smakowali Ani o pierwszym wspominać dawali. Tym i słonecze hamowała biegi, Tym i śród lata zimne suła śniegi I dżdże w połzimy lała, tym zielone Drzewa kilkakroć na rok ozdobione Listem i jabłkiem a zaś drogie schnęły, Kiedy je możne słowa jej przeklęły. Tym nawet wiedma dziwnymi sposoby Zimne umarłych otwierała groby. Przez ten gadziny złe abo się dają Wziąć w rękę, abo w sztoki rozsiadają. Ten srogie wichry i chmury gradowe, Ten i straszliwe grzmoty piorunowe Trzyma, od tego w twardą klobę wzięty Piszczy jako wąż i sam czart przeklęty. Trzykroć szczęśliwy, co i jawnej zwady I potajemnej ostrzeże się zdrady Nieprzyjaciela tego, który soszy Szpiki,
smakowali Ani o pierwszym wspominać dawali. Tym i słonecze hamowała biegi, Tym i środ lata zimne suła śniegi I dżdże w połzimy lała, tym zielone Drzewa kilkakroć na rok ozdobione Listem i jabłkiem a zaś drogie schnęły, Kiedy je możne słowa jej przeklęły. Tym nawet wiedma dziwnymi sposoby Zimne umarłych otwierała groby. Przez ten gadziny złe abo się dają Wziąć w rękę, abo w sztoki rozsiadają. Ten srogie wichry i chmury gradowe, Ten i straszliwe grzmoty piorunowe Trzyma, od tego w twardą klobę wzięty Piszczy jako wąż i sam czart przeklęty. Trzykroć szczęśliwy, co i jawnej zwady I potajemnej ostrzeże się zdrady Nieprzyjaciela tego, ktory soszy Szpiki,
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 445
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
Do potrzeby dziś idzie nawyzszy Heteman nasz Chrystus Jezus, którą ma czynić z grzechem pierworódnym/ wielkim nieprzyjacielem narodu ludzkiego. Niewiedział wszytek świat jako się mu odjąć/ aż przyszedł Chrystus Jezus; ten miał za jedno ukochanie swoje/ wojny toczyć z nieprzyjacielem. Jeszcze przy piersiach był Matki swojej/ a już na smoki i gadziny te piekielne ważył: Kochać się będzie niemowlątko jeszcze u piersi, będąc nad dziurą żmije; a ten który odkarmiony jest, rączkę swoję tam włoży. Mogłeś więcej czasu zająć wielki Proroku: Czy nie widzisz/ dnia dzisiejszego/ Pana w żywocie jeszcze Matki swej będącego; a ten wojny toczy/ a ten na odsiecz
Do potrzeby dźiś idźie nawyzszy Heteman nász Chrystus IESVS, ktorą ma czynić z grzechem pierworodnym/ wielkim nieprzyiaćielem narodu ludzkiego. Niewiedźiał wszytek świat iáko się mu odiąć/ aż przyszedł Chrystus IESVS; ten miał zá iedno vkochanie swoie/ woyny toczyć z nieprzyiaćielem. Jeszcze przy pierśiach był Mátki swoiey/ á iuż ná smoki y gádźiny te piekielne ważył: Kocháć się będzie niemowlątko ieszcze v pierśi, będąc nád dziurą żmiie; á ten który odkarmiony iest, rączkę swoię tám włoży. Mogłeś więcey czásu záiąć wielki Proroku: Czy nie widźisz/ dniá dźiśieyszego/ Páná w żywoćie ieszcze Mátki swey będącego; á ten woyny toczy/ á ten ná odśiecz
Skrót tekstu: BirkOboz
Strona: 2
Tytuł:
Kazania obozowe o Bogarodzicy
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
, co czartami i czarami narabiają. Znać stąd. że się potężnemi kamieniami w piersi biją, żelaza rozpalone wustach trzymają bez najmniejszej lezyj, piją Wino zakazane, i gorzałkę, jadają Opium, a to wszystko czynią dla wesołości, i dla snu twardego, zowiąc go zachwyceniem. Egipskiego zaś Zakonu i Klasztoru Melelowi, gadziny, Węże piastując, czołgających się zastanawiają, imputując to świątobliwości swojej, co jest czarami. Są to Zakonnicy wędrowni po wszystkich Krajach Mahometańskich, pod pretekstem opowiadania Wiary, sumptem Klasztorów swoich wysłani, a wrzeczy samej są szpiegowie. Derwiszowie, Kalenderowie, wszystkę maksymę Zakonności założyli w jedzeniu, w napoju, w wesołościach:
, co czartami y czarami narabiaią. Znać ztąd. że się potężnemi kamieniami w piersi biią, żelaza rospalone wustach trzymáią bez naymnieyszey lezyi, piią Wino zakazane, y gorzałkę, iadaią Opium, a to wszystko czynią dla wesołości, y dla snu twardego, zowiąc go zachwyceniem. Egypskiego zaś Zakonu y Klasztoru Melelowi, gadziny, Węźe piastuiąc, czołgaiących się zástanawiaią, imputuiąc to świątobliwości swoiey, co iest czarami. Są to Zakonnicy wędrowni po wszystkich Kraiach Machometańskich, pod pretextem opowiadania Wiary, sumptem Klasztorow swoich wysłani, a wrzeczy samey są szpiegowie. Derwiszowie, Kalenderowie, wszystkę maximę Zakonności założyli w iedzeniu, w napoiu, w wesołościach:
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 1106
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
zdrowia i fortuny azardem sługę — obrzydłym niewdzięcznikiem, broniącego ostatni ojca, braci, sióstr i całej familii honor — zuchwałym potwarcą, bez żadnej noty będącego — niepodściwym ogłasza, wieży in fundow lochu doprasza się, ażeby nie mógłszy droższego nad życie odebrać honoru, krew przynajmniej naszą niewinną wydrzeć i nią podziemne jadowite mógł nakarmić gadziny. Ale co większa, co okropniejsza, w mojej osobie potomny, ach, uchowaj Boże! straszliwy a generalny zostawić przykład, ażeby żaden słabszy mocniejszemu w największej życia i sławy krzywdzie bronić się nie odważył.
Z tą tedy nieszczęśliwą czasów odmianą, vergente in sequius saeculow wieku chylącym się ku gorszemu, stanąłem na
zdrowia i fortuny azardem sługę — obrzydłym niewdzięcznikiem, broniącego ostatni ojca, braci, sióstr i całej familii honor — zuchwałym potwarcą, bez żadnej noty będącego — niepodściwym ogłasza, wieży in fundow lochu doprasza się, ażeby nie mógłszy droższego nad życie odebrać honoru, krew przynajmniej naszą niewinną wydrzeć i nią podziemne jadowite mógł nakarmić gadziny. Ale co większa, co okropniejsza, w mojej osobie potomny, ach, uchowaj Boże! straszliwy a generalny zostawić przykład, ażeby żaden słabszy mocniejszemu w największej życia i sławy krzywdzie bronić się nie odważył.
Z tą tedy nieszczęśliwą czasów odmianą, vergente in sequius saeculow wieku chylącym się ku gorszemu, stanąłem na
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 581
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
, na robactwo, które im z błota w nosy włazi; czyli też w uszy.
Kacze jajca, wielką mają w żółtkach swoich czerwoność, jednym się zdającą, drugim obmierzłą; nie bardzoby o kaczki na folwarkach starać się potrzeba, gdyż wiele jedzą, mokrość wielką koło budynków sprawują pluszcząc się, jedzą też gadziny, wszeteczeństwa; dlatego do stołów nie bardzo zgodne, lubo antiquitas piersi i szyje ich chwali.
Tota licet ponatur anas, sed pectore tantum Et cervice valet, caetera redde coquo .
Co dzikie kaczki na końcu żniw, osobliwie cyranki, te są wyśmienite. INDYKÓW, które są kury Indyjskie, i stamtąd się wzięły trudne
, na robactwo, ktore im z błota w nosy włazi; czyli też w uszy.
Kacze iayca, wielką maią w żołtkach swoich czerwoność, iednym się zdaiącą, drugim obmierzłą; nie bardzoby o kaczki na folwarkach starać się potrzeba, gdyż wiele iedzą, mokrość wielką koło budynkow sprawuią pluszcząc się, iedzą też gadziny, wszeteczeństwa; dlatego do stołow nie bardzo zgodne, lubo antiquitas piersi y szyie ich chwali.
Tota licet ponatur anas, sed pectore tantum Et cervice valet, caetera redde coquo .
Co dzikie kaczki na końcu żniw, osobliwie cyranki, te są wysmienite. INDYKOW, ktore są kury Indyiskie, y ztamtąd się wzięły trudne
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 402.
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
Próżność chytrego świata były zepsowane. Więc bałbym się Cyklopów onych strasznych mężów/ Briareuszów dużych/ lękałbym się wężów: Uciekał bym od gadzin/ od Lern jadowitych/ I od innych straszydeł krwie ludzkiej niesytych: I grzechum się nie lękał/ i śmiertelnej winy/ Która sroższa nad węże/ brzydsza nad gadziny; Jadowitsza nad Hydry/ i bufonów jady; Straśliwsza nad Arguse/ i nad Encelady. Nic na świecie człowiekowi straszniejszego niema być. nad grzech
Tak wszyscy o tym sądzą: że nad przeklętego Czarta nie masz straszydła nigdzie straszniejszego. Bo tak ci straszydłami Książęta ciemności Są strasznemi/ i tak są obrzydłej szpetności/ Ze
Prozność chytrego świátá były zeṕsowáne. Więc báłbym się Cyklopow onych strasznych mężow/ Bryáreuszow dużych/ lękáłbym się wężow: Vćiekáł bym od gadźin/ od Lern iádowitych/ Y od innych strászydeł krwie ludzkiey niesytych: Y grzechum się nie lękáł/ y śmiertelney winy/ Ktorá sroższá nád węże/ brzydszá nád gadźiny; Iádowitszá nád Hydry/ y bufonow iády; Strasliwszá nád Arguse/ y nad Encelády. Nic na świećie człowiekowi strásznieyszego niemá bydz. nád grzech
Ták wszyscy o tym sądzą: że nad przeklętego Czártá nie masz straszydłá nigdzie strasznieyszego. Bo ták ći straszydłámi Xiążęta ćiemnośći Są strasznemi/ y ták są obrzydłey szpetnośći/ Ze
Skrót tekstu: BesKuligHer
Strona: 62
Tytuł:
Heraklit chrześcijański
Autor:
Piotr Besseusz
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Kollegium Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1694
Data wydania (nie wcześniej niż):
1694
Data wydania (nie później niż):
1694
mówią, jakby albo u siebie umyślnie chowali, albo ciekawie jej przypatrywali się. Gdyż naturalistowie w opisaniu jego nie zgadzają się. Galenus mówi, iż ma trzy na głowie guzy strogate nakształt korony ułożone, sam zaś żółtawy jest: Elianus powiada, iż dłuższy nie jest nad cztery cale, a jadem swym i najjadowitsze gadziny, i ludzi, których tylko laski koniec[...] imię zębami; zabija: węże zaś samym kszykaniem rozpędza. Pliniusz tak go opisuje: ktokolwiek mu w oczy spojrzy, umierać musi: rodzi się w Cyrenaice, długi więcej niż na dwanaście calów. plamę ma na głowie białą nakształt korony, kszykaniem wszystkie rozpędza węże, nie
mówią, iakby albo u siebie umyślnie chowali, albo ciekawie iey przypatrywali się. Gdyż naturalistowie w opisaniu iego nie zgadzaią się. Galenus mowi, iż ma trzy na głowie guzy strogate nakształt korony ułożone, sam zaś żółtawy iest: Elianus powiada, iż dłuższy nie iest nad cztery cale, a iadem swym y nayiadowitsze gadziny, y ludzi, których tylko laski koniec[...] ymie zębami; zabiia: węże zaś samym kszykaniem rozpędza. Pliniusz tak go opisuie: ktokolwiek mu w oczy spoyrzy, umierać musi: rodzi się w Cyrenaice, długi więcey niż na dwanaście calow. plamę ma na głowie białą nakształt korony, kszykaniem wszystkie rozpędza węże, nie
Skrót tekstu: BohJProg_I
Strona: 292
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
astronomia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
. Płacz śmierci jego kamieniu szczęśliwy/ Na którym leży Bóg z Boga prawdziwy. Płaczcie pustynie/ i Cedrowe śliczne I wy tu lassy/ płaczcie okoliczne/ Płaczcie/ pod których cieniem leży ciało/ Które Bożego Ducha okrywało. Płaczcie ptaszęta/ płaczcie bydło polne/ Płaczcie i leśne zwierzęta swowolne/ Płaczcie robactwo/ płaczcie i gadziny: Stwórca wasz umarł/ Syn Boży jedyny. Płacz naostatek człowiecze/ któremu Wszystko to kwoli stworzono samemu: Pobudka.
Płacz stworzyciela/ płacz Boga swojego/ Płacz Mesjasza/ płacz Króla wielkiego. Płaczcie u piersi niewinne dziateczki: Płaczcie młodzieńcy/ płaczcie panieneczki: Płaczcie i wdowy i małżeński stanie: Płaczcie duchowne zbory po
. Płácz śmierći iego kámieniu szczęśliwy/ Ná ktorym leży Bog z Bogá prawdźiwy. Płáczćie pustynie/ y Cedrowe sliczne I wy tu lássy/ płáczćie okoliczne/ Płáczćie/ pod ktorych ćieniem leży ćiáło/ Ktore Bożego Duchá okrywáło. Płáczćie ptászętá/ płáczćie bydło polne/ Płáczćie y leśne źwierzętá swowolne/ Płáczćie robáctwo/ płáczćie y gádźiny: Stworcá wász vmárł/ Syn Boży iedyny. Płácz náostátek człowiecze/ ktoremu Wszystko to kwoli stworzono sámemu: Pobudká.
Płácz stworzycielá/ płácz Bogá swoiego/ Płácz Messyasza/ płácz Krolá wielkiego. Płáczćie v pierśi niewinne dźiateczki: Płáczćie młodźieńcy/ płáczćie pánieneczki: Płáczćie y wdowy y małżeński stanie: Płáczćie duchowne zbory po
Skrót tekstu: RożAPam
Strona: 104.
Tytuł:
Pamiątka krwawej ofiary Pana Zbawiciela Naszego Jezusa Chrystusa
Autor:
Abraham Rożniatowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
: 5. Byłem w mieście Jopie/ modląc się: i widziałem w zachwyceniu widzenie/ naczynie niejakie zstępujące jako prześcieradło wielkie za cztery rogi uwiązane i spuszczone z nieba; i przyszło aż do mnie. 6. W które pilnie wejrzawszy/ obaczyłem i widziałem czworonogie ziemskie zwierzęta, i bestie/ i gadziny/ i ptastwo niebieskie. 7. I usłyszałem głos mówiący do siebie: Wstań Pietrze/ rzeż a jedz. 8. I rzekłem: Żadną miarą PAnie. Abowiem nigdy nic pospolitego albo nieczystego nie wchodziło w usta moje. 9. Tedy mi odpowiedział po wtóre głos z nieba: Co Bóg oczyścił/ ty
: 5. Byłem w mieśćie Ioppie/ modląc śię: y widźiałem w záchwyceniu widzenie/ nacżynie niejákie zstępujące jáko prześćieradło wielkie zá cżtery rogi uwiązáne y zpuszcżone z niebá; y przyszło áż do mnie. 6. W ktore pilnie wejrzawszy/ obacżyłem y widźiałem cżworonogie źiemskie zwierzętá, y bestye/ y gádźiny/ y ptástwo niebieskie. 7. Y usłyszałem głos mowiący do śiebie: Wstań Pietrze/ rzeż á jedz. 8. Y rzekłem: Zadną miárą PAnie. Abowiem nigdy nic pospolitego álbo niecżystego nie wchodźiło w ustá moje. 9. Tedy mi odpowiedźiał po wtore głos z niebá: Co Bog ocżyśćił/ ty
Skrót tekstu: BG_Dz
Strona: 137
Tytuł:
Biblia Gdańska, Dzieje apostolskie
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
południowy, dzieli świt z zmierzkaniem. Straż nocną odprawuje, o północy czuje, Jutrzenkę poprzedzając bliski dzień zwiastuje. Jego głosu rzemieślnik i oracz słuchają, Na głos jego podrożni w drogę wyjeżdżają. Wielkie pożytki z kura, przyznać to kurowi, Stąd kur był na baczeniu Pitagoresowi. Kur przeciwną truciźnie cnotę w sobie czuje, Gadziny, szkorpiony, węże prześladuje. Cudem zamknę, że perłę skrytą w sobie miewa, Którą kiedy kto nosi, niezwyciężon bywa. Tym snadź Milo Krotończyk tak silnym się stawił I nieśmiertelną sławę siły swej zostawił. Lecz dosyć! niechaj ten kur już na tym przestanie, Żeby zawsze zwiastował, o zacny Stefanie! 576 WIERSZE
południowy, dzieli świt z zmierzkaniem. Straż nocną odprawuje, o połnocy czuje, Jutrzenkę poprzedzając blizki dzień zwiastuje. Jego głosu rzemieślnik i oracz słuchają, Na głos jego podrożni w drogę wyjeżdżają. Wielkie pożytki z kura, przyznać to kurowi, Ztąd kur był na baczeniu Pitagoresowi. Kur przeciwną truciźnie cnotę w sobie czuje, Gadziny, szkorpiony, węże prześladuje. Cudem zamknę, że perłę skrytą w sobie miewa, Ktorą kiedy kto nosi, niezwyciężon bywa. Tym snadź Milo Krotończyk tak silnym się stawił I nieśmiertelną sławę siły swej zostawił. Lecz dosyć! niechaj ten kur już na tym przestanie, Żeby zawsze zwiastował, o zacny Stefanie! 576 WIERSZE
Skrót tekstu: NaborWierWir_I
Strona: 299
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Daniel Naborowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1620 a 1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1640
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910