wyższym kluczem chodzi, Ba, i cudowna jakaś: bo masz, widzę, w ręku Stypułę utoczoną wprawdzie i bez sęku, Ale tak pełną rządu, że kiedy takt daje, Każdy dobywa głosu, póki mu go staje;
Podczas się też zaostrzy z obu stron i wielu, Kiedy z nuty wykroczą, sięga po gardzielu. Partesy twe osobnej są pełne nauki, Nie znajdziesz w nich na skrzypki i lutennej sztuki I nie śpiewasz więc między ziemiany swojemi, Tylko na sejmik be-fa albo na sejm be-mi, Albo gdy się twa lutnia w powagę nastroi, Przypominasz tym wiekom, co śpiewano w Troi, Albo angielską nutę,
wyższym kluczem chodzi, Ba, i cudowna jakaś: bo masz, widzę, w ręku Stypułę utoczoną wprawdzie i bez sęku, Ale tak pełną rządu, że kiedy takt daje, Każdy dobywa głosu, póki mu go staje;
Podczas się też zaostrzy z obu stron i wielu, Kiedy z nuty wykroczą, sięga po gardzielu. Partesy twe osobnej są pełne nauki, Nie znajdziesz w nich na skrzypki i lutennej sztuki I nie śpiewasz więc między ziemiany swojemi, Tylko na sejmik be-fa albo na sejm be-mi, Albo gdy się twa lutnia w powagę nastroi, Przypominasz tym wiekom, co śpiewano w Troi, Albo angielską nutę,
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 4
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
że mię Wenus pali, Że się wzdęty róg równa twardej stali, Natenczas wszytko łakomstwo wywierasz I niepodobnych rzeczy się napierasz, I póki-ć to dać nie przysięgę, znikasz Sztychów i słodkiej wygody umykasz. Gdyby też balwierz, że oskrobie włoski, Naparł się skarbów ode mnie i wioski, Wtenczas gdy brzytwą igra po gardzielu, Rzekłbym: „Przysięgam, że-ć dam, przyjacielu!” Ale zaś potem, za kijową bitwą, Nauczyłby się targować pod brzytwą. Tobie-ć ja, Zosiu, nie chcę kijem grozić, Alebyś mogła tańszą furą wozić, Bo jak się zbytnią twą chciwością urwę, Poślę po gładszą
że mię Wenus pali, Że się wzdęty róg równa twardej stali, Natenczas wszytko łakomstwo wywierasz I niepodobnych rzeczy się napierasz, I póki-ć to dać nie przysięgę, znikasz Sztychów i słodkiej wygody umykasz. Gdyby też balwierz, że oskrobie włoski, Naparł się skarbów ode mnie i wioski, Wtenczas gdy brzytwą igra po gardzielu, Rzekłbym: „Przysięgam, że-ć dam, przyjacielu!” Ale zaś potem, za kijową bitwą, Nauczyłby się targować pod brzytwą. Tobie-ć ja, Zosiu, nie chcę kijem grozić, Alebyś mogła tańszą furą wozić, Bo jak się zbytnią twą chciwością urwę, Poślę po gładszą
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 320
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
wielikiego Gromowładce. Juno, a Gromowładca, Jowisz. B Założnica Arkasa syna urodziła. Kalisto już była zległa, i Arkasa miała. C To rzekszy/ za czelne ją włosy pochwyciła. Juno Kalistę. D I pełny strachu gardziel. Bo już w Niedźwiedzicę się obróciła: zaczym miasto mowy, straszny ryk i mruczenie w gardzielu miała. Księgi Wtóre. E Choć tam własnego ojca miała między nimi. Bo Kalisto była córka Likaonowa, spłodzona od niego, póki jeszcze nie był w wilka obrócony. F Tym czasem Arkas przybył. Syn Kalisto. G Gdy Erymankskie lasy. Erymantus góra w Arkadyej. Argument Powieści Dziesiątej.
ARkas syn Jowiszo, z
wielikiego Gromowładce. Iuno, á Gromowładcá, Iowisz. B Założnicá Arkásá syná vrodziłá. Kálisto iuż byłá zległá, y Arkasá miáłá. C To rzekszy/ zá czelne ią włosy pochwyćiłá. Iuno Kalistę. D Y pełny stráchu gardźiel. Bo iuż w Niedźwiedzicę się obroćiłá: záczym miásto mowy, straszny ryk y mruczenie w gardźielu miáłá. Kśięgi Wtore. E Choć tám własnego oycá miáłá między nimi. Bo Kálisto była corká Likáonowa, zpłodzona od niego, poki ieszcze nie był w wilká obrocony. F Tym czásem Arkás przybył. Syn Kalisto. G Gdy Erymánkskie lásy. Erimanthus gora w Arkádyey. Argument Powieśći Dźieśiątey.
ARkás syn Iowiszo, z
Skrót tekstu: OvOtwWPrzem
Strona: 79
Tytuł:
Księgi Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Walerian Otwinowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
kołka. Jam dał inszą inszemu, on dziękuje za tę; Prawdę mówi przypowieść: chluba niesie stratę. 35. PRAWI, CO ŚLINA DO GĘBY PRZYNIESIE
Gędzą gęsi w zawarciu, świerczą wróble w lesie; Gada człowiek, co ślina do gęby przyniesie. Ptacyć nikomu swoim nie zaszkodzą głosem, Bo się rodzi w gardzielu, a wychodzi nosem; Lecz kiedy usty idzie, co się w sercu lągnie, Czemuż człowiek, jako gęś, bez uwagi gągnie? Bierze też często nazad w gębę swoje słowa, Czasem się nie wysiedzi w pokoju i głowa. Lepiej by z marnym słowem na ziemię tę ślinę Wyplunąć niż turbować niewinną czuprynę.
kołka. Jam dał inszą inszemu, on dziękuje za tę; Prawdę mówi przypowieść: chluba niesie stratę. 35. PRAWI, CO ŚLINA DO GĘBY PRZYNIESIE
Gędzą gęsi w zawarciu, świerczą wróble w lesie; Gada człowiek, co ślina do gęby przyniesie. Ptacyć nikomu swoim nie zaszkodzą głosem, Bo się rodzi w gardzielu, a wychodzi nosem; Lecz kiedy usty idzie, co się w sercu lągnie, Czemuż człowiek, jako gęś, bez uwagi gągnie? Bierze też często nazad w gębę swoje słowa, Czasem się nie wysiedzi w pokoju i głowa. Lepiej by z marnym słowem na ziemię tę ślinę Wyplunąć niż turbować niewinną czuprynę.
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 25
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
kładli starzy, Komu szczęście przyjaciół podufałych zdarzy; Stąd przypowieść: tam honor, tam zawsze wesele, Tam wszelaki dostatek, kędy przyjaciele. I prawda, dzisia opak napisać by trzeba: Tam przyjaciół, gdzie siła wina, mięsa, chleba. Nie wierz, bo tylko póty, choć klęcząc przysięże, Póki tuczy w gardzielu palcem nie dosięże; Poszło wino za węgieł? gotowy cię jutro Komu inszemu za nie przedać, świnie futro. 91. ŻOŁNIERZEM CZŁOWIEK NA ZIEMI
W szyku zawsze stoimy, przeciwko nam strzela, I rzadko swoimi się razami omela, Tysiąc tysięcy przygód fortuna nawiasem. Choćby najlepszy strzelec, chybi celu czasem; Ta nigdy:
kładli starzy, Komu szczęście przyjaciół podufałych zdarzy; Stąd przypowieść: tam honor, tam zawsze wesele, Tam wszelaki dostatek, kędy przyjaciele. I prawda, dzisia opak napisać by trzeba: Tam przyjaciół, gdzie siła wina, mięsa, chleba. Nie wierz, bo tylko póty, choć klęcząc przysięże, Póki tuczy w gardzielu palcem nie dosięże; Poszło wino za węgieł? gotowy cię jutro Komu inszemu za nie przedać, świnie futro. 91. ŻOŁNIERZEM CZŁOWIEK NA ZIEMI
W szyku zawsze stoimy, przeciwko nam strzela, I rzadko swoimi się razami omela, Tysiąc tysięcy przygód fortuna nawiasem. Choćby najlepszy strzelec, chybi celu czasem; Ta nigdy:
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 59
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
. Zwierz krótką barzo kończy życie męką; człecze Diabeł i śmierć, i mękę na wieki przewlecze. Aleć jest i na diabła rozum, wiara, cnota: Byle chciał, żaden w jego sidłach się nie mota. O, jakoż dziś oszuka na rozumie wielu, Gdy mu z duszą i z ciałem lezą do gardzielu! 113. OLEJ W GŁOWIE
Chwaląc mi pijanicę, jeden szlachcic powie, Że mądry, że uczony, że ma olej w głowie. Ma, odpowiem żartując: kiedy skąpo maku, Do kapusty przy piątku abo do pęcaku, Rychlej byś z niej, potłukszy w stępie na kawałki, Niż oleju, natłoczył piwa
. Zwierz krótką barzo kończy życie męką; człecze Diabeł i śmierć, i mękę na wieki przewlecze. Aleć jest i na diabła rozum, wiara, cnota: Byle chciał, żaden w jego sidłach się nie mota. O, jakoż dziś oszuka na rozumie wielu, Gdy mu z duszą i z ciałem lezą do gardzielu! 113. OLEJ W GŁOWIE
Chwaląc mi pijanicę, jeden szlachcic powie, Że mądry, że uczony, że ma olej w głowie. Ma, odpowiem żartując: kiedy skąpo maku, Do kapusty przy piątku abo do pęcaku, Rychlej byś z niej, potłukszy w stępie na kawałki, Niż oleju, natłoczył piwa
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 70
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
się, kiedy wino minie go, nie dziwi. SIÓDME I OSTATNIE SŁOWO: OJCZE, W RĘCE TWOJE POLECAM DUCHA MEGO (503)
Jednym tchem Pan na krzyżu swój kielich wysuszy. Cóż, kiedy zaraz po nim przyszło wyniść duszy. Znajdziesz i dziś na świecie tak odważnych wielu, Którzy dusze swe topią w bezdennym gardzielu, Których prosto do szklenie, od kufla, od czary Albo na łóżko, albo prowadzą na mary. Jedni rozum, a drudzy pospołu z rozumem I żywot wieczny śmierci zalewają szumem. Oto i Chrystus, swego dopiwszy kielicha Za zdrowie tych, którzy go z nim piją, wydycha. SROGIE PRZEBICIE BOKU PAŃSKIEGO (522
się, kiedy wino minie go, nie dziwi. SIÓDME I OSTATNIE SŁOWO: OJCZE, W RĘCE TWOJE POLECAM DUCHA MEGO (503)
Jednym tchem Pan na krzyżu swój kielich wysuszy. Cóż, kiedy zaraz po nim przyszło wyniść duszy. Znajdziesz i dziś na świecie tak odważnych wielu, Którzy dusze swe topią w bezdennym gardzielu, Których prosto do szklenie, od kufla, od czary Albo na łóżko, albo prowadzą na mary. Jedni rozum, a drudzy pospołu z rozumem I żywot wieczny śmierci zalewają szumem. Oto i Chrystus, swego dopiwszy kielicha Za zdrowie tych, którzy go z nim piją, wydycha. SROGIE PRZEBICIE BOKU PAŃSKIEGO (522
Skrót tekstu: PotZacKuk_I
Strona: 593
Tytuł:
Nowy zaciąg ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1680
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
dział dziedzictwem sobie należący Pobudza szlachtę, ażeby mógł z niemi Konać Antona; który stąd gorący, Ze on ich zyszcze jako może sobie I wzajem afekt zna ich wkazdej dobie LXXXV. W tym gdy publiczne znaczy Rewizory Do Skarbu Senat, zlęknie się ich wielu Czując ze Cezar przydzie do swej pory I stanie kością niechętnym w gardzielu Skoro lub wspomni Ojca jego który Potrzebującym wszytkim był na celu Swoją dobrocią, cnotą łaskawością Datkiem, pomocą, i szczodrobliwością LXXXVI Przez co i tego wystawił Dziedzica Ze mu prywatnym mieszkać nie podobna I o Antonie, żeby mu Stolica Nie wlazła w głowę, myślili zosobna Gdyby Młodzika, tak miał, jak Rodzica Pozyskać w
dział dziedzictwem sobie nalezący Pobudza szlachtę, ażeby mogł z niemi Konać Antona; ktory ztąd gorący, Ze on ich zyszcze iako może sobie I wzaiem affekt zna ich wkazdey dobie LXXXV. W tym gdy publiczne znaczy Rewizory Do Skarbu Senat, zlękńie się ich wielu Czuiąc ze Caezar przydzie do swey pory I stanie kością niechętnym w gardzielu Skoro lub wspomni Oyca iego ktory Potrzebuiącym wszytkim był na celu Swoią dobrocią, cnotą łaskawością Datkiem, pomocą, y szczodrobliwośćią LXXXVI Przez co y tego wystawił Dziedzica Ze mu prywatnym mieszkać nie podobna I ó Antonie, zeby mu Stolica Nie wlazła w głowę, myslili zosobna Gdyby Młodzika, tak miał, iak Rodzica Pozyskać w
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 77
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693
ginie; żeby ich zdobyczą Utwierdziła się ta troista para. Ojczyznieli kto świadczył się życzliwie? Tym samym zginął zle i niecnotliwie. XCIII. Widzicie ich tu miedzy sobą wielu, Co dla familyj, rodu, parentele, Albo że to złe chcieli tłumić wzielu, Osądzeni są za Nieprzyjaciele. I Pompejusz uwiązł w ich gardzielu, Choć uczestnikiem nie był w naszym dziele; Choć w Hiszpaniej czekał rzeczy końca; Ze Ociec jego był swobód obrońca. XCIV. Ze go Dekretem Senat revokował, I dał zupełną nad morzami władzą; Przez Triumvirat dla tego szwankował, Ze go nakłonić ku sobie nieradzą. Ale pytam się czy znami spółkował?
ginie; żeby ich zdobyczą Utwierdziła się ta troista para. Oyczyznieli kto swiadczył się życzliwie? Tym samym zginął zle y niecnotliwie. XCIII. Widzicie ich tu miedzy sobą wielu, Co dla familyi, rodu, parentele, Albo że to złe chcieli tłumić wzielu, Osądzeni są za Nieprzyiaciele. I Pompeiusz uwiązł w ich gardzielu, Choć uczestnikiem nie był w naszym dziele; Choć w Hiszpaniey czekał rzeczy końca; Ze Ociec iego był swobod obrońca. XCIV. Ze go Dekretem Senat revokował, I dał zupełną nad morzami władzą; Przez Tryumvirat dla tego szwankował, Ze go nakłonić ku sobie nieradzą. Ale pytam się cży znami społkował?
Skrót tekstu: ChrośKon
Strona: 238
Tytuł:
Pharsaliej... kontynuacja
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Klasztor Oliwski
Miejsce wydania:
Oliwa
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1693
Data wydania (nie później niż):
1693
/ gdzieżkolwiek na czele znajdowane będą/ okrom że gdy blisko serca/ w ten czas się opak spodziewać/ a zgoła gdzie je koń okiem obaczyć może/ jako i pióro/ nigdziej znaku dobroci nie pokazuje. Lecz tych ja wirów nie wspominam/ które każdy koń z przyrodzenia miewa małe/ to jest na czele/ na gardzielu/ na uszu/ na pępku/ na bokach/ ale okrom tych gdy się indziej znajdują/ to rozsądkowi należy. Pospolitych zasię znaków najbarziej na pieczy mieć trzeba/ z których niektóre się oznajmują/ nie mogąc wszytkiemu sprostać. Któremukolwiek nad kostkę białość przechodzi u którejżekolwiek nogi/ mniejszą ważność znaczy/ a im mniej na nogach
/ gdźieżkolwiek ná czele znáydowáne będą/ okrom że gdy blisko sercá/ w ten czás się opák spodźiewáć/ á zgołá gdźie ie koń okiem obáczyć może/ iáko y pioro/ nigdźiey znáku dobroći nie pokázuie. Lecz tych ia wirow nie wspominam/ ktore káżdy koń z przyrodzenia miewa máłe/ to iest ná czele/ ná gardźielu/ ná vszu/ ná pępku/ ná bokách/ ále okrom tych gdy się indźiey znáyduią/ to rozsądkowi należy. Pospolitych zásię znákow naybárźiey ná pieczy mieć trzebá/ z ktorych niektore się oznáymuią/ nie mogąc wszytkiemu sprostáć. Ktoremukolwiek nád kostkę białość przechodźi v ktoreyżekolwiek nogi/ mnieyszą ważność znáczy/ á im mniey ná nogách
Skrót tekstu: DorHip_I
Strona: Biijv
Tytuł:
Hippica to iest o koniach księgi_I
Autor:
Krzysztof Dorohostajski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603