Ile bogate żniwo kłosów narachuje I jak wiele gwiazd widzim na niebie złoconym, Abo jak wiele kropel w morzu niezbrodzonym. Żyj w długo późne lata fortunna, a swego Chowaj w świeżej pamięci sługę powolnego. 761. Lament w zakochaniu.
Muzo, powiedz przyczynę, czemu oczy moje Ustawnego niespania cierpią niepokoje? Słońce mi się leniwej nocy długie zdadzą, A utęsknionym myślom lada sny zawadzą, Choć mi ani gorączka ogniem swym dojmuje, Ani mię słońce, ani mroźny wiatr przejmuje. Snadź miłość ma choroba, która serce żarzy Nieodbitym promieniem ślicznej Anny twarzy. Z nią mówię choć jej niemasz, we śnie i na jawi. Ta i we dnie
Ile bogate żniwo kłosow narachuje I jak wiele gwiazd widzim na niebie złoconym, Abo jak wiele kropel w morzu niezbrodzonym. Żyj w długo poźne lata fortunna, a swego Chowaj w świeżej pamięci sługę powolnego. 761. Lament w zakochaniu.
Muzo, powiedz przyczynę, czemu oczy moje Ustawnego niespania cierpią niepokoje? Słońce mi się leniwej nocy długie zdadzą, A utęsknionym myślom lada sny zawadzą, Choć mi ani gorączka ogniem swym dojmuje, Ani mię słońce, ani mroźny wiatr przejmuje. Snadź miłość ma choroba, ktora serce żarzy Nieodbitym promieniem ślicznej Anny twarzy. Z nią mowię choć jej niemasz, we śnie i na jawi. Ta i we dnie
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 233
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
ja się stąd nieruszę/ Aże cię pewnie pierwej precz odejść przymuszę. C Rący tedy Cyleńczyk/ rzekł na onę mowę: Stańmyż tak/ i trzymajmy sobie tę umowę. W tym drzwi swym wężokrętem rzezane otwiera/ A owa gdy się porwać przeciw niemu zbiera: Którymkolwiek członkiem wstać siedząca pokusza/ Zaden się dla leniwej ciężkości nie rusza. Sama się przecię sili z proga na dźwignienie/ Ale już i w kolanach stwardziało spojenie: I wszystkie paznogcie i z palcami ziębnięją/ I żeły/ potraciwszy z siebie krew/ blednięją. Jako wrzód/ co go Rakiem zową/ niezleczony/ Szeroko się rozchodzić zwykł na różne strony/ I do skażonych
ia się ztąd nieruszę/ Aże ćię pewnie pierwey precz odeyść przymuszę. C Rączy tedy Cyleńczyk/ rzekł ná onę mowę: Stańmyż ták/ y trzymaymy sobie tę vmowę. W tym drzwi swym wężokrętem rzezáne otwiera/ A owá gdy się porwáć przećiw niemu zbiera: Ktorymkolwiek członkiem wstáć śiedząca pokusza/ Zaden się dla leniwey ćięszkośći nie rusza. Sámá się przećię śili z progá ná dźwignienie/ Ale iuż y w kolánách ztwárdźiáło spoienie: Y wszystkie páznogćie y z pálcámi źiębnięią/ Y żeły/ potráćiwszy z śiebie krew/ blednięią. Iáko wrzod/ co go Rákiem zową/ niezleczony/ Szeroko się rozchodźić zwykł ná rożne strony/ Y do skáżonych
Skrót tekstu: OvOtwWPrzem
Strona: 97
Tytuł:
Księgi Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Walerian Otwinowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
rozdzielone skały Morzu rzeki, a ludziom ziemię wnet oddały. Ledwie się Sycylia ciężką rozstąpiła Bita ręką, i ciemną otchłań otworzyła: nagła chmura na niebo padnie, i swe biegi Odmieniają niebieskich Planetów szeregi. Przelęknie się Orion, i Atlas, gdy koni Głos piekielnych usłyszy, w zakazanej toni Pławi się nocna Arktos, popędzi leniwej Z strachu Sfery Bootes, w podziemnych straszliwej Nocy lochach, przywykłe Plutona przez długi Czas, skoro dksień ujźrzały, nazad gwałtem cugi W piekło się napierają: lecz tylko uznały Rękę Pańską, i karę: nad wiatry, nad strzały, Nad gwałtowne powodzi, nad myśl ludzką bieżą: Pola tchem zarażając czarne karki jeżą.
rozdźielone skáły Morzu rzeki, á ludźiom źiemię wnet oddáły. Ledwie się Sycylia cięszką rozstąpiłá Bitá ręką, y ćiemną otchłań otworzyłá: nagła chmurá ná niebo pádnie, y swe biegi Odmieniáią niebieskich Plánetow szeregi. Przelęknie się Oryon, y Atlás, gdy koni Głos piekielnych usłyszy, w zákazáney toni Pławi się nocna Arktos, popędźi leniwey Z stráchu Sfery Bootes, w podźiemnych strászliwey Nocy lochách, przywykłe Plutoná przez długi Czás, skoro dxień uyźrzáły, názad gwałtem cugi W piekło sie nápieráią: lecz tylko uznáły Rękę Pánską, y kárę: nad wiátry, nad strzáły, Nád gwałtowne powodźi, nád myśl ludzką bieżą: Polá tchem zarażáiąc czarne kárki ieżą.
Skrót tekstu: ClaudUstHist
Strona: 21
Tytuł:
Troista historia
Autor:
Claudius Claudianus
Tłumacz:
Jędrzej Wincenty Ustrzycki
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
Bożym i ludzkim panowaniem pogardzacie? Luter wasz Stolicy Apostołskiej na nowy rok tę Kolędę posłał: Martinus Luter Z. Sedi Romanae mea gratiam & salutem: Sanctissima Sedes crepa . Rozpukni się Papieżu. Tenże in librum contra Regem Angliae, tak wykrzyka: (Co to jest ten Henryk? nowy Tomista/ uczeń tylko tak leniwej poczwary.) I zaraz. (Tu ja stoję/ tu mieszkam/ tu się chełpię/ tu ja depcę po Papistach/ po Hentycystach/ po Sofistach/ po wszytkich bramach piekielnych: Boski majestat zemną trzyma/ że nie stoję ani o tysiąc Augustynów/ ani o tysiąc Cyprianów/ ani o tysiąc Kościołów Henrykowych/ by
Bożym y ludzkim pánowániem pogardzaćie? Luter wász Stolicy Apostolskiey ná nowy rok tę Kolędę posłał: Martinus Luther S. Sedi Romanae mea gratiam & salutem: Sanctissima Sedes crepa . Rospukni się Papieżu. Tenże in librum contra Regem Angliae, ták wykrzyka: (Co to iest ten Henryk? nowy Tomistá/ vczeń tylko ták leniwey poczwary.) Y záraz. (Tu ia stoię/ tu mieszkam/ tu się chełpię/ tu ia depcę po Papistách/ po Hentycystách/ po Sophistách/ po wszytkich bramách piekielnych: Boski máiestat zemną trzyma/ że nie stoię áni o tyśiąc Augustynow/ áni o tyśiąc Cypryanow/ áni o tyśiąc Kośćiołow Henrykowych/ by
Skrót tekstu: BirkEgz
Strona: 12
Tytuł:
O Egzorbitancjach kazania dwoje
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania, pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
wojsko polskie o Zadnieprze mniej dba, ale się po Ukrainie po nad Bohem i Rosią rozłożywszy, o tamte tylko kraje dbać zda, znowu się ośmielił i fortece zadnieprskie potężnie ludźmi swymi osadzać począł. Co zaś potem dalszych kłótni i turbacji mniej pożytecznej zadnieprskiej, królowi Kazimierzowi przyczyną było.
Aleć niemniej i starszyzny wojskowej do leniwej prosekucyjej wojny kozackiej okazja była, bo ci co najlepsze dobra i królewsczyzny swoje od konsystencji chorągwi i chlebów zimowych uwolniwszy, a sami w nich na się co mogli wziąć wybrawszy, potem sami do Polski poodjeżdżali. A tak o zapłatę zasług wojskowych jako i o ukontentowanie za prace ich najmniej nie dbali. Nawet w kole korostyszowskim
wojsko polskie o Zadnieprze mniej dba, ale się po Ukrainie po nad Bohem i Rosią rozłożywszy, o tamte tylko kraje dbać zda, znowu się ośmielił i fortece zadnieprskie potężnie ludźmi swymi osadzać począł. Co zaś potem dalszych kłótni i turbacyi mniej pożytecznej zadnieprskiej, królowi Kazimierzowi przyczyną było.
Aleć niemniej i starszyzny wojskowej do leniwej prosekucyjej wojny kozackiej okazyja była, bo ci co najlepsze dobra i królewsczyzny swoje od konsystencyi chorągwi i chlebów zimowych uwolniwszy, a sami w nich na się co mogli wziąć wybrawszy, potem sami do Polski poodjeżdżali. A tak o zapłatę zasług wojskowych jako i o ukontentowanie za prace ich najmniej nie dbali. Nawet w kole korostyszowskim
Skrót tekstu: JemPam
Strona: 300
Tytuł:
Pamiętnik dzieje Polski zawierający
Autor:
Mikołaj Jemiołowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1683 a 1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1693
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Dzięgielewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"DIG"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2000
wziąć powinni/ i w onym go kole którym go obłożywszy/ zniego nie pojęli szukać/ i poprawiwszy/ gońcom podać/ tak co raz czyniąc aż do ugonienia/ oczym wnet pisząc o Poprawcy. Wyprawca.
WYprawca pies/ toż czyni co Gońca/ jedno co ten wiatrem i prędzej/ to ów kopytem i leniwej/: a zatym nie tak rączo goni/ ale się też nieznosi: i co gonca zniósłszy się omieszka zakładając/ to ten nadściągnie za nim się bez zniesienia wyprawując/ choć leniwiej idąc: i pospolicie w kupie gońcy w przodku chodzą/ wyprawcy pozad. O Psiech
Jego powinność jest/ choć gońca zmyli/ iść
wziąć powinni/ y w onym go kole ktorym go obłożywszy/ zniego nie poięli szukáć/ y popráwiwszy/ gońcom podáć/ ták co raz cżyniąc áż do vgonienia/ ocżym wnet pisząc o Popráwcy. Wyprawcá.
WYprawcá pies/ toż cżyni co Gońcá/ iedno co ten wiátrem y prędzey/ to ow kopytem y leniwey/: á zátym nie ták rącżo goni/ ále sie też nieznośi: y co goncá znioższy sie omieszka zákłádáiąc/ to ten nádśćiągnie zá nim sie bez znieśienia wypráwuiąc/ choć leniwiey idąc: y pospolićie w kupie gońcy w przodku chodzą/ wyprawcy pozad. O Pśiech
Iego powinność iest/ choć gońcá zmyli/ iśdź
Skrót tekstu: OstrorMyśl1618
Strona: 34
Tytuł:
Myślistwo z ogary
Autor:
Jan Ostroróg
Drukarnia:
Bazyli Skalski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
myślistwo, zoologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
i roztrząsać będziesz. Ut ignis è silicè non uno concussu elicitur, sic in frigido isto pectore non primo admonitionum ictu accenditur latens et languens in nobis vis illa honesti. Jako ogień, jednym uderzeniem nie będzie z krzemienia wykrzesany, tak dobrą radą, i pierwszą przestrogą nie wzbudziemy do razu, kryjącej się niby, i leniwej w sercach naszych chęci do dobrego, która ażeby prawdziwie w tobie gorzała, i nie w słowach, ani powierzchownej postaci, ale w postępkach, i rzeczy samej panowała, trzeba abyś ją prawidłem woli Boskiej miarkował: ta to jest, bez której się nic nie dzieje, a którą wszystkie rzeczy stoją, ta twoje
i roztrząsać będziesz. Ut ignis è silicè non uno concussu elicitur, sic in frigido isto pectore non primo admonitionum ictu accenditur latens et languens in nobis vis illa honesti. Jako ogień, iednym uderzeniem nie będzie z krzemienia wykrzesany, tak dobrą radą, i pierwszą przestrogą nie wzbudziemy do razu, kryiącey się niby, i leniwey w sercach naszych chęci do dobrego, która ażeby prawdziwie w tobie gorzała, i nie w słowach, ani powierzchowney postaci, ale w postępkach, i rzeczy samey panowała, trzeba abyś ią prawidłem woli Boskiey miarkował: ta to iest, bez którey się nic nie dzieie, á którą wszystkie rzeczy stoią, ta twoie
Skrót tekstu: KryszStat
Strona: 249
Tytuł:
Stateczność umysłu
Autor:
Andrzej Kazimierz Kryszpin Kirszensztein
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kolegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
z takiego kłapcia ordinarie nie mogą być tylko 3 bałwany, a trzeba płacić za sześć, bo lubo miar 5 in longum a 3 in latum, nie powinno by pisać jeno za 5 bałwanów, ale że wierzchy i spodki w kamieniu kopacz rąbie, ex consilio
z dawna przypisuje mu się bałwan szósty in recompensam twardej i leniwej roboty.
Kiedy zaś miar 4 kłapcia, pisze za pięć, tak: 8, 2. 9, 24, bo nie uczyni z niego tylko 2 bałwany, jeden cały i 2 partyce.
Kiedy zaś miar 3, pisze za 4 bałwany, a nie będzie z tego miał tylko 2 złomki, i to liche
z takiego kłapcia ordinarie nie mogą być tylko 3 bałwany, a trzeba płacić za sześć, bo lubo miar 5 in longum a 3 in latum, nie powinno by pisać jeno za 5 bałwanów, ale że wierzchy i spodki w kamieniu kopacz rąbie, ex consilio
z dawna przypisuje mu się bałwan szósty in recompensam twardej i leniwej roboty.
Kiedy zaś miar 4 kłapcia, pisze za pięć, tak: 8, 2. 9, 24, bo nie uczyni z niego tylko 2 bałwany, jeden cały i 2 partyce.
Kiedy zaś miar 3, pisze za 4 bałwany, a nie będzie z tego miał tylko 2 złomki, i to liche
Skrót tekstu: InsGór_2
Strona: 58
Tytuł:
Instrukcje górnicze dla żup krakowskich z XVI-XVIII wieku, cz. 2
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
instrukcje
Tematyka:
górnictwo
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1653 a 1691
Data wydania (nie wcześniej niż):
1653
Data wydania (nie później niż):
1691
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Antonina Keckowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1963
włosa częstokroć krętego, albo rudawego: twarzy przyczarniawej: czoła Marsowatego: wymowy prędkiej: chodu prędkiego: odetchnienia mocnego: głosu tubalnego: oka jaskrawego: sny częste miewa o pojedynkach, bataliach, zwadkach etc.
Znaki melancholika być sądzą kto statury przywyższej: włosa gęstego, czarnego: twarzy obwisłej, bladej: wymowy przeciągłej i leniwej: głowy ponurej: wzroku tetrycznego: chodu powolnego: a częste sny, miewa o śmierci, pogrzebach, chorobach, straszydłach, więzach, pustyniach etc: Znaki krwistego być sądzą te: kto statury roślejszej: dość ciała mający: twarzy okrągławej, rumianej: włosa miętkiego, rudawego i częstokroć kędzierzawej czupryny: głosu tubalnego;
włosa częstokroć krętego, álbo rudáwego: twarzy przyczarniawey: czołá Marsowatego: wymowy prędkiey: chodu prędkiego: odetchnienia mocnego: głosu tubálnego: oká iáskrawego: sny częste miewa o poiedynkách, bátáliach, zwadkach etc.
Znáki melancholiká być sądzą kto státury przywyszszey: włosa gęstego, czarnego: twarzy obwisłey, bládey: wymowy przeciągłey y leniwey: głowy ponurey: wzroku tetrycznego: chodu powolnego: á częste sny, miewa o śmierci, pogrzebach, chorobách, straszydłách, więzach, pustyniách etc: Znáki krwistego byc sądzą te: kto státury rośleyszey: dość ciáła máiący: twarzy okrągławey, rumiáney: włosa miętkiego, rudáwego y częstokroć kędzierzawey czupryny: głosu tubalnego;
Skrót tekstu: BystrzInfAstrol
Strona: 12
Tytuł:
Informacja astrologiczna
Autor:
Wojciech Bystrzonowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astrologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
przez natężone srodze mrozy. Padali jak muchy ludzie, i zaledwo stawało tyle żywych, żeby grześć niezliczoną liczbę zamorzonych wystarczyli. Okropnych dokazującego głodu przykładów doczytać się u Dziejopisów Inflanckich: dzieci rodziców, rodzice dziatki (naturze gwałt czyniąc) na pożywanie zabijali; inni przeraźliwym jeść proszących dziatek przeniknieni lamentem zapartych w łaźni zadusili; drudzy leniwej z głodu nie znaszając śmierci, sami ją sobie okrutnie przyspieszali. Same obrzydłe w wykopanych trupów wędzonki wygłodzonemu ubóstwu przysmakiem było. Ale w następującym 1318. roku ubłagany BÓG gniew swój zamienił w miłosierdzie, i tak obfitą dał krescencją, że za łaszt żyta w Rydze po trzy marki (wynosiło na ów czas nie spełna talarów
przez nátężone srodze mrozy. Padali jak muchy ludźie, y zaledwo stawało tyle żywych, żeby grześć niezliczoną liczbę zamorzonych wystarczyli. Okropnych dokazującego głodu przykładow doczytać śię u Dźiejopisow Inflantskich: dźieći rodźicow, rodźice dźiatki (naturze gwałt czyniąc) ná pożywanie zábijali; inni przeraźliwym jeść proszących dźiatek przeniknieni lamentem zapartych w łaźni zádusili; drudzy leniwey z głodu nie znaszając śmierći, sami ją sobie okrutnie przyspieszali. Same obrzydłe w wykopanych trupow wędzonki wygłodzonemu ubostwu przysmakiem było. Ale w następującym 1318. roku ubłagany BOG gniew swoy zamienił w miłośierdźie, y tak obfitą dał krescencyą, że za łaszt żyta w Rydze po trzy marki (wynośiło ná ow czas nie spełna talarow
Skrót tekstu: HylInf
Strona: 41
Tytuł:
Inflanty w dawnych swych i wielorakich aż do wieku naszego dziejach i rewolucjach
Autor:
Jan August Hylzen
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. Akademicka Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1750
Data wydania (nie wcześniej niż):
1750
Data wydania (nie później niż):
1750