gdzie najpierwszy Kapitan sprzęty swoje werbownicze szponton na koźle, a bęben za karetą ulokował, puściliśmy się w drogę.
Pierwsze przywitanie nasze nie było wymowne; każdy się sąsiadowi swojemu w cichości przypatrywał, ja zaś abym wygodniej mógł słuchać co mówić będą, zamknąłem oczy udając spiącego. Najpierwsza odezwała się wdowa, pytając Kapitana, jak mu się na werbunku szczęściło. Bardzo źle Pani moja, odpowiedział z przysięgą Junak, Żołnierze mi pouciekali, rekrutów dostać niemogłem, porzuciłbym profesyą moją z ochotą, gdybyś mnie chciała zawerbować czyli ty czyli córka ja się oto niepytam. Przy łasce Bożej jestem młody, hoży
gdzie naypierwszy Kapitan sprzęty swoie werbownicze szponton na koźle, a bębęn za karetą ulokował, puściliśmy się w drogę.
Pierwsze przywitanie nasze nie było wymowne; każdy się sąsiadowi swoiemu w cichości przypatrywał, ia zaś abym wygodniey mogł słuchać co mowić będą, zamknąłem oczy udaiąc spiącego. Naypierwsza odezwała się wdowa, pytaiąc Kapitana, iak mu się na werbunku szczęściło. Bardzo źle Pani moia, odpowiedział z przysięgą Iunak, Zołnierze mi pouciekali, rekrutow dostać niemogłem, porzuciłbym professyą moią z ochotą, gdybyś mnie chciała zawerbować czyli ty czyli corka ia się oto niepytam. Przy łasce Bożey iestem młody, hoży
Skrót tekstu: Monitor
Strona: 141
Tytuł:
Monitor na Rok Pański 1772
Autor:
Ignacy Krasicki
Drukarnia:
Wawrzyniec Mitzler de Kolof
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1772
Data wydania (nie wcześniej niż):
1772
Data wydania (nie później niż):
1772
i zbity był, poszedł Król I. M. z Wojskiem swoim nad Dźwinę wdolinię, chcąc zaraz wtejze Furyj na Kober Szaniec uderzyć, wktórym było 300. Moskalów tam zbliżywszy się do niego, znaleźli że ani żywego Ducha niebyło ale zbojazni cale pouciekali Szaniec opuściwszy, do którego Król I. M. Komenderował jednego Kapitana skilkudziesiąt Żołnierzyj Działa których wprętkości zsobą wziąć niemogli zlawetów pozrzucali. Crterysta Moskwy przeprawiło się na jeden Ostrów który nazywają Lucensholm., i tam pochowali się po szańcach które Sasowie krótko przed tym dobrze palsadami odwarowali i porobili, ale i tam ich dobra dyskrecja potkała, bo ich następującego dnia cale pobito oprócz kilkunastu którym
y zbity był, poszedł Krol I. M. z Woyskiem swoym nad Dzwinę wdolinię, chcąc záraz wteyze Furyi na Kober Szaniec uderzyć, wktorym było 300. Moskalow tám zbliżywszy się do niego, znalezli że ani zywego Duchá niebyło ále zboiazni cale pouciekáli Szaniec opusciwszy, do ktorego Krol I. M. Commenderował iednego Kapitáná skilkudziesiąt Zołnierzyi Dziáłá ktorych wprętkosci zsobą wziąc niemogli zlawetow pozrzucáli. Crterystá Moskwy przepráwiło się na ieden Ostrow ktory názywáią Lucensholm., y tám pochowáli się po száncách ktore Sásowie krotko przed tym dobrze palsadami odwárowali y porobili, ále y tám ych dobra discrecya potkáłá, bo ych następuiącego dnia cale pobito oprocz kilkunastu ktorym
Skrót tekstu: RelRyg
Strona: 4
Tytuł:
Krótka a prawdziwa relacja o akcji wojennej [...] pod Rygą
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Gatunek:
relacje
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
i nowy rząd postanowili.
XI.
Gdzie Marsylego ludzie wprzód ku popisowi, Pułk po pułku, a potem szli Agramantowi, Przed wszytkiemi inszemi wprzód pisano ciebie Z Katalany twojemi, mężny Doryfebie! Po nich bez Folwiranta zaś króla swojego, Od Rynalda nawarski lud szedł zabitego, Którzy Izoliera od króla Hiszpana Po śmierci Folwiranta mieli kapitana.
XII.
Baluganta słuchali wodza Leonowie, Pod Grandoniego sprawą byli Algarbowie, Od brata Marsylego, potem Falzyrona Kastylia zaś mniejsza była prowadzona. Madaras zawołany lud, na poły nagi, Z Sywiliej i z żyznej prowadzi Malagi I stąd, kędy zachodnie morze myje Gadę I gdzie Betys napawa Kordubę sąsiadę.
XIII.
Po Madrasie
i nowy rząd postanowili.
XI.
Gdzie Marsylego ludzie wprzód ku popisowi, Pułk po pułku, a potem szli Agramantowi, Przed wszytkiemi inszemi wprzód pisano ciebie Z Katalany twojemi, mężny Doryfebie! Po nich bez Folwiranta zaś króla swojego, Od Rynalda nawarski lud szedł zabitego, Którzy Izoliera od króla Hiszpana Po śmierci Folwiranta mieli kapitana.
XII.
Baluganta słuchali wodza Leonowie, Pod Grandoniego sprawą byli Algarbowie, Od brata Marsylego, potem Falzyrona Kastylia zaś mniejsza była prowadzona. Madaras zawołany lud, na poły nagi, Z Sywiliej i z żyznej prowadzi Malagi I stąd, kędy zachodnie morze myje Gadę I gdzie Betys napawa Kordubę sąsiadę.
XIII.
Po Madrasie
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 298
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
dostatnich ław/ na których pod 20000. Ludzi zmieścić się/ i siedzieć może. W Mieście tym jest troje Castela, albo Zamków/ to jest / Sant Pietro, albo Piotra Świętego/ Castelo nouo, albo Zamek ś. Feliksa/ i Castelo Vechio, albo stary Zamek. A w tych Wenetowie/ w każdej Kapitana jednego/ przy dobrej i potężnej trzymają Gwardyej. Podź potym do Klasztora Jezuatów/ albo Fratrum Ignorantie, u których w Ogrodzie Tramy/ balki/ i wiązanie starego Teatrum obaczysz/ z tąd poznać/ że jedna Machina/ i niezmiernie wielki budynek być musiał/ z których Naumachias, albo igrające Okręty/ na Rzece Etsch,
dostátnich ław/ ná ktorych pod 20000. Ludźi zmieśćić się/ y śiedźieć może. W Mieśćie tym iest troie Castella, álbo Zamkow/ to iest / Sant Pietro, álbo Piotrá Swiętego/ Castello nouo, álbo Zamek ś. Felixá/ y Castello Vechio, álbo stáry Zamek. A w tych Wenetowie/ w káżdey Kápitaná iednego/ przy dobrey y potężney trzymáią Gwárdyey. Podź potym do Klasztorá Iezuátow/ álbo Fratrum Ignorantiae, v ktorych w Ogrodźie Tramy/ bálki/ y wiązánie stárego Theatrum obaczysz/ z tąd poznáć/ że iedná Máchiná/ y niezmiernie wielki budynek bydź muśiał/ z ktorych Naumachias, álbo igráiące Okręty/ ná Rzece Etsch,
Skrót tekstu: DelicWłos
Strona: 275
Tytuł:
Delicje ziemie włoskiej
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1665
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1665
/ i przyjęli naświętszy Sakrament. Naostatek/ rozdarowali drugie chorągwie I. M. X. Kardynałowi Torres, który jest Protektorem Narodu Polskiego: I. M. P. Karłowi Barberyni, I. M. P. Tadeuszowi Barberyni/ gdy Ociec święty chcąc uszanować tak sławnej odwagi i sprawy/ uczynił Kawwalerem pomienionego Marka Kapitana/ przez I. M. X. Kardynała Barberyna/ udarowawszy go wielą rzeczy nabożnych/ i opatrywszy jałmużną. Co też uczynił. I. M. X. Kardynał Barberyn/ i przezacne Matrony II. M. PP. Konstancją i Anna/ uszanowawszy tamtych pięć białychgłów z mężami ich w domach swoich/ i udarowawszy
/ y przyięli naświętszy Sákráment. Náostátek/ rozdárowali drugie chorągwie I. M. X. Kárdynałowi Torres, ktory iest Protektorem Narodu Polskiego: I. M. P. Kárłowi Barberini, I. M. P. Thádeuszowi Barberini/ gdy Oćiec święty chcąc vszánowáć ták sławney odwagi y spráwy/ vczynił Káwwalerem pomienionego Márká Kápitaná/ przez I. M. X. Kárdynała Bárberiná/ vdárowawszy go wielą rzeczy nabożnych/ y opátrywszy iáłmużną. Co też vczynił. I. M. X. Kárdynał Bárberin/ y przezacne Mátrony II. M. PP. Konstáncyą y Anná/ vszánowawszy támtych pięć białychgłow z mężámi ich w domách swoich/ y vdárowawszy
Skrót tekstu: OpisGal
Strona: A4
Tytuł:
Opisanie krótkie zdobycia galery przedniejszej aleksandryjskiej
Autor:
Marco Marnaviti
Tłumacz:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Gatunek:
relacje
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1628
Data wydania (nie wcześniej niż):
1628
Data wydania (nie później niż):
1628
. Prawda, iż zakaz wszytkim okrętom wojennym przystępu do Portów broniący, Dwór nasz barzo obchodzi; to wszakże umartwienie nie jest tak wielkie, aby wojnę między temi dwóma Koronami wzniecić mogło; zwłaszcza gdy Królowi Hiszpańskiemu w swych krajach własnych rządzić się podług swego upodobania nie może być zabroniono. Niedawnemi czasy w Portsmout Krykserchtem sądzono Kapitana Wheelera, który bez ordynansu w Kadyks był stanął; wszakże po długiej namowie żaden na niego nie wypadł dekret. Pewna Nacja cudzoziemska kazała sobie u nas wystawić niektóre fregaty od 36 armat, prócz tych zaś jeszcze 6 równej wielkości mają być dla niej zbudowane. Z tej okazji na pierwszej sesyj w Parlamencie liczba okrętów,
. Prawda, iż zakaz wszytkim okrętom woiennym przystępu do Portow broniący, Dwór nasz barzo obchodzi; to wszakże umartwienie nie iest tak wielkie, aby woynę między temi dwóma Koronami wzniecić mogło; zwłaszcza gdy Królowi Hiszpańskiemu w swych kraiach własnych rządzić się podług swego upodobania nie może być zabroniono. Niedawnemi czasy w Portsmouth Krykserchtem sądzono Kapitana Wheelera, ktory bez ordynansu w Kadix był stanął; wszakże po długiey namowie żaden na niego nie wypadł dekret. Pewna Nacya cudzoziemska kazała sobie u nas wystawić niektóre fregaty od 36 armat, prócz tych zaś ieszcze 6 równey wielkości maią być dla niey zbudowane. Z tey okazyi na pierwszey sessyi w Parlamencie liczba okrętow,
Skrót tekstu: GazWil_1771_37
Strona: 8
Tytuł:
Gazety Wileńskie
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
wiadomości prasowe i druki ulotne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1771
Data wydania (nie wcześniej niż):
1771
Data wydania (nie później niż):
1771
i Polaków przeciwko Tyszkiewiczowi wybiegł. Wmieszał się między ochotnika Francuz Dawo, kapitan gwardii lit., pułkownik teraźniejszy tegoż regimentu; na szłapaku zbytnio spasłym biegł, drugich wyprzedzając, ale gdy podjazd Tyszkiewiczowski naparł tego ochotnika, że uciekać musiał, koń pod Dawo kapitanem rozparł się. Zabito pod porucznikiem tatarskim konia, który zrzuciwszy kapitana Dawo z jego szłapaka i wsiadłszy na tegoż konia, wziął go w niewolę i przy nim czerw, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem
i Polaków przeciwko Tyszkiewiczowi wybiegł. Wmieszał się między ochotnika Francuz Dawo, kapitan gwardii lit., pułkownik teraźniejszy tegoż regimentu; na szłapaku zbytnio spasłym biegł, drugich wyprzedzając, ale gdy podjazd Tyszkiewiczowski naparł tego ochotnika, że uciekać musiał, koń pod Dawo kapitanem rozparł się. Zabito pod porucznikiem tatarskim konia, który zrzuciwszy kapitana Dawo z jego szłapaka i wsiadłszy na tegoż konia, wziął go w niewolę i przy nim czerw, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 94
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
z jego szłapaka i wsiadłszy na tegoż konia, wziął go w niewolę i przy nim czerw, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem pomienionego kapitana, a nie mogąc się zgromadzonej oprzeć Moskwie, wrócił się Tyszkiewicz do obozu.
W Brześciu alarm był wielki, całą noc staliśmy w paracie, w którym ci oficerowie, którzy spod Sielca przybyli, chcieli mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji,
z jego szłapaka i wsiadłszy na tegoż konia, wziął go w niewolę i przy nim czerw, zł 90, zegarek i tabakierę, także szpadę srebrną. Nim go zaś w niewolę wzięto, kilkadziesiąt razy o kroków kilka do niego strzelano, ustawicznie chybiając, tylko jeden rękaw bez naruszenia ciała przestrzeliwszy. Wziąwszy zatem pomienionego kapitana, a nie mogąc się zgromadzonej oprzeć Moskwie, wrócił się Tyszkiewicz do obozu.
W Brześciu alarm był wielki, całą noc staliśmy w paracie, w którym ci oficerowie, którzy spod Sielca przybyli, chcieli mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 94
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w komput regimentu pieszego buławy wielkiej lit., pod komendę pułkownika Domosławskiego i innych wyższych oficerów.
Tamże pułkownik Krasiński wziętego kapitana Dawo oddał mi w polityczny areszt, którego z należytym respektem i wygodą
traktowałem. Po tym alarmie armaty żelazne Pociejowskie, z Terespola przez Moskwę na zamek brzeski zaprowadzone, z tegoż zamku z la wetów zdjąwszy i w Muchawcu pod zamkiem zatopiwszy, ruszyliśmy się za Bug do Sławatycz. Stamtąd do Różanki i Włodawy
mi nad chorągwią moją komendę odebrać, o com się z nimi skłócił. Nie przyszło jednak do akcji, a nazajutrz to umodyfikowano. Regimentarz, któremu miałem szczęście podobać się, obrócił moją chorągiew w komput regimentu pieszego buławy wielkiej lit., pod komendę pułkownika Domosławskiego i innych wyższych oficerów.
Tamże pułkownik Krasiński wziętego kapitana Dawo oddał mi w polityczny areszt, którego z należytym respektem i wygodą
traktowałem. Po tym alarmie armaty żelazne Pociejowskie, z Terespola przez Moskwę na zamek brzeski zaprowadzone, z tegoż zamku z la wetów zdjąwszy i w Muchawcu pod zamkiem zatopiwszy, ruszyliśmy się za Bug do Sławatycz. Stamtąd do Różanki i Włodawy
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 94
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
na drodze ślad niemieckich botów, ale gdy ta droga ze wsi wyszła na gościniec piński, tenże ślad na gościńcu zginął, tylko wozowe koleje były, które sam i tam szły, tak dalece, że nie można było poznać, dokąd tymi wozami jechano, a nadto że chłopi, jako się potem pokazało, wziąwszy kapitana na wóz, przezuli go w łapcie i gołą ledzią, zaprowadziwszy na wielkie błota, w stogu go siana dla ciepła ukryli.
Po ogłoszeniu, że kapitan Dawo uciekł, różne na mnie były aklamacje i instygowania. Dano mi areszt. Ekonoma przy tym opolskiego wzięto w ścisły areszt, mając suspicją, że chłopi hrabstwa
na drodze ślad niemieckich botów, ale gdy ta droga ze wsi wyszła na gościniec piński, tenże ślad na gościńcu zginął, tylko wozowe koleje były, które sam i tam szły, tak dalece, że nie można było poznać, dokąd tymi wozami jechano, a nadto że chłopi, jako się potem pokazało, wziąwszy kapitana na wóz, przezuli go w łapcie i gołą ledzią, zaprowadziwszy na wielkie błota, w stogu go siana dla ciepła ukryli.
Po ogłoszeniu, że kapitan Dawo uciekł, różne na mnie były aklamacje i instygowania. Dano mi areszt. Ekonoma przy tym opolskiego wzięto w ścisły areszt, mając suspicją, że chłopi hrabstwa
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 96
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986