przyczyną wielkiego kłopotu królowi Filipowi synowi jego/ i temu krajowi: abowiem gdy się wzburzył Niderland przeciw Panu swemu przyrodzonemu/ tamten który miał w mocy tę fortecę/ podał ją książęciu de Alanzone: który jej przybył ku obronie/ gdy ją był oblegał Aleksander książę Parmeńskie. Alanzon zaś zostawił ją swej matce. Teraz ją trzyma Monsiur de Balani. A tak Biskup jest opuszczony i tam i tu. Jest Cambrai miasto wielkie/ piękne/ spaniałe/ i dla budowania tak pospolitego/ jako i prywatnego/ i dla wielkości ludu: jest też mocne za położeniem/ i za obwarowaniem/ jako się to pokazało/ gdy był pod nim Ludwik Bauarus Cesarz/
przyczyną wielkiego kłopotu krolowi Philippowi synowi iego/ y temu kráiowi: ábowiem gdy się wzburzył Niderland przećiw Pánu swemu przyrodzonemu/ támten ktory miał w mocy tę fortecę/ podał ią książęćiu de Alanzone: ktory iey przybył ku obronie/ gdy ią był oblegał Alexánder kśiążę Pármeńskie. Alánzon záś zostáwił ią swey mátce. Teraz ią trzyma Monsiur de Balani. A ták Biskup iest opusczony y tám y tu. Iest Cámbrái miásto wielkie/ piękne/ spániáłe/ y dla budowániá ták pospolitego/ iáko y priwatnego/ y dla wielkośći ludu: iest też mocne zá położeniem/ y zá obwárowániem/ iáko się to pokazáło/ gdy był pod nim Ludwik Báuárus Cesarz/
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 82
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
mało, w jednej gębie wszytek Tak wielu wywiezionych pieniędzy pożytek, Że jednym kłamstwem będzie drugiego popychał, Będzie prawił, co czytał albo kiedy słychał, Jakby widział na oczy, aż mu poda sztychy Ktoś z Merła i z Drzypola albo z Janczarychy, Gdzie w oczach wodza swego dzikich Tatar kłęby Osiadł, i dopiero wtedy Monsiur zetnie zęby, Kiedy mu żołnierz rzecze: Mój panie, przebaczcie: Że was tam nikt nie widział, tu Rodus, tu skaczcie. Jest i było Polaków takich, przyznam, wiele, Którzy z zachodu na wschód zacnej parentele, Wielkością serca, męstwem bohatyrskiej ręki I swych dzieł nieśmiertelnych ogłosili dźwięki: Wróciwszy do nas
mało, w jednej gębie wszytek Tak wielu wywiezionych pieniędzy pożytek, Że jednym kłamstwem będzie drugiego popychał, Będzie prawił, co czytał albo kiedy słychał, Jakby widział na oczy, aż mu poda sztychy Ktoś z Merła i z Drzypola albo z Janczarychy, Gdzie w oczach wodza swego dzikich Tatar kłęby Osiadł, i dopiero wtedy Monsiur zetnie zęby, Kiedy mu żołnierz rzecze: Mój panie, przebaczcie: Że was tam nikt nie widział, tu Rodus, tu skaczcie. Jest i było Polaków takich, przyznam, wiele, Którzy z zachodu na wschód zacnej parentele, Wielkością serca, męstwem bohatyrskiej ręki I swych dzieł nieśmiertelnych ogłosili dźwięki: Wróciwszy do nas
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 267
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987