”
Jakoż poczułem, żem śmiertelnie ranny. Tak małą bronią wojują nas panny! WIOSNA
Już się jaskółka, już i bocian wraca, Już się przybliża bydłu nowa praca, Już kwiatki trawy przewiły zielone, Już się wietrzyki wróciły pieszczone — Tyś sama, panno, lata niepamiętna, U ciebie samej trwa zima niechętna, I chociaż szyper po Wiśle żegluje, U ciebie twardy mróz serce muruje. Czemuż nas zdradzasz, mając lata gońce, W świeżych jagodach wiosnę, w oczach słońce? DO JAGI
Sroga jest żmija żądłem jadowita, Sroga i miłość łez ludzkich niesyta, Srogie tygrysy hirkańskiej pustynie, Srogie są lwice, gdy im szczenię
”
Jakoż poczułem, żem śmiertelnie ranny. Tak małą bronią wojują nas panny! WIOSNA
Już się jaskółka, już i bocian wraca, Już się przybliża bydłu nowa praca, Już kwiatki trawy przewiły zielone, Już się wietrzyki wróciły pieszczone — Tyś sama, panno, lata niepamiętna, U ciebie samej trwa zima niechętna, I chociaż szyper po Wiśle żegluje, U ciebie twardy mróz serce muruje. Czemuż nas zdradzasz, mając lata gońce, W świeżych jagodach wiosnę, w oczach słońce? DO JAGI
Sroga jest żmija żądłem jadowita, Sroga i miłość łez ludzkich niesyta, Srogie tygrysy hirkańskiej pustynie, Srogie są lwice, gdy im szczenię
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 78
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
. Nam zaś szkody tak długiej Wojny zawsze w Ojczyźnie trwającej, pokojem odzyskiwać trzeba.
Piąta. Ze to my, nie Króla, ale Domu Królewskiego szukamy. Nie może tedy tego, tak nagle, i niezmacawszy wszytkich należących interesów uczynić, do czego czasu trzeba.
Szósta. Ze wprzód te rozruchi, które Ojczyźnie niechętna niektórych Synów zapamiętałość przyniosła, uleczyć trzeba, i znaleźć sposoby do uleczenia, inaczej, pod tymże nieszczęścia młotem będzie zawsze Rzeczpospolita, ani się nigdy nie zabieży niebezpieczeństwom, aż kiedy Rzeczpospolita po zejściu panującego do zupełnego przywrócona Prawa, będzie o sobie, inter aequales mogła radzić.
Siódma. Ze póki Wojnami Rzeczpospolita zabawna,
. Nam záś szkody ták długiey Woyny záwsze w Oyczyznie trwaiącey, pokoiem odzyskiwáć trzebá.
Piąta. Ze to my, nie Krolá, ále Domu Krolewskiego szukamy. Nie może tedy tego, ták nagle, y niezmacáwszy wszytkich należących interessow vczynić, do czego czásu trzebá.
Szosta. Ze wprzod te rozruchi, ktore Oyczyznie niechętna niektorych Synow zápámiętáłość przyniosłá, vleczyć trzebá, y znaleść sposoby do vleczenia, ináczey, pod tymże niesczęśćia młotem będźie záwsze Rzeczpospolita, ani się nigdy nie zábieży niebespieczeństwom, aż kiedy Rzeczpospolita po ześćiu pánuiącego do zupełnego przywrocona Práwá, będźie o sobie, inter aequales mogłá rádźić.
Siodma. Ze poki Woynámi Rzeczpospolita zábáwna,
Skrót tekstu: PersOb
Strona: 57
Tytuł:
Perspektywa na objaśnienie niewinności
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
W klasztorze mieszkając, małom nie umarła na ospę.
Leć jeszcze łaskawe nieba, wiedząc, co młodości trzeba, Opiekuna sporządzili, co szedł z matczynej linii. Dość afektu przy krewności opiekuńskiej powinności Uznawałam, choć w tym siła fortuna mi zazdrościła. Opiekuje się mną Wojewoda krakowski, Zebrzydowski, dziad mój, sama niechętna.
Leć już klasztorne mieszkanie opuszczając, pod staranie Ojca mego i opiekę bezpiecznie pod nią uciekę, Zwłaszcza, że przydały jeszcze nieba na matczyne miejsce Tę, co zetrze sierocieńskie łzy afektem macierzyńskiem. Ociec mię bierze z klasztora, ożeniwszy się z moją macochą.
Ale mi to już solwował ten, co znać tego spróbował,
W klasztorze mieszkając, małom nie umarła na ospę.
Leć jeszcze łaskawe nieba, wiedząc, co młodości trzeba, Opiekuna sporządzili, co szedł z matczynej liniji. Dość afektu przy krewności opiekuńskiej powinności Uznawałam, choć w tym siła fortuna mi zazdrościła. Opiekuje się mną Wojewoda krakowski, Zebrzydowski, dziad mój, sama niechętna.
Leć już klasztorne mieszkanie opuszczając, pod staranie Ojca mego i opiekę bezpiecznie pod nię uciekę, Zwłaszcza, że przydały jeszcze nieba na matczyne miejsce Tę, co zetrze sierocieńskie łzy afektem macierzyńskiem. Ociec mię bierze z klasztora, ożeniwszy się z moją macochą.
Ale mi to już solwował ten, co znać tego spróbował,
Skrót tekstu: StanTrans
Strona: 5
Tytuł:
Transakcja albo opisanie całego życia jednej sieroty
Autor:
Anna Stanisławska
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1685
Data wydania (nie wcześniej niż):
1685
Data wydania (nie później niż):
1685
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ida Kotowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1935
, bo mam dostatniego pana. Wprawdzie mię w wzroście skrzywdziła natura, Alem jest możnych królów godna cora. I to rzecz pewna, że u ojca mego Nad moje imię niemasz nic droższego. Komu mię ślepa matka ma daruje, Niech sobie złote góry obiecuje. Jedno ostrożnie, bo za mną w też tropy Niechętna sługa liczy moje stopy. Gachów mam pełno, choć nie mam gładkości. I żądze wzniecam; równam w tym miłości. Pieszczonam barzo, lecz nie w obieraniu, Bo kto szczęśliwszy, tego mam w kochaniu. A kogo pożar niewidomy pali, Wtenczas swe szczęście i nadzieję chwali, Kiedy w nagrodę statku po wytrwanej,
, bo mam dostatniego pana. Wprawdzie mię w wzroście skrzywdziła natura, Alem jest możnych krolow godna cora. I to rzecz pewna, że u ojca mego Nad moje imię niemasz nic droższego. Komu mię ślepa matka ma daruje, Niech sobie złote gory obiecuje. Jedno ostrożnie, bo za mną w też tropy Niechętna sługa liczy moje stopy. Gachow mam pełno, choć nie mam gładkości. I żądze wzniecam; rownam w tym miłości. Pieszczonam barzo, lecz nie w obieraniu, Bo kto szczęśliwszy, tego mam w kochaniu. A kogo pożar niewidomy pali, Wtenczas swe szczęście i nadzieję chwali, Kiedy w nagrodę statku po wytrwanej,
Skrót tekstu: ZbierDrużWir_I
Strona: 83
Tytuł:
Collectanea...
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1675 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910