od tąd niczego/ i obroni sama/ Choćby na nią Mongibel/ i straszliwa jama Piekła otworzonego gębę swą rozdarła/ I Lernejskie łakome wyzionęły garła Pary swoje. Więc takim niebieskim faworem Utwierdzona/ w tę drogę samym już wieczorem Równinami jasnymi z razu idąc sporo/ Nad jedno się głębokie opuści jezioro/ Zasłonione od nieba gęstymi jesiony/ A góry je z obojej opasały strony/ Strwoży się tu nieboga/ ile drogi więcej Przed sobą nie znajdując/ tylko trop zwierzęcy I stegna udeptane/ którędy do wody Zwyczaj się im przechodzić pod wieczorne chłody. Więc jako się każda rzecz większa zda ku zmierzchu/ Toż i onę omąmi. Gdy tylko co zwierzchu
od tąd niczego/ y obroni sámá/ Choćby ná nię Mongibel/ y strászliwa iámá Piekłá otworzonego gębę swą rozdárłá/ Y Lerneyskie łákome wyzionęły gárłá Páry swoie. Więc tákim niebieskim faworem Vtwierdzona/ w tę drogę sámym iuż wieczorem Rowninámi iásnymi z rázu idąc sporo/ Nád iedno się głębokie opuści iezioro/ Zásłonione od niebá gęstymi iesiony/ A gory ie z oboiey opasáły strony/ Strwoży się tu niebogá/ ile drogi więcey Przed sobą nie znáyduiąc/ tylko trop zwierzęcy Y stegná vdeptáne/ ktorędy do wody Zwyczay się im przechodzić pod wieczorne chłody. Więc iáko się káżda rzecz większa zda ku zmierzchu/ Toż y onę omąmi. Gdy tylko co zwierzchu
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 48
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
i na pierwszy rozum się zdobędę; Ale ten wrzód tak prędko nie schodzi, bo ciało Już się prawie do samych kości zepsowało.
IV.
Jużeście to słyszeli, jako nieszczęśliwy Grabia zmysłów pozbywszy, wielkie czynił dziwy, Jako zbroję i szaty, które miał na sobie I szablę porozciskał różnie w onej dobie, Jako jesiony, sośnie, dęby powyrywał, Jako na grzmot, który się daleko ozywał, Dziwować się pasterze przybiegli strwożeni, Od złej gwiazdy albo swych grzechów pociągnieni.
V.
A widząc wielkie drzewa, z korzeńmi wyrwane, I siły u szaleńca niewypowiedziane, Uciekać chcą, jeno że nie wiedzą, gdzie, sami, Jako się
i na pierwszy rozum się zdobędę; Ale ten wrzód tak prędko nie schodzi, bo ciało Już się prawie do samych kości zepsowało.
IV.
Jużeście to słyszeli, jako nieszczęśliwy Grabia zmysłów pozbywszy, wielkie czynił dziwy, Jako zbroję i szaty, które miał na sobie I szablę porozciskał różnie w onej dobie, Jako jesiony, sośnie, dęby powyrywał, Jako na grzmot, który się daleko ozywał, Dziwować się pasterze przybiegli strwożeni, Od złej gwiazdy albo swych grzechów pociągnieni.
V.
A widząc wielkie drzewa, z korzeńmi wyrwane, I siły u szaleńca niewypowiedziane, Uciekać chcą, jeno że nie wiedzą, gdzie, sami, Jako się
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 231
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
pagórek/ a na nim pole znamienite; Które w zieloność wiodły zioła rozmaite: Schodziło mu na cieniu/ gdzie z Bogów zrodzony Prorok siadszy/ gdy zarznął w słodko brzmiące strony. Cień spadł/ drzewo Chaońskie przytachneło skokiem/ Gaj Heliad/ więc Eskul z gałęziem wysokiem/ Nuż miękkie lipy/ buki/ nieślubne wawrzyny/ Jesiony zgodne drzewcom; więc kruche leszczyny. Obla jodła/ skamiały dab w żołądź ubrany/ Jawor ucieszny/ klon wtąż rożliczno barwiany/ Wierzby nadwodne/ rzekom Lotos polubiona/ BUkszpan wiecznocielony/ i miryka płona/ Dwumastny mirt/ z modremi figa jagodami/ I wyście kretne luszcze zbiegli się/ i z wami Winorośle/ i tylko
pagorek/ á na nim pole známięnite; Ktore w źieloność wiodły źiołá rozmáite: Schodźiło mu ná ćieniu/ gdźie z Bogow zrodzony Prorok śiadszy/ gdy zarznął w słodko brzmiące strony. Cień spadł/ drzewo Chaonskie przytachneło skokiem̃/ Gay Heliad/ więc AEskul z gáłęźiem wysokiem/ Nuż miękkie lipy/ buki/ nieślubne wáwrzyny/ Ieśiony zgodne drzewcom; więc kruche leszczyny. Obla iodłá/ skámiáły dab w zołądź vbrány/ Iáwor vćieszny/ klon wtąż rożliczno bárwiány/ Wierzby nádwodne/ rzekom Lotos polubiona/ BUkszpan wiecznoćielony/ y miryká płona/ Dwumástny mirt/ z modremi figá iágodámi/ Y wyśćie kretne luszcze zbiegli się/ y z wámi Winorośle/ y tylko
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 246
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636