzie mi się podała Droga — tam biegnę. Zaczym z tak nagłego Biegu przypadłam do brzegu morskiego, A ten ujrzawszy — prawie bez pamięci Stanę, aż mi się głowa w koło kręci Myśląc, co czynić? Ale że w tej dobie Rozmysł nie
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 189
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
przez to roźlicznego Dobra i stanu zbywacie swojego, Jak i ty zbyłaś. Lecz że się przyznawasz I grzech swój z żalem przede mną wydawasz Prosząc litości, tedy nie winuję Ciebie tak barzo, gdyż to i ja czuję, Że białogłowski rozum jak na ledzie Śliźnie i prędko lada czym się zwiedzie. Ale ty, niecny i zapamiętały Człecze, coś zrobił? Mnie oto bolały Uszy to słysząc! Wszyscy się zdumieli Ludzie, którzy tę sprawę słyszeli. Tyś to śmiał zrobić? I Bóg sprawiedliwy I każdy człowiek, co jeno jest żywy, Sądzić cię będzie! Ja sam będę na tem, Ja, ja nad tobą uczynię się
przez to roźlicznego Dobra i stanu zbywacie swojego, Jak i ty zbyłaś. Lecz że się przyznawasz I grzech swój z żalem przede mną wydawasz Prosząc litości, tedy nie winuję Ciebie tak barzo, gdyż to i ja czuję, Że białogłowski rozum jak na ledzie Śliźnie i prędko lada czym się zwiedzie. Ale ty, niecny i zapamiętały Człecze, coś zrobił? Mnie oto bolały Uszy to słysząc! Wszyscy się zdumieli Ludzie, którzy tę sprawę słyszeli. Tyś to śmiał zrobić? I Bóg sprawiedliwy I każdy człowiek, co jeno jest żywy, Sądzić cię będzie! Ja sam będę na tem, Ja, ja nad tobą uczynię się
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 192
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
kształtem ten Bogiem nazywa, Który niemając Mocy, sam od ludzi bywa Dźwigany. Cóż? niewidzisz, że wstać posadzony Niemoże, ani siedzieć może postawiony. Hebr: 8. Gen: 11. O BARLAAMIE I JOZAFACIE ŚŚ. HISTORIA Z. JANA DAMASCENA,
Wstydź się głupcze szalony, a twe usta niecne Zatul, gdy zalecać chcesz bałwany bezecne. Bo prawdę porzuciwszy, próżną się uwodzisz, Obłudą rzemieślników, i na zdradę godzisz, Wymyślając obrazy różne, a zrobionym Kładąc nowe przezwiska, czynisz pokłon onym, Chciej zdjąć nędzny zasłonę z rozumu błędnego, A poznać, żeś ty starszym jest nad Boga twego: Czy nie
kształtem ten Bogiem názywa, Ktory niemáiąc Mocy, sam od ludźi bywa Dźwigány. Coż? niewidźisz, że wstáć posádzony Niemoże, áni śiedźieć może postáwiony. Hebr: 8. Gen: 11. O BARLAAMIE Y IOZAPHACIE ŚŚ. HISTORYA S. IANA DAMASCENA,
Wstydź się głupcze szalony, á twe vstá niecne Zátul, gdy zálecáć chcesz báłwány bezecne. Bo prawdę porzućiwszy, prożną się vwodźisz, Obłudą rzemieślnikow, y ná zdrádę godźisz, Wymyśláiąc obrázy rożne, á zrobionym Kłádąc nowe przezwiská, czynisz pokłon onym, Chćiey zdiąć nędzny zasłonę z rozumu błędnego, A poznáć, żeś ty stárszym iest nád Bogá twego: Czy nie
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 238
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
iść nie mogło/ ponieważ Słońce a godność ukryć/ nic nigdy nie może. Bo skoro Tatarowie do Podola wbieżeli/ zaraz Król Zygmunt do niego/ jako do jakiego Kamilusa Rzymskiego posłał/ aby ratunk tym tam krajom dał/ pilnie żądająć. Jakoż pięć set usarzów zebrawszy/ gdy mu drudzy Woluntariuszowie drogę zajechali/ bieżał zatym niecnym pohańcem/ dogonił/ pogromił/ szczęśliwe zwycięstwo otrzymał. A gdy częstymi listami od Króla tegoż do Dworu/ zaraz na przywitaniu dał mu Król Jego M. Kasztelanią/ po niej drugą/ aż też i Województwo Sieradzkie. Tenże Monarcha jako się w nim kochał/ stąd każdy osądzić może/ iż przez lat dwadzieścia
iśdź nie mogło/ ponieważ Słońce á godność vkryć/ nic nigdy nie może. Bo skoro Tátárowie do Podola wbieżeli/ záraz Krol Zygmunt do niego/ iáko do iákiego Kámilusá Rzymskiego posłał/ áby rátunk tym tám kráiom dał/ pilnie żądáiąć. Iákoż pięć set vsarzow zebrawszy/ gdy mu drudzy Woluntáryuszowie drogę záiecháli/ bieżał zátym niecnym poháńcem/ dogonił/ pogromił/ sczęśliwe zwyćięstwo otrzymał. A gdy częstymi listámi od Krolá tegoż do Dworu/ záraz ná przywitániu dał mu Krol Iego M. Kásztelánią/ po niey drugą/ áż też y Woiewodztwo Sierádzkie. Tenże Monárchá iáko sie w nim kochał/ stąd káżdy osądzić może/ iż przez lat dwádzieśćiá
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 30
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
przestraszonych i rozpędzonych/ żadne urość nie mogło niebezpieczeństwo) ale na obronę każdego zosobna żołnierza/ co się jednak wszytkiego obozu tykało. Bo i chciwość zdobyczy/ dalej żołnierza nie jednego zawodziła/ i lasy dla skrytych a wątpliwych dróg/ szeregiem iść nie dopuszczały/ jeśliby się był chciał hetman rozprawić/ i naród ludzi niecnych wygubić/ trzebaby było na wiele części żołnierza rozwlec/ a tak wojsko roziąć/ jeśli też przy chorągwiach ufce trzymać/ jako zwyczaj i ćwiczenie wojska Rzymskiego potrzebowało/ tedy same lasy były nieprzyjacielowi obroną/ któremu serca i animuszu dostawało na to/ aby w miejscach ukrytych zasadzki czynić/ i rozerwane nasze łowić mógł. A
przestrászonych y rospędzonych/ żadne vrość nie mogło niebespieczeństwo) ale na obronę każdego zosobná żołnierzá/ co sie iednák wszytkiego obozu tykało. Bo y chćiwość zdobyczy/ daley żołnierzá nie iedneg^o^ zawodźiłá/ y lasy dla skrytych á wątpliwych drog/ szeregiem iśdź nie dopuszczały/ ieśliby sie był chćiał hetman rospráwić/ y narod ludźi niecnych wygubić/ trzebaby było na wiele częśći żołnierza rozwlec/ á ták woysko roziąć/ ieśli też przy chorągwiách vfce trzymáć/ iáko zwyczay y ćwiczenie woyska Rzymskiego potrzebowáło/ tedy sáme lasy były nieprzyiaćielowi obroną/ ktoremu serca y ánimuszu dostawało na to/ aby w mieyscach vkrytych zasadzki czynić/ y rozerwáne nasze łowić mogł. A
Skrót tekstu: CezWargFranc
Strona: 146.
Tytuł:
O wojnie francuskiej ksiąg siedmioro
Autor:
Gajusz Juliusz Cezar
Tłumacz:
Andrzej Wargocki
Drukarnia:
Drukarnia wdowy Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
brzucha, Żeby obłowem głupia uwięzła mu mucha. Kto widział salamandrę, żywiącą płomieniem? Aleć i to nie mniejszym pewnie podziwieniem, Co było, co jest ludzi, od początku świata, Inaksza twarz każdego, inaksza facjata. Kto, choć bez pisanego, rząd pszczół w ulach, prawa, Kto miłość ku płodowi niecnej matce dawa, Choć go, nie bez boleści wielkiej, na świat rodzi? Jako kaczka na ziemię z drzewa dzieci zwodzi, Każde w dołku nóżkami kładący do góry, Żeby się nie rozbiegły, do ostatniej fory? Jako błaźni myśliwca, kiedy co raz wzięci Kuropatwa, odwodząc od gniazda, od dzieci? Jako żółwia
brzucha, Żeby obłowem głupia uwięzła mu mucha. Kto widział salamandrę, żywiącą płomieniem? Aleć i to nie mniejszym pewnie podziwieniem, Co było, co jest ludzi, od początku świata, Inaksza twarz każdego, inaksza facjata. Kto, choć bez pisanego, rząd pczół w ulach, prawa, Kto miłość ku płodowi niecnej matce dawa, Choć go, nie bez boleści wielkiej, na świat rodzi? Jako kaczka na ziemię z drzewa dzieci zwodzi, Każde w dołku nóżkami kładący do gory, Żeby się nie rozbiegły, do ostatniej fory? Jako błaźni myśliwca, kiedy co raz wzięci Kuropatwa, odwodząc od gniazda, od dzieci? Jako żółwia
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 315
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, czy-li jej jeszcze gardło twe niesyte, aż stoczysz znowu wojska nieużyte?
Na tom was, dzieci moje, uchowała, bym po was jako Nijobe skamiała, lejąc zdrój gorzki i noc, i dzień cały, z przytomnej członkom marmórowym skały?
Czemu na żal mój i na zgubę wieczną broń podnosicie na się ręką niecną? Policzcie pierwej od Lecha pradziady: tak li do wnętrznej zachodzili zwady?
O wyrodkowie, o nie dzieci moje, przodkowie waszy tam nieśli swe zbroje, gdzie Korzyść hojna wabiła i wkoło poczciwym wieńcem wiła Sława czoło!
A wy zaś własne tak plądrując knieje, że dziś nie każdy niwy oracz sieje, ubogich płaczem uszy
, czy-li jej jeszcze gardło twe niesyte, aż stoczysz znowu wojska nieużyte?
Na tom was, dzieci moje, uchowała, bym po was jako Nijobe skamiała, lejąc zdrój gorzki i noc, i dzień cały, z przytomnej członkom marmórowym skały?
Czemu na żal mój i na zgubę wieczną broń podnosicie na się ręką niecną? Policzcie pierwej od Lecha pradziady: tak li do wnętrznej zachodzili zwady?
O wyrodkowie, o nie dzieci moje, przodkowie waszy tam nieśli swe zbroje, gdzie Korzyść hojna wabiła i wkoło poczciwym wieńcem wiła Sława czoło!
A wy zaś własne tak plądrując knieje, że dziś nie każdy niwy oracz sieje, ubogich płaczem uszy
Skrót tekstu: MiasKZbiór
Strona: 182
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Kacper Miaskowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia, fraszki i epigramaty
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Alina Nowicka-Jeżowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1995