? Czy ślepy był, czy błądzi? w ostatku, że z sieni Drzwi trzasnęły, powieda, z okrutnym hałasem; Świecić każe; ów z trzosem na kołek tymczasem. Widząc trzos, co go sobie dawno kładł w zdobyczy, Żegna się Włoch i kołki już na ścienie liczy. Ledwie świecę zadmuchnie, co może najciszej Sunie się, ale już trzos pod Mazurem dyszy. Znowu szuka, lecz darmo, i tak aże do dnia Niewczasuje gospodarz owego przychodnia. Świtało, kiedy Mazur, wstawszy z materaca, Pyta, co mu za nocleg należy za płaca; I Włoch się też Mazura pilno pyta wzajem, Przecz się bawi dalekim od
? Czy ślepy był, czy błądzi? w ostatku, że z sieni Drzwi trzasnęły, powieda, z okrutnym hałasem; Świecić każe; ów z trzosem na kołek tymczasem. Widząc trzos, co go sobie dawno kładł w zdobyczy, Żegna się Włoch i kołki już na ścienie liczy. Ledwie świecę zadmuchnie, co może najciszej Sunie się, ale już trzos pod Mazurem dyszy. Znowu szuka, lecz darmo, i tak aże do dnia Niewczasuje gospodarz owego przychodnia. Świtało, kiedy Mazur, wstawszy z materaca, Pyta, co mu za nocleg należy za płaca; I Włoch się też Mazura pilno pyta wzajem, Przecz się bawi dalekim od
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 299
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
. PIEŚŃ XXXI.
L.
Tak wszystek lud swój w lasku zakrywa zgęścionem Przez cały dzień; aż kiedy słońce spracowanem Koniom dla odpoczynku w ocean kazało, Noc ciemna nastąpiła, swój co żywo miało Pokój, lew, niedźwiedź, wilk, wąż, ptastwo malowane, Ryby, w głębokich rzekach wodami odziane: Rynald jako najciszej swe wojsko wywodzi I nagle na afrycki gmin uderzyć godzi.
LI.
Sam z Akwilantem naprzód i z mężnem Gryfonem, Wiwianem, z Alardem, z najduższem Gwidonem I z inszemi na milę dobrą od swojego Idzie wojska, chcąc dostać języka pewnego. Zdybał Agramantowę straż, co twardo spała, Zbił ich, najmniejsza dusza żywą
. PIEŚŃ XXXI.
L.
Tak wszystek lud swój w lasku zakrywa zgęścionem Przez cały dzień; aż kiedy słońce spracowanem Koniom dla odpoczynku w ocean kazało, Noc ciemna nastąpiła, swój co żywo miało Pokój, lew, niedźwiedź, wilk, wąż, ptastwo malowane, Ryby, w głębokich rzekach wodami odziane: Rynald jako najciszej swe wojsko wywodzi I nagle na afrycki gmin uderzyć godzi.
LI.
Sam z Akwilantem naprzód i z mężnem Gryfonem, Wiwianem, z Alardem, z najduższem Gwidonem I z inszemi na milę dobrą od swojego Idzie wojska, chcąc dostać języka pewnego. Zdybał Agramantowę straż, co twardo spała, Zbił ich, najmniejsza dusza żywą
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 441
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
” 163. NIEROZMYŚLNY IMPET
Dla niepewnej uciechy głupstwo oraz szkodę I pewną w izbie zrobić zimie niewygodę! Siadła wrona przed samym oknem na parkanie; Zdjąwszy z kołka, sąsiad mój do rucznice na nią. Więc że okna otworzyć trudno było, bo go Dla mrozu papierami zalepił chędogo, Wybił szybę we środku, jako mógł najciszej; Wrona tymczasem pierzchnie, bo przecie dosłyszy. Kładąc nazad rucznicę, w głowę się poskrobie: „Nie wierzę, ale diabeł we wroniej osobie.” „Może być — rzekę — i ten; bo któż tłucze szyby Bez potrzeby, bez wszelkiej uwagi? aniby Jadł kto wronę zabiwszy; ni z mięsa,
” 163. NIEROZMYŚLNY IMPET
Dla niepewnej uciechy głupstwo oraz szkodę I pewną w izbie zrobić zimie niewygodę! Siadła wrona przed samym oknem na parkanie; Zdjąwszy z kołka, sąsiad mój do rucznice na nię. Więc że okna otworzyć trudno było, bo go Dla mrozu papierami zalepił chędogo, Wybił szybę we środku, jako mógł najciszej; Wrona tymczasem pierzchnie, bo przecie dosłyszy. Kładąc nazad rucznicę, w głowę się poskrobie: „Nie wierzę, ale diabeł we wroniej osobie.” „Może być — rzekę — i ten; bo któż tłucze szyby Bez potrzeby, bez wszelkiej uwagi? aniby Jadł kto wronę zabiwszy; ni z mięsa,
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 97
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
muzyce ten, trzeci zasiada Na pijaństwie, ten słucha, drugi sam co gada, Żeby mu dzień, żeby noc spadła na zegarze, Wschodniej abo zachodniej wyglądając zarze. Skoro zmysły na świeckich bałamutniach znuży, Dopiero spać, czy to dzień, czy noc, by najdłużej. Drzwi zamknie, okna utka, żeby jak najciszej, Żeby go nie budziły muchy ani myszy. Śpi, a czym bawił czując, w głowie mu się roi; Sam go tylko brzuch budzi, sam go niepokoi: Kiedy abo wypróżnić, abo w się kłaść każe, Trzeba się dźwignąć z betów; nie poradzą straże. Toż znowu do swych zabaw, brzuch
muzyce ten, trzeci zasiada Na pijaństwie, ten słucha, drugi sam co gada, Żeby mu dzień, żeby noc spadła na zegarze, Wschodniej abo zachodniej wyglądając zarze. Skoro zmysły na świeckich bałamutniach znuży, Dopiero spać, czy to dzień, czy noc, by najdłużej. Drzwi zamknie, okna utka, żeby jak najciszej, Żeby go nie budziły muchy ani myszy. Śpi, a czym bawił czując, w głowie mu się roi; Sam go tylko brzuch budzi, sam go niepokoi: Kiedy abo wypróżnić, abo w się kłaść każe, Trzeba się dźwignąć z betów; nie poradzą straże. Toż znowu do swych zabaw, brzuch
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 155
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
w kradzieży. Aż tylko co pierwszego mają ruszyć kroku, Deszcz (chociaż niebo było prawie bez obłoku, Gwiazdy pięknie świeciły) zrazu poszedł mały; Aż co dalej to większy, że zalał zapały. Już też dzień ognistymi Tytan koły wiezie; Więc żeby nie wiedzieli Turcy o imprezie, Wszyscy z serca westchnąwszy, co najciszej mogą Pierwszą do swych obozów wracają się drogą I chowają do pochew wyostrzone broni, Gdy kęs nieobiecany z gęby się wyroni. Bóg, którego litości żaden wiek nie skróci, Dał dokument ojcowskiej nad nami dobroci, Za którą póki Polskiej, póki świata staje, Niechaj mu chrześcijaństwo wszytko chwałę daje! O, jakoż często człowiek
w kradzieży. Aż tylko co pierwszego mają ruszyć kroku, Deszcz (chociaż niebo było prawie bez obłoku, Gwiazdy pięknie świeciły) zrazu poszedł mały; Aż co dalej to większy, że zalał zapały. Już też dzień ognistymi Tytan koły wiezie; Więc żeby nie wiedzieli Turcy o imprezie, Wszyscy z serca westchnąwszy, co najciszej mogą Pierwszą do swych obozów wracają się drogą I chowają do pochew wyostrzone broni, Gdy kęs nieobiecany z gęby się wyroni. Bóg, którego litości żaden wiek nie skróci, Dał dokument ojcowskiej nad nami dobroci, Za którą póki Polskiej, póki świata staje, Niechaj mu chrześcijaństwo wszytko chwałę daje! O, jakoż często człowiek
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 211
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924