jako z wielkiem strachem uchodzili, Beł pewny, że z obozu pogańskiego byli.
CXCII.
Beł tam za onych czasów las stary, gęstemi Drzewami i chrustami zarosły niskiemi, Pełny, jako labirynt jaki, zawikłanych Ścieszek, od bestyj samych tylko udeptanych. W tem obadwa poganie tę nadzieję mają, Że się jego cieniami i gęstwą utają - Ale kto mnie rad słucha i rad się mną cieszy, Kiedy drugą pieśń zacznę, niechaj się pośpieszy.
KONIEC PIEŚNI OŚMNASTEJ. PIEŚŃ DZIEWIĘTNASTA. ARGUMENT. Angelika rannemu Medorowi daje Zdrowie i potem jego małżonką zostaje. Marfiza z towarzystwem wielkiej niepogody Zażywszy, u Lajacu na brzeg z morskiej wody Na ostatek wysiada.
jako z wielkiem strachem uchodzili, Beł pewny, że z obozu pogańskiego byli.
CXCII.
Beł tam za onych czasów las stary, gęstemi Drzewami i chróstami zarosły nizkiemi, Pełny, jako labirynt jaki, zawikłanych Ścieszek, od bestyj samych tylko udeptanych. W tem obadwa poganie tę nadzieję mają, Że się jego cieniami i gęstwą utają - Ale kto mnie rad słucha i rad się mną cieszy, Kiedy drugą pieśń zacznę, niechaj się pośpieszy.
KONIEC PIEŚNI OŚMNASTEJ. PIEŚŃ DZIEWIĘTNASTA. ARGUMENT. Angelika rannemu Medorowi daje Zdrowie i potem jego małżonką zostaje. Marfiza z towarzystwem wielkiej niepogody Zażywszy, u Lajacu na brzeg z morskiej wody Na ostatek wysiada.
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 84
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
moję zastała uśpioną, W żelazo okrom twarzy wszytkę obleczoną, Która, miasto kądziele, miecz u boku miała, Że to beł jakiś rycerz błędny, rozumiała. Twarzy się i postawie męskiej przypatruje, Nakoniec serce w sobie zapalone czuje: W towarzystwo ją z sobą na myśliwstwo wzywa, Potem się sama jedna z nią gęstwą okrywa.
XXIX.
A skoro się na miejscu osobnem ujźrzała I że jej tam nikt zastać nie miał, rozumiała, I mową i postawą serce zniewolone Odkrywa jej i ostrem sztychem przebodzione; I z wzdychaniem i wzrokiem, srodze zapalonem, Daje jej znać o swojem utrapieniu onem, Raz zblednie, drugi raz się wstydem zafarbuje
moję zastała uśpioną, W żelazo okrom twarzy wszytkę obleczoną, Która, miasto kądziele, miecz u boku miała, Że to beł jakiś rycerz błędny, rozumiała. Twarzy się i postawie męskiej przypatruje, Nakoniec serce w sobie zapalone czuje: W towarzystwo ją z sobą na myśliwstwo wzywa, Potem się sama jedna z nią gęstwą okrywa.
XXIX.
A skoro się na miejscu osobnem ujźrzała I że jej tam nikt zastać nie miał, rozumiała, I mową i postawą serce zniewolone Odkrywa jej i ostrem sztychem przebodzione; I z wzdychaniem i wzrokiem, srodze zapalonem, Daje jej znać o swojem utrapieniu onem, Raz zblednie, drugi raz się wstydem zafarbuje
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 267
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
, I on usług w tym Panu oddać niezaniechał. Tedy ów Mąż pobożny, z Bożej pono woli, Zosobna od nich jachał zdaleka powoli; Aż z lekkiego Zęfirku, zdala głos w zaciszy Jęczącego tchem smutnym człowieka usłyszy; Przyda ostróg w bok koniu, na którym gdy skoczy Wartkim biegiem, aż między gęstwą drzewa zoczy Ledwie żywo człowieka zdeptanego srogą Zwierżęcia w sił impecię bieżącego nogą, Na którego rzuciwszy zdala wzrokiem, chce go Darskim prędko rumakiem minąć leżącego, I gdy przejezdzał mimo rzekłszy słowo: Kto to? Wściągnie go odgłosem swym takie Echo: O to. Spojrzy wstecz, aż leżący głosem smutnym rzecze: O to ja
, Y on vsług w tym Pánu oddáć niezániechał. Tedy ow Mąż pobożny, z Bożey pono woli, Zosobná od nich iáchał zdáleká powoli; Aż z lekkiego Zęphirku, zdalá głos w zaćiszy Ięczącego tchem smutnym człowieká vsłyszy; Przyda ostrog w bok koniu, ná ktorym gdy skoczy Wártkim biegiem, áż między gęstwą drzewá zoczy Ledwie żywo człowieká zdeptánego srogą Zwierżęćiá w śił impecię biezącego nogą, Ná ktorego rzućiwszy zdalá wzrokiem, chce go Dárskim prędko rumakiem minąc leżącego, Y gdy przeiezdzał mimo rzekłszy słowo: Kto to? Wśćiągnie go odgłosem swym tákie Echo: O to. Spoyrzy wstecz, aż leżący głosem smutnym rzecze: O to ia
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 17
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
piekne i dobre tylko że jak Lutrzy mówią (: Pusillus Grex :) Bo nas tylko 6000 było wdywizyjej Pana Czarnieckiego. To cudowna że kiedy mi zbudowano Chłodnik przed Namiotem, zbrzezowego Chrostu zaraz w ten że dzień począł sobie robić gniazdo Trznadel u samych drzwi mego Namiotu w płocie owego chłodnika. Jawnie na gniazdo nosił między gęstwą ludzi i z budowawszy je nasiadł na swoich Jajkach i wylągł je wowym Chłodniku był stół starcic na soszkach zrobiony Utego stołu jadano Pijano karty grywano strzelano czasem wołano a ptak siedział nie bał się najmniejszej rzeczy choć zaraz w rogu stoła, Gdy mu się jeść Chciało to przed Rumakiem zbierał owies. wysiedział tedy owe swoje
piekne y dobre tylko że iak Lutrzy mowią (: Pusillus Grex :) Bo nas tylko 6000 było wdywizyiey Pana Czarnieckiego. To cudowna że kiedy mi zbudowano Chłodnik przed Namiotem, zbrzezowego Chrostu zaraz w ten że dzięn począł sobie robic gniazdo Trznadel u samych drzwi mego Namiotu w płocie owego chłodnika. Iawnie na gniazdo nosił między gęstwą ludzi y z budowawszy ie nasiadł na swoich Iaykach y wylągł ie wowym Chłodniku był stoł starcic na soszkach zrobiony Utego stołu iadano Piiano karty grywano strzelano czasem wołano a ptak siedział nie bał się naymnieyszey rzeczy choc zaraz w rogu stoła, Gdy mu się ieść Chciało to przed Rumakięm zbierał owies. wysiedział tedy owe swoie
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 87v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
to i Chodkiewicz, że jak począł z młodu Wojnę służyć, takiego huku, dymu, smrodu Nie uznał, jakim nas dziś głuszy, ślepi, dusi, Kiedy się żwawy Osman o Kozaków kusi. Tylko też było szkody z onej srogiej burze; Bowiem ci w swoich szańcach siedząc jako w murze, Tak szkaradą kul gęstwą, która się tam zwali, Jednego tylko z swoich junaków stradali. A skoro kilka godzin bez wszelkiego skutku Grzmi Osman, każe się swym zmykać pomalutku; Jeśli się tam jeszcze kto morduje z tym światem, Dorznąć go, a te działa wszytkie z aparatem Wprowadzić do taboru, wygnać niedobitki, A tak podciąć giaurom twardoustym
to i Chodkiewicz, że jak począł z młodu Wojnę służyć, takiego huku, dymu, smrodu Nie uznał, jakim nas dziś głuszy, ślepi, dusi, Kiedy się żwawy Osman o Kozaków kusi. Tylko też było szkody z onej srogiej burze; Bowiem ci w swoich szańcach siedząc jako w murze, Tak szkaradą kul gęstwą, która się tam zwali, Jednego tylko z swoich junaków stradali. A skoro kilka godzin bez wszelkiego skutku Grzmi Osman, każe się swym zmykać pomalutku; Jeśli się tam jeszcze kto morduje z tym światem, Dorznąć go, a te działa wszytkie z aparatem Wprowadzić do taboru, wygnać niedobitki, A tak podciąć giaurom twardoustym
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 169
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
Głoszą, grzmią kotły larmo; lecz wychodzić w pole Ani wojska szykować sam czas nie wydole; Ani miejsce po temu, bowiem Turcy chmurą I góry, i co rówien zalegli pod górą; Więc do wałów co żywo, co żywo z muszkiety Do koszów między swe się bierze parapety, Czekają, rychło na cel, gęstwą tak szkaradną, Na działa i ich rury bisurmanie padną. Strzela do naszych CZĘŚĆ DZIEWIĄTA
Ale ci, kiedy już-już trzeba było skoczyć, Spuszczą z pierwszej ochoty i poczną się boczyć, Hałła! hałła! więcej nic, chłysnąwszy po czarce Masłoku, on swój impet obrócili w harce. Naszy też kto na koniu, kto
Głoszą, grzmią kotły larmo; lecz wychodzić w pole Ani wojska szykować sam czas nie wydole; Ani miejsce po temu, bowiem Turcy chmurą I góry, i co rówien zalegli pod górą; Więc do wałów co żywo, co żywo z muszkiety Do koszów między swe się bierze parapety, Czekają, rychło na cel, gęstwą tak szkaradną, Na działa i ich rury bisurmanie padną. Strzela do naszych CZĘŚĆ DZIEWIĄTA
Ale ci, kiedy już-już trzeba było skoczyć, Spuszczą z pierwszej ochoty i poczną się boczyć, Hałła! hałła! więcej nic, chłysnąwszy po czarce Masłoku, on swój impet obrócili w harce. Naszy też kto na koniu, kto
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 282
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
pełne zwierza. I stąd jest dobra obrona tego królestwa: abowiem te pomienione miejsca/ gdyż są nieprzystępne i skaliste/ a jednak obfite w paszą i w lasy/ przetoż nie bali się Szkotowie nigdy/ żeby ich abo zaniechaniem miano zniewolić/ abo też oblężeniem wymorzyć. bo przeciw gwaltom ubezpieczają się przykrością gór/ i gęstwą lasów; a przeciw obleżeniu/ obronić się mogą dostatkiem bydła/ i dostatkiem łowów/ które im nigdy ustać nie mogą. Do tego jest tam ludu barzo wiele walecznego i mężnego: bo za każdą okazją mogą wystawić wojsko 25000. a nawet i po 30000. przeciw nieprzyjacielowi: a ufają tak barzo/ częścią w fortecy
pełne źwierzá. Y stąd iest dobra obroná tego krolestwá: ábowiem te pomienione mieyscá/ gdyż są nieprzystępne y skáliste/ á iednák obfite w paszą y w lásy/ przetoż nie bali się Szkotowie nigdy/ żeby ich ábo zániechániem miano zniewolić/ ábo też oblężeniem wymorzyć. bo przećiw gwaltom vbespieczáią się przykrośćią gor/ y gęstwą lásow; á przećiw obleżeniu/ obronić się mogą dostátkiem bydłá/ y dostátkiem łowow/ ktore im nigdy vstáć nie mogą. Do tego iest tám ludu bárzo wiele walecznego y mężnego: bo zá káżdą occásią mogą wystáwić woysko 25000. á náwet y po 30000. przećiw nieprzyiaćielowi: á vfáią ták bárzo/ częśćią w fortecy
Skrót tekstu: BotŁęczRel_III
Strona: 22
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. III
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609