420. DO BOGACZA
Im więcej masz na świecie, bardziejś się obciążył; Wątpię, żebyś lekkiemu w zawodzie nadążył. Chceszli, bogaczu, inszych do nieba wyścigać? Ciśni; a cóż ci po tym cetnar złota dźwigać? Dalej krom grobu z tobą nie pójdą pieniądze, Lecz któż garby, przez ucho igielne, wielbłądze Przewlecze? Któż na świecie ten cetnar odrzuci? Wszytkich nas tu pokusa złota bałamuci. 421 (N). TREFUNEK NA WJEŹDZIE KRÓLA MICHAŁA
Kiedy króla chorągiew usarska wrprowadza, Na koniu się waśniwym towarzysz wysadza: Prawe skrzydło zawodząc, z humorem się szasta,
Już wjeżdża Tworzyjańską ulicą do miasta. Po dachach,
420. DO BOGACZA
Im więcej masz na świecie, bardziejś się obciążył; Wątpię, żebyś lekkiemu w zawodzie nadążył. Chceszli, bogaczu, inszych do nieba wyścigać? Ciśni; a cóż ci po tym cetnar złota dźwigać? Dalej krom grobu z tobą nie pójdą pieniądze, Lecz któż garby, przez ucho igielne, wielbłądze Przewlecze? Któż na świecie ten cetnar odrzuci? Wszytkich nas tu pokusa złota bałamuci. 421 (N). TREFUNEK NA WJEŹDZIE KRÓLA MICHAŁA
Kiedy króla chorągiew usarska wrprowadza, Na koniu się waśniwym towarzysz wysadza: Prawe skrzydło zawodząc, z humorem się szasta,
Już wjeżdża Tworzyjańską ulicą do miasta. Po dachach,
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 182
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
projicit, ut reverberetur expectandum est, tak uszczypliwe i prowie do żywego dojmujące słowo barziej do żywego dojmujące słowo bardziej szkodliwszym odbija się. Takiego wyuzdany w mowie język kiedykolwiek doznaje skutku, jakiego niegdyś uszczypliwy w strofowaniu doświadczył Cycero: że bowiem nie raz Antoniuszowi ostrym słowem dojął do żywego, sam od Fulwii na własny, języku igielne odniósł punktury.
Trzecie Monitum. Żeby nie tylko o obecnych: ale też i nieprzytomnyjch, dobrze mówić, i chwalebny bez niesławy i naruszenia osób formować dyskurs. Ekscypuje bowiem cudzego Imienia nieprzyjazne obmowy os przyjacielskiego posiedzenia Święty Augustyn. Quisquis amat dictis absentũ rodere fámám, Hanc mensam vetitám noverit esse sibi.
Każe i Horacjusz jakoby
projicit, ut reverberetur expectandum est, ták uszczypliwe y prowie do żywego doymujące słowo bárźiey do żywego doymujące słowo bárdźiey szkodliwszym odbija śię. Tákiego wyuzdány w mowie język kiedykolwiek doznáje skutku, jákiego niegdyś uszczypliwy w strofowániu doświádczył Cycero: że bowiem nie raz Antoniuszowi ostrym słowem dojął do żywego, sam od Fulwii ná własny, języku igielne odniosł punktury.
Trzećie Monitum. Żeby nie tylko o obecnych: ále też y nieprzytomnyych, dobrze mowić, y chwalebny bez niesłáwy y náruszenia osob formowáć dyskurs. Excypuje bowiem cudzego Imienia nieprzyjázne obmowy os przyjaćielskiego pośiedzenia Swięty Augustyn. Quisquis amat dictis absentũ rodere fámám, Hanc mensam vetitám noverit esse sibi.
Káże y Horácyusz jákoby
Skrót tekstu: BystrzPol
Strona: I7
Tytuł:
Polak sensat
Autor:
Wojciech Bystrzonowski
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1733
skarb w niebie: a przyszedszy/ naśladuj mię. 22. A gdy młodzieniec te słowa usłyszał/ odszedł smutny: abowiem wiele miał majętności. 23. Tedy JEzus rzekł uczniom swoim: Zaprawdę powiadam wam/ że z trudnością bogaty wnidzie do królestwa niebieskiego. 24. I zasię powiadam wam: Ze snadniej wielbłądowi przez ucho igielne przejść/ niż bogatemu wniść do królestwa Bożego. 25. Co usłyszawszy uczniowie jego/ zdumieli się barzo/ mówiąc: Któż tedy może być zbawion? 26. A JEzus wejrzawszy na nie/ rzekł im: U ludzić to nie można: lecz u Boga wszystko jest możno . 27. TEdy odpowiadając Piotr/ rzekł mu
skarb w niebie: á przyszedszy/ náśladuj mię. 22. A gdy młodźieniec te słowá usłyszał/ odszedł smutny: ábowiem wiele miał májętnośći. 23. Tedy IEzus rzekł ucżniom swojim: Záprawdę powiádam wam/ że z trudnośćią bogáty wnidźie do krolestwá niebieskiego. 24. Y záśię powiádam wam: Ze snádniey wielbłądowi przez ucho igielne przejść/ niż bogátemu wniść do krolestwá Bożego. 25. Co usłyszawszy ucżniowie jego/ zdumieli śię bárzo/ mowiąc: Ktoż tedy może być zbáwion? 26. A IEzus wejrzawszy ná nie/ rzekł im: U ludźić to nie można: lecż u Bogá wszystko jest możno . 27. TEdy odpowiádájąc Piotr/ rzekł mu
Skrót tekstu: BG_Mt
Strona: 23
Tytuł:
Biblia Gdańska, Ewangelia według św. Mateusza
Autor:
św. Mateusz
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
i z pucharem, Wtym punkcie zgaśli.
Któż mi pokaże, Ich awantaże? Cóż w zysku mają
Złego się jeli, Kto wie jeżeli Nie w Piekle trwają:
Ah! strach! zły zamach Refleksje.
w Męczarskich tamach Giną już giną,
Wiecznie znużeni, Tam sprowadzeni, Łakomstwa liną.
Słuchaj nie głucho, Igielne ucho Sam Pan ogłasza,
Wielbłądzie garby Są złote skarby I żądza wasza,
Zle omamieni, Czyż się przemieni z Swym uszkiem igła?
By przez tę ciasność, Łakomstwa własność Nieba dościgła:
Rzekł Pan surowo DUCHOWNE.
Jako BÓG Słowo, Niema odmiany,
Garb garbem wszędzie, A Garbacz będzie Czartem siodłany.
Więc
y z pucharem, Wtym punkćie zgáśli.
Ktoż mi pokaże, Ich áwántáże? Coż w zysku máią
Złego się jeli, Kto wie ieżeli Nie w Piekle trwaią:
Ah! strách! zły zamách REFLEXYE.
w Męczárskich támách Giną iuż giną,
Wiecznie znużeni, Tám sprowádzeni, Łákomstwá liną.
Słuchay nie głucho, Igielne ucho Sam Pan ogłasza,
Wielbłądźie gárby Są złote skárby Y żądza wászá,
Zle omamieni, Czyż się przemieni z Swym uszkiem igłá?
By przez tę ćiásność, Łákomstwá własność Niebá dośćigłá:
Rzekł Pan surowo DVCHOWNE.
Iáko BOG Słowo, Niema odmiány,
Garb gárbem wszędźie, A Gárbacz będźie Czártem śiodłány.
Więc
Skrót tekstu: JunRef
Strona: 20
Tytuł:
Refleksje duchowne na mądry króla Salomona sentyment
Autor:
Mikołaj Karol Juniewicz
Drukarnia:
Drukarnia Jasnej Góry Częstochowskiej
Miejsce wydania:
Częstochowa
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1731
Data wydania (nie wcześniej niż):
1731
Data wydania (nie później niż):
1731
niebie drogi, A wędruj za mną, wziąwszy na się Krzyż ubogi. Usłyszawszy tę mowę bogacz troską zdjęty Odszedł; abowiem nader miał bogate sprzęty. A gdy Chrystus ujrzał smutkiem stroskanego, Rzekł tak: O jak trudno w niść do chwały wiecznego Państwa, którzy pieniądze mają skażytelne! Bo łatw’iej wielbłądowi przez ucho igielne Przeleść, niż bogatemu w niść przez fortkę ciasną Do nieba. Tę naukę zrozumiawszy jasną Święci ludzie, nabarziej w tem usiłowali, Aby się od światowych bogactw oderwali. Stąd nieskurczoną ręką przez jałmużny mnogie Rozproszywszy dostatki hojnie na ubogie, Gromadzili bogactwa sobie w niebie wiecznie, A wziąwszy Krzyż Chrystusów szli za niem statecznie. Bo
niebie drogi, A wędruy zá mną, wźiąwszy ná się Krzyż vbogi. Vsłyszawszy tę mowę bogacz troską zdięty Odszedł; abowiem náder miał bogáte sprzęty. A gdy Chrystus vyrzał smutkiem stroskánego, Rzekł ták: O iák trudno w niść do chwały wiecznego Páństwá, ktorzy pieniądze máią skáżytelne! Bo łatw’iey wielbłądowi przez vcho igielne Przeleść, niż bogátemu w niść przez fortkę ćiasną Do niebá. Tę náukę zrozumiawszy iásną Swięći ludźie, nabárźiey w tem vśiłowáli, Aby się od świátowych bogactw oderwáli. Ztąd nieskurczoną ręką przez iáłmuzny mnogie Rosproszywszy dostátki hoynie ná vbogie, Gromádźili bogáctwá sobie w niebie wiecznie, A wźiąwszy Krzyż Chrystusow szli za niem státecznie. Bo
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 107
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
; nie w Parnasie, w krosnach zbierać kwiatki. Wszak i dziś rodzicielskie dzieląc parentele, Z ojców na miecze, z matek liczym na kądziele. Jeśli o wino chodzi, i szwaczka, i prządka, Głowie nic po nim, może zażyć dla żołądka; Ręce i oku wadzi: nie nawlecze nici Żadna w ucho igielne, która wina chwyci. Kwituje mąż z konceptu, choć się żenie zdarza; Dosyć ma, że nie szuka w domu kałamarza Cnotliwa, trzeźwa żona; nie śmiejcie się, panie: Za koncept papier, pióro za kałamarz stanie. Choć sama nic nie pisze, dość, że nie przeszkadza, Nie kłóci, nie
; nie w Parnasie, w krosnach zbierać kwiatki. Wszak i dziś rodzicielskie dzieląc parentele, Z ojców na miecze, z matek liczym na kądziele. Jeśli o wino chodzi, i szwaczka, i prządka, Głowie nic po nim, może zażyć dla żołądka; Ręce i oku wadzi: nie nawlecze nici Żadna w ucho igielne, która wina chwyci. Kwituje mąż z konceptu, choć się żenie zdarza; Dosyć ma, że nie szuka w domu kałamarza Cnotliwa, trzeźwa żona; nie śmiejcie się, panie: Za koncept papier, pióro za kałamarz stanie. Choć sama nic nie pisze, dość, że nie przeszkadza, Nie kłóci, nie
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 179
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
złe to i be to; gdy oboje zważę, Wolę, niźli zepsuję, że się ja pomażę. I najczerniejsze błoto, wżdy się ciała puści; Do śmierci złoto, komu raz serce zatłuści. Co gorsza, że do nieba furman idzie z błota, Kędy ciężkiemu złotem tak zamknione wrota, Że łacniej wielbłądowi przez igielne ucho, Niżeli tam wnieść złote bogatemu rucho. 350. KWESTIA
Wziąwszy z wielkiego gęsi okazją stada, Taką kawalerowi dama gadkę zada: Jakim by je przepędził kształtem przez podwórze, Żeby tu żadna, aż gnój puściła w oborze. Kiedy ten różnych maca do sekretu kluczy, Ale trafić nie może, owa go nauczy:
złe to i be to; gdy oboje zważę, Wolę, niźli zepsuję, że się ja pomażę. I najczerniejsze błoto, wżdy się ciała puści; Do śmierci złoto, komu raz serce zatłuści. Co gorsza, że do nieba furman idzie z błota, Kędy ciężkiemu złotem tak zamknione wrota, Że łacniej wielbłądowi przez igielne ucho, Niżeli tam wnieść złote bogatemu rucho. 350. KWESTIA
Wziąwszy z wielkiego gęsi okazyją stada, Taką kawalerowi dama gadkę zada: Jakim by je przepędził kształtem przez podworze, Żeby tu żadna, aż gnój puściła w oborze. Kiedy ten różnych maca do sekretu kluczy, Ale trafić nie może, owa go nauczy:
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 392
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
reprezentować Centra Odbicia. (im linia będzie dłuższa, tym węższa stanie Hiperbola; im linia krótsza, tym wynidzie Hiperbola rozłożystsza.) Potym przywiąż po jednej stronce, albo nici mocnej do tych igieł. (których stronek długość wystarczy na trzy ćwierci łokcia do Hiperboli, arkuszowej) i drugie dwa końce ich wolne przeciągnij przez igielne ucho przestrone. Lbo bliższy od B. (bliższy czyni Hiperbole ostrzejszą, dalszy rozłożystszą) przystaw do tego L, igielne ucho z stronkami wyciągnionymi przez nie: i końce wolne, jednakowo wyciągnione stronek, zwiąż w kupę. Zabawa IV.
A gdy igielne ucho poprowadzisz przez T, do H, upatrując tego, aby
reprezentowáć Centrá Odbićia. (im liniia będżie dłuższa, tym węższa stánie Hyperbolá; im liniia krotsza, tym wynidżie Hiperbolá rozłożystsza.) Potym przywiąż po iedney stroncé, álbo nići mocney do tych igieł. (ktorych stronek długość wystárczy ná trzy ćwierći łokćiá do Hiperboli, árkuszowey) y drugie dwá końce ich wolne przećiągniy przez igielne vcho przestrone. Lbo bliższy od B. (bliższy czyni Hiperbole ostrzeyszą, dálszy rozłożystszą) przystaw do tego L, igielne vcho z stronkámi wyćiągnionymi przez nie: y końce wolne, iednákowo wyćiągnione stronek, zwiąż w kupę. Zábáwá IV.
A gdy igielne vcho poprowádźisz przez T, do H, vpátruiąc tego, áby
Skrót tekstu: SolGeom_I
Strona: 152
Tytuł:
Geometra polski cz. 1
Autor:
Stanisław Solski
Drukarnia:
Jerzy i Mikołaj Schedlowie
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
matematyka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1683
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1683
Hiperboli, arkuszowej) i drugie dwa końce ich wolne przeciągnij przez igielne ucho przestrone. Lbo bliższy od B. (bliższy czyni Hiperbole ostrzejszą, dalszy rozłożystszą) przystaw do tego L, igielne ucho z stronkami wyciągnionymi przez nie: i końce wolne, jednakowo wyciągnione stronek, zwiąż w kupę. Zabawa IV.
A gdy igielne ucho poprowadzisz przez T, do H, upatrując tego, aby obiedwie stronki jednakowo wyciągnione zostawały, zrysujesz połowicę LT Hiperboli: (według Własności 202.) której dopełnisz z drugiej strony w tenże sposób, od L, przez V, do Z. Czego cię samo doświadczenie pamiętniej nauczy. PRZESTROGA. Miasto igielnego ucha
Hiperboli, árkuszowey) y drugie dwá końce ich wolne przećiągniy przez igielne vcho przestrone. Lbo bliższy od B. (bliższy czyni Hiperbole ostrzeyszą, dálszy rozłożystszą) przystaw do tego L, igielne vcho z stronkámi wyćiągnionymi przez nie: y końce wolne, iednákowo wyćiągnione stronek, zwiąż w kupę. Zábáwá IV.
A gdy igielne vcho poprowádźisz przez T, do H, vpátruiąc tego, áby obiedwie stronki iednákowo wyćiągnione zostáwáły, zrysuiesz połowicę LTH Hiperboli: (według Własnośći 202.) ktorey dopełnisz z drugiey strony w tenże sposob, od L, przez V, do S. Czego ćię sámo doświádczęnie pámiętniey náuczy. PRZESTROGA. Miásto igielnego vchá
Skrót tekstu: SolGeom_I
Strona: 152
Tytuł:
Geometra polski cz. 1
Autor:
Stanisław Solski
Drukarnia:
Jerzy i Mikołaj Schedlowie
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
matematyka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1683
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1683